Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Deszcz cz. 9

     Żona wróciła z synem z kina. On poszedł do swojego pokoju, a spędziłem trochę czasu z żoną i córką. Diana nie dała poznać, że coś odczuła. Pocałowała mnie delikatnie tu przed spaniem i zasnęła dość szybko.
Ja nie mogłem spać. Zacząłem dopiero myśleć, co się stało. Jakie dziwne jest życie. Tej nocy zrozumiałem, że prawdopodobnie nigdy bym sobie nie wybaczył, gdybym to zrobił, a tak miałem za sobą przewinienia, które mogłem jeszcze odkupić.

     Cały tydzień minął spokojnie i rozmyślałem, że w końcu muszę Centralnej Radzie powiedzieć, że odchodzę.
Najpierw chciałem załatwić sprawę mojej rezygnacji w dalszym prowadzeniu Syndykatu na Anglię. Na plus przemawiało to, że miałem brata – wspólnika. Nie wiedziałem powodu, dlaczego centrum miałby mieć sprzeciwy. Musiałem się tego dowiedzieć co myślą o moim postanowieniu.
     Betty miała dzisiaj smutek w oczach. Już kilka razy delikatnie próbowałem się wywiedzieć, co jest powodem jej stanu, ale zawsze się to kończyło subtelną, ale zdecydowaną odmową, dlatego zaniechałem pytania. Hajze coś załatwiał w Manchesterze i miał wrócić wieczorem. Za dwa dni leciał do Paryża. Czuł się tam dobrze. Tylko w Hiszpanii czuł się lepiej.
Nie miałem dzisiaj żadnych spotkań, a wszystkie sprawy papierkowe załatwiłem wczoraj. Betty odciążała mnie w trudnych dniach, a w takich jak dzisiaj, nawet ona nie miała dużo pracy, ale zawsze sobie znajdowała zajęcie.
Pomyślałem o Koi i zaraz o mistrzu Kenshin. Tęskniłem momentami za tamtym życiem.
     Otworzyłem szklaną szafkę i wyjąłem miecz. Doskonały. Przez stulecia prawie się nie zmienił. Poza zewnętrzną części rękojeści wszystko pozostało niezmienne. Mimo że najlepszy samurajski miecz mógł osiągnąć cenę do pół miliona, mój był bezcenny. W Japonii zostało sporo mieczy, których nigdy nie będzie można nawet wywieźć z kraju, a co dopiero sprzedać. Najwyższą cenę na aukcji z broni białej osiągnął miecz z XVIII wieku z ery cesarza Qianlong. Miecz i pochwa sprzedano za siedem milionów i siedemset tysięcy. Miecz nazywa się Sao Bao Teng. Został wykonany z doskonałej stali, a rękojeść zrobiono z białego jadeitu.
Dotknięcie stali, która miała, w sobie prawie cztery wieki historii Japonii, dodało mi odwagi. Postanowiłem porozmawiać z zarządem. Połączyłem się z Colinsem.
     – Witaj Euri, jak się masz?
     – Dziękuję, dobrze. A ty?
     – Nie tak źle – usłyszałem krótki śmiech.
     – Mamy coś do omówienia.
     Nastąpiła chwila milczenia.
     – Jeżeli jest to TA sprawa, musisz przyjechać.
     – Oczywiście, że nie chciałem o tym zawiadamiać przez telefon.
     – Zawiadamiać – wyczułem szczere zdziwienie i raczej troskę niż gniew.
     – Tak. Nie sądzę, że to podlega dyskusji.
     – Twardy zdecydowany Euri, ale przyjedziesz. W czwartek o dziesiątej spotkamy cię w trójkę. Masz dwa dni. Przemyślisz to jeszcze raz, a i my będziemy mogli porozmawiać z ważnymi osobami. To do czwartku.

     Nie sądziłem, że rozmowa zakończy się tak szybko. Colins uchodził za człowieka ugodowego. Czułem, że nie bardzo podobała mu się moja decyzja. Bo ją podjąłem. Jednak wypadało pojechać. Musiałem. Zaraz pomyślałem, czy powiem bratu. I to odłożyłem do jego powrotu. Z pewnością coś mi zaoferują. Tylko co? Nie interesowały mnie pieniądze, władza, ani inne kobiety. Miałem trzy. W razie kiedy wyczuję, że będą chcieli coś zrobić, muszę chronić rodzinę. Raczej Koi była poza zasięgiem.      Miałem swoich ludzi, ale czy będą mi wierni i staną za mną i przeciw Syndykatowi? Co zrobi Hajze? Pomyślałem o Georgu i jego narzeczonej, bo chyba szykował się ślub. Jedyny on by stanął po mojej stronie, co do tego miałem pewność. Mój kierowca świetnie jeździł, ale nie miałem wielkiego pojęcia o jego zdolnościach batalistycznych. Dlatego musiałem go odesłać daleko, do czasu wyjaśnienia. Jednak dzisiaj wszyscy powinni być bezpieczni. Brata postanowiłem zawiadomić później, ale moją żonę i dzieci, jeszcze tego wieczoru.

     Zadzwoniłem do Georga.
     – Tak proszę pana – usłyszałem po drugiej stanie.
     – Jesteś blisko?
     – Około dziesięciu minut od pańskiego biura, mam przyjechać?
     – Jesteś sam?
     – Mogę być natychmiast.
     – Napisz, gdzie jesteście, dojadę.
     – Panie Euri...
     – Jest w porządku, tylko napisz...
     
     Wyłączyłem się i przygotowałem do wyjścia. Ogarnąłem wzrokiem wszystko, co znajdowało się w pokoju. Mój wzrok padł na miecz. Z szafy pancernej wziąłem pokrowiec i torbę. Po chwili wyszedłem z pokoju
     – Betty, wychodzę. Ważne telefony łącz na moją komórkę, w sprawach drugorzędnych proś rozmówców o zostawienie wiadomości.
     – Dobrze, panie Parker.
     – Tak wiele razy cię prosiłem, byś mówiła mi Euri.
     Uśmiechnęła się tylko, a ja podszedłem do niej. Postawiłem długą torbę na podłodze i ująłem jej skronie i od razu pocałowałem ją w czubek lekko siwej głowy, tuż nad czołem.
Spojrzała na mnie nieco zaskoczona i powiedziała cicho.
     – Nie jesteś jak Joseph, Euri.
     – To chyba dobrze – odrzekłem.
     Wziąłem pakunek i ruszyłem w kierunku drzwi.
     – Uważaj na siebie... Euri.
     
     Po chwili jechałem szybką windą w dół. Kiedy wszedłem do mojego żółtego SUV, coś mnie uderzyło mentalnie. Powiedziała Joseph... Znając jego twardy i ciężki charakter, trudno mi było sobie wyobrazić, że pozwolił się tytułować po imieniu swojej sekretarce. Być może powiedziała to, by nie powodować kontrastu w zestawieniu Pan Parker i Euri. Zostawiłem tę myśl. Na komórce sprawdziłem adres, który mi właśnie przysłał George. Czyżby to był dom Kamili? Nie, okazało się to kawiarenką. Zaparkowałem i zapłaciłem za parking.
W środku znalazłem łatwo mojego kierowcę i jego wybraną. Imię Kamila sugerowało mi kogoś wyglądającego inaczej. Sam George miał czterdzieści osiem lat. W moim wzroście. O harmonijnej sylwetce. Miał brązowe włosy, teraz z lekka siwizną na skroniach. Z powodzeniem mógł być uważany za przystojnego mężczyznę. Dbał o wygląd. Kiedy mnie woził miał zawsze garnitur, krawat i czyste i dobrej klasy buty.

     Kawiarnia mieściła około sześciu stolików, więc duża nie była. Prowadziła ją ktoś z północnej Afryki, prawdopodobnie mieszkaniec Maroka. Wszystko tu miało kilka lat, ale zadbane i przytulnie. Właściciel dbał o swoją klientelę. Wygodne krzesła z miękkimi siedzeniami z materiału. Na ścianach obrazy, czyli od razu wiedziałem, że nie jest to zagorzały wyznawca islamu, ponieważ Arabowie unikają wszelkich dekoracji z racji dziwnego zarządzenia proroka, że sztuka rozprasza kontakt z Allachem.
Wiszące obrazy przedstawiały głównie naturę i przypominały nieco malarstwo Moneta, zarówno w pastelowych, łagodnych kolorach, jak i sam sposób malowania, nie typu fotograficznego.
Posłałem uśmiech Georgowi i rzuciłem okiem na kobietę. Typowa angielka o jasnej cerze i smukłej sylwetce. Miała około czterdziestki i uznałem ją za ładną. Uroku dodawały jej piegi i duże, jasnoniebieskie oczy. Miała również bardzo jasne blond włosy i podobne brwi i rzęsy. Ubrana w białą bluzkę i kolorową spódnicę. Nie założyła stanika, ale grubość bluzki zasłaniała jej sutki. Biust miała niewielki, chyba na poziomie miseczek typu A. Jakkolwiek, czułem przekonanie, że nie uroda sprawiła, że zaczął się z nią spotykać i związek bardzo szybko przerodził się w silną relację
Podszedłem do stolika. George wstał i przedstawił mi kobietą.
     – Mój szef, Euri. Kamila Stamport.
     Podała mi dłoń.
     – Miło poznać – rzekłem.
     – Wzajemnie. George mówił mi o panu wiele dobrych rzeczy.
     – Och z pewnością przesadził.
     – Nie jestem pewna, sądzę, że dobrze pana określił.
     – Pójdę zamówić kawę. Mają dobrą? – zapytałem ciszej.
     – Znakomitą – uśmiechnęła się i pokazała rząd białych i równych zębów.
Z pewnością nigdy nie paliła.
     Podszedłem do kontuaru.
     – Witam pana. Chyba pierwszy raz u nas – zagadnął Marokańczyk w moim wieku lub troszkę starszy.
     – Tak, nigdy tu nie byłem.
     – Za to pan George jest częstym gościem, od niedawna. Natomiast pani Kamila przychodzi tu od trzech lat – rzucił okiem na obrazy.
     – Czyżby to jej? – zapytałem.
     – Jest pan bardzo spostrzegawczy, w zasadzie wyprzedził pan moje myśli, bo właśnie miałem to powiedzieć.
     – Są na sprzedaż?
     – Tak – ucieszył się.
     – Miłe kolory i styl.
     – Tak. Sprzedaję czasem dwa na tydzień. Ceny przystępne, na poziomie dwustu funtów.
     – Tak, to rzeczywiście nie tak drogo. Chciałbym średnie cappuccino i jakieś ciastko.
     – Polecam Kab hzel i Hriba. Za kawę policzę, a za ciasteczka nie.
     – Och, dziękuję. Z pewnością są pyszne i pewnie znowu tu się pojawię.
     – Oczywiście, panie...
     – Mam na imię Euri.
     – O, bardzo oryginalnie. Pasuje do Londynu. – odrzekł.
     Wyglądało, że wie, co znaczy moje imię po angielsku.
     – Tak, to prawda.
     – Proszę usiąść. Przyniosę kawę i ciasteczka. Myślę, że espresso również panu przypadnie do gustu. Pochodzi z Brazylii. Kawa jest doskonała, poczuje pan różnice. Nie ma chemii.
     – Jestem pewny, że będę zadowolony.
     Wróciłem do stolika. George wstał i odsunął krzesło.
     – Dziękuję, ale to zbytnia uprzejmość, przyjacielu.
     – Przyjemność po mojej stronie – odrzekł.
     Usiadłem. Spojrzałam na Kamilę.
     – Ładnie pani maluje.
     – Dziękuję. Nie wyglądają jak podróbki Moneta?
     – Może na pierwszy rzut oka i nie dla znawcy. Są nasączone spokojem – odrzekłem.
     – Maluje prawie całe życie. Ostatni zaczęłam pisać wiersze. – spojrzała na Georga i położyła dłoń na jego.
     
     Wyglądali na zakochanych. Jak to się w życiu układa.? Były kierowca wyścigowy i malarka o wrażliwej duszy. Oboje czekali na siebie tyle lat.
     Jak zgadłem, że Kamila nigdy nikogo nie miała, nie wiem. Jak się okazało za kilka minut, miałem rację.
Właściciel przyniósł cappuccino i ciasteczka na ślicznym ceramicznym talerzyku udekorowanym przy obrzeżu niebieskimi kwiatuszkami.
     – Bardzo dziękuję. Zapomniałem zapytać pana o imię.
     – Mam na imię Ali.
     – Ale nie jest pan muzułmaninem.
     – Jestem. Rozumiem pytanie. Obrazy. Miałem już kilka razy problemy. Moi bracia mi zarzucali, że nie przestrzegam zasad, ale robię to dla Kamili. Dla bezpieczeństwa mam pancerne szyby, a to są kopie – przyjął pogodny wyraz twarzy.
     – Wielu ludzi robi coś dla kogoś – rzekłem. – To miło z pana strony.
     Odszedł. Ja zająłem się moją kawą. Kiedy już wymieszałem cukier, spróbowałem ciastko
     – Słodkie, ale dobre – odrzekłem.
     Oni pili herbatę i skończyli w połowie swoje jedzonko. Mieli zwijane placki z makii, wody z jarzynami i mięsem z kurczaka.
     Dostrzegłem, że mój przyjaciel ma pytanie w oczach.
     – Jak skończymy, porozmawiamy w Phantomie – rzekłem cicho.
     – Jak pan ... Euri wiedziałeś? – zdziwił się
     – Chyba nigdy nie byliśmy razem w kawiarni – odrzekłem
     – Tak to prawda.

     Rozmawiałem z nimi o wszystkich sprawach oczywiście niezwiązane z moją pracą. Oczywiście, George nic Kamili nie wspomniał, czym się zajmuję naprawdę. Ja natomiast podczas rozmowy próbowałem odczuć, jaką jest kobietą i po dwudziestu minutach doszedłem do wniosku, że jest uosobienie dobra. I z tego również powodu nie mogłem zrozumieć, dlaczego taka ładna i dobra kobieta nigdy nie znalazła odpowiedniej osoby. W końcu odkryłem. Oczywiście wywnioskowałem, że ojciec ją skrzywdził. Raczej nie mogłem się mylić. W wypadku mojego kierowcy sytuacja całkiem inaczej się przedstawiała. Kobiety za nim szalały, przynajmniej fanki wyścigów samochodowych. George był i pozostał człowiekiem bardzo skrytym i typem samotnika. Nie doszli jeszcze w swojej opowieści, jak się spotkali i dlaczego zdecydowali się być razem, bo już zaczęli nieco uchylać mi rąbka tajemnicy o sobie. Znałem mojego kierowcę kilka lat, a nie dowiedziałem się o nim przez ten czas tyle ile teraz w ciągu dwudziestu minut. Natomiast Kamila wyraźnie mi zaufała. Gdyby wiedział o tej sprawie? Tyle tylko, że ja nie skrzywdziłem Chloe i nigdy bym tego nie zrobił.
W końcu zapłaciliśmy i wyszliśmy.
     – To ten wóz? – zainteresowała się blondynka.
     – Tak.
     – Wygląda na bardzo solidny. Kiedy poznałam Georga, od razu mi powiedział, że Rolls Royce nie jest jego, a tylko jest kierowcą.
     – Wiesz, dlaczego tak się stało. Nie chciałem, żebyś sądziła, że jestem milionerem
     – Wiesz skarbie, od początku chodziło mi o ciebie, a nie ile masz pieniędzy...
     Usiedliśmy w aucie.
     – Proszę powiedzieć, co się stało, bo troszkę się niepokoję – zapytał.
     – Już mówię. Wyczułem, że Kamila jest niezwykłą kobietą. Zastanawiałem się jak to możliwe, że taka piękna i dobra osoba nie miała nigdy nikogo i jakieś pięć minut, przed wyjściem, odkryłem.
Kiedy to powiedziałem, skuliła się w sobie.
     – Co pan odkrył, panie Euri.
     To mnie lekko zdziwiło, bo cały czas mówiła mi na ty.
     – George nie wie? – zdziwiłem się
     – Wiedzą to tylko dwie osoby...
     – Teraz trzy – szepnąłem – a powinny cztery, ale ja nie powiem Georgowi.
     – Co on pomyśli? – prawie płakała.
     – To bardzo dobry człowiek. Zrozumie.
     Siedzieliśmy na przedzie i widziałem, że George nic nie rozumie. To, że nie pytał, wcale mnie nie zdziwiło.
     – Kamilo, za chwilkę dowiesz się czegoś i w związku z tym będziesz musiała trzymać tę tajemnicę. Myślę, że kiedy wyjdę, powiesz mu.
     – Tak. Zaufałam mu i myślę, że mogę do końca. Tylko nadal nie rozumiem, jak to odkryłeś, Euri.
     – Powiedziałaś, że czasem wąż mieszka w domu.
     Rozmawialiśmy o zwierzętach i nagle to powiedziała.
     – Co do tajemnicy z pewnością ją zatrzymam. Właściwie nie mam znajomych. Dwa odludki się znalazły.
     –Tak czasem jest, a teraz powiem. Jestem szefem fili największej zorganizowanej organizacji kryminalnej. I po wielu latach, bycia w tym interesie postanowiłem to zostawić. Za trzy dni będę rozmawiał z przedstawicielami samej centrali. Chodzi o to, że istnieje poważna szansa, że oni na to nie wyraża zgody i wówczas moje życie będzie zagrożone. Moje i mojej rodziny. I również Georga, a teraz i twoje. Dlatego jutro musicie wyjechać. Dzisiaj zrobicie zdjęcia, a ja przygotuje dla was dokumenty. Będę fałszywe, ma się rozumieć, ale na tyle dobrze zrobione, że nie będzie problemów podczas odprawy paszportowej. Polecicie na jakąś wyspę w Oceanii lub Polinezji i będziecie tam do czasu, jak nie dam znaku. Jeżeli nie dam w ciągu miesiąca, będziecie musieli tam zostać, może na lata.
     – Och. Wyglądasz na dobrego człowieka, dlaczego to robisz?
     – George ci opowie.
     – Mamy trochę pieniędzy, ale nie wiem, czy starczy – rzekła zatroskana.
     – Nie martw się o to. Dam wam pieniądze. Sześć milionów funtów powinno starczyć na długi czas. Widzę, że ani ty, ani George, nie jesteście materialistami.
     – Chyba masz rację Euri – dotknęła mojej dłoni.
     Odczułem coś. W ułamku chwili musiałem coś jej powiedzieć i Georgowi.
     – Macie do mnie zaufanie?
     – Oczywiście – rzekł bez wahania George.
     – A ty, Kamilo?
     – Całkowite.
     – Bo zaszły małe komplikacje. Musisz ze mną pojechać do swojego domu.
     – A George?
     – Nie może z nami jechać. Poza tym za dwie godziny odbiera moje dzieci ze szkoły.
     – Nie rozumiem – szepnęła.
     – Wszystko ci wyjaśnię.
     George naprawdę mi ufał. Nawet nie zapytała, co jest powodem.
     – Kiedy odwiezie dzieci, wróci do ciebie i pojedziecie zrobić zdjęcia, George wie gdzie. Wieczorem mi je przywiezie, a jutro w południe lub najpóźniej wieczorem dostaniecie paszporty i wizy, o ile będą potrzebne i wylecicie.
     – W takim razie jedźcie, miejmy to za sobą – rzekł spokojnie.
     – Dziękuję – zwróciłem się do niego.

Sapphire77

opublikował opowiadanie w kategorii przygoda i dramaty, użył 2764 słów i 16132 znaków, zaktualizował 15 paź o 17:28.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.