O krok od zagłady – niech żyje system cz. 4

O krok od zagłady – niech żyje system cz. 4– Jaśko, wstawaj szybko i zobacz, co gadają w telewizji! – Nad uchem chłopaka zagrzmiała Małgocha.
– Która godzina? I czemu się tak drzesz? – warknął Jasio.
– Dupa w godzinę, jest rano. Wstawaj i patrzaj, co się dzieje – ponaglała dziewczyna, bardzo przejęta.
Zaspany Jasio niechętnie poczłapał do salonu i zasiadł przed Rubinem. „Wczoraj w miasteczku „Wygwizdowo Stęchłe” wykryto jakąś nieznaną odmianę wirusa. Do szpitala zgłosiły się dziesiątki chorych. Objawy to wyrastające rogi, skos oczu i ogólne, pełnoprogramowe ześwirowanie. Medycy twierdzą, że nie spotkali się jeszcze z tą chorobą. Nie wiedzą, skąd pochodzi Czapa 91, lecz prowadzą wszelkie niezbędne badania i o wynikach będą informować na bieżąco” – zagadała prezenterka.
– Eee tam, pewnie jakaś grypa albo inne niegroźne gówno. Bird zawsze robi z igły widły. Pewnie znowu chce zedrzeć z nas kasę, a każdy powód jest dobry – stwierdził wzburzony Jasio i poszedł pożreć śniadanie.


Dwa tygodnie później.


– Moim zdaniem przesadzają. A te rogi? To wina Birda, on każdemu takie doprawi – rzekł Janek, słysząc coraz to nowsze rozkazy dotyczące rozwijającej się choroby i widząc po nich masę reklam kagańców i nakładek na rogi, które trzy dni temu nakazano nakładać, wychodząc na zewnątrz.  
Nagle rozległo się głośne łomotanie do drzwi. Co, do jasnej? – pomyślał Jasiek, aczkolwiek ruszył się z miejsca. W progu stał blady, zdyszany Bolek.
– Szybko, zbierajcie się. Prewe przeszukuje kwadraty i sprawdza, kto ma kagańce i nakładki – rzekł zdenerwowany. – Do tego Dukatus spisuje, kto opłacił wszystkie wybulacze. Wzmacniają ochronę dla Birdoklanu i drą duckaty.
– Że co? – burknął Jasio. – Połowę opłaciłem, a tego gówna na ryj nie muszę mieć, bo nie wychodzę z chałupy.
– Musisz, nie oglądasz „Kaczowieści”? Trąbią o tym od rana – poinformował Bolek. – Patrz, nagrałem kawałek – przyjaciel wyjął telefon. „Dziś w godzinach porannych na ulicy Kurnika Pierzastego doszło do incydentu. Nieznany sprawca wtargnął w tłum Prewe i usiłował ubóść wychodzącego z rezydencji króla rogami. W porę go jednak obezwładniono i przewieziono do szpitala dla czubków. Napastnik zarażony był Czapą i miał szczególnie silne objawy ześwirowania, dlatego też atak był wyjątkowo niebezpieczny.
– Jasiu, musimy se takie załatwić. Kończy nam się żarcie, trzeba iść do podziemi – oznajmiła natychmiast Małgosia.  
– Po co? Przecież nie mamy rogów – upierał się chłopak. – I skąd zamierzasz je wziąć, jak się nie możemy ruszyć bez nich z domu?
– Mam dla was dwie pary na dojście do podziemi. Kwakofraki też, teraz wychodzić mogą tylko wyznawcy Birda. Po tym ataku koleś jest zasrany i zakazał – jak to on mówi – szarej masie wyłazić z chaty – rzekł zniesmaczony Bolek.
Minutę później już kroczyli w zamaskowanych facjatach i żółtych, podrabianych kaczkach-kubraczkach.
– Kurwa, nie dość, że wyglądam jak robocop, to jeszcze nie mogę w tym oddychać – fuknął Jasio, pukając palcem w metalowy kaganiec, który faktycznie przepuszczał powietrza tylko na tyle, aby nie zdechnąć na środku ulicy.
– Już niedaleko – pocieszała Małgosia.
– Patrzcie! – zawył nagle Janek, wskazując głową Katedrę pod wezwaniem Przeżółtej Kaczki Dziwaczki.
Pod świątynią stały tłumy ludzi, paląc świeczki, śpiewając pieśni i paplając niezrozumiałe farmazony do ustawionego na środku z gracją wielkiego zdjęcia BirdZadena. Z głośników mdło pierdolił przydupas Grzyba, efektywnie nakręcając zwolenników króla, którzy ładowali w koszyki swoje ostatnie grosze.
– To, kurwa, jakieś święto? Nowe wprowadzono? – zapytał Jasio.
– Przecież był zamach, więc teraz modlą się o bezpieczeństwo kretyna. Chodźmy szybciej. Od groma tu Prewe, a wolałbym nie ryzykować – odparł Bolek i przyśpieszył kroku.
Jasio zwątpił.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii komedia i science fiction, użyła 655 słów i 4055 znaków, zaktualizowała 4 lip o 13:00.

Dodaj komentarz