O krok od zagłady – niech żyje system cz. 2

O krok od zagłady – niech żyje system cz. 2– Skąd mieliście miedź? – zapytał Jasio.
Chłopaki zwinęli pomnik króla. Podkradli się w nocy i wyrwali go z „korzeniami” – zaśmiał się Jacek.
– A PREWE?
– Uważali. Wszędzie stały nosy, nie dało się wpaść. Wiesz, ile duckatów będzie z tego gówna? No i miasto wygląda lepiej, nie straszy ta kukła na deptaku. Ostatnio jak szedłem z koleżanką i jej małym, to dzieciak wpadł w histerię, jak zobaczył Birda. Zapytał, co to za potwór i czemu tu stoi? Powiedziałem, że to pomnik kosmity i postawili go ku przestrodze; że w razie, jakby go ktoś zobaczył, niech bierze nogi za pas. Smarkacz nic nie zrozumiał, ale nie drążyłem tematu.
– Oj, będzie krucho, jak to się wyda. Fiut nie odpuści, przecież to była jego duma. Jak to bez pomnika, który z niewiadomych przyczyn znika?
– Olewam, poczwara jest już przetopiona – przyszpanował Jacek. – Dobra, bierz kasę i nieś do Tosi, da ci napoje. Dalej wiesz, co robić.
Jasiu wziął worek i dumny, ruszył do laski.  
– Słyszałeś, że dziś mają być zamieszki? – rzekła Tosia, pakując kontrabandę. – Jebana rada króla będzie decydować, który wśród wyłapanych buntowników gdzie zamieszka. Stworzyli jakieś getta na zadupiu. Musimy im pomóc.
– Pomóc? W jaki sposób?  
– Ruszymy tłumie i odbijemy ich.
– Tak, z kijkiem na PREWE, chyba cię splątało – warknął Jasiu.
– Dobra, nie gadaj, tylko bądź o dwunastej po południu na Placu Taty Grzyba. Stamtąd będą ich przerzucać. Mamy maczugi i łańcuchy, damy radę – poinformowała Tosia.
– Ok, zgadam się z Małgosią i może przyjdziemy. Nara.
Po kilku minutach już wiózł wózeczkiem kraty napojów gazowanych z lewą akcyzą.


Opchnięcie napitków zajęło mu niecałą godzinę, na tani produkt była masa chętnych. Nie bał się wpadki, miał żółty kombinezon, strój zaciekłych zwolenników króla, PREWE rzadko kiedy zatrzymywała i sprawdzała ubranych tak obywateli.
Zadzwonił do Małgosi, zamieszkami wyłagał się od pielenia i wrócił do domu. Włączył telewizor i od razu natknął się na mszę. Król siedział na tronie, otoczony przydupasami, a Tata Grzyb pierdolił na mównicy, co mu ślina na język przyniosła. Narzekał oczywiście na brak funduszy, przez co jego radio „Fake” i telewizja  „Chłam” nie funkcjonowały, jak należy. Apelował też oczywiście o datki, co zostało skwitowane przez żółty tłum owacjami na stojąco. „Zabierz jeszcze trochę pospólstwu, daj dla mnie. Radio ważna rzecz, propaguje i naucza” – pierdolił smuty do Birda, przekonany do swych racji Grzyb.
Władca w odpowiedzi złośliwie się uśmiechnął.
– Jeb się – warknął wkurzony Jasiu i wyłączył odbiornik. Ciekawe, z czego zamierzają jeszcze zabierać – burknął bezgłośnie. Był tak zły, że miał ochotę wyrzucić telewizor przez okno. Impreza prawie jak na weselu – zachichotał w myślach, mając przed oczyma łańcuszek świty Birda, która trzymała się za ręce i machała nimi na lewo i prawo, niczym w jakimś chorym obrzędzie.  
Nagle ktoś zapukał do drzwi i Jasiu zbladł. Dochodziła dopiero dziewiąta i o tej godzinie nikt nie miał w zwyczaju odwiedzać buntownika. Pukanie, a raczej walenie rozległo się ponownie, zmuszony więc był otworzyć.  
– Dzień dobry – wypluł tłusty, ubrany w żółty garnitur koleś. – Dukatus, sprawdzamy opłacone wybulacze – wyjaśnił i bezczelnie wepchnął się do mieszkania. Za nim wlazł drugi, podobnej postury tłuścioch i od razu zmierzył wzrokiem wnętrze lokalu.
– Okazać dokumenty, ino szybko – rozkazał urzędas, sadzając tyłek na fotelu.  
Biedny Jasio nie wiedział, gdzie dokładnie Małgosia trzymała papiery, aczkolwiek otworzył szufladę i zaczął w niej szperać. Miał fart, wszystko leżało na wierzchu. Grubas sprawdził opłaty i położył na stole kartkę A4.
– Od dziś nowe wybulacze – szanownie oświadczył. – Od biegania, gdyż chodniki są do bani i można zrobić sobie krzywdę, a rząd nie stać na płacenie odszkodowań; od innych zwierząt domowych niż psy, od remontu – przydałby się – spojrzał pogardliwie na Jasia; i od posiadania roślin, korzystających ze słońca. Nie da się wprowadzić wybulacza od samego słońca, władca wymyślił więc inny. Ponadto od imprez – każda impreza musi być od dziś zgłaszana, od zakupów, kiblowe – od wielkości muszli, no i parapetowe – od ilości gołębi zasiadających na parapetach. To też zaliczać będziemy do posiadania zwierząt domowych. To nie wszystko – pierdział facet, choć Jasiowi już było słabo. Jest jeszcze papierowe, czyli ilość wyrzucanego do kibla papieru, klamkowe – od ilości klamek w lokalu, no i najważniejsze – ptakowe, od mieszkania w naszym kraju. Liczą się lata, im dużej, tym wybulacz niższy.
– Aha. To super, bo już myślałem, że od długości fiuta. Wtedy zbankrutowałbym – pysknął Jasio, nie wierząc w to, co usłyszał.
– O, dziękujemy za sugestię, przemyślimy to – odparował grubas i podniósł dupę. – Płatność do końca każdego miesiąca. I proszę opłacić zaległe – dodał groźnie i zaraz zniknął z kolegą z kwadratu.
Jasio załamał ręce.

Do południa czas zleciał chłopakowi bardzo szybko. Non stop siedział jak zahipnotyzowany, czytając w kółko zasady dotyczące nowych opłat i licząc, ile tego gówna jest. Gdyby nie budzik, który ustawił w telefonie, przegapiłby zamieszki.
Gdy dotarł na plac, stał tam już kupa ludzi. Szybko znalazł swoją babę i wmieszali się w tłum. Łopaty, siekiery, motyki, sierpy, młoty, widły, miotacze ognia i inna, tego typu dziwna broń tkwiła w dłoniach wzburzonych rebeliantów. Znalazł się nawet czołg z drugiej wojny światowej, to było coś. No i setki transparentów z bardzo elektryzującym logo, to wszystko robiło naprawdę PIORUNUJĄCE wrażenie.
Naprzeciw natomiast sterczała uzbrojona po zęby banda PREWE, a za nią wiła się żółta rzeka zwolenników Birda.
Wkurwiony Jasio zacisnął pięści, gotowy do walki. Dzisiejsza wizyta i obecny widok sprawiały, że do gardła podchodziła mu ŻÓŁĆ.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii komedia i science fiction, użyła 1063 słów i 6210 znaków, zaktualizowała 28 sty o 22:52.

5 komentarzy

 
  • Iga21

    Dawaj trójkę  :kiss:

  • agnes1709

    @Iga21 Dam, spokojnie:kiss:

  • MEM

    "mając przed oczyma łańcuszek świty Birda, która trzymała się za ręce i machała nimi na lewo i prawo, niczym w jakimś chorym obrzędzie."

    No popatrz, to zupełnie jak rząd w pewnym kraju... :rotfl:

    "od posiadania roślin, korzystających ze słońca."

    To jeszcze od produkowanej dzięki słońcu witaminy D się należy – witaminowe. ;)

    "O, dziękujemy za sugestię, przemyślimy to"

    Żeby Ci tylko skarbówka nie przysłała listu z takim zdaniem w odpowiedzi na propozycje pomysłów na nowe podatki, bo się naród załamie jak ręce Jasia. ;)  

    "No i setki transparentów z bardzo elektryzującym logo, to wszystko robiło naprawdę PIORUNUJĄCE wrażenie."

    :lol2:  

    "do gardła podchodziła mu ŻÓŁĆ"

    O, to to.

  • agnes1709

    @MEM ;)

  • Gaba

    --nie sTRaszy ta kukła na deptaku-- popraw proszę
    No i *chyba cię splątało*, rewelacja!

    I na koniec, daaawno nie popełniłaś czegoś tak dobrego! Brawo!👏👏👏👏(to są burzliwe oklaski)
    Pozdrawiam

  • agnes1709

    @Gaba Dzięki za pozytywne przyjęcie popełnionego i za czujne oko :kiss:

  • AlexAthame

    No całkiem niźle wam to wyszło koleżanko. Mam tylko jedną uwagę, ale może tak być powinno: Liczą się lata, im dużej... :bravo:

  • agnes1709

    @AlexAthame Haha, jasne :kiss:

  • Indragor

    Rewelacyjna satyra! Hm... "Żółć" - najbardziej polskie słowo ;)  :bravo:  

    "na Placu Taty Grzyba"
    "a Tata Grzyb pierdolił na mównicy, co mu  ślina na język przyniosła. Narzekał oczywiście na brak funduszy, przez co mu radio „Fake” i telewizja  „Chłam” nie funkcjonowały, jak należy"
    :lmao:

  • agnes1709

    @Indragor Kłaniam się ;)