Z bocianiego gniazda - Wreszcie w Łunji

Mateczko przenajświętsza! Jak tu cudnie! Jak tu piknie! A jakie gniazdo... Aż dech zapira... Błyszczy się, jak za przeproszeniem psu jajca... I to wszystko się tak bez noc wyrychtowało... Kruca fuks.  
  Dziś pirszy maja, to żem chcioł flagę naszom państwowom wywiesić, ale czerwone jakosik zblakło, juha. Albo się sprało. Ale niech wisi... Jakby jako kontrol skądeś przylizła to zobaczy że wisi. A nie wiada skąd przyliźć może. A jakby jakisik dalton przechodził, to i tak nie odróżni.  
  Muszem przyznoć, że ci z telewizora nie kłamali. Ładniej się jakosik porobiło... I prościej... Pirsza to stara Grzelakowa zobaczyła z samiućkiego rana, jak ogórka z beczki na śniadanie wyciąc chcioła. Prosty, jak za przeproszeniem drut był. Pozostałe tyż. Później ucieszył się Kulawiak, co to zawsze o lasce do gminy w ważnych sprawach kuśtyko. Okazało się, że droga do gminy tyż się wyprostowała i krótszo jest tyroz ze trzy kilometry. Przedłuży to zapewne żywotność jego laski, a i jego samego chyba tyż, gdyż na astmę cierpiącym jest i często w drodze zadyszki dostowoł. Ale najbardziej to się ucieszył nasz sklepikarz Balon, że w końcu nie będzie już krzywych ryjów. Z tej radości to aż wino gratisowe sobie postawił i wypił.  
  Po południu Tolek od Szczepanowej jakiegosik przybłędę złapoł, co z ich gnojowicy słomę wyciągoł. Po krótkim, acz intensywnym przesłuchaniu, przybłęda przyznoł się, że ino chcioł skrenta se zrobić do palenia. Ponoć cygarety teraz takie drogie, że na paczkę trza ze cztery dni zasuwać. I to na te bez filtra. I jak tu było nie wierzyć, że będzie nam lepiej... Przeca tyroz przed naszom wioskom dopiroj możliwości biznesowe zaistnieją! Gnojowic u nas ile dusza zapragnie i ciągle nowe powstają! Ludzie cygarety ćmić muszom, wienc to będzie złoty interes. Zoboczycie, że niedługo przed każdom chałupom bedzie stała nowa furmanka. Kazek od Maśloków powiedzioł, że se kupi takom ze szyberdachem nawet. I już mu wszystkie chłopoki zazdroszczom, bo od dziewuch opędzić się nie może.  
  Jedynym niezadowolonym we wiosce okazoł się pszczelarz Bartłomiej, gdy dzieciary odkryły, że naszom rzeczkom zamiast wody miód płynie. No, ale cóż. Wszystkim dogodzić się nie do. Zawsze znajdzie się jakisik element, co to mu nic nie pasuje. Musim się poważnie zastanowić czy go na cztery wiatry nie przegonić, bo jakosik nie pasuje do naszego nowego krajobrazu.  
  Tyle dobra się wydarzyło i to tylko w pirszy dzień, że aż strach pomyśleć co bedzie dalej. Ale o tym to wom jeszcze napisze, a teroz to muszem lecieć, bo bedziem radzić co zrobić z Bartłomiejem. Bywajcie.

Zmariusz

opublikował opowiadanie w kategorii komedia, użył 477 słów i 2711 znaków.

1 komentarz

 
  • nienasycona

    Noż,  kurde,  znowu świetne:) Ale weszłam na podaną stronę i się zakochałam. Pyłek to moja miłość od pierwszego przeczytania.  Jak spotkam gdzieś kolesia z cyrklem, to rzucę mu się na szyję,  najwyżej mnie ubije. Żywo lubi nieżywe zwierzątka,  to może i ludzia(kobietę) nieżywego polubi:)