Do trzech razy sztuka cz 3 ( zakończenie)

Początkowe dni i tygodnie upłynęły super. Pierwszego dnia zostałem umyty i uczesany. Nie mieszkałem w jakiejś tam budzie. Dostałem koc i posłanie. Zobaczyłem obrożę. Nie bardzo mi się to podobało, ale starałem się tego nie okazywać kiedy mi ją zakładano.  
Czy mogłem sobie wyobrazić coś piękniejszego? Miałem dom. Miłe słowa, czesanie. I dobre jedzenie. Co dziwne, Anna nie jadła mięsa, natomiast Jakub jadł. Na początku mnie to podrażniało. W końcu robiłem coś przeciwne psiej naturze i wciąż czułem łaknienie krwi. Ale po dwóch tygodniach przeszło.  

Sielanka trwała dwa lata. A ja miałem wówczas prawie cztery. Brałem udział we wszystkich spotkaniach. Poznałem rodziców, zarówno Anny i Jakuba. Brałem udział w weselu moich kochanych właścicieli, bo na ślub mnie nie wpuszczono. Miałem pewne sprzeciwy, ale w końcu zrezygnowałem.  
      Musze się do czegoś przyznać. Tego niestety nie udało mi się zwalczyć i prawdę mówiąc nie żałuję. Poczułem zapach. Całkiem inny.
Nie było mnie tydzień. Pierwsza suczka miała złote gęste włosy. Druga była mniejsza niż ja. Czarna w białe i brązowe łaty. Wiedziałem, że ich właściciele nie będą zadowoleni za kilka tygodni.

W końcu wróciłem. Usłyszałem kilka przykrych słów.
— Gdzie się szwendałeś? — zapytał Jakub.
— Och, pewnie był na psim weselu. Powinniśmy go wykastrować.  
— Tak, to nasza wina, musimy to robić.
Nie bardzo wiedziałem o co im chodzi, ale nie spodziewałem się po nich niczego złego. Jednakże nie zrobili tego co zamierzali. Bo coś się stało. Coś bardzo dobrego. Najlepszego co mogło się stać. Dla nich. I najgorszego dla mnie. Skąd mogłem przypuszczać, że tak się to zakończy?
     Wiedziałem, zanim on się dowiedział. Ona chyba wiedziała wcześniej. W końcu usłyszałem te słowa. I po kilkakrotnym powtórzeniu zrozumiałem ich znaczenie. Dziecko.  
     Moja pani pachniała inaczej, powoli zmieniał się również jej wygląd. Wiedziałem i cieszyłem się jak oni, a może więcej...  
Jakub był dobrym mężem. Dbał o nią. Ja starałem się nie przeszkadzać. Dlaczego nie zauważyła moich dobrych intencji?
Czułem u nich, a szczególnie u niej co raz większe poddenerwowanie. W końcu któregoś dnia zniknęli. Wrócili wieczorem. Zanim weszli do domu, poczułem.  
Anna urodziła ślicznego chłopczyka. Byłem dumny. Wiedziałem, że nie będzie jak Tom. Czułem. Niestety nie odczułem najgębszej części duszy, mojej pani. Przezornie nie zbliżałem się do małego łóżeczka. I gdyby tak zostało...
    Tego dnia i w tamtej chwili, Anna poszła do kuchni. Powoli wstałem z posłania i podszedłem do maleństwa. Śliczny.
Usłyszałem jak coś spada na podłogę.
— Lobo, co robisz?
Co za dziwne pytanie. Patrzę na twoje śliczne maleństwo.
— Poczułem jak bierze mnie za skóre na karku i ciągnie do drugiego pokoju. Coś było nie tak. Odczułem dziwny zapach.  
Wieczorem głośno rozmawiali. Nie za bardzo wszystko rozumiałem. Padało imię Artur, Lobo. Pies. Wiedziałem, że Jakub nie zgadza się z Anną.  
Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?  
Następny dzień zaczał się normalnie. Jakub wziął obrożę i smycz. Dobra, idziemy na spacer, pomyślałem. Gdzie jest Anna? Nie widziałem jej od wczoraj. Ani Artura.
Zamiast na spacer poszliśmy do samochodu. To fajnie, jedziemy do tego parku. Więcej trawy, więcej psów. Poczułem. Pachchniał inaczej. Ruszyliśmy. Już po kilku minutach wiedziałem, że nie jedziemy do parku.  
— Przykro mi, Lobo. Nie sądzę, że Anna ma racje. Ale to moja żona.  
Czułem, że coś jest nie tak. Wysiedliśmy. Trzymał mnie mocno. Zupełnie niepotrzebnie. Przecież ich kochałem i nigdy bym nigdzie nie uciekł.  
Po chwili wiedziałem gdzie jestem. Poczułem w tym miejscu żal, rozpacz i smutek.  
— Czym mogę służyć — zapytał miły mężczyzna.
— Muszę zostawić psa. Żona go nie chce. Mamy małe dziecko, obawia się.
— Czy pies się zachowuje inaczej? Ma coś z wilka. Owczarki niemieckie są super opiekuńcze dla dzieci. Najbardziej rodzinne są Golden retrievery i Labradory. Czego się obawia pańska żona?
— Zastała go blisko kołyski. Nie bardzo się z nią zgadzałem. Ale uparła się. Im bardziej próbowałem ją, przekonać tym bardziej się denerwowała.  
— Chce pan przetrzymać tu psa jakis czas? Moze żonie się odmieni...
— Może. To dobry pies. Nazywa sie Lobo i nie je mięsa.
— Co pan powiedział?
— Nie je mięsa. To na wypadek jakby go ktoś zechciał wziąść.
— Jak długo go mieliście?
— Dwa lata.
— Aha.
Jakub wyszedł i nawet na mnie nie spojrzał. W pierwszej chwili do mnie nie dotarło.  W końcu zacząłem się denerwować. Co prawda dałem się zaprowadzić do klatki, ale potem coś we mnie wstąpiło. Zacząłem szaleć. Poczułem ukłucie. Odpłynąłem.  

Dopiero za kilka dni całkiem zrozumiałem. Oddali mnie do schroniska. Były tu różne psy i koty. Każdy miał inną historię. Niektóre złapano i przyprowadzono siłą. Inne zostały przyprowadzone jak ja. Niektóre tu trafiły, bo ich właściciele okazali się gorszymi niż Sam czy Tom. Powoli zaczęło do mnie docierać jak ludzie są okrutni. Mimo, że czułem z dnia na dzień coraz większy żal do Anny i Jakuba, nadal ich kochałem. Łudziłem się, że któregoś dnia wróca po mnie. Że zrozumieją swoją pomyłkę.  
Ale po tygodniu zwątpiłem. Przestałem jeść. Stałem się nieco nerwowy. W końcy byłem tylko psem. Schudłem.  
     To stało się w połowie drugiego tygodnia. Ktoś chciał psa do pilnowania gopodarstwa. Ale ta osoba nie była jak Sam. Niestety nie była również jak moi pierwsi właściciele. Usłyszałem słowo kastracja.
Nie skojarzyłem faktów. Dostałem zastrzyk.
Kiedy się obudziłem, czułem się słabo. Miałem wygolony brzuch. Niestety nie mogłem zerwać nici, które mnie bardzo drażniły, bo założono mi plastikowy kołnierz. Operacje sfinansował ten ktoś. Niestey zmienił zdanie i nigdy nie przyjechał drugi raz.  
    Nadal nie chciałem jeść. W międzyczasie zacząłem coś odczuwać. Śmierć. Przestawałem odczuwać czyjś zapach, konkretnego kota czy psa...  
Oczywiście nie rozumiałem całkowicie, ale jak się dowiedziałem później, pozostał mi tydzień życia.
    Schronisko miało ograniczoną ilość miejsc, a nowych lokatorów przybywało. Maksymalnie trzymano tu zwierzęta do trzech tygodni. Mój czas już minął, ale z powodu, że ktoś zapłacił za operację, zyskałem na czasie.  
    W końcu przyszedł ten dzień.  
Jeden z pracowników nazywał się Tobi. Lubiłem go. Wiedziałem, że naprawdę kocha zwierzęta.
— Przykro mi Lobo. Zabrał bym cię, ale mam już sześć psów.  Nie mam warunków. Chodź, stary. To nie będzie bolało.  
Chyba zrozumiałem. W sumie było mi obojętne.  
    Pierwszy człowiek chciał mnie zabić, bo niechcący przewróciłem jego córke. Drudzy, których pokochałem całym sercem, oddali mnie na śmierć z powodu urojenia.      
Ludzie mają psy czy koty, ale jedzą mięso krowy czy barana. Czy zjedli by swojego psa? Skoro ja, z natury jedzący mięso zrezygnowałem, oni nie mogą? Są bez serca, okrutni i egoistyczni. Mówią do innych ludzi: jesteś jak zwierzę. Oni nas obrażają. Żadne zwierze nie postępuje jak oni. Żadne.  
Wiedziałem, że zaraz umrę. Popatrzyłem na Tobiego. Przygotowywał zastrzyk.
— To nie będzie bolało, strary. Poczekaj, tylko wywieszę, że zamknięte. Pójdziesz do psiego raju. Jesteś dobrym psem, więc gdzie masz iść.
Tobi podszedł do drzwi. Przekręcił wywieszkę z otwarte na zamknięte. Odwrócił się. Usłyszał pukanie w szybę.
— Proszę wybaczyć, zamknięte.  
— Przepraszam. Proszę pana, proszę mnie wpuścić.  
— Zamknięte, proszę przyjść jutro. Otwieramy o 9 rano.  
— Proszę mnie wpuścić, nie zabiorę więcej niż dwie minuty.
Tobi miał serce. Dziwne, jeszcze są ludzie, którzy je mają. Otworzył.
— Proszę się streszczać, muszę jeszcze coś zrobić. Coś, czego nienawidzę, a muszę.
— Proszę wybaczyć. Jestem Martin Cooks. Moja żona ma małą dziwczynkę i zapragnęła psa. Ponoć dziecko się dobrze rozwija w towarzystwie psa. Czy ma pan coś z Goldenów albo Labradorów? Słyszałem, że Rotwailery są również super.  
— Niestety, nie mam.  
— Dużo macie tu psów?
— W tej chwili siedemdziesiąt trzy.  
— Czy to prawda, że usypiacie?
— Oczywiście. Właśnie mam jednego uspić. To dziwne. Oddali go, bo im się urodzio dziecko. Pies się załamał. Przestał jeść. Wyjatkowy przypadek. Nie je mięsa.  
— Czy mogę go zobaczyć?  
— Jasne.
Martin podszedł do mnie. Poczułem coć, ale już tyle razy się myliłem. Pogłaskał mnie.  
— Proszę pana. Zabieram go. To jest moja wizytówka. Jestem architektem. Projektuję wieżowce. Ale mamy dość dużą farmę. Zabieram tego psa i proszę mnie informować jeżeli będziecie usypiać. W sumię... zabiorę wszystkie. Mam miejsce na sto psów. Kochamy zwierzeta. Do tej pory teoretycznie. Mam nadzieję, że Julia się ucieszy.
— Żona?
— Nie, żona ma na imię Nadzieja. Julia to córeczka.  

Po kwadransie leżałem na siedzeniu pasażera w czarnym Tahoe.
— No stary, zaraz zobaczysz moje maleństwo. Podobno dali ci imię Lobo, ale cię zostawili. My cię nigdy nie zostawimy. I damy ci nowe imię. Nadzieja coś ze mna postanowi.
  
                               Część trzecia: Psi raj.
  
Kiedy zobaczyem maleństwo, przeraziłem się. Ale w końcu zacząłem myśleć. W swój zwykły psi sposób. Ona ma dziecko i wzięła mnie. Więc jest inaczej.  
— Nadzieja, jestem.
Po chwili weszła czarnowłosa kobieta. Około trzydziestoletnia. Pachniał miło. Ich dwuletnia dziewczynka, wprost cudownie.  
— Mieli go uspić, gdybym przyjechał pięć minut później... Ten pies nie je mięsa, a znalazł się tam, bo kobieta obawiała się, że zrobi krzywdę jej nowo narodzonemu chłopczykowi.
— Dziwne, Martin. To bardzo dobry i kochany pies. Nazwijmy go Ramzes.  
Podeszła do mnie i pogładziła mój łeb.
— Jesteś dobry pies, prawda?  
Popatrzyłem na nią. Jesteś nadzieją, moją nadzieją. Może nie wszyscy sa tacy, jak ci których spotkałem na swojej drodze. Pokaż mi, że się nie mylę.  
— Kochanie, chciałbym wziąś wszystkie psy. Inaczej je zabijają. Najdłużej mogą być tam trzy tygodnie.  
— Dobrze, Martin. Zrobisz jak zechcesz. Wiesz, że zawsze się z tobą zgadzam. Ramzes, chodź. Zrobie jeść tobie, a potem pokarmię Julię.  
Weszliśmy do salonu.  
— Tu będziesz spał. Ta kanapa jest bardzo wygodna. Julia, to będzie twój pierwszy przyjaciel.
Dziewczynka wyciągnęła małą rączkę. Poczułem. Wiedziałem.

Julia wyrosła na śliczną nastolatkę. Jeżeli jakaś kobieta jest dobra, to jest nią Nadzieja. Jeżeli jakiś mężczyzna jest dobry, to jest nim z pewnością Martin. A Julia? Jest cudowna. Jestem jej przyjacielem, a ona powierza mi swoje sekrety. Jest nie tylko dobra ale i piękna. Miła i mądra.  
Nie wiem jak długo będę żyć. I gdzie pójdę potem. Do psiego raju? Tylko jaki on jest? Bo moja psia wyobraźnia nie sięga dalej. Dla mnie rajem jest Martin i Nadzieja. Bo Julia nie mieści się w skali. Och, wracają. Czemu tak szybko?
Usłyszałm kroki.  
— Ramzes, ty leniu. Nie mogłam bez ciebie wytrzymać.  
Julia przytuliła mój łeb do swojego drobnego torsu.  
Popatrzyłem na nią i szczeknąłem.
— Nie rozumiem, piesku? Co chcesz powiedzieć?
Szkoda, że nie rozumiesz. Powiedziałem, że do trzech razy sztuka. Powiedziałem, że cię kocham.
Julia popatrzyła na mnie swoimi pięknymi oczami.
— Dałeś się nabrać, Ramzes. Ja też cię kocham.  
Martin i Nadzieja stali w drzwiach przytuleni. Julia leżała obok mnie i delikatnie pieściła moje ucho. Za oknem słychać było radosne poszczekiwania najszczęśliwszych psów na świecie.  
  
                                        Posłowie.

Inspiracją do napisania tego krótkiego opowiadania stały się wspomnienia spotkań i przemyśleń związanych z różnymi psami i innymi zwierzakami.
Kiedyś, kilka lat wcześniej wieczorami rozwoziłem pizzę.  
Zadzwoniłem. Drzwi otworzyła kobieta. Po sekundzie wybiegła sunia goldena. Obtarła się miło o moje nogi. Podrapałem ją za uchem. Właścicielka patrzyła na nas z wielkim zdziwieniem.
— Czy coś nie tak, proszę pani?
— Och nie. Przeciwnie. Tylko jestem w małym szoku. Mam ją cztery lata. Wzięłam ją ze schroniska. Była bita przez swoich właścicieli i intrweniowała Spca ( ochrona zwierząt). Dwa lata jej zajeło żeby podejść do mnie. Do dziś boi się ludzi, a do pana podbiegła od tak.
— Kocham zwierzęta, może poczuła...
  
Drugi wypadek miał miejsce kilka lat później. Kolegowaliśmy się z małżeństwem. Ona była trochę wariatką. Nic dla niej nie istniało tylko akwariowe rybki. Henryk wyglądał na faceta z jajami. Miał dużo znajomych, grał z młodzieżą w piłkę. Ona straciła pracę. Po roku znalazła podobną na uniwersytecie Edmonton. Sprzedali dom i zamierzali się przeprowadzić, ale musieli czekać trzy miesiące na nowe miejsce w Edmonton. Mieli przeczekać w apartamencie, a tam nie wolno było mieć psów. A Henryk miał pitbulla. Bardzo fajnego i nie agresywnego. Była zima. Pomagałem mu w przeprowadzce do apartamentu.  
— Gdzie pies?
— Oddałem go na przechowanie do ludzi w Winfield (ok 20 km od Kelowna).  
Popatrzyłem na niego uważnie. Kłamał. Zobaczyłem miskę i inne akcesoria należące do psa, którego nazywał przyjacielem.
— Mów prawdę. Gdzie jest Max?
Zmienił się na twarzy, zaczął coś mówić niewyraźnie.
— Mów, kurwa. Tylko prawdę, co zrobiłeś z Maxem!
Powiedział...  
Ponoć nie mógł nikogo znaleźć. Pojechał do Winfield i przywiązał Maxa do płotu...
Popatrzyłem na niego.
— Już się nie znamy. Miałem cię za dobrego gościa, a okazałeś się zwykłym chujem.
    Podobno wsiadł potem w swojego vana i pojechał, ale zastał tylko wyrwaną deskę z płotu...  
Jak wspomniałem, była zima. Minus 15. Max nie miał sierści...
     O trzecim okrucieństwie dowiedziałem się tej zimy, kiedy byłem w Polsce. Od mojego brata. Nasza ciocia miała papugę. Z tych gadających. Miała ją z 15 lat. Okazało się, że jedna z jej wnuczek ma alergię na pióra. Ale odwiedzała babcię może raz na miesiąc. Mój brat opisał dokładnie.
— Wiesz co zrobiła ta kurwa? Poprosiła ojca, żeby ją zabił. Ojciec się nie zgodził, więc ją utopiła w wannie.
Na marginesie. Kurwa to nie to co myślicie. To typ charakteru. Moje opowiadanie jest łagodne. Nie oddaje w pełni podłości ludzi.  
    Na szczęście są tacy, którzy kochają zwierzęta. Moja umiłowana dusza na tym portalu jest jedną z takich osób. Jeżeli sądzisz czytelniku, że też je kochasz, a jesz mięso, musisz się głębiej zastanowić. Zjadłbyś swojego psa czy kota?

455 czyt.
100%24
AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i obyczajowe, użył 2605 słów i 14798 znaków

Komentarze (4)

 
  • Amina

    Amina 4 sierpnia

    Uważam, że istnieje pewne rozgraniczenie jedne zwierzęta hoduje się dla towarzystwa a inne hodowane są po to aby służyć człowiekowi jako pożywienie i to wszystko.

  • agnes1709

    agnes1709 25 lipca

    Jem mięso, a szybciej zabiłabym człowieka, niż zwierzaka, bo człowiek to bydlę (nie każdy oczywiście, ale sporo tego, sama czasem jestem bydlakiem ). Nie kumam, co ma żarcie do miłości do zwierząt? Nie zabijasz, bo cię kręci, tylko, aby się wyżywić. Niestety, takie są prawa natury. Jeśli kiedyś wymyślą schabowy bez mięsa, nie różniący się niczym od oryginału (NICZYM!), chętnie się przerzucę, każdej świnki mi szkoda. Kręcisz jak zawsze, ale już przywykłam. Pozdro

  • AuRoRa

    AuRoRa 13 lipca

    Różni są ludzie, poruszasz trudny temat. Dobrze , że dla tego pieska skończyło się pozytywnie. Zawsze trzeba mieć nadzieję.

  • ave878

    ave878 11 lipca

    Całość czytało się fajnie, ale zakończenie niestety niesmak pozostawiło. Naprawdę uważasz, że jeżeli ktoś je mięso to nie może kochać zwierząt? Sam słusznie zauwazyles,ze zwierzęta również zjadają siebie nawzajem ,czy to oznacza że są złe?