Wice śląskie - str 5

  • Jednego też roz operowali i w środku

    Jednego też roz operowali i w środku w brzuchu mu nożyce zostawili. No to też musieli drugi roz operować. Jeszcze dobrze po tej drugiej operacji do siebie nie przyszedł jak wlozł ten dochtór co go operowoł do sali i zawołoł:
    - Nie ma tam gdzie mojego parasola?
    Chłop z mety zemdloł!

  • Jedna baba spowiado sie że rozwaliła

    Jedna baba spowiado sie, że rozwaliła na głowie chłopa swego gornek z gliny. Ksiądz jej na to:
    - A żałujecie to aby?
    - Toć! Przecę za niego 100 złotych dałach!

  • Roz Antek z Franckiem szli wele

    Roz Antek z Franckiem szli wele kościoła. Naroz Antek zdjął czopka na znak pozdrowienia.
    - Jo myśloł - pado Francek - żeś ty z Panem Bogiem na bakier?
    - No bo tak jest - pado Antek - my sie ino pozdrowiomy ale ze sobą nie godomy!

  • Przyszli roz z powiotu tacy panowie

    Przyszli roz z powiotu tacy panowie i pytają gospodarza, wiela mu krowa dziennie mleka daje?
    - A będzie z 7 litrów!
    - A co z tym robicie?
    - 3 litry w doma zostają a 7 sprzedowomy spółdzielni.

  • W szkole pyto sie rechtór dzieci

    W szkole pyto sie rechtór dzieci:
    - Po czym dzieci poznomy czy kura jest staro czy młodo?
    - Po zębach panie rechtór - pado Alojzik.
    - Przecież kura nie mo zębów!
    - No to jest szczero prowda, ale my momy zęby panie rechtór!

  • Wraca Masztalski z Francji i taszczy

    Wraca Masztalski z Francji i taszczy trzy skrzynki koniaku.  
    - Co to takiego? - pyta celnik.  
    - To woda święcona z Lourdes.  
    Wziął celnik butelkę, odkorkowal, powąchał i krzyczy:  
    - Przecież to koniak!  
    - Widzicie, panie celnik! Zaś cud!

  • Roz w sądzie skarżyli takiego jak

    Roz w sądzie skarżyli takiego jak to padają recydywistę. Sędzia tak patrzy na niego i rzekł:
    - Jak widać to musicie być zepsutym człowiekiem. W jakim to towarzystwie sie wychowali i obracali?
    - No wiedzą, od młodości mom ino z sędziami i adwokatami do czynienio!

  • Masztalski taszczy przez granicę

    Masztalski taszczy przez granicę potężnych rozmiarów worek.  
    - Co jest w tym worku? - pyta go celnik.  
    - Żarcie dla psa.  
    - Pokażcie no.  
    Otwiera celnik worek i dziwi się:  
    - Przecież to kawa! Kawą będziecie psa karmić?  
    - Jak nie będzie chcioł, to niech nie żre!

  • Takiś niedobry dla mnie Masztalski

    - Takiś niedobry dla mnie, Masztalski - mówi teściowa - ale mógłbyś przynajmniej załatwić mi miejsce na Powązkach.  
    Masztalski oburzony, że teściowa tak źle o nim myśli, pojechał do Warszawy. Wraca na drugi dzień i oznajmia:  
    - Miejsce mosz załatwione!  
    - Nie może być! - cieszy się teściowa.  
    - Ino musisz się pospieszyć do środy, bo przepadnie.

  • Roz jeden synek przylecioł do piekarni

    Roz jeden synek przylecioł do piekarni i woło:
    - Dejcie mi dwie żymły i jedna bułka!
    - Przecież to jest to samo - pado piekorz.
    - Ale kać tam! Żymła jest żymłą a bułka - bułką.
    Piekorz mu sprzedoł, ale jak synek już mioł wyjść ze sklepu, pado mu jeszcze roz:
    - No dyć pwiedz mi - a to był piekorz ze Śląska - no powiedz mi czemu to nie jest to samo?
    - No bo widzą, te dwie żymły są dlo babki i mojej matki, a ta bułka jest dlo ciotki, a ona jest z Sosnowca.