Odium // Grześ 2011

Był czas, który niesamowicie wzmocnił intymność między mną a przyjacielem. W tamtym okresie każdy mój dzień wyglądał identycznie. Wstać rano, iść do szkoły, po szkole wstąpić do Nathana, posiedzieć z nim, wrócić do domu. I nie byłaby to rutyna, gdyby nie fakt, że siedzenie z Nathanem faktycznie opierało się wyłącznie na siedzeniu z nim. Mało kiedy zamieniliśmy ze sobą chociaż parę słów. Jego mama była stale zdziwiona, że w ogóle przychodziłem do przyjaciela w odwiedziny, jeśli ten dawał mi jasno do zrozumienia, że nie chciał się ze mną widzieć. Wiedziałem jednak, że przyjacielowi nie chodziło o mnie, Nathan po prostu nie chciał mieć kontaktu ze światem zewnętrznym – nie chciał dostawać słów otuchy, które nie pomagały.
   Kiedy jeszcze tata nie wymontował mu zamka w drzwiach, siadałem, na podłodze pod nimi, czasem robiłem zadania domowe, ale częściej po prostu siedziałem i nasłuchiwałem. Chciałem być pewien, że Nathan jeszcze tam jest. Po paru tygodniach byłem wyczulony na każdy szmer.  
- Nathan, jestem tu – zrezygnowałem już z dodania ,,gdybyś chciał pogadać”. Po prostu chciałem, żeby wiedział, że tam jestem. Do dziś nie wiem – ponieważ jest to niemożliwe do zweryfikowania – ile razy mnie nie usłyszał, będąc zajętym swoimi myślami.  
   Byłem wdzięczny jego tacie, że pewnego dnia uniemożliwił Nathanowi zamknięcie się w pokoju. Od tego czasu nie musiałem już mieć wyczulonego słuchu, widziałem co robił - ciężko oddychał.
   Zwykle zastawałem go w łóżku – chyba trzy razy na podłodze – leżącego na brzuchu z głową odwróconą do ściany. Nie odzywał się do mnie, a ja pozostawałem przy zwyczajowym ,,jestem tu”. Wtedy siadałem przy jego biurku i robiłem to co za drzwiami - uczyłem się, ale wtedy było mi trudniej. Kiedy już zobaczyłem Nathana, nie mogłem oderwać od niego wzroku. Pierwsze parę razy rozpłakałem się na widok sylwetki przyjaciela. Zawsze był chudy, ale wtedy przekroczył już wszelkie normy. Wiedziałem, do czego dążył.  
   Nathaniel nie podejmował już prób samobójczych, nie miał na to siły, ale to nie oznaczało, że tego nie chciał.  
   Przełom tamtych lat był najtrudniejszym okresem naszej przyjaźni - mimo że wcale się nie kłóciliśmy – rzadko kiedy mieliśmy możliwość ją pielęgnować.
   To jedno popołudnie zapamiętałem najbardziej - Nathaniel zaczął krzyczeć z bólu, byłem w szoku, do tej pory leżał bezwiednie  i nie sądziłem, że kryje w sobie tak wielkie pokłady energii. Wtedy jednak krzyczał, i krzyczał tak mocno, że jego twarz zrobiła się czerwona, a szczękę miał niesamowicie napiętą. Łzy spływały mu po policzkach. Płakał i krzyczał, byłem spanikowany, ale usiadłem obok niego i próbowałem uspokoić, pytałem co mu jest i jak mogę pomóc – ten w odpowiedzi tylko uderzył mnie pięścią w twarz. Mama mojego przyjaciela zadzwoniła po męża, a tata Nathana na pogotowie. I to był dzień, kiedy poznałem różnicę miedzy bólem psychicznym a fizycznym.  
- Ból psychiczny jest wtedy, kiedy ma się świadomość bólu, ale nie potrafi się go zlokalizować, w przeciwieństwie do fizycznego, kiedy dokładnie wiemy, co i w jaki sposób nas boli – usłyszałem patrząc na kroplówkę z lekami uspokajającymi podawanych Nathanowi. Jego przytłumiony jęk był ostatnim dźwiękiem, który usłyszałem w tamtym roku. Huk fajerwerek rozbrzmiał chwilę później.

Dodaj komentarz