Separatyści- Republika Nieprawdy

Kądziołki Średnie, 5 września godz. 11.00.

Wszedł po schodach i znalazł się w długim korytarzu jego wspaniałego liceum. Spojrzał na ławkę, na której siedziała Julia, dziewczyna, która od początku roku przykuła jego uwagę swoją niezwykłą urodą. Niestety, był na tyle nieobyty w kontaktach z kobietami, że wszelkie próby zaproszenia na kawę kończyły się sromotną klęską. Wziął głęboki oddech. „Tym razem się uda”. Podszedł do niej spokojnym krokiem, tak jak widział kiedyś na filmach. W rękach trzymała jakąś książkę. Chyba od… „Kurwa!”
- Mieliśmy coś zadane z matmy?
Odgarnęła swoje długie rude włosy i odpowiedziała:
- Pewnie, z 10 zadań.
Podrapał się po głowie. Wyglądała zachęcająco. Zwrócona w jego kierunku nie spuszczała wzroku. Żałował, ale…
- Słuchaj, muszę zadać ci jedno bardzo ważne pytanie.
- T-tak?
Wyczuł drżenie w jej głosie, właściwie to może nawet udałoby mu się z nią umówić. Przygładził swoje krótkie blond włosy, puścił do niej oko i wyszczerzył uśmiech:
- Mogę przepisać od ciebie te zadania?
Jeżeli nawet jej wzrok wyrażał jakieś ciepło, to teraz kryła się w nich wyłącznie pogarda, a on sam właśnie zastanawiał się, czy nie powinien stąd uciekać. W końcu wysyczała coś tym swoim lodowatym głosem:
- Jeżeli musisz.
Zawahał się, chciał coś wytłumaczyć, a może jest jeszcze szansa?
- Właściwie to…
- Tak?
W tym momencie całym budynkiem wstrząsnęło. Zobaczyli, jak szyby w oknach zamieniają się w drobny mak, a z sufitu spadają całe płaty tynku. Jednocześnie usłyszeli huk. Znaleźli się na ziemi, podobnie, jak i wszyscy zgromadzeni na korytarzu uczniowie. Ktoś krzyknął, dziewczyny zaczęły piszczeć. Powoli wstał i zaczął rozglądać się po budynku. Nie mógł ustalić źródła zagrożenia. Usłyszał jej głos:
- Janek, co się stało?!
Pochylił się nad nią i złapał ją za rękę:
- Julia, spokojnie, na pewno wszystko się wyjaśni.  
Właściwie to sam w to nie wierzył. Poczuł się trochę bezpieczniej w momencie, kiedy ujrzał biegnącą w ich kierunku nauczycielkę. Któryś z uczniów krzyknął do niej dość idiotycznie, machając przy tym rękami:
- Proszę pani! Tutaj jesteśmy!
Kobieta zapatrzona w swoich podopiecznych nie zauważyła znajdującej się przed nią wyrwy w podłodze. Nauczycielka, która do nich biegła po chwili zniknęła z pola ich widzenia, usłyszeli jedynie długi okrzyk, zakończony dziwnym plaśnięciem. Dziewczyna, którą trzymał za rękę, pisnęła. „Kurwa!”. Ścisnął ją mocniej i uspokajająco powiedział:
- Wszystko będzie dobrze…
- No dla ciebie jasne, że tak. Jak bym miała tyle luf z tej matmy, to też bym się cieszyła, że właśnie nauczycielka prawdopodobnie rozpaćkała się o podłogę dwa piętra niżej. Ale nie, nie cieszę się.
Trochę go zatkało, właściwie to spodziewał się po niej, nie wiadomo czego. Że jest cudowną, inteligentną osóbką, a tymczasem…:
- Miła z ciebie dziewczyna jest.
- A co ty myślałeś skończony palancie? I co ty w ogóle z tą ręką….
W pomieszczeniu kolejny raz rozległ się huk, nie jeden, ale cały czas, towarzyszyły im wstrząśnięcia całego budynku. Północna ściana runęła w dół, a z góry spadał gruz. Dziewczyna ścisnęła go mocniej, a on sam przytulił się do ziemi. Po chwili kanonada ustała. Wstrząsy jednak nie ugasiły jego złości na dziewczynę:
- Już lepiej?
Popatrzył w jej stronę, ale zobaczył jedynie rękę, zakończoną krwawymi strzępami.  

Kądziołki Duże, 1 września godz. 20.00

Wszedł do sali. W środku przy długim kwadratowym stole siedziało dwunastu mężczyzn w większości koło pięćdziesiątki ubranych w garnitury. Bez pośpiechu podszedł do swojego miejsca znajdującego się pośrodku zgromadzonych. Rozejrzał się po pomieszczeniu, w końcu zaczął mówić:
- Cieszę się panowie, że znaleźliście czas i ochotę, aby zaszczycić mnie, ale przede wszystkim to miasto…
Zobaczył rękę uniesioną w górę. Udzielił głosu mężczyźnie i po chwili usłyszeli pytanie:
- Czy mamy rozumieć, że nie jest to sesja? W jakim więc charakterze tutaj się spotykamy, panie burmistrzu?
Usłyszał aprobujące pomruki. Kiwnął głową, a następnie udzielił odpowiedzi:
- Szanowni panowie radni, nie to nie jest sesja, ale myślę, że spotkanie, w którym chcielibyście uczestniczyć. Zebraliśmy się w celu omówienia dalszego losu gminy Kądziołki.
Tym razem wstał mężczyzna w sumiastych wąsach i głośno wyraził swoje niezadowolenie:
- Ale w jakim trybie! Wszystko musi być…
- Proszę siadać!- Tym razem podniósł głos.- Powiem, co muszę, a panowie zrobicie, co uznacie za stosowne.  
Rozejrzał się po zgromadzonych. Nikt nie zaprotestował. Ciągnął dalej:
- Nasza gmina znalazła się w stanie tragicznym. Nie mamy środków, żeby wywiązać się z zadań budżetowych. Nie otrzymaliśmy od państwa nic, aby móc dalej się utrzymywać. Ponadto cały nasz kraj obejmuje recesja. Jeżeli nic nie zrobimy, wkrótce przestaniemy istnieć, a rząd będzie nas drenował do ostatniej kropli krwi. Dlatego zmuszony jestem podjąć kroki radykalne, ale wierzę, że zapewnią one nam przetrwanie. Jutro w godzinach porannych do publicznej wiadomości podam informację o secesji terenu naszej gminy od  państwa polskiego.  
Grupa radnych zaczęła się śmiać, inni zachowali spokój, wreszcie ten sam mężczyzna w wąsach uderzył w stół i wstał.
- Panie burmistrzu! Na łeb panu padło. Jakieś bajki, science- fiction. Za kogo pan nas ma? Taki krok to samobójstwo. Stanowczo sprzeciwiam się takim debilnym pomysłom.
Burmistrz opanowanym głosem zwrócił się do reszty:
- Kto jeszcze jest przeciwny tej idei?
Sześć osób uniosło dłoń.
- Dobrze, nie musicie wcale brać w tym udziału. Zrozumcie jednak, że do czasu oficjalnej proklamacji Republiki Kądziołkowskiej zostaniecie w areszcie domowym. Zabierze was nasza nowo powołana Gwardia Kądziołkowska.
Radni wstali i zaczęli się awanturować. Do sali weszli uzbrojeni mężczyźni i wyprowadzili awanturujących się mężczyzn. Pozostali w pomieszczeniu siedzieli zszokowani wpatrzeni w człowieka, którego jeszcze nie dawno uważali za dobrego kolegę. On tymczasem kontynuował swoją przemowę:
- Cieszę się, że zostaliście i akceptujecie moją propozycję. Od dzisiaj stanowić będziecie Radę Najwyższą Kądziąłkowskiej Republiki Ludowej, natomiast moja skromna osoba będzie jej prezydentem. Tak więc towarzysze, za naszą Republikę!
Mężczyzna, trzydziestoletni- wyjątek w tym gronie podniósł rękę. Burmistrz z grymasem na twarzy skupił na nim wzrok. Radny zaczął się jąkać:
- No ale, oni, mają wojsko, policję, służby i…. jjak, myy yyy… niby ddamy radę?
Na twarzy włodarza pojawił się szeroki uśmiech:
- Spokojnie towarzysze. Mamy odpowiednie wsparcie.

Petersburg, 22 lipca godz. 1.20.  

- Tak więc mówisz, że co ty właściwie robiłeś w naszej pięknej ojczyźnie?- zadawał to pytanie już po raz kolejny i ciągle słyszał te samą obawę i błaganie o litość. Chociaż nie, na początku był hardy, dziwił się, dlaczego go w ogóle zatrzymują. Wyciągnął papierosa z kieszeni swojej marynarki i spokojnie go zapalił. Mężczyzna siedzący po drugiej stronie nie mógł nic zrobić. Miał na sobie kajdanki, odziany był jedynie w bieliznę, a twarz w oślepiał padający na nią promień z lampki znajdującej się na stole.
- Ja… Tylko podróżowałem, turystycznie, jestem… Człowieku, zrozum, że…
Mężczyzna z przeciwka gwałtownie wstał i z całej siły uderzył głową więźnia w blat stołu.
- Co kurwa? Do mnie się mówi: panie oficerze.
Twarz przesłuchiwanego zalała się krwią.
- Przepraszam, panie oficerze. Ja nie chciałem, ja tu zwiedzałem tylko…
- A co ty mi tutaj pierdolisz? Przecież ja wiem doskonale ktoś ty. Tyś jest szpion, z Polszy. I żeś tu przyjechał rozjebać nasz piękny system. No nie tak było?
Przesłuchiwany pokręcił głową. Śledczy kontynuował:
- Słuchaj gnoju, nie zaprzeczaj mi tutaj, bo to i tak nic nie da. Przyznajesz się, że wysłał cię obcy, imperialistyczny wywiad celem destabilizacji sytuacji w Federacji Rosyjskiej?
Więzień kiwnął głową.
- Nie słyszę!
- Tak, przyznaje się.
- No to i jesteśmy w domu.  
Oficer wstał i zaczął krążyć po pokoju przesłuchań.
- Moglibyśmy ci ukręcić łeb i wrzucić do morza, ale może nam się jeszcze przydasz. Powiedz, czym się zajmujesz w Polsce?
- Jestem burmistrzem.

Warszawa, 2 września godz. 10.15.

W pomieszczeniu znajdowali się wszyscy członkowie Rady Ministrów, ale tak naprawdę najważniejszy był tutaj jeden człowiek i  nie był to premier. Siwy, niski siedemdziesięciolatek głaszczący kota, otoczony przez dziesięciu rosłych ochroniarzy, siedział właśnie przed telewizorem i ze skupieniem słuchał mężczyzny wygłaszającego jakieś przemówienie. Człowiek na ekranie, schludnie wyglądający w wieku około czterdziestu lat, nazywał sam siebie przewodniczącym Kądziołkowskiej Republiki Ludowej. Treść przemówienia była dla Prezesa nader dziwna, dla pozostałych zaś liczyła się tylko jego reakcja. Dlatego, kiedy on był zajęty oglądaniem transmisji, wszyscy w budynku obserwowali jego zachowanie. Obojętność wobec atmosfery panującej w metalowym schronie znajdującym się pięćset metrów pod ziemią wykazywał kot. Mężczyzna, wokół którego powiewały dwie flagi, jedna biało błękitno czerwona i druga biało czarna, deklamował:
„W obliczu tyranii państwa polskiego, które próbuje wyeksploatować naszą ziemię kądziołkowską, wraz z zaniepokojonymi mieszkańcami postanowiliśmy działać dla dobra naszych dzieci i wnuków. Tragiczna sytuacja gospodarcza spowodowana nieodpowiedzialną polityką partii rządzącej wymaga od nas podjęcia radykalnych kroków. Dlatego dzisiaj, o godzinie 9.00 wraz z Radą Najwyższą ogłosiliśmy powstanie Kądziołkowskiej Republiki Ludowej niezależnej od despotyzmu warszawskich możnowładców. Zwracamy się do was bracia, o dołączenie do nas, w tej trudnej misji ratowania naszych domów. Wypowiedzcie posłuszeństwo tyranii. Jednocześnie apelujemy do naszych braci ze wschodu. Pomóżcie! Potrzebujemy waszego wsparcia, bo nie wątpimy, że nasz bohaterski czyn spotka się z agresją warszawskich oprawców. Kądziołki na wieki!”
Przewodniczący Kądziołek stanął na baczność, a w tle rozległa się muzyka i słowa:

     „Niezłomna jest nasza Republika Kądziołek,
     Myśl wielka na setki złączyła je lat.
     Niech żyje zrodzony dzięki ludowi,
     Z ich woli stworzony kądziołkowy nasz raj!
     Chwała Ci, Ojczyzno, tyś ziemia swobody….”

Prezes zmrużył oczy i powoli odwrócił się w kierunku mężczyzny wbijającego wzrok w podłogę.
- Jacek, co ty odpierdalasz? To ja cię robię szefem telewizji, a ty mi w zamian takie gówno serwujesz? I to ma być śmieszne. Co to jest?
Od odpowiedzi uratowała go osoba, która weszła właśnie do schronu. Ubrany w galowy mundur od razu zwrócił uwagę prezesa.
- A Ty się Mariusz coś tak odpierdzielił? 11 Listopada, czy na fuhrera się stylizujesz?
Siedemdziesięciolatek złapał się za głowę.
- Ja pierdolę, wyjechać na miesiąc do Ciechocinka, a tu taki burdel. Zero życia. Tylko wieczna praca, co ja mam z tymi debilami…
Tę dygresję przerwał mu umundurowany członek rządu:
- Panie prezesie sytuacja jest poważna…
- No Toś kurwa zajechał, dzięki za informację. Szczegóły.
- Transmisja naszych stacji telewizyjnych została chwilowo zakłócona…
- Czyli?
- Zamiast programu pierwszego ludzie oglądają Russia Today.
- Zlikwidować mi to!
- Tak jest, ale to nie koniec. Straciliśmy łączność z posterunkiem policji w gminie Kądziołki.
Prezes wstał i klasnął dłońmi.
- No to ja mam za was myśleć? Wyślijcie tam pułk czołgów albo komandosów i się zaraz sytuacja uspokoi. Gdzie to w ogóle jest?  
- Przy granicy z Białorusią, panie Prezesie.
- No, to tak jak mówię, zróbcie, a na przyszłość to sami pomyślcie.
Ruszył w kierunku drzwi, ale zatrzymały go dalsze słowa Mariusza:
- Tylko że to nie wszystko. Straż Graniczna donosi, że dzisiaj o godzinie 9.00 naszą granicę z Białorusią przekroczyły nieoznaczone oddziały wojskowe, a według nieoficjalnego raportu wywiadu to prawdopodobnie 22 samodzielna gwardyjska brygada specnazu i batalion specjalny Vostok.
Na twarzy Prezesa pojawił się uśmiech:
- Nareszcie coś ciekawego. Dzwońcie po Antka, on też lubi taką zabawę.

1 komentarz

 
  • MrHyde

    Antek, Michał, Jacek... to nie może być prawda, to jakiś straszny sen ;)