Z bocianiego gniazda - Nowiny

Uff... Za stary jużem jest, żeby jak ten za przeproszeniem Tarzan wspinać się do tego gniazda. Chyba se kiedyś drabinę podstawie. A mgła tako, że oko wykol, mało żem na drugą strone nie przelecioł. Nic nie widoć. Chyba bez te mgłe, bo okulary wzionem ze sobą.
   Wszystkie pod sklepem godajom, że Łunja Ełropejsko lizie do nos, to żem chcioł ją zobaczyć, a tu masz. Jeszcze skończy się tak, że nas we śnie zaskoczy i dopiroj bedzie. A bo to wiadomo co to za franca jest? Jeszcze jaki szkorbut przywlecze ze sobom, albo inną cholere. Sklepikarz Balon godoł, że jak już przylizie, to tak nas za dupe chyci, że ani zipniem. Pół wioski już spakowało swój dobytek, żeby wiać w razie czego. Słyszoł, że podobno banany za krzywe jadomy i ogórki koślawe i że łona to zmieni i bedzie w końcu wszystko, jak się należy. Mówił, że przyjadom tu takie jedne, bedom się szwendać po zagrodach i kary wlepiać, jak im co pasować nie bedzie. Krowy ponoć mają umyte być jak ludzie i to bez cały tydzień (to se pewnie z palucha wyssał, bo ludzie umyte są jeno w niedziele), bydło trza karmić, a psa na ten przykład nie wolno bedzie na drucie u budy trzymać. Panienko przenajświętsza! Przecie nikt tego druta do prondu nie wtyko, a i zwierze czuje się wtedy bardziej ze swojom zagrodą związane.
   W mleczarni tyż panika, bo słyszeli w telewizorze, że do nich tyż mają zaglondać. Bedom ponoć ze zdjęciem jakiegoś Dżeksona jeździć, żeby kolor mleka porównywać, czy jest dostatecznie białe. Tfu!!! Widzi mi sie, że nic dobrego z tego nie bedzie. Jedyna nadzieja w tym, że mgła nie puści i nas nie zauważom. Jakby jednak zauważyli, to każden jeden ma już naszykowane kontrargumenty do dyskusji. Co prowda płoty trochę dziurami bez to świecom, ale kto by się tym przejmowoł jak o dobro wioski idzie. Oho... Kropielakowa chyba znowu kapuśniak na świńskich uszach gotować bedzie, bo kwik straszny z jej chlewika słychać. Aż mi ślinka pociekła... No i żem się opluł, a niech to!
   Do starego Porucha brat z Hameryki przylecioł. Ten som, co czterdziści lat temu grajcarów pojechoł tam szukać, ale chyba za wiele nie znaloz, bo stać go było tylko na miejsce stojące w samolocie. Dobrze, że o lasce chodzi, to mioł się czym podpierać. Trochę kłopotu było tyż, żeby go z lotniska przywieźć. Stary Poruch chcioł się pokazać i wynajoł Mietka Miętusa, co to swojom furmankom czasem na taryfie dorabia. Od kiedy jednak każdo taryfa ma obowiązek kase fiskalnom posiadać, Mietek musi prond do tej kasy z chałupy ciągnąć kablem. Niestety kabla kupił tylko dwa kilometry tak, że do lotniska nijak nie mógł dojechać, bo kabel okazał się za krótki. Dopiero jak chłopy dosztukowały trochę tego energetycznego, co go na prędce z pola wykopali, mogli pojechać dalej. Najważniejsze, że zdonżyli na czas i zdrentwiały od lotu brat Porucha zajechał do wioski jak jaki Pan. A co! Niech se ludziska nie myślom, że on byle kto.
   Coś ta mgła puścić nie chce... Chyba zleze już i pójde wyznaczyć w chałupie dyżury na noc, bo gdyby ta Łunja się jednak pokazała, to trza być przygotowanym. Wy też idźta się lepiej szykujta. Z Bogiem.

Zmariusz

opublikował opowiadanie w kategorii komedia, użył 591 słów i 3247 znaków.

1 komentarz

 
  • DziecieChaosu

    Twoje opowiadania są świetne i trochę mi przypominają serię książek o Jakubie Wędrowyczu :D