Wszyscy jesteśmy zombiakami - Rozdział IV

Wszyscy jesteśmy zombiakami - Rozdział IVAmber stała nieruchomo przed panelem sterującym. Zawsze była kobietą impulsywną i pewną siebie, lecz tej chwili wahała się. Jakby w środku niej odzywał się wewnętrzny głos, mówiący "nie rób tego!”, jednak to był tylko szept, na tyle cichy, że został zagłuszony jej własną ambicją i dumą.
Przycisk został wciśnięty, pozostało tylko czekać i obserwować ciąg wydarzeń. Światła przygasły, na platformie zaczął obracać się Rascar otoczony z obu stron kopułami, które zaczęły opadać odsłaniając działo laserowe. Amber i pozostałych naukowców dzieliła dziesięcino calowa szyba. Okrągła, czerwona kula zwana jądrem Rascara nabrała jasny kolor i w ułamku sekundy wiązka lasera uderzyła w odłamek asteroidy. Pojawił się jasny blask, taki jak w dniu kiedy uderzyła w ziemię. Około pół minuty później Rascar zakończył pracę a na pulpicie pojawił się napis "Procedura ukończona.” Jądro stabilne, brak jakichkolwiek anomalii. Wszystko przebiegło zgodnie z planem.
Ponownie w pomieszczeniu zapaliły się świetlówki a kopuły Rascara powrotem wracały na swoje miejsce zasłaniając działo.
– Udało się!
– Tak, chyba tak.
– Gratulacje Doktor Amber.
Drzwi bezpieczeństwa otworzyły się a grupa naukowców wbiegła do pomieszczenia w celu bliższego przyjrzenia się skamielinie.
– Laser przeciął go prawie przez pół – oznajmił Arch.
– Tak, teraz możemy zobaczyć przekrój.
Amber chwyciła jeden z dwóch kawałków pozostałości Vesira i przyjrzała mu się dokładnie.
– Doktorze Rich, proszę zobaczyć!
– O matko, powtarzam się, ale w życiu nie widziałem czegoś takiego.
– To coś przypomina raczej, hmm, planetę a nie meteoryt – oznajmił Arch.
– Ten kawałek ma w środku okrągłe jądro, dokładnie takie jakie mają planety, tylko że o wiele mniejsze – dodał Rich.
Kolorem i gęstością przypominało kulkę rtęci wypływającej zaraz po rozbiciu termometru. Piękne niebieskie oczy Amber pałały zdumieniem.
– Jak część asteroidy mogła się oderwać i stworzyć wewnątrz siebie jądro? – zadała pytanie sama do siebie.
– To znaczy, że rozbijając się na drobne cząstki, każda z nich stworzy osobne jądro – Nagle spekulacje Archa przerwał Rich.
– Za wcześnie na takie teorie, musimy to dokładnie zbadać, potem możemy dyskutować.
Amber odstawiła odłamek powrotem na statyw.
– To z pewnością wielkie odkrycie – rzekła.
Przez najbliższe dwadzieścia godzin ani Amber ani pozostali naukowcy nie zaznali Snu. Pobieranie odłamków asteroidy było nie możliwe, trzeba by znowu użyć Rascara, a na to nie mogli już sobie pozwolić.
Jednak małe, niedawno odkryte jądro odłamku Vesira było ciekłe i zimne. Można z niego pobrać tyle próbek ile to tylko możliwe.
I tak się stało, liczne próbki zostały wysłane do innych stacji badawczych na całym świecie. Chcieli mieć jak najwięcej informacji w jak najkrótszym czasie. Te badania stanowiły priorytet.
Dni mijały a Amber po powrocie do domu zamiast skupiać się na odpoczynku, szukała jak najwięcej informacji o tym dziwnym zjawisku, niestety bezskutecznie. Nikt nigdy nie odkrył meteorytu z ciekłym jądrem, więc skąd miała by wziąć takie informacje.
Minął tydzień. Kolejny upalny poranek. Amber po zaparzeniu mocnej kawy i zimnym prysznicu stanęła przed wielkim kwadratowym lustrem, którego obramowanie idealnie komponowało się z błękitnymi kafelkami łazienki. Zaczęła nakładać makijaż i kreskę pod oczami. Nigdy nie malowała się wyraziście, tylko chciała podkreślić delikatną twarz.
Gdy zaczęła powolnymi długimi ruchami szczotkować swoje czarne włosy zauważyła, że na szczotce pozostał dość spory kłębek jej owłosienia.
Następny ruch szczotki i kolejne włosy odrywały się od głowy.
Cholera, pewnie potrzebuje więcej witamin, ostatnio słabo się odżywiam – pomyślała.
Następnego dnia przed tym samym lustrem Amber spostrzegła, że jej spojówki są zaczerwienione a wokół jej niebieskiej tęczówki pojawia się pod światłem ciemnozielony pierścień.
Z kolejnymi dniami objawy postępowały powolnymi krokami aż stały się naprawdę niepokojące.
Pewnej czwartkowej nocy Amber obudziły mdłości, gdy wstała z łóżka pojawiły się zawroty głowy. Dobiegając do toalety zwymiotowała do ustępu. Wydalając resztki treści żołądkowych usłyszała ostry dźwięk, jakby coś twardego obiło się o porcelanową muszle klozetową. Po chwili spostrzegła, że jej uzębienie nie jest kompletne.
Nie możliwe, jak mógł wypaść mi ząb? Nawet tego nie czułam – pomyślała.
Badając palcem kolejne zęby, złapała jeden z przednich i lekko nim poruszała. Po chwili ząb znalazł się w jej rękach. Tak wyrwała sobie sześć zębów. Nie wiedziała co się dzieje, z ust kapała ciemno czerwona krew, śnieżno biały sedes zmienił kolor na czerwony.
Co się ze mną dzieje? Co jest do cholery! – myśli fruwały w jej głowie zderzając się ze sobą. Stanęła przed lustrem, gdy wzrok spotkał się z jej własnym odbiciem ujrzała, że na jej głowie znajdują się pojedyncze włosy, była praktycznie łysa.
– Nie! Nie! Nie! – zaczęła wrzeszczeć. Odkręciła kran, myślała, że to jej się śni, jakiś durny koszmar nie pozwala się spokojnie wyspać.
Nabierając w ręce wody Amber szybkim ruchem przyłożyła je do twarzy.
Nie obudziła się. Niestety to nie był sen.
Nagle odrywając ręce od twarzy spostrzegła że są czerwone a na nich jakby kawałki skóry. Kolejne spojrzenie w lustro. Szok, stanęła w jak uziemiona. Jej twarz została na jej rękach. Czerwony widok odsłoniętych mięśni, ścięgien, okrągłe jak kule czerwone oczy.
Gdzie niegdzie, odsłonięte białe kości policzkowe i kości szczęki.
Wyglądała jak potwór. Jednak nie czuła żadnego bólu, jakby to nie było jej ciało. Ostatnimi siłami zdążyła pobiec do korytarza, chwycić telefon i wykręcić numer alarmowy. Następnie straciła przytomność.
Rozmyte jasne światło stawało się coraz ostrzejsze. Zauważyła nad sobą osoby od stóp do głów ubrane w zielone kombinezony ochronne, takie jakie noszą lekarze w przypadku kontaktu z osobą chorującą na poważną chorobę zakaźną.
– Gdzie ja jestem – wybełkotała Amber.
– Jest Pani w szpitalu. – Odpowiedział jeden z lekarzy przyśpieszając biegu.
– Jestem w ciąży, ratujcie moje dziecko!
– Robimy wszystko co w naszej mocy. – oznajmił lekarz – musi nam Pani odpowiedzieć tylko na jedno pytanie!
– Tak?
– Czy miała Pani kontakt z Doktorem Richardsonem, Archem, Diego, i Lawiresem?
– Tak, co z nimi? – spytała wyczerpana.
– Nie żyją.
Amber nie bała się śmierci, czułą że jej koniec jest coraz bliższy. Chciała za wszelką uratować dziecko.
Lekarze dojechali na salę operacyjną i w jak najszybszym czasie wykonali cesarskie cięcie. Po chwili Amber usłyszała płacz niemowlaka a jeden z lekarzy podszedł do niej i oznajmił:
– Dziecko jest zdrowe! – to chciała usłyszeć.
– Nick, Nick! – wyszeptała i odeszła.

Destiny

opublikował opowiadanie w kategorii przygoda, użył 1254 słów i 7164 znaków, zaktualizował 22 lut 2019. Tag: #zombie

2 komentarze

 
  • AnonimS

    Dramatyczne. I jednocześnie ostrzeżenie.  Dokąd nas mogą zaprowadzić takie eksperymenty

  • Prunella

    Pisz następną! :D