Ritha na Dzikim zachodzie rozdział 33

Rozdział 33  

                         Billi zwiedza dom

Chłopak zapalił światło i jego oczom ukazał się holl z marmurową posadzką. Na ścianie wisiały portrety dawnych właścicieli  oraz i ich przodków. Billi po skrzypiących schodach wszedł na piętro zatrzymał się przed drzwiami, w którym kiedyś mieszkał Luigi Bell.  Nacisnął klamkę, ale okazały się być zamknięte, więc ruszył dalej, po chwili przystanął przed drzwiami z sosny.
Następnie je otworzył i wszedł do środka pokój, w którym się właśnie znajdował był małych rozmiarów. W oknie wisiała firanka, a na środku stało łóżko obok znajdowała się szafa.  
Billi otworzył drzwi i chciał wyjść, żeby zwiedzić pozostałe pomieszczenia, gdy nagle przed nim stanęła dziewczynka w białej koszuli nocnej i blond włosach.  
- Hej, jak ci na imię?
- Laura.
Po tych słowach zniknęła chłopak stal jak sparaliżowany i gapił się przed siebie. Margerita, która właśnie wróciła do domu weszła na piętro i przechodząc koło syna zatrzymała się.  
- Billi, co się stało?
- Mamo ten dom jest chyba nawiedzony.  
- Synku przestań wygadywać głupoty jesteś, już dużym chłopcem i nie powinieneś wierzyć w takie rzeczy.
- Ale ja  mówię poważnie widziałem dziewczynkę w białej koszuli i powiedziała, że ma na imię Laura.
- Więcej nie chcę słyszeć takich bzdur! A teraz marsz spać!  
Chłopak posłusznie wszedł do pokoju,  który kiedyś należał do Laury, którą spotkał, ale jeszcze tego nie wie zamknął drzwi i poszedł spać. Ale całej nocy niestety nie było mu dane przespać spokojnie, bo co chwilę coś go budziło.  Z samego rana wstał wciągnął spodnie podszedł do toaletki do ceramicznej miski wlał wody i przemył twarz.  
Następnie się wyprostował spojrzał w lustro i zobaczył za sobą była to ta sama, którą widział wczoraj. Dziewczynka podeszła do szafy i ręką na nią wskazała, po czym się rozpłynęła w powietrzu. Zbliżył się do tego miejsca i otworzył drzwi jego oczom ukazały się sukienki poszarzałe ze starości.  
- Weź je i zniszcz – szepnął mu do ucha duch Laury.  
- Dlaczego akurat ja mam to zrobić?
- Ponieważ ty Billi, kiedy ja umarłam byłeś malutki i mnie nie pamiętasz.  
Chłopak wyleciał na korytarz jak strzała przebiegając koło matki gabinetu zatrzymał się, po czym wszedł do środka, gdzie zastał matkę stojącą przy oknie.  
- Mamo chciałbym z tobą porozmawiać to jest bardzo ważne.  
- O czym chcesz ze mną porozmawiać.
- O remoncie skoro mamy tu mieszkać to przydałoby się doprowadzić dom do dawnej świetności.
- Nie wiem co Billi kombinujesz, ale  nie zgadzam się na remont! - Choć od śmierci twojego ojca, a mojego męża Karla minęło wiele lat i dom stał niezamieszkany. To uważam, że zachował lata swojej świetności i nie wymaga napraw.  
- Czyli nie pozwolisz mi na drobne zmiany w  moim nowym pokoju?
- Nie.
- Czemu?
- Ponieważ, kiedyś należał on do Laury, za którą bardzo tęsknię. Była naszym promyczkiem wniosła do tego domu wiele radości. Ale okrutna śmierć nam ją przedwcześnie zabrała.  
- Więc wpadłaś razem z tatą na pomysł, że jak zostawisz jej ubrania to ona zostanie z wami na zawsze. - Swoim zachowaniem doprowadziliście do tego, że Laury dusza błąka się, po ziemi.  
Kobieta na te słowa zbladła, po czym z płaczem wybiegła, zostawiając syna samego w gabinecie. Chłopak usiadł, za biurkiem wyciągnął kartkę i napisał oświadczenie, w którym poinformował, że od teraz on będzie  podejmował wszystkie decyzje zażądał też przekazania mu wszystkich dokumentów dotyczących saloonu, którego Margerita Bell była właścicielką. Gdy skończył pisać to wstał od biurka kartkę zwinął w rulon i wyszedł z domu.  
Ścieżką ruszył w stronę miasteczka po dotarciu na miejsce najpierw udał się na cmentarz. W oddali spostrzegł matkę klęczącą nad grobem Laury zrobiło mu się jej żal, ale emocje wziął na bok i szybkim krokiem do niej podszedł.  
- Mamo na litość boską nie możesz żyć między domem, a cmentarzem, bo się wykończysz! Dlatego chcę abyś to podpisała.
Po tych słowach matce wręczył kartkę Margerita przeczytała ją, a potem zgniotła i cisnęła w syna.  
- Nigdy tego nie podpiszę!
- Ale to dla twojego dobra.
- Powiedziałam nie.  
Kobieta wściekła poderwała się z ziemi i ruszyła w stronę rezydencji, która stała na wzgórzu. Przez całą drogę do domu się kłócili, że ani się obejrzeli, jak przed nim stali.
- Rozmowę uważam za skończoną!
- Aha czyli nie wyrzucisz Laury sukienek?
- Oczywiście, że nie.  
- W takim razie ja to zrobię!
Chłopak minął matkę i wbiegł po schodach i jak burza wpadł do swojego pokoju.  Otworzył szafę i wyrzucił wszystkie sukienki, które należały do dziewczynki. Następnie pozbierał rzeczy i wybiegł z nimi ponownie na korytarz. Przebiegł obok matki nie zwracając na nią uwagi, gdy znalazł się na dworze to ułożył w kupkę oblał spirytusem podpalił i poczekał, aż doszczętnie się spalą.  
Potem wrócił do pokoju i położył się spać, ale nie wiedział, że całą scenę z okna swojego gabinetu  obserwowała jego matka, której z rozpaczy pękło serce.  
Rano matkę znalazł syn, który schodząc po schodach zauważył, że drzwi od gabinetu są uchylone, więc zajrzał do środka i ją zobaczył leżącą na ziemi bez ruchu.

Margerita

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda, użyła 990 słów i 5400 znaków.

Dodaj komentarz