Ritha na Dzikim Zachodzie rozdział 9

Rozdział 9  

                    Indiańska wioska  

     
     Laura zeskakuje z konia niczym amazonka Margerita jest pod wrażeniem. Kowbojka przywiązuje konia do spróchniałego pnia i dobrą godzinę przedzierają się przez gęsty las, gdy go opuszczają to okazuje się, że czaka je wspinaczka górska poobcierane i spocone docierają na szczyt. Gdzie znajduje się maleńka wioska składająca się z kilku tipi i rozpalonego ogniska.  
Cichaczem zakradają się bliżej, ale nigdzie nie widzą Rithy w pewnym momencie dziewczynka wśród indiańskich koni  dostrzega Wiedźmina.
- Tam jest Rithy koń.  
- Gdzie?
Palcem Margericie wskazuje miejsce, gdzie się znajduje, gdy tylko zapada noc to Margerita podchodzi do konia odwiązuje i zaprowadza do Laury, żeby go popilnowała.  
- Nigdzie się stąd nie wychodź.
- Będę siedzieć cichutko jak mysz kościelna.
Po czym kowbojka rusza na poszukiwania Rithy znajduje ją w ostatnim namiocie kompletnie nagą i przywiązaną do słupa, kiedy kowbojka rozwiązuje przyjaciółkę to do namiotu wchodzi młoda indianka.
— Alarm! Intruz w obozie!  
Po czym wybiegła z Tipi i biegnie prosto do wodza Śnieżnego ptaka. Margerita wygląda na zewnątrz i widzi, jak Indianie biegają w tę i z powrotem coś wykrzykując w swoim języku nożem sprężynowym rozcina więzy, którymi przyjaciółka jest związana. Potem szuka, jakiegoś ubrania do niej w skrzyni znajduje tunikę i jej ją podaje.  
- Ty chyba nie chcesz żebym to założyła?
- Nie masz innego wyjścia no chyba, że wolisz po wiosce paradować nago?  
- Nie!
- Więc wskakuj w te fatałaszki.
- Dobrze, już dobrze byle jak najdalej od tego miejsca nawet sobie nie wyobrażasz, co ja tu przeżyłam.  
Po tych słowach wciągam indiańską sukienkę.
- Nawet ci w tym do twarzy.
- Bardzo śmieszne.
— Musimy poczekać aż trochę się uspokoi, bo teraz jest za duży ruch.
— Jak chcesz to sobie czekaj ja stąd spadam. To nie ty zostałaś porwana przez tych dzikusów, tylko ja.
— Masz rację lepiej się stąd zwijajmy, bo właśnie w naszą stronę idzie cała wioska, a na jej czele wódz.
Wychodzimy tylnym wyjściem i między drzewami zaczynamy  uciekać. Zdyszane docieramy do koni , gdzie czeka na nie Laura za plecami słyszymy indiańskie okrzyki szybko odwiązujemy lejce od drzewa wsadzam dziewczynkę na konia, a potem dosiadamy i jak strzała pognamy przed siebie. Indianie do nich strzelają z łuków i strzelb kowbojki im odpowiadały paru nawet zabiją .

Margerita

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda, użyła 436 słów i 2457 znaków, zaktualizowała 28 lip 2020.

1 komentarz

 
  • enklawa25

    ;) trochę za krótkie jak dla mnie ale fajnie się czyta  ;) jestem na tak

  • Margerita

    @enklawa25 dzięki

  • enklawa25

    @Margerita  ;)