Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Deszcz cz. 3

     Obiad przebiegł bardzo miło. Diana naprawdę wspaniale gotowała. George chyba czuł się z nami dobrze, oczywiście jak przewidziałem, nie mówił wiele. Mieliśmy dość ładnie urządzony salon, ale bez jakiś wyjątkowych dekoracji. Nigdy nie byłem u niego w domu, ale przypuszczałem, że mieszka ładnie i z pewnością w domu panuje porządek. Mój przyjaciel pożegnał nas kilka minut po piątej.  
     Chloe poszła z przyjaciółką na górę. Też specjalnie dużo się nie odzywała, rzucała raczej krótkie spojrzenia w kierunku Aishy, bo prawdopodobnie chciała wyczuć, jak przyjaciółka się czuje. Nie daliśmy jej odczuć, ja i Diana, że w jakimkolwiek stopniu jest intruzem. Tak naprawdę żona nie musiała tego powiedzieć, a jeśli już, to na osobności, a nie przy Egipcjance. Syn udał się do swojego pokoju. Przez cały czas trwania obiadu nie powiedział jednego słowa i był bardzo nieobecny. Zostałem z Dianą.

– Pewnie będę musiał wyjść za godzinę, ale postaram się wrócić szybko. – Może powinienem pochwalić ją za pyszny obiad lub porozmawiać kilka minut o tym, jak odebrała wizytę Georga, albo poruszyć tylko najważniejsze kwestie. Niestety jak zwykle nie miałem wiele czasu.
– Będziesz rozmawiał z tymi, którzy tu byli i obserwowali nasz dom? – Wyglądało, że już się nieco mniej boi, ale ciągle ta sprawa nie dawała jej spokoju. Nadal nie narzekała ani nie wyczułem, że mnie wini o to nieprzyjemne zajście.

     Przy każdej sprawie upewniała mnie tylko, że jest cudowną istotą i mogła z całą pewnością być perłą w koronie, każdego mężczyzny.

– Na to wygląda – odpowiedziałem krótko, ale starałem się, żeby wypowiedź zabrzmiała ciepło i miło, a nie sucho i zasadniczo.
– Prawdopodobnie nie mieli wyjścia. – To, co powiedziała, świadczyło, że rozumie dużo więcej niż sądziłem.
– Pewnie tak, ale każdy ma wybór. – To musiało zabrzmieć mądrze i prawdziwie, ale przecież dotyczyło i mnie. Głównie mnie.  

     Jedyne co mnie w tej chwili pocieszało, że w końcu podjąłem właściwą decyzję, tylko czy to: ,,lepiej późno niż wcale" zdoła nadrobić lata zaniedbań? Zawsze najważniejsza była dla mnie Diana i dzieci, niestety fakty mówiły coś przeciwnego. Większość czasu i zaangażowania poświęciłem dla piekielnej organizacji.
Kiwnęła głową, słysząc moją wypowiedź.

– Ahmed ma przyjechać o dziewiątej. – rzuciła.

     Ojciec Aishy pochodził z Egiptu, robił wrażenie bardzo poważnego człowieka, przestrzegającego zaleceń swojej religii.

– Zadzwonię do niego i poproszę, bym mógł sam odwieźć dziewczynki – powiedziałem to prawie automatycznie, nie dlatego, by córka, chociaż kilkanaście minut mogła spędzić więcej z ojcem.
– Nie chciałbym zostawać drugi raz dzisiaj, bez ciebie... – Ta krótka wypowiedź i spojrzenie żony uświadomiło, że potrzebuje mnie więcej niż córka.
– Dobrze, kochanie. Zostanę. Zanim wyjdę, porozmawiam krótko z Remi. – Z całej trójki z synem miałem najmniejszy kontakt, a w ostatnim czasie odczułem, że oddala się nie tylko ode mnie, ale i od żony i siostry.  

     Nigdy nie był wylewny, ale w całkiem inny sposób niż na przykład George. Tak naprawdę był hermetyczny a przy tym chłodny. Mało się uśmiechał i przebywał z nimi, jeśli musiał, tak określała go Diana. Z tego powodu żona dawała mu tyle miłości, ile mogła. Może liczyła, że tym zmieni jego serce. Pewnie przez to zaniedbywała córką, tyle że Chloe miała z nią i tak dobry kontakt, a nawet więź i z pewnością nie czuła się pokrzywdzona. Mogłem to odczytać z ich rozmów, które słyszałem na własne uszy podczas moich rzadkich wizyt w domu.

– Tylko bądź dla niego łagodny, ma dopiero niespełna dwanaście lat. – Powiedziała to znowu tak delikatnie i z nie skrywanym uczuciem, jakie miała do syna, że gdybym nawet chciał być nieco ostry dla Remiego, tym jednym zdaniem by to zmieniła.  

     Nie miałem zamiaru go strofować ani napominać, raczej chciałem odkryć, co leży w jego duszy. Pragnąłem się do niego zbliżyć, bo zależało mi na nim nie mniej niż na Dianie i Chloe.

– Wiem, miła. Nie obawiaj się. – Ponownie musiałem zaledwie kilkoma słowami ją upewnić, że stanę na wysokości zadania.

     Jedliśmy zawsze w salonie, to znaczy oni, bo mnie prawie nigdy nie widzieli przy obiedzie.
Salon mieliśmy utrzymany w kolorach ciemnego brązu, podobnie jak moje biuro. Wysoki sufit dawał wrażenie przestrzeni. Podłogę zrobiono z jasnego orzecha, a mniej więcej połowę jej powierzchni, okrywał dywan z wełny wielbłąda. W rogu stała rzeźba Dafne uciekającej przed Apollo. Doskonała kopia Giovanniego Lorenko Berniniego, wykonana również z białego marmuru. Obok regału z ciemnego dębu z ornamentami z mahoniu, stała wieża Yamahy z wysokimi na półtora metra, o doskonałej jakości dźwięku, głośnikami firmy Klipscha. Stół mieliśmy duży na osiem osób, z ciemnego dębu z podobnymi jak regał, ornamentami z mahoniu. Na ścianach mieliśmy kilka obrazów przedstawiających naturę. Regał zdobiły małe rzeźby słoni z drewna sandałowego, praczka z Bali, wykonana z mahoniu i kilka płaskorzeźb z Kamasutry wykonanych z kości słoniowej. Oczywiście wewnątrz za ciemnopomarańczowymi szybami, znajdowało się kilkanaście książek, niektóre miały ponad sto lat. Miałem je od znajomego, prowadzącego antykwariat z prawdziwymi dziełami sztuki. Blisko dużego okna stał fortepian. Grała na nim głównie Diana, ale ostatnio, zaczęła praktykować, pod jej okiem i Chloe.

     Pomogłem żonie zanieść talerze i wszystko ze stołu, do kuchni. Pocałowałem ją lekko w usta i poszedłem na górę, pod pokój syna. Zapukałem.

– Wejdź, tato. – Usłyszałem zaproszenie i od razu przyszła myśl, skąd wie, że to ja.

     Siedział za biurkiem i odrabiał lekcje. Na mój widok zgasił ekran komputera i odwrócił się do mnie.
Jego pokój wyglądał jak typowe miejsce do spania i nauki, chłopca w tym wieku. Proste łóżko, regał, fotel i biurko z komputerem firmy Apple. Ściany dekorowały powiększone zdjęcia samochodów wyścigowych, kilku koszykarzy i plakat z filmu Wejście smoka.

– Tak? – Już tym krótkim słowem dał mi odczuć chłód, jaki z pewnością panował w jego duszy i sercu. Nie dostrzegłem nawet cienia uśmiechu. Na twarzy nie zauważyłem żadnych uczuć. Jak w takich warunkach zacząć rozmowę?

     Spojrzałem na niego.

– Chciałbym porozmawiać. – Prawdę mówiąc wysiliłem się na uśmiech.
– Domyślam się, tato. – Pozbawił mnie jakichkolwiek wątpliwości, że rozmowa będzie, chociaż w najmniejszym stopniu ciepła. To był mój syn, ale chciałem wyjaśnić najistotniejszy problem i to jak najszybciej.

     Remi miał szczupłą budowę ciała i ładną, ale zawsze poważną twarz. Ciemne włosy i brązowe oczy.

– Skąd wiesz, czym się zajmuję? – postanowiłem nie tracić czasu na wprowadzenie.
– Stryj, Hajze mi powiedział – odrzekł bez namysłu.
– Pytałeś o to? – Nie byłem zaskoczony jego odpowiedzią, od kogo innego mógł to wiedzieć.
– Tak. Stryj Hajze powiedział mi i prosił, aby nikt poza mną, o tym nie wiedział.

     Kiwnąłem głową. Zrozumiałem, że nie powiedział Dianie wprost, pewnie jednak coś musiał wspomnieć, a ona się domyśliła. Raczej nie kłamał.

– Chcę się wycofać. – Chciałem, by wiedział wprost o mojej późnej, ale właściwej decyzji.
– A ja chciałbym robić to, co ty. – Powiedział to z wyraźnym zadowoleniem.

     Zaskoczył mnie.

– Remi, to nie jest dobre. Ja nie miałem wyboru, ojciec mnie w pewnym sensie zmusił. – To, co usłyszałem, powinno mnie powalić, ale lata treningu w klasztorze w Japonii nauczyły mnie kontroli emocji.
– Tato, każdy ma wybór. A mój jest właśnie taki. – Nie mogłem uwierzyć! On wyraźnie był zadowolony z tego, co mówił.  
     Miałem nadzieję, że Hajze nie przyłożył się do tej decyzji. Dobrze, że się dowiedziałem teraz, jeszcze mogłem coś z tym zrobić, by zmienić postanowienie syna.
– Nie zgadzam się. Nie wiem, co ci mój brat naopowiadał, ale ja nie chcę, byś poszedł w moje ślady.

     Patrzył mi w oczy i być może studiował wyraz twarzy. Starałem się nie pokazywać gniewu na obliczu. Czyżby chciał się przekonać, jak bardzo poważnie mówię? Miał dwanaście lat, ale sposób, w jaki mówił o tym, przekonywał mnie, że traktuje swoje słowa bardzo serio.

– Do pełnoletności nie mogę decydować, ale wiem, czego chcę – odrzekł zdecydowanie.
– Jesteś młody. – Już wyraziłem swoje zdanie, ale wyglądało, że nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia.
– Nie jestem już dzieckiem, tato. – Uniósł nieco głowę, pewnie dla podkreślenia swojej decyzji.
– Nie będziemy o tym dłużej dyskutować. Porozmawiamy za sześć lat. – Uznałem, że więcej dzisiaj nie osiągnę.  

     Wielu ludzi się mnie obawiało, a wyglądało, że mój dwunastoletni syn ma świadomość, że nic mu nie mogę zrobić, nawet nie jestem w stanie zmienić okropnej decyzji, którą podjął. Mogłem tylko liczyć, że zrezygnuje z tego po pewnym czasie.
Spojrzał na mnie dziwnie.

– Nie wiesz o nas wiele. Być może znasz mamę... – Nie podobały mi się jego słowa, chociaż pewnie miały wiele z prawdy.
– Co masz na myśli, synu? – zapytałem w najbardziej naturalny sposób.
– Nie wiedziałeś, nic o mnie i nie wiesz nic o Chloe. – To, że być może racje, nie znaczyło, że pozwolę, by tak ze mną rozmawiał.
– Co to ma znaczyć! – podniosłem nieco głos.

     Uśmiechnął się dziwnie, a nawet nieco kpiąco.

– Nic. Tylko cię uświadamiam.

     Poczułem, że trochę przesadził. Wpadał w ton kogoś, kogo znałem, a ten ktoś w ciągu ostatnich kilku godzin, narobił niezłego bałaganu w moim życiu. I przyszło niemiłe olśnienie. Mój brat prawdopodobnie spędzał z moim synem więcej czasu niż ja.
– Porozmawiam z Hajze, musi przestać ci mieszać w głowie.
– Stryj jest bardzo w porządku, tato. On nie chce źle dla ciebie. – Mówił nadal spokojnie, a z jego twarzy zszedł ten kpiący uśmiech i natychmiast pojawił się wyraz troski połączonej z przekonaniem, że jedyną dobrą osobą z najbliższej rodziny jest właśnie Hajze.
– Dobrze synu. Wystarczy. Pracuj dalej. Będę musiał niedługo wyjść, dlatego powierzam ci opiekę nad kobietami. – Nie mogłem zwyciężyć w potyczce słownej dotyczącej jego decyzji, która aż pachniała wyraźną ingerencją mojego brata, dlatego postanowiłem ukierunkować jego uwagę w inną stronę.

     Otworzył szerzej oczy.

– Nie żartujesz? – Mina Remiego świadczyła, że dokonałem słusznego posunięcia.
– Nie. Obojętnie co mężczyzna robi, jego pierwszą powinnością jest opieka nad kobietami. A stwierdziłeś, że nie jesteś dzieckiem, więc jesteś mężczyzną.
– Jeszcze nie zupełnie – wpadł w lekko niepewny ton.
– Usłyszałem męską decyzję, więc jesteś. To, że urośniesz i zmężniejesz, jest drugorzędne.
– Nie ma tak w naszym świecie. Być może Aisha jest taka, bo jej tata zbyt mocno naciskał i dało to odwrotny skutek. Jest dziewczyną, a pełni męską funkcję. – Chyba przekazał mi coś ważnego, a ja nie za bardzo zrozumiałem.
– O czym ty mówisz, Remi? – nie próbowałem nawet robić wrażenia, że się domyślam, o czym zaczął mówić.
– Nie myśl, że ze mnie pepla, ale uważam, że powinieneś wiedzieć. Chloe jest dziewczyną Aishy. – To znowu było tylko dziecko, które chciało się pochwalić istotną wiadomością.

     Poczułem się dziwnie. Mój syn naprawdę wiedział więcej niż ja.

– Nie za bardzo rozumiem... – Moja odpowiedź nieco mijała się z prawdą. Rozumiałem, ale liczyłem, że syn powie bardziej precyzyjnie.
– Jest dokładnie tak, jak mówię. Chloe mi nie mówiła, ale widzę. I nie tylko ja. – Patrzył mi prosto w oczy i wyglądało, że waga informacji, jaką wie o swojej siostrze, nie robi na nim żadnego wrażenia. Z pewnością nie powiedział mi tego, żeby mnie poróżnić z Chloe.
– Remi, nie powinieneś się tym zajmować. – Skoro jest już na tyle dorosły, że o tym mówi bez emocji, dałem do zrozumienia, że czyjeś preferencje seksualne nie powinny innych obchodzić, bo zajmowanie się tym nie niesie ze sobą niczego dobrego.
– Powiedziałem, żebyś wiedział. Być może nie zrobisz siostrze piekła, natomiast Ahmed ją zabije, jak się dowie. Nie dopuść do tego. – Powiedział to spokojnie i ponownie wypowiedziane zdanie świadczyło, że nie jest to już dziecko.  

     To, że wyraził troskę o bezpieczeństwo przyjaciółki mojej córki, świadczyło, że nie jest tak bezuczuciowy, jak jeszcze przed chwilą sądziłem.

Usiadłem. Chyba naprawdę gdzieś zawiodłem. Miałem kilka problemów do załatwienia i musiałem to zrobić szybko. Hajze, Diana, Chloe i Remi. Z synem sprawa zawisła w miejscu. Musiałem działać bardzo rozsądnie. Nigdy bym się nie domyślił, że Aisha nie jest tylko jej przyjaciółką. Och! Poczułem wibracje komórki.  

     Podszedłem do syna i objąłem go szybko.
– Kocham cię Remi – rzekłem.

     Z pewnością usłyszał, że ktoś próbuje mieć ze mną kontakt i zrozumiał, że czas naszej rozmowy dobiegł końca.

– Wiem, tato. – Powiedział to, ale niestety odczułem, że z powrotem powrócił do obojętności.  

     Dwa słowa, które wypowiedział, były tylko słowami i nie niosły żadnego ładunku emocjonalnego i przez sekundę nawet pomyślałem, że może nie mówi prawdy. Nie próbowałem analizować tych słów. Być może obojętność i inność Remiego nie pozwalała mu czuć miłości, dlatego: wiem, tato mogło, być tylko odpowiedzią bez odpowiedniego odczucia, czym właściwie jest miłość.

     Wyszedłem. Zaraz za drzwiami odczytałem wiadomość. Dostałem adres miejsca, gdzie miałem jechać.
Diana siedziała w salonie.

– Muszę wyjść, kochanie. Wrócę przed ósmą.
– Jesteśmy bezpieczni? – Zapytała, ale w jej oczach nie zobaczyłem już strachu. Wiedziała również, że nie mam czasu, aby jej nawet skrótowo opowiedzieć o rozmowie z synem.
– Całkowicie. Cztery osoby będą was chronić dzień i noc. Prawdopodobnie za pół godziny powinni być na stanowiskach. Obiecuję ci, że nikt was już nie wystraszy – powiedziałem czule.

     Prawdopodobnie za niedługą dowiem się wszystkich istotnych szczegółów. Sprawa była już pod moją kontrolą i dlatego mogłem złożyć takie oświadczenie. Posłała mi spojrzenie pełne miłości, a ja odwzajemniłem jej się tym samym. Wyszedłem.

     Po pięciu minutach jechałem już pod wskazany adres. Dotarłem tam po dwudziestu minutach. Zastałem to, czego się spodziewałem. Zarówno kierowca, jak i ten, co we mnie mierzył, siedzieli przykuci kajdankami do stalowych krzeseł. Pasażer wyglądał gorzej. Dostarczono tu gości i zostawiono już skutych dla właściwej osoby, która zajmowała się wyciąganiem informacji.

– Jestem Sam – przesłuchujący wyciągnął do mnie lekko zakrwawioną prawicę, ale jej nie uścisnąłem. – Twardziele, nie chcą za wiele mówić. Kontynuować? – Nie znałem faceta, ale on dokładnie wiedział, kim jestem, chociaż pewnie nigdy mnie nie widział.
– Nie. – odpowiedziałem krótko i zdecydowanie.

     Sam z pewnością dobrze wykonywał swoją pracę. Słuchał rozkazów i miał świadomość, że pracodawcy go chronią na tyle, że może robić to, co lubi. Zwykle faceci od wyciągania informacji byli mniejszymi lub większymi sadystami. Nie miałem ochoty z nim dłużej rozmawiać. Zmiękczył na tyle dwóch ludzi, którzy poprzednio robili wrażenie nieustraszonych, że teraz grzecznie mi wszystko powiedzą, mając nadzieję, że to zakończy ich cierpienie.

– Jak masz na imię? – zapytałem tego, który we mnie mierzył.
– Simon. Mogę dostać wody? – Mężczyzna bał się nadal, ale mój widok i szybka decyzja zakończenia przesłuchania napełniła go nadzieją, że jeśli będzie całkowicie współpracował, to nie stanie mu się więcej żadna krzywda.

     Spojrzałem na Sama.

– Rozkuj ich i daj im wody. – Zobaczyłem jego zdziwione spojrzenie.
– Dopiero zacząłem, nic nie wiemy...
– Ja wiem – powiedziałem – zostaw nas, nie jesteś już potrzebny.

     Sam odpiął im kajdanki i podał im dwie szklanki wody. Wyszedł z garażu i po chwili usłyszałem z daleka, że odjeżdża.

– Wiesz? – uśmiechnął się Simon. – Samo wyjście człowieka, który z pewnością nie był zbyt przyjacielski, spowodowało u mężczyzny znaczną poprawę humoru.
– Nie wiem, co wam obiecał, ale widzę, że nie spieszy z pomocą. Gdyby nie ja, być może za godzinę wyglądalibyście dużo gorzej.
– Nie mieliśmy wyjścia. Gdybym odmówił, już by mnie tu nie było. I Terrego, również – wskazał na kompana.
– Dobrze, jedźcie do domu. Nie chcę więcej takich wizyt.

     Simon popatrzył na mnie przyjaźnie.

– Jest pan bardzo odważny, panie Parker. Proszę uważać na brata.

     Faktycznie byli między młotem a kowadłem. Wypełnili zadnie otrzymane od mojego brata, więc nie musieli się go obawiać. Ja dałem im jasno do zrozumienia, że nie zrobię im więcej problemów.

– A wy uważajcie na siebie. Zaraz do niego zadzwonię.
– Robiliśmy tylko, co nam kazano. Proszę nie mieć żalu.
– Dobrze, znikajcie. – Niespecjalnie mnie interesowało, jak i gdzie pojadą. Obaj potrzebowali niezbyt gorącej kąpieli i najlepszym miejscem docelowym byłby dla nich ich dom.  

     Kiedy wyszli, zadzwoniłem do brata.

– Co tam u ciebie, Euri? – odezwał się, jakby nigdy nic.
– To nie jest rozmowa na telefon, ale musimy porozmawiać. O tym, co powiedziałeś Remiemu i o dzisiejszej wizycie Simona i Terrego.
– Ja też wykonuję polecenia. Tym razem samej góry. Dlatego przemyśl jeszcze raz swoją decyzję.

     Zrozumiałem, że nie mam o czym rozmawiać z bratem, przynajmniej teraz. Było jednak coś najważniejszego i tego mogłem się dowiedzieć
– W takim razie chcę wiedzieć tylko jedno. Czy jesteś za mną, czy przeciw?
– Euri, jesteś moim bratem, ale organizacja jest także naszą rodziną. Bez nich jesteśmy niczym – sprytnie się wywinął od odpowiedzi.
– Nie odpowiedziałeś mi na pytanie. I nie jest moją rodziną, być może jest twoją. – Rozmowa z Hajze szła mi zdecydowanie łatwiej niż z Remim, dodatkowym ułatwieniem pozostawał fakt, że rozmawialiśmy przez telefon.
– Odpowiedziałem. Jedziesz do Singapuru, by sprawdzić lojalność tego Chińca. A zadałeś sobie pytanie, czy ty jesteś całkiem oddany organizacji? Miłej nocy. Do jutra.

     Wyłączył się i wcale mnie tym nie zaskoczył. Zwykle się tak zachowywał. Pewny siebie człowiek, który robił to, co lubił.
Miałem twardy orzech do zgryzienia, ale musiałem rozważania o tym, zostawić na jutro. Obiecałem coś Dianie, a żeby to spełnić, potrzebowałem zupełnie zapomnieć o sprawach, do których przyczynił się mój brat. Wyszedłem pospiesznie i zamknąłem wejście do małego magazynu pozostawionym mi przez Sama kodem. Po chwili jechałem w kierunku domu.

     Diana czekał w drzwiach, kiedy wróciłem.

– Niepokoiłam się o ciebie. Mam złe przeczucie. – Objęła mnie na przywitanie i delikatnie pocałowała w usta.
– Zupełnie niepotrzebnie. Już wszystko załatwiłem. – Przez chwilę staliśmy przytuleni i mogłem porozkoszować się jej zapachem.
– Nic im nie zrobiłeś? – zapytała z troską.
– Oberwali trochę od człowieka zajmującego się wyciąganiem informacji, ale nakazałem puścić ich wolno. Wszystko jest dobrze. – Zobaczyłem po jej twarzy, że napięcie w środku nieco zelżało.
– Chciałabym, żebyś to zostawił – patrzyła w oczy i delikatnie masowała moje plecy nieco poniżej łopatek.
– Wiem kochanie. Zrobię to.

     Rzuciłem okiem na zegar. Dochodziła dziewiąta.

– Zaraz Ahmed przyjedzie. – powiedziałem to o czym oboje wiedzieliśmy.
– Tak – szepnęła Diana i się odsunęła.

     Chwilę potem Chloe i jej przyjaciółka zeszły z piętra. Aisha miała na sobie hijab. Czasami, kiedy odbierałem Chloe i Remiego ze szkoły, chociaż częściej robił to George, nosiła burkę. Wyższa o pół głowy od naszej córki. Smukła jak łania, a przy tym mocno, powiedziałbym, atletycznie zbudowana. Z pewnością dałbym jej dużo więcej lat, gdybym nie wiedział, że ma tylko szesnaście. Była ładną dziewczyną o europejskich rysach, chociaż pewne cechy twarzy świadczył, że może pochodzić z północnej Afryki. Skórę miała nieco ciemniejszą od Chloe. Ubrana w prostą sukienkę, w ciemno bordowym kolorze z prostym wzorem, a pod nią czarne spodnie. Spojrzałem na nią, a ona odgadła moją myśl.

– Tata jest bardzo religijny. Wiem, że go oszukuję, ale jeszcze nie jest gotowy, bym mu powiedziała prawdę.

     Pomyślałem o tym, co powiedział mi Remi odnośnie do niej i mojej córki. Sądziłem, że chodziło jej o zasłanianie i włosów i karku, bo hijab nie zasłaniał twarzy, ale pewności nie miałem. Rodzaje ubiorów stosowane w islamie są bardzo różne. Nigdy nie widziałem Aishy w burce zasłaniającej oczy siatką. Jej wypowiedź mogła dotyczyć i tej poważniejszej sprawy.

     Chwilę potem zadzwoniła jej komórka.

– Tak tato. Jestem gotowa – na ślicznej buzi młodej Egipcjanki panował spokój i opanowanie.

     Popatrzyła na nas.

– Bardzo dziękuję, że mogłam spędzić czas w państwa domu. Tata będzie za pięć minut.
– Dobrze, Aisho – rzekłem. – Jesteś zawsze miło widziana w naszych progach.

     Spojrzała krótko na mnie i tylko się uśmiechnęła.

– Jakie tata ma auto? Nadal Mercedesa?
– Tak, jeszcze nie sprzedał, nadal jeździ czarnym S 550.
– Dobrze, dziękuję. – Powiedziałem ciepło i także się do niej uśmiechnąłem.

     Poszedłem do mojego pokoju i zadzwoniłem do ochrony. Hajze podał mi w wiadomościach numery komórek i imiona tych, co nas będą pilnowali. Wybrałem Petera.
– Tu Euri. Wpuście czarne S 550, to ojciec przyjaciółki, mojej córki.
– Jasne, szefie. Właśnie jedzie.

     Odłączyłem się, a po dwóch minutach usłyszeliśmy dzwonek u drzwi. Otworzyłem. Ojciec Aishy wyglądał jak typowy Arab. O oliwkowej cerze i czarnych wąsach. Miał pewnie sześć stóp, czyli o cal więcej niż ja.
– Proszę do środka, panie Ahmedzie.
– Dziękuję – rzucił okiem na córkę.

     Dziewczyna przytuliła Chloe i skinęła głową w kierunku Diany.

– Jeszcze raz dziękuję za wszystko – powiedziała wyraźnie.

     I wówczas Ahmed powiedział coś, co mocno mnie poruszyło.

– Córko, nie musisz udawać. Wiem, że zakładasz burkę lub hajib tylko dla mnie. Nie rób tego. Religia jest wyborem, a nie przymusem. Tu jest inna ziemia. Bądź zgodna ze swoim sumieniem. Kocham cię i akceptuje twoje wybory. Masz szesnaście lat, ale jesteś dorosła.

     Zobaczyłem, że dziewczyna powstrzymała łzy. Zdjęła woalkę, podeszła do ojca i przytuliła go mocno.

– Dziękuję tato. Ja też cię kocham.

     Skinęli do nas i wyszli. Chloe patrzyła na mnie wyczekująco. Spojrzałem na Dianę, a potem na córkę.

– Oczywiście, że cię też kocham i również akceptuje twój wybór.

     Podbiegła do mnie i objęła mnie mocno.

– Dziękuję tatusiu – szepnęła – ale nie wiesz wszystkiego – dodała bardzo cicho.
– Odprowadzę cię do twojego pokoju, mogę? – zapytałem córkę.
– Jasne – wyraźnie się ucieszyła, lecz momentalnie jej buzia okryła się powagą.

     Spojrzałem na żonę. Rozumieliśmy się bez słów. Z pewnością wiedziała o co chcę zapytać córkę.

– To potrwa minutkę... no może pięć.
– Oczywiście, kochanie – odrzekła Diana.

     Weszliśmy po schodach i po niespełna minucie byliśmy w jej pokoju.

– Czego nie wiem, kochanie? – zapytałem, patrząc w jej błękity.

     Chloe była bardzo ładna. Miała ciemne włosy po matce i po mnie. Co niespotykane u brunetek, natura obdarzyła ją niebieskimi, wielkimi oczami. Zarówno ja, jak i Diana i Remi, mieliśmy brązowe. Mierzyła prawie sto sześćdziesiąt centymetrów wzrostu i ważyła pewnie nieco mniej pięćdziesiąt kilogramów.  
,,Jeszcze trochę urośnie" – pomyślałem.

     Dostrzegłem jej zatroskaną minę.

– Nie wiem, jak to przyjmiesz. Aisha jest mi droga.
– To wiem. Powiedz wprost.

     To nie było zupełnie uczciwe. Przecież znałem prawdę, bo Remi w tym nie kłamał.

– To moja dziewczyna. – Powiedziała to ciszej, ale miała pewność, że usłyszę. Przygryzła delikatnie dolną wargę i nieznacznie napięła mięśnie rąk, co zauważyłem.  

     Kiwnąłem głową na znak, że przyjąłem do wiadomości.

– Rozumiem. Jesteś bardzo kobieca.

     Uśmiechnęła się i wyglądało, że przyjęła moją odpowiedź gładko, bo nie dostrzegłem zaskoczenia na jej licu, tylko rozluźnienie.

– Aisha jest tą drugą stroną, jeżeli tak można powiedzieć, czyli raczej jest moim chłopakiem. Skoro już mamy to za sobą, powiem ci, że tylko się całujemy.
– Nie musisz o tym mówić. Czy to poważne? – miałem spokojny wyraz twarzy, by ją upewnić, że jej wybory kogo darzy uczuciem i kto na nią działa w sensie fizycznym są tylko jej sprawą.
– Bardzo. Tylko nie wiem, jak to Ahmed przyjmie. Aisha obawia się, że ojciec ją zabije.

     Otworzyłem ramiona, a ona wsunęła się w nie i położyła głowę na moim barku.

– On to właśnie powiedział, że akceptuje. Nie miał na myśli burki ani woalki. – szepnąłem, bo jej głowa była bardzo blisko moich ust.
– Sądzisz? – popatrzyła na mnie swoimi wielkimi oczami.
– Tak, kochanie.
– To byłoby miło. Nie jestem typem fizycznym, rozumiesz...
– Kochanie, nie musisz mi tego mówić. Mama wie? – nie bardzo chciałem słyszeć detali.
– Tak, powiedziałam jej, a Remi się domyślił. Zobaczył nas pół roku temu, jak się całowałyśmy.
– Rozumiem. – Chyba całkowicie dałem do zrozumienia, że to akceptuje, jednak w głębi duszy wcale mnie nie cieszyło, że moja córka chce być z drugą dziewczyną.

     Popatrzyłem na nią i zapytałem, o co nie powinienem.

– Całowałaś się kiedyś z chłopcem? – Trochę za późno pomyślałem, że to nie jest odpowiednie pytanie, które ojciec powinien zadać córce, ale ona nie przyjęła mojego pytania, jako niewłaściwego.

– Nigdy. Może nie spotkałam właściwego. Szczerze mówiąc, jest tylko jeden, z którym bym chciała, ale jest już zajęty. – Ponieważ trzymała głowę na moim barku, więc nie mogłem zobaczyć ani wyrazu jej twarzy, ani oczu.

Sapphire77

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i przygodowe, użył 4671 słów i 26762 znaków, zaktualizował 14 wrz o 4:41.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.