Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Krew. cz. 17

– Dobranoc kochanie. – wstał i oczekiwał, że otrzyma buziaka w policzek, jak się to zwykle miało, ale Beatrice tylko go lekko przytuliła.
Podeszła do Nadii, a ta wstała i brunetka również tylko przytuliła swoją macochę. Beatrice miała wielką ochotę ją ucałować, ale wiedziała, że wówczas ojciec będzie miał dowód, że nadal jej nastawienie do niego jeszcze nie powróciło do stanu sprzed wypadku, więc przez chwilę trzymała tylko swoją macochę w ramionach. Po kilku sekundach Beatrice uwolniła się z ramion Nadii i poszła do pokoju brata, zapukała, a kiedy usłyszała, że ma pozwolenie wejścia, otworzyła drzwi i weszła.
– Czuję się zmęczona i idę do swojej sypialni. Życzę ci dobrej nocy, bracie.
– Śpij dobrze, siostrzyczko. – podszedł do niej, a ona go krótko objęła.
Po chwili wyszła i poszła do siebie.  
– Kevin masz otwartą klatkę. Ja idę spać. Jutro mamy cały dzień, bo pewnie się nigdzie nie ruszę. Mam dużo szukania w sieci.
Zgasiła światło i położyła się do łóżka.
– Gdzie jesteś, Alex? Mam nadzieję, że ten ktoś ci pomaga, a nie szkodzi. Pamiętaj, że masz powód, żeby żyć. Pamiętaj.
Planowała porozmyślać o wielu sprawach, ale kiedy tylko się położyła i przymknęła powieki, prawie natychmiast zasnęła.

                                                                                 *
William próbował zająć czymś uwagę Alexa, aby ten wciąż nie myślał o swojej stracie. Nie chciał mu dawać fory w szachach, bo brunet z pewnością by się zorientował. Po skończonych partiach zaproponował, by Alex zrobił obiad. Sam udał się do swojego pokoju z komputerami i zaczął badać i łączyć pewne fakty. Z komputera Calma dowiedział się tyle, ze praktycznie mógł już połączyć brakujące elementy. Pewnych spraw sam nie rozumiał. Dlaczego na przykład wymienił starą część parku? Co, miał powiedzieć młodemu porucznikowi, że zobaczył obraz szerokiego rowy ściekowego ze zwłokami Petera? A tak naprawdę było. Że był to ten właśnie park, wiedział, bo kiedyś miał tam spotkanie będąc jeszcze w aktywnej służbie. Ciekawiło go czy elementy zapalnika wskażą powiązania z kimkolwiek.  
Usłyszał pukanie.
– Wejdź.
Forest wyglądał tak samo jak podczas gry.  
– Obiad gotowy. Zrobiłem, co umiałem. Zupę pomidorową i naleśniki. – ponownie zrobiło mu się smutno, bo przypomniał sobie zeszłą sobotę.
– Z pewnością będzie dobre, o ile nie przesoliłeś zupy lub nie dałeś zbyt dużo cukru do sera.
– Skąd wiesz, że są z serem.
– Nie miałeś wielkiego wyboru.
Weszli do kuchni. Usiedli i zaczęli jeść.
– Nie przeszkadza ci, że wciąż płaczę. – Alex wytarł łzy. – to pewnie świadczy, że jestem słaby.
– Płaczą małe dzieci i prawdziwi mężczyźni. – odezwała się były agent.
– A ty? Płakałeś kiedyś jako dorosły?
– Nigdy. Często czułem się okropnie.
– Z pewnością jesteś prawdziwym mężczyzną.
– Z tego co powiedziałem, nie mam dowodów. Miałem mieć dwa razy okazjonalny seks z agentką i odmówiłem, dość sprytnie. Nie była wściekła, pewnie aż tak bardzo nie chciała.
– Przestań, to o niczym nie świadczy.
– Połowa świata tak nie uważa. Po obiedzie zrobimy dla ciebie kilka masek. Byłeś karany?
– Nigdy.
– Dla pewności zrobię ci kilka nakładek na opuszki palców. To bardzo przydatne. Chodzenie w rękawiczkach wzbudza podejrzenia. Nie wiem, jak dalece poważnie chcą cię znaleźć, ale ostrożności nie zaszkodzi.
– Chciałbym zobaczyć Calma. Jest tylko trochę starszy od Briana.
– Zmniejszam stopień bezpieczeństwa i wobec tego może zobaczymy się z nim jeszcze jutro. Myślę o tym, żebyś mógł się spotkać z Beatrice.
– To chyba na razie niemożliwe.
– Mam pewien pomysł. Wiem, że ci trudno ale jeżeli weźmiesz się w garść, to damy radę.
– Co masz na myśli?
– Kolor oczu.
– Nie rozumiem.
– Bez tego byłoby ciężko. Masz brązowe oczy.
– To typowe u brunetów.
– Wiesz, lubię zagadki. Dawać je, ale też rozwiązywać. Mam dla ciebie jedną, odpowiedzi powinieneś znać po spotkaniu z Calmem.
– To jaka to zagadka?
– Gdybym zadał pytanie, byłoby ci łatwo.
Alex pokręcił tylko głową.
– Miałeś kiedyś plany na życie?
– Każdy ma.
– To jaki był twój?
– To osobiste.
– Dobrze, nie pytam.
Alex patrzył na niego.
– Tyle ci już powiedziałem. Chciałem, żeby z nami było dobrze. Znaczy ze mną i żoną. Poza tym chciałem, by kiedyś Cynthia kiedyś poznała. Niestety - urwał i otarł łze z policzka.
– Dobre plany. Nie za bardzo ten drugi łączył się z tobą, ale rozumiem. Powiem ci o moich. Chcę by Kimbley poniósł karę. Chciałbym przestać się ukrywać, ale pozostać wolnym. I teraz nie myśl o mnie źle. Nigdy nie myślałem o rodzinie, ale zacząłem, tylko wybrałem zamężną kobietę.
– Nawet jej nie znasz.
– Nie jest to w pełni prawda, ważniejsze jest jednak czy ona by mnie zaakceptowała.
– Związek powinien mieć uczucie, to jest najważniejsze. Ona ma męża, którego kocha, jest bogaty i przystojny. Nie jest złym człowiekiem, prawdopodobnie jest dobrym.
Williams tylko kiwnął głowa na znak zgody.
– Nie traktuje tego jako wyzwania, bo nie można budować własnego szczęścia na czyjejś krzywdzie, ale przyznasz, że nie idę na łatwiznę. 
– Nie idziesz. Jest piękną kobietą, nie da się ukryć.
– Ty zrobiłeś obiad, ja zmywam. – Lesley chyba chciał uciec z tematu.
– Na kogo jest ten dom?
– Patrick Mackintosh. Ma kilka domów w okolicy. Nie nawala z płatnościami, więc go nie śledzą.
– Czyli istnieje naprawdę?
– Jak najbardziej.
– Widziałeś go?
– Jasne. Wybieram ludzi mojego wzrostu i o tym samym kolorze oczu. Co prawda można zmienić kolor soczewką kontaktową, ale to działa w jedną stronę. Można na niebieskie nałożyć brązową, ale nie odwrotnie.
– To ma sens. Co będzie kiedy Patrick tu przyjdzie?
– Mała szansa, płacę na czas. Odbywałeś służbę wojskową?
– Tak. Kilka miesięcy. Nieźle strzelałem.
– Tego się nie zapomina, może nie będę cię musiał uczyć?
– To było blisko trzydzieści lat temu.
– Ze strzelaniem jak z jazdą na rowerze, nie zapominamy. Chodź, zrobimy najpierw nakładki na opuszki palców.
Poszli do jego pracowni.
– Mówiłeś, że masz kilka takich domów.
– Tak. W każdym jest to samo. Komputery, broń, pieniądze. Mam kilka kont na Kajmanach. Jedno w Czarnogórze.
– To dawna część Jugosławii.
– Tak.
– W takim razie nie tak daleko od Bułgarii.
– Prawda. Nie mają umowy prawnej z USA. Ale jak mówiłem, nie chcę uciekać. Nigdy nie myślałem o tym do wczoraj. Oczywiście nie wiem, czy Calm nam pomoże i w jakim stopniu. Nie jestem Duchem Świętym i nie wiem, jak dalece zgodzi się nagiąć swoją praworządność.
– Jesteś warty, żeby ci pomóc.
– Mówisz tak dlatego, że ci pomogłem?
– Nie. Dlatego, że jesteś dobrym człowiekiem.
– Zabiłem około stu ludzi, a ty nazywasz mnie dobrym?
– Czy Bóg wybacza, kiedy człowiek się zmieni?
– Wszystko, ludzie niestety nie. Nie chcę się powtarzać.
                                                                                 *  
Scott nie miał łatwego wyboru. Najpierw dzwonił do niego Beck, kilka godzin potem osobiście rozmawiał z nim Phillip Oldrey, szef lokalnej siatki CIA.
– Tu Oldrey, być może nie wie pan, kim jestem. Dowodzę lokalnym biurem Centralnej Agencji Wywiadowczej.
– Domyślam się powodu telefonu i dziękuję, że się pan fatygował, żeby dzwonić. Myślę, że to nie jest rozmowa na telefon.
Nastąpiła chwila przerwy.
– Doskonale pana rozumiem. Wszystko wytłumaczę na miejscu. Gdzie będziemy mogli porozmawiać osobiście?
– Kawiarnia odpada, myślę, ze najwłaściwszym miejscem będzie komenda główna LAPD i nie osobiście, ale w asyście mojego szefa, nadkomisarza Michaela Moora.
– Jest pan twardym zawodnikiem, poruczniku, ale wyrażam zgodę. Która godzina panu odpowiada?
– Po siedemnastej. Spotkamy się u zastępcy pana nadkomisarza Becka, Michaela Moora. Powiedzmy siedemnasta trzydzieści.
– Dziękuję. Chodzi o najbliższy poniedziałek?
– Tak. To jest sprawa służbowa, więc niedziela odpada.  
Scott Calm nie był zbyt mocno zadowolony z propozycji przyjęcia ponownie sprawy, ale myślał już wcześniej, że gdyby jednak się zgodził, mógłby komuś pomóc. Wiedział, że będzie musiał grać mocnymi figurami.  
Beck lub Moor musieli dać Oldreyowi jego prywatny numer, a to już nie było w porządku. Zamierzał o tym wspomnieć podczas spotkania. Oczywiście sam mógłby zdobyć swoimi sposobami telefon do Oldreya lub Kimbleya, ale uważał, że jego zwierzchnicy postąpili niewłaściwie. Chwilę potem zadzwonił ponownie jego telefon, tym razem domowy. W słuchawce usłyszał głos Moora.
– Jak się masz Scott. Prawdopodobnie za kilka minut zadzwoni do ciebie szef CIA na region Los Angeles, Philip Oldrey. Prosił mnie o twój prywatny numer i mu go dałem.
– Mógł pan najpierw to ustalić ze mną i bardziej odpowiedni byłby ten numer, na który pan dzwoni, generale. Facet właśnie do mnie dzwonił.
– Wybacz mi Scott, popełniłem błąd.
– Wybaczam.
– Miałem naciski z góry i spanikowałem. Czasami popełniamy dziecinne pomyłki. Jestem ci winny przeprosiny. – ton generała wskazywał, że pewnie się rumieni ze wstydu.
Calm pomyślał, że to niczego nie tłumaczy, skoro jednak wybaczył, to już powinien zapomnieć. Wiedział, że raczej podobne zaniedbanie się nie powtórzy.  
– Umówiłem nas na siedemnastą trzydzieści w pana gabinecie, nadkomisarzu Moor.
– Wiem, że mógłbym być twoim ojcem i jestem twoim zwierzchnikiem, ale ile razy prosiłem, byś mi mówił po imieniu?
– Rozumiem.
Michael zrozumiał po chwili, dlaczego porucznik tak powiedział. Był na siebie okropnie zły. Dawno nie popełnił tak rażącej gafy.
– Wybacz jeszcze raz. Proś, o co chcesz.
– Rozumiem, że otrzymam wszelkie dowody i całkowicie wolną rękę... o ile się zgodzę. Proszę nie być zaskoczonym, że nie będę używał dyplomacji. Starszy agent Oldrey już i tak musiał przełknąć gorzką pigułkę.
– Wyobrażam sobie, co czuje. Co prawda lepsze oddać ponownie sprawę do LAPD niż w ręce Mossadu.
– Michaelu, będę o siedemnastej, bo chcę dowiedzieć się od ciebie wiele na temat sprawy z tym Duchem. Wykorzystaj swoje stanowisko i wpływy i dowiedz się, ile będziesz mógł. Nawet jeżeli dotyczy to bezpieczeństwa narodowego. Jak chcą pogrywać to, będziemy grać wieżami i hetmanem.
Nastąpiła chwila ciszy. Michael nie spodziewał się takich słów po młodym człowieku. Jednak to do niego zadzwonił Oldrey, oczywiście najpierw poległ na drodze służbowej z Beckiem. Charles miał swoje zasady i to w nim wszyscy cenili. Zawsze bronił honoru i dobrego imienia policji i kiedy rozmowy dotykały tych delikatnych spraw, nie przekonałby go prezydent kraju czy słowa o dobrych interesach narodu. Sam Beck miał za dużo na głowie, by wszystko rozważać, ale Moor pomyślał w pewnej chwili czy ktoś z rodzimej placówki CIA nie próbuje nagiąć przepisów do swoich celów, ale o to będzie można poruszyć potem, tak dwa posunięcia przed matem. Doświadczenie policjanta mówiło mu, że coś tu nie pachnie zbyt pięknie.
– Dziękuję, Scott, to idzimy sie o siedemnastej. Miłego dnia.
Porucznik przerwał połączenie i w tej samej chwili poczuł, że Luna wskoczyła mu na kolana.
– Czas na pieszczoty, maleńka?
Kicia zamruczała miło.  
Dla niej rozkosz, a dla mnie czas na rozmyślania, pomyślał. Zostały dwie sprawy. Skąd Williams wiedział jej imię i gdzie się spotkają. Przekonywanie go, że Lesley odgadł jej imie, bo połączył to z tym nazwę płyty, nie do końca go przekonywało. Druga sprawa było miejsce i data spotkania. Praktycznie nie dostał żadnych informacji. Lesley powiedział, że on wie. A wcale nie wiedział. Miejsce przestępstwa? Z pewnością nie. Avra? Nie. Co miał na myśli, że wie?
Pewnie chodziło mu o jakiś park. Wziął komórkę i zaczął szukać. Zajęło mu dobre dziesięć minut.
– No nie! – uśmiechnął się do siebie.
Miejsce już miał, teraz czas.
– Rusz głowa Scott. – szepnął do siebie.
Popatrzył na ekran komórki.  
– To nie może być aż tak proste, ale Lesley nie sprawiał człowieka, który stawia zadania nie do rozwiązania. Czyli czternasta czterdzieści w Parku, gdzie jest karuzela.
Wiedział, że może być tam setki ludzi, ale się znajdą. Tylko jak będzie wyglądał Lesley, tego Scott nie wiedział.  
– On wie, jak ja wyglądam. – mruknął.
Zadowolony zaczął myśleć o sprawie. Kto chciał śmierci rodziny Forestów, bo spalenie domu i domniemania, że sam Alex jest w coś zamieszany, świadczyło o cuchnącej grze agencji.
                                                                                *
Oldrey sprawdził swoje tajne konto na Kajmanach. Powiększyło się o solidną sumkę. Higgins wykazał się ze swojej strony, teraz Phillip musiał ze swojej. Zadzwonił do kilku osób, oczywiście posługiwał się szyfrem. Miał czwórka zaufanych ludzi w Seulu. Potrzebował jednak formuły. Higgins planował coś, czego agent bez wielkiego treningu nie mógłby zrobić, to musiał być biolog ewentualnie chemik. Musiał dokładnie to przedyskutować z naukowcem, bo nie miał najmniejszego pojęcia, co ma się stać w laboratorium. Po pierwsze musiał sprawdzić, czy jest otwarte w nocy. Nie powinno być, w takim wypadku akcja z góry była skazana na niepowodzenie. Drugą sprawą były zabezpieczenia. W takich miejscach nie chodziło tylko o zwykłe bezpieczeństwo wtargnięcia nieproszonych osób trzecich. Czy laboratorium nie prowadziło badań nad bronią biologiczną, czy chemiczną? Wówczas mogłoby to doprowadzić do katastrofy. To wszystko musiał wiedzieć. Zaczął myśleć.
– Starzeje się, to prosty powód.
Wysłał wiadomość do swojej sekretarki, by zorganizowała spotkanie z Higginsem. Zostali zwolnieni do domu, ale żeby było wszystko legalnie i skrupulatnie powinien podpisać kilka papierów. Miał spotkanie z Moorem i Calmem o siedemnastej trzydzieści, więc około trzeciej byłby dobrze spotkać Nicholasa Higginsa gdzieś w mieście. Dopisał piętnasta trzydzieści i dał adres pewnej kawiarni w pobliżu Beverly Hills. Im więcej ludzi tym lepiej. W końcu nie chciał jechać do San Diego i nie śmiał fatygować naukowca, by jechał do Angeles National Forest.  
Wybrał kawiarnie Istambuł, znajdującą się niedaleko bulwaru Santa Monica, który przechodził przez miejsce potocznie zwane Beverly drive. Sama kawiarnia znajdowała się na 326 Beverly dr, południe.
                                                                                  *  
Dla Oldreya nie miał czasu w niedzielę, ale dla Williamsa i owszem. Nie spodziewał się z nim spotkać Foresta. Przyszedł na czas i zaczął dyskretnie się rozglądać. Doszedł do strzelnicy i zamówił kilka strzałów, by wygrać jakąś zabawkę. Nie chciał się wykazać nadzwyczajnymi zdolnościami. Po trzech strzałach wiedział, że strzelba jest specjalnie lub niechcący skrzywiona, ale uprał się z tym już po sześciu małych śrutowych pocisków. Wygrał wielkiego misia pandę.  
– Dobrze pan strzela. – zagadnął go stojący obok mężczyzna, koło pięćdziesiątki. Miał blond włosy i brązowe oczy. Obok stał inny facet i próbował strzelać do tarczy. Szło mu tak sobie.
– Wystarczy ojcze.
– Daj mi szansę synu. Jeszcze jedną kolejkę.
Blondyn zapłacił i właściciel załadował ostatnią serię.
– Na starość ludzie dziecinnieją. – odezwał się blondyn.
Obaj mieli kurtki, chociaż niezbyt grube.
Ostania seria poszła starszemu panu całkiem nieźle.
– Widziałeś, było warto. – ucieszył się staruszek.
Blondyn nie zwrócił pozornie uwagi na odpowiedź ojca i zwrócił się do Calma.
– Ma pan dzieci.
– Jeszcze nie. Ale tu jest wiele maluchów, które z pewnością by się ucieszyły z takiego prezentu. 
– Racja, młody człowieku. Gratuluję, zasłużyłeś, by wiedzieć, jak znalazłem imię twojej kotki.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użył 2704 słów i 16048 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • dreamer1897

    Beatrice nadal myśli o Alexie...coś będzie na rzeczy.  
    Pomimo tego, że Williams zabił setkę ludzi Alex uważa go jednak za dobrego człowieka.  Pomysł na spotkanie genialny. Rozmowa może być ciekawa i pewne decyzje zapadną. Czas zemsty nadchodzi.

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Zemsta? Tylko sprawiedliwość. Leslie wie, że zemsta należy do Pana. Beatrice? Dokładnie, kocha Alexa. Wszyscy osculują koło prawdy, ale jej nie znają. Na razie. Czas pracuje dla obu stron.

  • dreamer1897

    @AlexAthame Zemsta jest po części dążeniem do sprawiedliwości. Kwestia jeszcze jak Alex się odnajdzie wobec jej uczuć.

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Właśnie będzie o tym. Alex jest normalnym człowiekiem. Jego mocna cechą jest sprawiedliwość i brak działania w afekcie. Miał problem z Cynthią, ale nawet wówczas próbował zrozumieć jej uczucie. Obecnie ma dodatkowy problem. Jego serce nie jest wolne. Nadal jest tam miłość do żony. Miłość to dziwne uczucie. On wierzy, ze Emile go kochała. Chociaz wie  że tak nie było. Ale my kochamy nie dlatego, że ktoś nas kocha. Beatrice wie w jakiś sposob, ze Alex kocha nadal zone. Niestety jej uczucie rozwija sie spontanicznie i ten fakt, że serce Alexa jest zajęte nie ma na to wpływu. Częściowo te opowiadanie jest miłosne, właśnie o tym jak te uczucie się rozwija. Jesteśmy ludźmi, bo kochamy. Nie wiem czy pies lub kot może tak kochać jak my.