Przystań. Rozdział 1.

Noc dłużyła się niemiłosiernie. Dochodziła pierwsza trzydzieści, a tłum ludzi, który stał przed restauracją, rozszedł się. Karetka odjechała piętnaście minut temu, wraz z policją i prokuraturą. Zwłoki od razu zostały zapakowane w czarny worek. Przed moimi oczami wciąż pojawiał się widok ciała opadającego na stary, nierówny chodnik. Strzał z broni palnej odbijał się echem w mojej głowie. Nie mogąc wykonać żadnego ruchu, dalej siedziałam na zimnym krawężniku. Schowałam twarz w dłoniach, kuląc się bardziej. Zbliżające kroki wyrwały mnie z zamyśleń. Odchyliłam lekko głowę, i od razu ujrzałam bruneta pochylającego się nade mną. W moich oczach ponownie pojawiły się łzy.  
- Odwiozę cię do domu, Chalessa - odezwał się czułym głosem. Przykucnął ujmując mój podbródek. - Nie płacz, już dobrze.  
- Zabił go - wyszlochałam. - On go zabił! I był szczęśliwy z tego powodu!  
Nic nie powiedział. Wstał prowadząc mnie do samochodu. Nie protestowałam, nie miałam na nic siły. Tommy milczał przez całą drogę, a ja dawałam upust emocjom. Nie docierało do mnie, że mój najlepszy przyjaciel zabił miłość mojego życia. Nie mieściło mi się to w głowie.  

Po wzięciu dwóch tabletek uspokajających udało mi się przysnąć na parę godzin. Przez całą noc czuwał nade mną Tommy, ale z samego rana wygoniłam go do domu, żeby odespał. Sama doprowadziłam się do ładu. Spuchnięta twarz, przypomniała mi o zdarzeniach sprzed kilku godzin. Nałożyłam na siebie bluzę i dresy, kierując się na dół. Usiadłam przy wyspie kuchennej, popijając gorącą kawę. Co chwila dzwonił ktoś z rodziny albo znajomych. Nie wiedziałam jak im to wyjaśnić, bo sama nie mogłam zrozumieć, jak to się stało. Po południu zostałam wezwana na komisariat. Nie spotkałam tam mojego przyjaciela, tylko mordercę pozbawionego skrupułów.  
Po wejściu do sali przesłuchań, Max spojrzał na mnie, i przez chwilę mogłabym pomyśleć, że widziałam w jego oczach skruchę, ale to było mylne wrażenie. Minęłam go bez słowa, wchodząc do innego gabinetu. Nienawidziłam tego człowieka.  
‘Kocham Cię. Będziesz ze mną, a nie z nim. On cię nie uszczęśliwi, Chess. Jego nie powinno tu być”. Jego słowa rozbrzmiewały w mojej głowie.  
- Dzień dobry pani Barson - niski mężczyzna w okularach siedział za biurkiem. - Wie pani z jakiego powodu została wezwana? - zapytał, na co potrząsnęłam przecząco głową.  
- Oskarżony przyznał się do zbrodni, ale powiedział nam też, że ma to związek z panią.  
- Wiemy, że zabity to twój chłopak. Wiesz co mogło być przyczyną? - odezwał się inny mężczyzna.  
- Max jest psychopatą! To jest jedyny powód. Nie wiem co w niego wstąpiło. Mówił takie okropne rzeczy -wzięłam głębszy wdech. Musieli wiedzieć co mówił. -Stwierdził, że nie mogę być z Aleksem. Lepiej mi będzie bez niego. Parę tygodni wcześniej dostałam plik zdjęć. Ktoś musiał je robić z innego budynku. To nie były korzystne sytuacje. Max przyznał wczoraj, że to był on - mówiąc to, cała się trzęsłam. Kwadrans później ruszyłam w stronę wyjścia, gdy policjanci skończyli mnie przesłuchiwać.  
Telefon dawał o sobie znać, ale nie zwracałam na to uwagi. Szłam przed siebie, nie miałam już siły by płakać. Tylko szłam. Wśród ludzi ujrzałam jego. Aleksa. Pomrugałam parę razy. Dalej tam stał. Stał przy naszej fontannie, przy której pierwszy raz się spotkaliśmy. Ruszyłam w jego stronę, ale się odwrócił. Zaczęłam za nim biec i krzyczeć, by zaczekał. Kiedy dobiegłam do niego, on zniknął. Zniknął. Upadłam na ziemię.  
- To musiał być on. Musiał..- mówiłam sobie w myślach.  
Przez kolejne dni nie wychodziłam z domu. Nikomu nie otwierałam. Z nikim nie rozmawiałam. Próbowałam poskładać wszystkie elementy. Nic nie miało dla mnie sensu. Chciałam być przy Aleksie. Przy nim było moje miejsce. Na pogrzebie było tak dużo osób. Ja jednak odłączyłam się od świata. Nie docierało do mnie kto i co mówił.  
We wtorek, dwa tygodnie po śmierci Aleksa, postanowiłam wyjść do ludzi. Wziąć się w garść. Ból pozostanie, ale trzeba żyć dalej, prawda? Przez cały czas wmawiałam to sobie.  
Pojechałam do Tommy’ego, który widząc mnie przed drzwiami, odetchnął z ulgą, że nic mi nie jest. Mialam z nim zawsze lepszy kontakt, niż z Mają.  
- Widziałam Aleksa, dzień po jego śmierci - przyznałam, pijąc łyk espresso. - Stał przy naszej fontannie. Uśmiechnął się do mnie, i zniknął. Byłam w takim szoku. Wiem, że to był on, Tommy.  
- To było złudzenie, kruszyno. Nie wiedziałaś co się dzieje. Byłaś u psychologa ostatnio? - wpatrywał się we mnie, badając moją reakcję.  
- Byłam raz. Tylko dlatego, że mnie zmusiłeś. Już jest lepiej, poradzę sobie sama - zapewniłam go. - Dasz mi numer do Gipsora?  
- Po co ci numer do tego idioty, Chalessa? - zapytał oburzony. - Przecież wiesz, co było ostatnim razem.  
Doskonale wiem. Pamiętam ten dzień, jak podjechał po mnie, gdy wracałam z klubu. Szarmancki i porządny jak się mogło wydawać. Do tego był znajomym Tommy’ego ze studiów. Poznałam jego oblicze dopiero na drugim spotkaniu. Przypadkiem zobaczyłam, jak daje komuś do ręki opakowanie z białym proszkiem. Był dilerem. Spróbowałam raz, i więcej przysięgłam sobie, że nie popełnię tego błędu.  
Od paru dni chodziło za mną, by spróbować tego jeszcze raz. Wiedziałam, że to mi nie pomoże, ale chciałam znowu poczuć euforię. Pragnęłam na chwilę zapomnieć.  
- Daj spokój. Chcę się tylko spotkać i pogadać - powiedziałam niewinnie, lekko się uśmiechając.  
Telefon zaczął wibrować na stoliku, a na wyświetlaczu pojawił się numer nieznany. Obojętnie przesunęłam palcem po ekranie, odbierając połączenie.  
- Chess, kotku, tak długo cię nie widziałem..- usłyszałam na starcie. - Czemu nie jesteś w domu? Jest już późno. Stoję i czekam na ciebie - mówił tak spokojnie, co wywołało zimne dreszcze na ciele.  
- Czego chcesz? Jak to możliwe, że jesteś na wolności? - próbowałam ukryć strach. Próbowałam być silna. Wcale nie znałam osoby z którą rozmawiałam. Bałam się go.  
- Chess, nie wiedziałaś, że mój ojciec to dobry prawnik? Znany prawnik i do tego bogaty prawnik bez problemu wyciągnie z więzienia małolata. Przyjedź za dziesięć minut pod blok - powiedział szyderczo.  
- Nie dzwoń do mnie. Zgłoszę nękanie, jeśli się do mnie zbliżysz!  
- Liliana to twoja siostrzenica, dobrze pamiętam? To ta mała blondyneczka o ślicznym uśmiechu. Chętnie ją zobaczę, Chess. - Nic nie powiedziałam, chłopak siedzący przy mnie widząc moją reakcję i wypadający telefon z ręki, od razu się ocknął i go złapał. Przyłożył słuchawkę do ucha.  
- Zostaw ją w spokoju, bydlaku. Jeszcze ci mało? - Tommy po paru sekundach przybrał bordowego koloru na twarzy. Rozłączył połączenie i wstał z kanapy, ruszając do drzwi frontowych.  
- Gdzie ty jedziesz! Nie, proszę, nie tam. On ci coś zrobi! Nie jedź - zaczęłam płakać. To jakiś horror. Ja chcę się z niego obudzić.  
- Uspokój się. Ten chuj groził, że zrobi coś Lilianie. Nie zostawię tak tego - nim zdążyłam zaprotestować, wybiegł z domu. Osunęłam się na podłogę, wybuchając płaczem.  
Otrząsnęłam się po chwili, zrywając się na równe nogi. Musiałam go dogonić. Musiałam go powstrzymać, bo inaczej dojdzie do kolejnej katastrofy.  
Jak na złe, zaczął padać deszcz. Nawet samochód zbuntował się przeciwko mnie. Po paru minutach wjechałam na parking. Wyskoczyłam jak opętana i dobiegłam do Tommy’ego.  
Nawet mnie nie zauważył. Max spojrzał na mnie tym paskudnym wzrokiem, aż zrobiło mi się niedobrze. Poczułam ulgę, że nie doszło do rękoczynów. Nie mogłam patrzeć na tego potwora. Przeklinałam cały wszechświat, cały sąd, że wypuścili go wolno.  
Tommy odkręcił się, i przyciągnął mnie do siebie. Marzyłam, by ten koszmar się skończył. Ale najwidoczniej nie zapowiadało się na to. Max w ręku miał nóż. Wzdrygnęłam się, i przylgnęłam bardziej do bruneta.  
- Jeszcze ci mało? Powinieneś skontaktować się już dawno z psychiatrą, Max - wydusiłam z siebie, patrząc na niego z pogardą. - Czym zawiniłam, że traktujesz tak moich bliskich?  
- Mówiłem już, że jesteś dla mnie wszystkim, a oni tego nie rozumieją. Ty też mnie przecież kochasz. Powinnaś się cieszyć, że ten laluś zniknął - miał takie puste oczy. Bałam się go, i nie miałam ku temu wątpliwości. Zrobiłam krok w tył, kiedy się zbliżył. Wyciągnął do mnie dłoń. Cofałam się w stronę samochodu. A wtedy on machnął nożem w stronę Tommy’ego. Krzyknęłam spanikowana.  
- Zostajesz ze mną albo on będzie gryzł piach, jak twój chłoptaś. Musimy się sobą nacieszyć, nie sądzisz? - uśmiechnął się kolejny raz. Miałam ochotę płakać. On jest nieobliczalny.  
Nim spostrzegłam, Tommy przekręcił rękę Maxowi, tym samym wyrywając nóż. Spadł na ziemię, a ja od razu podniosłam żeby nie sięgnął po niego. Obaj upadli na ziemię, turlając się po niej. Wszystko działo się z prędkością światła. Panowanie przejął Tommy, który na nim siedział, okładając pięściami. Miał w sobie tyle furii, jak nigdy dotąd. Zaczęłam krzyczeć, by przestał, kiedy zobaczyłam krew spływającą z twarzy Maxa. Moje krzyki na nic się zdały, więc pociągnęłam go z całej siły, . W końcu wstał a ja poprosiłam żebyśmy jechali już do domu.  
Byłam cholernie roztrzęsiona. Gdyby nie Tommy, byłoby ze mną naprawdę źle.  
- Nigdy nie lubiłem Aleksa - odezwał się, kiedy skręcaliśmy w następną uliczkę. - Zawsze sądziłem, że on nie jest dla ciebie. Ale tego pasożyta miałem ochotę dzisiaj zabić. Zostaniesz u mnie, a ja pojadę po Lilianę do babci - powiedział głosem nie znoszącym sprzeciwu. Pokiwałam głową. Bałam się sama siedzieć w swoim mieszkaniu, wiedząc, że ten psychopata jest w zasięgu wzroku.  
Po siódmej Tommy przywiózł Lilianę. Mała widząc mnie, przybiegła wtulając się w moją szyję.  
- Ciociu, tęskniłam za tobą - wyszeptała swoim słodkim głosem. Czterolatka podała mi kolorowy rysunek - Tatuś mówił, że przyjedziesz, więc zrobiłam dla ciebie obrazek. Podoba ci się?  
- Oczywiście, to jest najpiękniejszy rysunek, jaki widziałam, skarbie.  
Zjedliśmy wspólnie kolację, po czym Tommy położył małą spać. Widziałam, że radzi sobie bardzo dobrze z Lilianą. Od śmierci Mai musiał być silny dla niej. Miał dla kogo żyć.  
Udałam się do łazienki żeby wziąć szybki prysznic. Owinięta w ręcznik, spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Mój wygląd idealnie odzwierciedlał to, jak się czułam w ciągu ostatnich tygodni. Nie byłam już tą samą, radosną nastolatką. Widziałam smutne oczy pozbawione blasku. Wszystko się zniszczyło, a ja musiałam dać sobie z tym radę. Codziennie powtarzałam sobie, że ból minie, a rany zabliźnią się. Nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo się myliłam. Zawsze próbowałam być dzielna, ale po śmierci Aleksa po prostu nie zdołałam stawić temu czoła.  
       W czwartkowy poranek pojechałam na uczelnię. Gromadka ludzi stojąca przy sali spojrzała w moją stronę. Nina podeszła do mnie, ściskając na powitanie.  
Moi znajomi byli także znajomymi Aleksa. Wiedzieli, jak źle to znoszę. Wiedziałam, że mam w nich wsparcie. Pokazywali to na każdym kroku. W zeszłym tygodniu cała czwórka przyjechała do mojego mieszkania, wyciągając mnie do pizzerii. Byłam im bardzo wdzięczna.  
Przez kolejne sześć godzin miałam wykłady. Profesor kazał nam napisać pracę na kilkanaście stron, więc zabraliśmy się do roboty. Pomogło mi to zapomnieć, choć na chwilę, o moim życiu.  
Tommy wynajął ochroniarza, który pilnował mojego mieszkania przez całą dobę. Czułam się o wiele bezpieczniejsza. Max próbował dwa razy złamać kod bezpieczeństwa, ale na szczęście Edward poradził sobie z nim bez zarzutów. Wpisał nowy, więc do tej pory nic się nie dzieje.  
Miałam zamiar unikać Maxa tak długo, jak tylko było to możliwe. Byłam pewna, że nie skończy się to dobrze. Byłam zmuszona zmienić numer. Jedynym rozwiązaniem było unikanie tego bandyty.

Majla

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 2296 słów i 12407 znaków, zaktualizowała 14 lip 2017.

4 komentarze

 
  • Ness2812

    Wpadłaś do mnie, a ja w poszukiwaniu czegoś ciekawego zajrzałam do Ciebie. I znalazłam ;) Troszkę za szybko się to wszystko toczy - nie mam czasu się wczuć w klimat, ale fabuła jest ciekawa i błędów jak na lekarstwo. Super! Pozdrawiam!

  • agnes1709

    @Ness2812 Młoda jest super!

  • agnes1709

    No i jest w końcu dramat z wartką akcją, gdyż większość tu z tej kategorii to też "dramaty", tylko, że w jakim tego słowa znaczeniu?:D
    Graba w górę i czekam na dwójkę.
    ;)

  • Ja.

    Intrygujące, akcja szybko sie toczy, podoba mi sie ^^ oby tak dalej.

  • Somebody

    Jestem ciekawa jak się to dalej potoczy:)