Przystań. Rozdział 10

Chłopak swoim ognistym wzrokiem wypalał we mnie dziurę. Bałam się odezwać, a Dean jakby zdawał się to zauważyć, bo po chwili odchrząknął.
– Przypadkiem poznaliśmy się nad jeziorem – spojrzał na mnie krzepiąco, sprawiając, że odetchnęłam spokojnie. Nie wiem, czy uspokoiło to Maxa, ale tylko się zaśmiał, zapraszając gości do środka. Jak to możliwe, że Dean to jego przyjaciel? Pytanie krążyło w głowie, ale nie zostało zadane. Mężczyźni długo rozmawiali, wspominając stare dobre czasy. Erica, bo tak miała na imię dziewczyna Deana, siedziała cicho, tak samo jak ja. Zamieniłyśmy ze sobą parę zdań i na tym się skończyło. O wszystkim mówiła ze zbyt dużym przekąsem i wyższością.
Czułam wewnętrzny strach, ale wszystko ukrywałam, żeby nie rozwścieczyć Maxa jeszcze bardziej. Mimo wyczekiwanego spotkania z przyjacielem widziałam, jak na mnie patrzył. Coś mi mówiło, że to nie będzie przyjemna noc. Udawał najlepszego chłopaka na świecie, ale w rzeczywistości był wcieleniem diabła.
Kiedy poprosiłam Maxa o czwartą lampkę wina, ponieważ potrzebowałam odprężenia, wrogość w jego oczach pojawiła się ze zdwojoną siłą.
– Chess, po alkoholu robisz się bardziej niż stuknięta – zaczął szydzić, a mną zawładnęła złość. Poczułam, jak policzki pieką mnie żywcem, ale spuściłam jedynie wzrok. Gdybym sprzeciwiła się choć słowem, odwdzięczyłby się za to później. – Mam rację, kochanie? – zacisnął usta w wąską linię, a oczy wszystkich zgromadzonych skierowane były w moją stronę. Chciał zrobić ze mnie niezrównoważoną psychicznie?
– Tak. Chyba trochę przesadziłam – uśmiechnęłam się przepraszająco, kątem oka zauważając, że Dean przygląda mi się ze zmarszczonymi brwiami. Spojrzałam na niego, błagając, żeby zobaczył w moich oczach cierpienie i ból. Błagałam go w myślach o uwolnienie. Zobaczyłam w jego oczach błysk, na co moje serce zabiło mocniej. Dumał nad czymś, kiedy Erica trzepotała rzęsami w stronę Maxa. O czymś dyskutowali, ale nie interesowało mnie to. Dean był moją ostatnią deską ratunku i on jedyny mógł zauważyć, że coś jest nie tak.
– Chess – odezwał się nagle. – Możemy porozmawiać? – zawahałam się, a on szybko dodał – Chciałem zająć się aranżacją gabinetu, a wiem, że ty masz do tego smykałkę – odparł ze spokojem. Max nie dawał po sobie niczego poznać albo po prostu złapał haczyk. Kiwnęłam głową, wstając od stołu.
– Usiądźcie na kanapie – zasugerował, za co przeklnęłam go w duchu. Nic nie mogłam powiedzieć Deanowi.
Chłopak usiadł na sofie, a ja poszłam jego śladem.
– Nie wiedziałem, że tu będziesz – przyznał ze zdziwieniem.
– Myślałam, że pochodzisz z Athlone – wypomniałam jego kłamstwo.
– Pochodzę z Nowego Jorku, ale w wieku jedenastu lat przeprowadziłem się do Athlone – wyjaśnił. Uszło ze mnie trochę napięcia. – Wszystko w porządku, Chalessa? Nie wyglądasz na szczęśliwą – próbował mówić jak najciszej, ale wiedziałam, że Max i tak nas obserwuje.
Pokiwałam powoli głową.
– Trochę się na mnie złości – miałam nadzieję, że zrozumie, ale tak się nie stało.
– Mam z nim porozmawiać? – zapytał, wywołując u mnie niepokój.
– Nie! Wszystko jest okej, naprawdę – przygryzłam wargę, żeby nie rozpłakać się przy nim. Jeśli Dean porozmawiałby z Maxem, zostałabym zamordowana. Uśmiechnęłam się smutno do chłopaka, wstając z kanapy.
– Mam nadzieję, że pomogłam – powiedziałam nieco głośniej. Pokiwał twierdząco, ale wydawał się nieobecny duchem. Do końca kolacji siedziałam jak na szpilce. Gdy para zmierzała ku wyjściu, poczułam się niedobrze.  
– Gdybyś czegoś potrzebowała, zadzwoń do mnie. Nie mam do ciebie tak daleko – wyszeptał mi do ucha. – Masz mój numer?
– Mam – skłamałam. Max stanął przy mnie, kładąc rękę na plecach. Pożegnał przyjaciela, zamykając drzwi. Stał przez chwilę odwrócony plecami do mnie, a ja nie wiedziałam czego się spodziewać. Był bardzo zły? Zacisnął dłonie w pięści, przez co poczułam strach.
Powoli odwrócił się w moją stronę, ale jego oczy były puste. Takie same, kiedy zabił z łatwością Alexa.
Przełknęłam cicho ślinę. Zjawił się w ułamku sekundy, zaciskając rękę na mojej szyi. Zabrakło mi powietrza. Bezskutecznie próbowałam odciągnąć jego rękę.
– Co to miało, kurwa być? – ryknął, zwiększając ucisk. Łzy zaczęły spływać strużkami. Kiedy w końcu mnie puścił, zaczęłam strasznie kasłać. Brałam coraz to więcej wdechów, próbując dojść do siebie. Złapał mnie garścią za włosy i pociągnął do siebie. Zawyłam z bólu.
– Max! Ja nic nie zrobiłam – szloch wyrwał się z mojego gardła. Zaśmiał się szyderczo, ale moment później jego oczy zapłonęły. Skuliłam się w sobie.
– Gilbert! – warknął. Olbrzym zjawił się w ułamku sekundy, czekając na polecenie. – Przynieś sznur z garażu – rozkazał. Gilbert stał przez chwilę, upewniając się, że to nie żart, po czym zszedł po schodach.
– Zakochałem się w zwykłej kurwie, która umawia się na seks tuż przy mnie! – wykrzyknął.
– Nic nie robiłam wbrew tobie, przysięgam. Kocham tylko ciebie – pociągnęłam nosem.
– Widziałem, jak na niego patrzysz, suko – zamachnął się, uderzając mnie w policzek. Utrzymałam równowagę, ale ból był niemiłosierny. – Źle ci ze mną? – podniósł mój podbródek, patrząc w oczy. – Nie rycz, tylko patrz na mnie.
– Z tobą jest mi najlepiej, wiesz o tym – starałam się brzmieć szczerze.
– Kłamiesz! Narobiłaś mi takiego wstydu – przywarł mnie do ściany. Wziął sznurek w jedną rękę, a drugą popchnął moje ciało na podłogę. Płakałam cicho, prosząc, by mnie zostawił.
Krzyczałam z każdym jego ciosem, skóra mnie parzyła, piekła. Powtarzał, że jestem nic niewarta i odechce mi się flirtowania z facetami. Wykrzyczał, że nie może na mnie patrzeć, bo go zdradziłam. Chciałam zginąć, niż cierpieć jeszcze bardziej. Chłostał mnie prawie wszędzie. Kiedy wymierzył drugiego kopniaka w głowę, obraz rozmazał mi się i nie zobaczyłam już nic więcej, prócz ciemności.

Majla

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1109 słów i 6364 znaków, zaktualizowała 23 gru 2017.

3 komentarze

 
  • Fanka

    :bravo:

  • agnes1709

    Bardzo ładnie, tylko czemu coraz krótsze?:sad2: Radziłam, co zrobić? Oj, maleńka...

  • agnes1709

    Łapka na zapas, przeczytam po filmie, słońce:kiss: