Pamięć cz 10

Karen czuła się całkowicie przybita tą widomością. Zupełnie nie myślała o tym, że Dalia powinna być też załamana albo co najmniej zmartwiona. Dziewczyna patrzyła to szatynke to znowu na jej chopaka. Nie rozumiała czemu się tak martwią. Pojawiła się i zniknie. Oni to nazywają śmiercią. Nie rozumiała ich zachowania, ponieważ wiedziała z informacji, z którymi się już zapoznała, że wszyscy umierają. Czyli jest to najbardziej oczekiwana rzecz. Nie tyle oczekiwana, jak pewna.
— Czuję od ciebie uczucie, które znacznie przewyższa w mocy to, co czułam poprzednio. Scott powiedział, że to żal. Dlaczego to czujesz?
Karen objęła ją mocno i zaczęła płakać.
— Pojawiłaś się tak nagle w moim życiu. Pokochałam cię prawie od razu. Jesteś cudowną istotą. Nie chcę żebyś umarła.
— Dlaczego?
Szatynka nie miał siły jej tłumaczyć.
— Jeśli się kogoś kocha to chce się, żeby ta osoba była blisko. To nie to samo co daleka podróż. Bo wówczas się ma świadomość, że może się zobaczy znowu tą osobę, ale jak ktoś umiera, odchodzi na zawsze.
— Ale ja jestem teraz. Zamiast martwić się tym co jeszcze nie nastąpiło, powinnaś się cieszyć mną kiedy jestem.
Żelazna logika Dalii wiele jej nie pomogła.
— Może cię zobaczę po dugiej stronie — chlipała.
— O czym mówisz, o jakiej stronie?
— Podobno jest życie wieczne. Wówczas ludzie żyja jako dusze. Tak w biblii napisano — powiedział Scott.
— To jakaś książka?
— Ta sama, która mówi o Bogu.
— Aha. Ciekawa ta książka? Masz ich wszystkich dużo.
— Dalio, to specjalna książka. Na jej podstawie opierają się religie chrześcijańskie. Jest jeszcze kilka innych ksiąg i na ich podstawie opierają się inne religie.
— Coś pamiętam. Religia to sprawa dotycząca Boga. Tej istoty, która jest ważna. Której nikt nie widział i nigdy z nią nie rozmawiał. Czy w tych książkach są jakieś informacje?
— Jest dużo wierzeń i religii. Niby jest ten sam Bóg, ale różnie go przedstawiają.
— Czyli jest dużo bogów, tak?
— Mnie się zdaje, że jest jeden.
Dalia odczuła, że Karen trochę się uspokoiła. Przestała płakać i jej cudowne odczucie trochę się zmniejszyło. Brunetka zrozumiała, że rozmowa o tym trochę na to wpłynęła.
— Ty też tak myślisz, Karen?
— Podobnie. Ameryka to chrześcijański kraj. Wierzymy w Boga z bibli. Jak chcesz to dam ci jutro biblię to poczytasz. Jesteś taka opanowana. Faktycznie, musimy znaleźć Harleya, wtedy nie umrzesz.  
— Nie wiem jak wygląda. To chyba on ma mnie znaleźć, a nie ja jego.
— Pamiętasz coś jeszcze — Karen ożywiła się trochę.
— Nie. Wyciągam wnioski. Mam w sobie już trochę informacji i łącze je. To wszystko.
— Kare mówiła, że jesteś genialna. Dzieci uczą się kilka lat pisać i czytać. Zajmuje im rok, żeby zacząć mówić. Ty to wszystko opanowałaś w jeden dzień. Gdyby można podłaczyć cię do systemu informacji...
— Umiem czytać. Mogę czytać i będę pamiętać.
— Tak, ale wiesz ile jest książek? Kiedyś pierwsze komputery miały wielkość tego pokoju, a informacji miały sto razy mniej niż moja komórka. Teraz jeden dobry komputer ma wszystkie informacje jakie są w stu tysiącach książek.  
— A ile informacji ma twój mózg?
— Nie wiem. Tyle ile przyswoję.
Dalia zaczęła się nad czymś zastanawiać.
— Wybacz, że zapytam o to. Bo wiem, że to spowodowało zaburzenie w twoich uczuciach. Ja sądziłam, że skoro kochasz Karen, ucieszysz się, że miałam z nią to, co nazywacie kochaniem. Ale potem zdobyłam więcej informacji i zrozumiałam dlaczego tak odczułeś. Uważasz, że jej duchowość jest dla wszystkich, ale jej ciało należy do ciebie. Tak?
Scott popatrzył na nią.  
— Nie zupełnie. To się łaczy z moralnością. Niektórzy ludzie kochaja się bez żadnych uczuć. Inni znowu kochaja się uczuciowo, a nie kochają się ze sobą. Na przykład w obrębie rodziny.
— Ale... — Karen coś chciała dodać.
— Tak, Karen. Dle to są dewiacje.... Ja muszę iść spać. Wstaję rano. Postaram się pomóc, by Harley cię znalazł do miesiąca. Też jesteś mi bliska i nie chciałbym abyś umarła. Mam do ciebie uczucie, może nie tak mocne jakie ma Karen, do ciebie, ale mam.
Scott podszedł i uścisnął Dalię.
— Jak chcesz to śpij z nią — powiedział do swojej dziewczyny.  
Miał pewność, że Karen potrzebuje być blisko brunetki. I jakoś wiedział, że zbliżenie między nimi już nigdy nie nastąpi. Czuł, że ufa Karen, ale jeszcze bardziej Dalii. I to go zastanowiło, dlaczego tak właśnie odczuwa.  
— Dziękuję ci, kochanie.  
Szatynka przytuliła mocno Scotta. Bardzo go chciała pocałować, ale wiedział, że Dalia odczuje.
   Scott wiedział to również i rozumiał dlaczego Karen mu dziękuje. Poszedł do łazienki i po chwili usłyszały szum wody z prysznica.
— On cię bardzo kocha.  
— I ja jego. Ciebie też kocham, tylko inaczej. Przykro mi, że tak wyszło. Nie każda przyjemność jest dobra. Nie żałuję, że to było. Żałuję, że jemu to zrobiłam.
— Nie myśl o tym, to było. Musisz żyć chwilą, która jest. Wówczas żyjesz prawdziwie. Inaczej myślisz, że żyjesz. Bo naprawdę twoje wnętrze zajmują wspomnienia tego co było albo rozterki o tym co jeszcze nie przyszło. I może wcale nie nadejść.  
— Tak, ty nie umrzesz. Czuję.
— Naprawdę? Może to fajnie czuć co było i co będzie. Ja tylko odczuwam teraz.
— Chcesz się umyć pierwsza? Ja pościelę łózko dla Scotta i dla nas. Kochany jest. Wiedział, że chcę być przy tobie blisko.
— Mogę ci pomóc, to wówczas będzie szybciej. I możemy razem się myć. Lubię się myć z tobą.
— Nie wiem sama. Będziemy obie nago...
Dalia odczuła.
— Chyba rozumiem. Dla was ubiór zasłania waszą intymność. Tą fizyczną i tą duchową. Teraz jest inaczej. Scott powiedziła mi, żebym tego więcej nie robiła z tobą. I ja nigdy już tego nie zrobię. Widzisz, on zastanawiał się jak by zareagował w sytuacji gdyby to on był na twoim miejscu. Ja się czegoś nauczyłam. To nie to, że kłamiesz. Wy wszyscy to macie. Wszystko dla was jest uwarunkowane. Dla mnie jest proste. Mogłabym wejść do niego i być nago. Bo dla mnie nagość jest normalnością. Dla mnie ubiór jest krępujący, podobnie jak dla was nagość. Ale wy nie jesteście jak ja. To nie jest to, że zaczynam odczuwać dobro i zło, ale wiem, że kochanie się z tobą było pomyłką. Bo stworzyło zaburzenie w harmonni tego wszystkiego.  
Karen zdobyła się, żeby to powiedzieć.
— Gdybyś do niego weszła on by uciekła, wygonił ciebie albo cię chciał. Jesteś człowiekiem, ale innym niż my wszyscy. Sądziłam, że jesteś jak dziecko, ale się myliłam. Ty jesteś ponad tym. Jesteś ponad nami. Odczuwam to teraz. Już nie obawiam się być obok ciebie nago. Jak chcesz możemy się razem myć.  
— Ja nie powiedziałam, że chcę. Powiedziałam, że lubię.
— To nie to samo?
— Nie. Ja nie pragnę. Ja przyjmuje co jest mi dane. Całkowicie.  
Szatynka poczuła się dziwnie.
— W jaki sposób zatem mnie kochasz?
— Kocham. Nie umiem powiedzieć dlaczego. Nie umiem tego nazwać. Kocham tak samo Scotta, ale on to inaczej odczuwa i w związku z tym to inaczej rezonuje. Miłość nie ma dna. Gdybyś kochała jak ja, zrozumiałabyś. Ja kocham wszystko. Ważne jak druga istota kocha mnie. Wiesz kogo pierwszego pokochałam?
— Harleya?
— Nie. Ja nie wiem kim on jest. Nie znam go. To co ci powiedziałm, to informacje. Pokochałam najpierw tego żebraka. On mnie też pokochał. Chciał mnie okryć i chronić, ale się bał. Chciałabym go zobaczyć i powiedzieć mu o tym.
    Karen poczuła łzy na policzkach. Nie wiedziała do tej pory kim jest Dalia. I brunetka od razu odczuła. Miłość Karen pokonała kolejny stopień. To co emanowała było nawet mocniejsze niż poprzedni żal.
Scott wyszedł z łazienki.
— Możecie się myć.
— Och, miałam ci posłać łóżko ale wdałam się w głęboką dyskusję z Dalią. Ona jest... cudowna. Musisz ją pokochać jak ja, żeby to zrozumieć i odczuć.
— Nie trap się tym, kochanie. Przygotuje sobie sam łóżko i może wam pościelę. Myjcie się. Czuję, ze chcecie razem. Ale nie obawiam się. Ufam ci, ale wiesz co? Dalii bardziej. I nie wiem dlaczego.
Karen poczuła się po raz kolejny zaskoczona. Tym razem poczuła, że jej miłość do Scotta wzrosła, mimo że sądziła iż nie jest w stanie pokochać go mocniej. I nie musiała długo czekać, żeby przekonać się co było tego powodem, że nagle stał się lepszy niż poprzednio. Podszedł do Dalli i ją przytulił.
— Jesteś samą dobrcią — szepnął, ale wiedział, że Karen usłyszy.
    Brunetka przyjęła to w zupełnie naturalny sposób.
Poszły do łazienki. Po chwili zaczęły się myć. Nie starały się by ich ciała się stykały, ale też nie odskakiwały jak oparzone kiedy dotknęły się biodrami czy rękami. Karen pierszy raz nie czuła, że ma ciało.
— Czuję się jakbym była tylko duszą. Nie myślałam, że mogę się tak czuć.  
    Ale Dalia nic nie odpowiedział. I nie dla tego, że nie usłyszała. Ona czuła się tak od początku, mimo że nic nie wiedziała o duszy, którą była.  
Wytarły się i ubrały w koszule. Chociaż Karen wiedziała z całą pewnością, że mogłaby spać z nią nago. Odczuła bowiem, że ciało jest ubraniem jej prawdziwej osoby, a koszula czy ubranie jest ubraniem dla ciała.  
— Pójdę na chwilkę do Scotta. Chcę go pocałować. Tak bardziej czule. Mówię ci, żebyś wiedziała.
— Umiem sobie z tym radzić. I nie muszę wygaszać odczuwania, chociaż i to już potrafię.  
Karen weszła do pokoju gościnnego.
— Coś się stało, kochanie?
— Nie. Przyszłam cię pocałować. Tak mocno i czule, mogę?  
— Czemu pytasz, przecież mnie kochasz i ja ciebie.
Karen nachyliła się i poczuła usta Scotta. Całowali się chwilę bardzo czule i intymnie.  
— Dalia sprawiła, że stałam się lepszym człowiekiem.  
— Tak, jest cudowna. Musze coś zrobić, żeby ten chłopak ją odnalazł. Tylko co?
— Tak. I ja muszę. Śpij już. Zobaczymy się jutro po pracy. Dobranoc.
Scott przekręcił się na bok. Czuł jeszcze wilgoć ust swojej Karen. Teraz dopiero odczuł, że całkowicie jej przebaczył. I zanim Karen dotarła do swojej przyjaciółki, Dalia to odczuła.  
— Czy oni maja limit — szepnęła do siebie.
Rozkosz tańczyła gdzieś w jej środku, kiedy Karen wsunęła się do łóżka. Tym razem to ona przytuliła się do pleców brunetki i prawie natychmiast zasnęła.

Dalia obudziła się pierwsza. Czuła, że Scott już wyszedł. Wstała i poszła do łazienki. Załatwiła potrzebę i umyła zęby. Kiedy kończyła, weszła Karen. Miała włosy w nieładzie i lekko zaspane oczy.
— Spałam jak zabita i nawet nie pamiętam co śniłam.
— Zabita i śniłam?
— Poczekaj chwilkę.  
    Ale Dalia odczuła i wyszła. Karen chciał coś powiedzieć, ale zaniechała. W końcu nie muszą być razem kiedy robią siusiu. Wskoczyła pod prysznic. W tym czasie, Dalia weszła do kuchni. Na stole, na talerzu leżały kanapki i owoce. Wiedziała, że Scott im to zostawił. Uśmiechnęła się.  
— Scott zrobił nam śniadanie.
— Och, to miło.  
Szatynka wstawiła wode na herbatę.
— Czy wiesz, że większość amerykanów zaczyna dzień od kawy?
— Takiej jak wczoraj?
— Nie. To było cappucino. Włoska i hiszpańska specjalność. Tu piją czarną, tanią lurę.
— Lurę?
— No tak. Mówię slangiem. Lura to niskiej klasy kawa, czy herbata. A poprzednio powiedziałam, że spałam jak zabita. Znaczy bardzo mocno. Czasmi mówi się : zabij mnie, a nie pamiętam.Oczywiście nikt nie chce nikogo zabić.
— Tak, ale powiedziałaś, że nic nie śniłaś. To znaczy, że zazwyczaj śnisz?
— Tak, to normalne. A ty nie masz snów?
— Nawet nie wiem co to jest, wytłumacz mi.
Karen się zdziwiła po raz kolejny.
— Och. Sen to jest to, że masz jakieś sytacje, czasem gdzieś jesteś. Śpisz, a odczuwasz jakbyś gdzieś była lub coś robiła.Czasem sny są bardzo realne, a czasem całkiem nie. Nazywamy to fantazją.  
— Wiesz to kiedy śnisz?
— Podobno bardzo rzadko się zdarza, że ludzie wiedzą, że śnią. Ja wiem o tym, kiedy się obudzę. Większość snów pamięta się tylko zaraz po obudzeniu. Czasem pamięta się przez cały dzień, a czasem cały czas. To chyba jak z pamięcią. W komputerze jest tak zwany twardy dysk i mięki dysk. To znaczy na twardym są informacje zapisane na stałe, a na miękim, można je łatwo usunąć. Teraz naukowcy twierdzą, że mózg komputera pracuje jak ludzki.  
— Kim są naukowcy?
— To tacy ludzie, co są mądrzejsi niż inni. Wymyślają różne wynalazki. Ty może zostaniesz naukowcem. Masz doskonałą pamięć.
— Doskonałą. Pamiętam tylko trzy dni.
— No tak, ale jak coś przyswoisz to pamiętasz. A przyswajasz wszystko.
— Czy naukowcy są lepsi niż inni. Czy bardziej kochaja niż inni?
— E, nie. Oni są po prostu mądrzy.
— Być mądrym jest mnieszą wartością niż być dobrym.
— O! To osąd. Zaczęłaś czuć różnicę między dobrem, a złem?
— Chyba nie. To logiczne. Wynalazki mają dobre i złe strony. Dobroć jest zawsze dobrocią.
Karen sobie coś przypomniała.
— Musisz koniecznie poczytać tą biblię. Tam jest dużo o dobroci i złu. I jest dużo o Bogu i Chrystusie. On był bardzo dobry. Tak mówi ta księga.
— O! Gdzie mieszka? Skoro jest dobry, bardzo bym chciała go poznać. I pamiętaj, że musimy zobaczyc tego żebraka. To bardzo dobry człowiek. Zapamiętałam na twardym dysku — uśmiechnęła się Dalia.
Karen patrzyła na nią.
— Jesteś najpiękniejszą istotą jaką widziałam. Pewnie Ewa nie była ładniejsza.
— Ta od Adama?
— Tak.
— Dlaczego tak sądzisz, że była piękna?
— Sam Bóg ją zrobił, więc musiała być. Wszystko co zrobił jest piękne.
— Czyli coś wiesz o tym Bogu. To jego imię?
— O nie. To tytuł, nazwa. Niektórzy mówią, ze miał imię Jahwe inni, że Jezus. Jeszcze inni, że Jestem, który Jestem.
— To dziwne. Tyle o nim wiesz i inni również, a nikt go nie widział.  
— Bóg ponoć jest niewidzialny. Pochodzi z duchowego świata. Poczytasz, to sama się przekonasz.  
— Poczytam, ale najpierw musimy odwiedzić tego człowieka. Miał na imię George. Zaraz przy restauracji Mika.  
    Po śniadaniu pojechały.  
Stary żebrak porządkował swoje rzeczy.  
— Hej, pamiętasz mnie? — zapytała Dalia.
Mężczyzna odwrócił się i popatrzył na dziewczyny. Bruneka podeszła bliżej.
— Pomogłeś mi, jesteś dobrym człowiekiem.
— Ech, to nie było nic wielkiego. Skąd jesteś? Pojawiłaś się nagle. Najpierw błyskało jakby było małe wyładowania.
— Co możemy dla ciebie zrobić, dobry człowieku? — zapytała Karen.
— A co mi potrzeba? Czasem jak jest zimno przydałoby się pospać w suchym. To wszystko.
Dalia podeszła i przytulila Georga. On w pierwszej sekundzie chciał się wyrwać, ale po chwili się uspokoił.  
— Ty, ty jesteś...  
Obie dziewczyny zobaczyły, że stary człowiek ma łzy w oczach.
— Jesteś dobrocią. Niech cię Bóg błogosławi.
Dalia popatrzyła na niego.
— Znasz go? Bo wszyscy o nim mówią, a nikt go nie zna.
— Tak. Rozmawiamy czasem. Wspomnę mu następnym razem o tobie. Już wtedy coś czułem, że jesteś inna.  
Zaczął znowu coś przekładać.
— Gorge, jesteś głodny?
— Nie, nie. Mike o mnie dba. Nic mi nie trzeba.  
Karen wzięła brunetkę pod rękę.
— Chodź odwiedzimy Mika, ucieszy się.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użył 2750 słów i 15664 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto