Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Krew cz. 1

                                                                                                           
                                               Wstęp.

Od wieków płyn uważny za źródło życia. Substancja, bez której życie większości istot nie jest możliwe. U wielu żywych organizmów i wszystkich ssaków ma kolor czerwony. Tak jak wszystko na tym świecie, została stworzona. Co prawda pracuje się nad syntetyczną krwią i jak mówią naukowcy, wkrótce nastąpi w tym kierunku milowy krok, ale jak zawsze ludzka pycha króluje nad realiami. Transfuzje z krwi innych ludzi są bezpieczne jeżeli zgadzają się grupy krwi. Inaczej obca krew spowoduje śmierć. Do najważniejszych problemów należy aglutynacja i hemoliza. Bardziej wrażliwi ludzie odczuwają po prawidłowej transfuzji swoich dawców. Niestety przetoczona komuś krew może czasem spowodować chorobę, którą biorca może odziedziczyć. Do najpoważniejszych należy wirus HIV i żółtaczka typu B. Krew obok czasu to najważniejsza rzecz, jaka istnieje. Oczywiście to zdanie ma bardzo szeroką wymowę i nie będę tego rozwijał. Opowiadanie jest w większości realistyczne, jednak rdzeń opowiadania jest jak na razie i sądzę, że zawsze tak będzie, sferą fantazji. Od początku istnienia rozumnych istot trwa wojna dobra ze złem. Jest niewidzialna dla większości oczu. Legendy antyczne opowiadają o człowieku, który skradł ogień Bogom. Teraz i już w dawnych czasach wielu próbowało znaleźć receptę na najważniejsze pragnienie ludzkości. Nieśmiertelność. Ludzie zwykle szukają czegoś, poświęcając zdrowie i życie na coś, co mają bardzo blisko siebie.  

             Czasem ruch skrzydeł motyla może spowodować tornado...
                      
                                            Krew.

Alex Forest mieszkał w mieście aniołów, a nigdy nie był ani na Bulwarze zachodzącego słońca, Beverly Hill ani na Long Beach. Co do plaż wiedział, że w okolicy znajduje się razem jedenaście pięknych plaż. Był zwykłym zapracowanym człowiekiem. Miał już swoje lata, czyli sporo przeżył i w zwiazku z tym dużo doświadczył. Dzisiaj? Kolejny dzień jego życia minął już dawno półmetek. W domu po raz kolejny będzie próbował znaleźć drogę, by odnaleźć gdzieś zgubione szczęście rodzinne. Pomyślał o żonie, córce i syny. Wjechał do garażu, zabrał ze sobą kwiaty i wyszedł z wozu, po czym zamknął drzwi samochodu. Kiedy zrobił kilka kroków i otworzył drzwi prowadzące do pomieszczeń mieszkalnych, wówczas pomyślał jeszcze raz o różach, które zostawił na tylnym siedzeniu...  
– Witaj skarbie. – rzekł Alex i pocałował kobietę w kark.
– Cześć. – nawet się nie odwróciła.
Nie mógł mieć o to żalu, w końcu mieszała sos pomidorowy, którego nie można było zostawić nawet na chwilę, bo wówczas kuchenkę pokryłyby czerwone plamy.
– Pachnie miło. – dodał brunet.
Czy liczył na jakiś miły odruch z jej strony? Może?
– Zdejmij buty i umyj ręce, bo zaraz podaję. – nadal patrzyła w płaski garnek.
– Mam coś dla ciebie. – odrzekł, nie zważając na niezbyt miły ton, z jakim się odezwała żona.
Tym razem musiał przykuć jej uwagę, bo odstawiła garnek z palnika, zamieszała kilka razy drewnianą łyżką i dopiero kiedy miała pewność, że sos nie będzie strzelać, odwróciła się do niego. Wówczas wyciągnął bukiet róż zza pleców.
– Dziękuję -- krótki uśmiech pojawił się na twarzy jego żony. Emile Forest-Grey prezentowała się nieźle jak na swoje czterdzieści pięć lat.
Pokazała wzrokiem drzwi do holu. Alex Gray położył kwiaty na stole i wyszedł z kuchni. Być może to dobra zasada, jaką stosowały ludy wschodu, by nie wchodzić do domu w obuwiu, pomyślał. Zdjął buty w holu, blisko drzwi wejściowych i założył domowe kapcie. W górze schodów dostrzegł swoją osiemnastoletnią córkę Cynthię. Odziedziczyła po nim czarne włosy, lecz oczy miała brązowe. Jeszcze dwa lata temu była jego oczkiem w głowie. Z wzajemnością. W sumie nadal pozostała córką tatusia, ale jej nastawienie do niego pogarszało się coraz bardziej od około dwóch lat. Czy mógł winić za to Emile? Z pewnością. Czy Cynthia zrobiła coś, że to się zmieniło? Nie chciał widzieć w niej winy, raczej sądził, że sam postąpił niewłaściwie. Z uwagi na wyjątkowość tamtego zdarzenia odkładał w nieskończoność odważną próbę, by to wszystko wyjaśnić. Kiedyś przeczytał zdanie wypowiedziane przez jakiegoś buddyjskiego mędrca, ze życie to same błędy. Nie odbierał tego jako całej prawdy, ale musiał przyznać, że sam zrobił ich sporo.  
– Co za wyjątek, że nie spóźniłeś się na obiad – córka rzekła chłodno na przywitanie.
Nie odpowiedział nic, bo jej niezbyt ciepłe przywitanie zatrzymało w jego gardle ciepłe słowa, jakie miał dla niej.
Zaczęła schodzić w dół, kiedy zobaczył swojego pierworodnego, dwa lata starszego od siostry, Briana, który również zaczął schodzić na posiłek.
– Hej – przynajmniej on nie zaczął od pretensji.
– Witaj synu, jak twój dzień?
– Podobnie gówniany jak poprzedni.
– Nie musisz się wyrażać, szczególnie przed obiadem – Emile stała w drzwiach obszernej kuchni.
– Dobra, co takiego powiedziałem? – odpowiedział matce, spojrzał na siostrę, minął ją i zniknął w drzwiach łazienki.
– Zaraz podaję – ucięła szatynka i zniknęła w głębi kuchni.
Córka minęła go bez słowa. Weszła do kuchni i po chwili wróciła. Wierciła go wzrokiem
– Kwiaty? –  stała w drzwiach kuchni, blokując mu wejście do wewnątrz.
Miała na sobie błękitne jeansy przetarte na kolanach, perłową bluzkę odsłaniająca nieco dekolt, który zdobił naszyjnik z jaspisem wiszącym na rzemieniu.
Jej mina nie wskazywała niczego dobrego.
– Co zrobiłeś?
– O co ci chodzi?
– Wiesz kiedy facet kupuje żonie kwiaty? Jak ją zdradzi.
– Używasz stereotypów, córko. – odrzekł tylko.
– O tak? Popatrz na minę mamy. Kwiaty nadal leżą na stole.
– To wstaw je do wazonu. Nie przyszło ci do głowy, że kupiłem kwiaty, by zrobić przyjemność swojej żonie a twojej mamie? Wszystkie kobiety lubią róże.
Widocznie odpowiedź ojca niezbyt się jej spodobała, bo podeszła bliżej z ciągle niezadowoloną miną i obwąchała go w okolicy karku.
– Nie czuję damskich perfum. Skoro mówisz, że wszystkie kobiety lubią kwiaty, dlaczego nie kupiłeś i dla mnie? Sądzisz, że jestem nadal dzieckiem, jakim już nie byłam dwa lata temu? – nabrała w płuca powietrza, by wyeksponować atrybuty, mające utwierdzić go w przekonaniu, że ma racje.
– Co robisz? – powiedział cicho.
Ostatnie trzy słowa powiedziała bardzo cicho. Nic więcej nie odpowiedział, tylko spojrzała w stronę otwieranych drzwi do łazienki. Cynthia widząc to, również zrobiła krok w kierunku ojca, otwierając wejście bratu. Brian minął ich po chwili I tylko rzucił przez ramię.
– Nie jesteście głodni?
Alex mierzył chwilę wzrokiem Cynthię, odwróciła się i skierował kroki w kierunku drzwi garażu.
– Chyba się nie pogniewałeś i nie pójdziesz jeść w restauracji, bo wówczas polegniesz na dobre. –  usłyszał za sobą jej nadal zimny głos.
Musiała dostrzec, że ma kapcie, a nie buty, bo więcej nic nie powiedziała. Zniknęła w kuchni.
Ciężko im dogodzić, pomyślał. 
Otworzył drzwi swojego wana i wyjął tuzin żółtych róż z tylnego siedzenia. Oczywiście, pamiętał, że dwie kobiety mieszkają w jego domu, ale w świetle sytuacji, która zdarzyła się dwa lata temu, wiedział, że z pewnością reakcja żony nie będzie zbyt miła, kiedy wręczy przy niej kwiaty również i córce.
Po chwili wszedł do domu i od razu poszedł na górę. Otworzył pokój córki i położył róże na biurku, obok książki o ekonomi. Rzucił okiem na niezły bałagan tu panujący. Nie patrzył dokładnie, ale dostrzegł kilka bluzek, dwa staniki, figi i czarne jeansy. Wycofał się, zamknął drzwi i zszedł na parter, po czym skierował kroki do łazienki. Spojrzał w lustro. Zobaczył twarz prawie pięćdziesięcioletniego mężczyzny o zielonych oczach. Twarz zmęczoną i niezbyt szczęśliwą. Trzy solidne poziome zmarszczki na czole nie dawały się wygładzić kremami z witaminą A i D. Siwe włosy porastały nie tylko skronie, dostrzegał je również na przedzie czaszki.
– Cóż, człowiek jest starszy co dnia. – powiedział cicho do swojego odbicia.
Wytarła kilka kropli wody obok zlewu, by biały marmur ze złotymi żyłkami wyglądał idealnie.
Emile była pedantyczna, to mu trochę przeszkadzało, ale starał się o tym nie pamiętać. Pracował i zarabiał nieźle. Żona pracowała kilka godzin w tygodniu, w biurze zajmującym się ubezpieczeniami.
Córka studiowała, a syn grał na konsoli i nie zamierzał szukać solidnej pracy. Wciąż był niezadowolony. Nie odpowiadała mu praca, szef, współpracownicy, pogoda lub zdrowie. Często wspominał raczej kobiecą przypadłość i wymówkę, czyli ból głowy. Alex miał inną teorię na temat wszystkiego, ale wyglądało, że nie ma szansy na jej przebicie, ponieważ po stronie swojego pierworodnego zawsze stała żona.
Regularnie raz na tydzień, syn i mama, odwiedzali jakiegoś specjalistę. Oczywiście nic nie stwierdzono, chłopak był zdrowy jak rydz. Chorował według Alexa na nieuleczalną chorobę zwaną lenistwem. Ojciec od dwóch lat czynił starania, by wpłynąć na syna w tym kierunku, jednak jak na razie bez rezultatów. Pozostawała mu tylko nadzieja, że przyszłość może się zmienić, w końcu stanie się cud i Brian znajdzie jakąś stałą pracę.
Wyszedł z łazienki utrzymanej w kolorze bardzo jasnego różu i poszedł w kierunku kuchni. Pomieszczenie to doskonale nadawało się do spożywania posiłków i tylko wyjątkowo, średnio raz na miesiąc jedli w salonie.
– Gdzie się podziewałeś, przecież wiedziałeś, że zaraz podaję obiad? Że też Bóg mnie skarał takim mężem.
Trójka siedziała już przy stole i zaczęli obiad bez niego.
– Nie musisz ciągle narzekać, kochanie.
Powiedział to, bo dostrzegł róże w wazonie, nie stały jednak na stole, ale z boku, na szafce.
– Dzięki za kwiaty. – próbowała się uśmiechnąć.
– Nie ma za co. – odrzekł z uśmiechem.
Miał nadzieję, że może żona jeszcze coś powie, ale ta zaczęła jeść. Odczekał chwilę i jeszcze raz spróbował nawiązać miłą konwersację.
– Bardzo smaczne. – uśmiechnął się do żony, kiedy połknął pierwszą porcję.
– Staram się was zadowolić. – odrzekła beznamiętnie.
– Wszyscy się starają. – odrzekł i spojrzał na syna.
– Co? Chyba nie zaczniesz znowu swojej śpiewki. Nie moja wina, że wciąż trafiam na palantów.
Brian skrzywił się i chwycił dłońmi skronie.
– Znowu cię boli, kochanie – ton Emile ożywiłby uschnięte kwiaty.
– Nie wiecie co to ból głowy. – odrzekł dwudziestolatek, nadal z miną, jakby miał bóle porodowe.
Ojciec dostrzegł uśmiech na twarzy Cynthii. Zaraz się zacznie, pomyślał i nie musiał czekać nawet sekundy.
– Gdybyś miał okres, to pewnie byś umarł, cipo!
– Co się przypierdalasz, dziwko!
– Zamknijcie się! – Alex podniósł głos.
– Jak możesz się tak odzywać do dzieci! – twarz szatynki wskazywała, że z chwilę nadejdzie letnia burza.
Alex z doświadczenia nic nie odpowiedział żonie, bo wiedział, czym się to skończy, jednak bez względu na konsekwencje musiał coś odpowiedzieć synowi, wiedząc, że z pewnością nie spodoba się to jego mamusi. Nie zrobił tego wcale by przypodobać się córce, raczej uważał to za swój obowiązek.
– Cynthio, nie powinnaś tak mówić do brata, a ty jeszcze raz nazwiesz ją dziwką, to tak ci przyłożę, że naprawdę poczujesz, co to jest ból.
– Tylko go tknij. – zasyczała matka.
– Jedzmy obiad w spokoju. – powiedział Alex spokojnie, pragnąc załagodzić sytuację.
Jego wrażliwy na swoim punkcie, syn uznał pewnie, że nikt nie trzyma jego strony, rzucił ostentacyjnie widelec prosto w połowie opróżniony talerz, odsunął głośno krzesło i wyszedł.
– Przez ciebie nie zjadł. – jej twarz wskazywała na zrezygnowanie. – nie masz uczucia do swojego dziecka.
Spojrzała na córkę z miną niewskazującą na nic dobrego.
– Faworyzujesz TYLKO ją!
– Jesteś niesprawiedliwa. Nie chcę się kłócić przy obiedzie. Jeżeli chcesz podyskutować to co zaszło, to zróbmy to potem. Mam nadzieję, że kwiaty ci się spodobały i dziękuję, że wstawiłaś je do wazonu.
– Ona to zrobiła. – Emile poruszyła nieznacznie głową w kierunku córki.
– Ona mam imię. – Cynthia nie trzymała może jego strony, ale nie pozwalała sobą pomiatać.
W odróżnieniu od niego nie obawiała się dyskusji z matką.
– Tak, Cynthio, masz imię. Przepraszam. – Alex zdziwił się, że Emile poddała się tak łatwo.
Dalsza część obiadu przebiegła w milczeniu.
– Pozmywam, bo się napracowałaś. – rzuciła córka.
– Tylko zostaw porcję Briana, odgrzeję mu kiedy wróci.
Brunet pomyślał, że jeżeli pierworodny nie zejdzie za pół godziny, talerz z ciepłym spaghetti powędruje na górę. Kiedy był naprawdę zły, myślał czasem, czy żona nie żałuje w duchu, że nie może go już dalej dokarmiać piersią.
Na szczęście jej nastawienie do syna wskazywało na przerośniętą miłość matczyną, a nie na jakąś inną. Co prawda jakieś rok temu Cynthia wyraziła swoja wątpliwość wobec tej kwestii i skończyło się to bardziej solidną awanturą, w świetle, której dzisiejsza kłótnia była niczym.  
Wyglądało, że szatynka jest dzisiaj w lepszym humorze, niż na to wskazywał przebieg obiadu, bo dotknęła ramienia męża i powiedziała cicho.
– Może Brian trochę przesadza i gdyby się nieco zmienił z pewnością, by znalazł pracę, skoro nie chciał studiować, jak Cynthusia.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użył 2366 słów i 13861 znaków, zaktualizował 22 wrz o 5:44.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto