Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Deszcz cz. 10

     – Dlaczego?
     – Bo nie pytałeś.
     – Wiem, że gdybyś mógł, powiedziałbyś.
     – Tak, to prawda.

     Wysiadłem z wozu i otworzyłem drzwi. Kamilla wyszła i tylko spojrzała na swojego wybranego. Poszliśmy w kierunku Lamborghini.

     – Powiesz mi teraz? – zapytała.

     Robiła wrażenie lekko zdenerwowanej, ale miała powód. Człowiek, którego nigdy nie widziała, odkrywa jej tajemnicę życia, a następnie prosi, by z nim pojechała do jej domu. Ja natomiast zastanawiam się, dlaczego nie poczułem tego od razu i zrozumiałem. Ona mi musiała w pełni zaufać, dlatego, dopiero kiedy mnie dotknęła w samochodzie, odczułem te wibracje.

     – Powiedz, gdzie mam jechać.
     – Pokaże ci na GPS – dotknęła ekranu.

     W samochodzie zainstalowałem elektroniczną mapę i kilka innych nowoczesnych spraw. Co prawda Japończycy już od roku 1990 instalowali systemy GPS, ale ten modelu tego nie posiadał tak nowoczesnego systemu nawigacji, dlatego musiałem to zmodyfikować i wstawić najnowszą wersję.

     – Nie dotykaj ekranu. Powiedz mi adres.

     Zrobiła, o co poprosiłem. Zajęło nam prawie pięćdziesiąt minut, by tam dojechać. Weszliśmy do skromnego domku, mającego pewnie więcej niż sto lat. Od razu wyczułem. Nigdy nie myślałem o moich własnościach od czasu kiedy uratowałem Koi

     – W tym domu jest azbest i – co gorsza – rtęć. Odczuwam, że jest również czynnik radioaktywny, co w kombinacji z dwoma pozostałymi substancjami daje fatalne skutki. Nie wiem dokładnie gdzie. Masz raka kości. W fazie początkowej i to jest dziwne, bo mieszkasz tu prawie dwadzieścia lat.
     – Skąd to wiesz?
     – Tak odczułem. Przeniosłaś się tu zaraz, kiedy ojciec cię skrzywdził. Miałaś dwadzieścia lat?
     – Dziewiętnaście i mieszkam tu tyle samo. Tak mu ufałam, nie rozumiem, dlaczego to zrobił i to we śnie. Czy umrę?
     – Nie wiem. Mam pewne własności, o których nie wiedziałem. Musisz się przebrać w coś, co nie jest skażone, ale obawiam się, że wszystko, co masz tutaj, jest napromieniowane.
     – Czyli nic z tych ubrań nie mogę zabrać?
     – Prawdopodobnie dawka w odzieży jest minimalna, jednak odradzam.
     – Czy to coś nie przeszkodzi w terapii? Coś czytałam, że są uzdrawiacze.
     – Dobre pytanie. Chcesz pojechać do hotelu? Tu nie mogę.
     – Czuje się dobrze psychicznie w tym domu. Co prawda tydzień temu zrobiłam badania, bo bolało mnie kolano.

     Kamila zajrzała do skrzynki. Sprawdziła pocztę. Zastygła.

     – To list ze szpitala, proszą o natychmiastowy kontakt... – spojrzała na mnie.
     – Wiesz, kiedy dotknęłam twojej dłoni w samochodzie, poczułam dziwny miły prąd.
     – Ja nic nie odczułem, kiedy mi podałaś rękę podczas poznania. Prawdopodobnie jeszcze wówczas mi nie ufałaś.
     – Teraz ci ufam jeszcze bardziej. Przez chwilę pomyślałam...
     – Domyślam się. Odczułaś wcześniej, że jesteś dla mnie atrakcyjna. Tylko to byłoby niedorzeczne.
     – To chyba dlatego, że na chwile wszystko wróciło. Człowiek, którego kochałam i ufałam całkowicie...

     Wtuliła się w moje ramiona i cicho płakała. Czekałem, kiedy skończy.

     – Mogę zobaczyć twoją szafę z ubraniami, muszę znaleźć coś z jedwabiu, lnu czy bawełny.
     – Teraz ciężko dostać, a jeżeli to jest bardzo drogie, szczególnie z jedwabiu. Mam starą lnianą sukienkę.

     Weszliśmy do sypialni.

     – Chyba to jest tam – pokazałem na podłogę, blisko łóżka.
     – Tam jest piwnica.
     – Zobaczę. Mogę?
     – Oczywiście. Pójść z tobą?
     – Raczej nie.
     – Dlaczego? – blondynka bardzo się zdziwiła.
     – Powód jest taki, że radiacja zwiększa się do drugiej potęg w zależności od odległości. Od kiedy samoobrona twojego organizmu się załamała, jesteś dużo bardziej podatna. To cud, że się spotkaliśmy. Po każdym następnym dniu by ci się pogarszało.

     Kamilla usiadła i uchwyciła głowę w dłonie.

     – Nie chcę umierać. Zycie nie potraktowało mnie dobrze, a teraz gdy poznałam mojego wybranego, jestem chora i umrę... – zaczęła płakać.

     Zrobiło mi się przykro. Chciałem pomóc i pewnie mogłem, tylko nie wiedziałem jak bardzo. Nagle sobie coś uprzytomniłem. Miałem miecz i potrzebowałem go ukryć. Domek Kamilli znajdował się przy małym lasku. Sądząc po okolicy, niewiele ludzi tu przychodziło.

     – Kamillo, czy zostawisz mi klucze, jutro przyjadę tu i sam znajdę tę truciznę. Być może będę mógł sam usunąć. Bo wy wyjedziecie, ale ktoś może tu zamieszkać i po jakimś czasie też zachoruje.
     – Jak wyjadę, jeżeli jestem chora i pewnie mam raka? Lekarze dają trucizny, które osłabiają, a w najlepszym razie utną mi nogę – znowu zaczęła płakać.
Podszedłem do niej i delikatnie ująłem jej ramiona.
     – Kamillo, postaram się ci pomóc. Pomyślałem... Masz klucze do domu Georga?
     – Tak, a czemu?
     – Bo tam nie ma radiacji i pewnie znajdziemy coś dla ciebie do ubrania.
     – Rozumiem. Dobrze to jedźmy od razu, bo mówiłeś, że obecność Georga by przeszkadzała...
     – Nie o to chodzi, on by cię tylko rozpraszał. Ty powinnaś być wyciszona. Wiem, co zrobić, ale kiedy twój ukochany byłby blisko, byłoby ci trudno. Jedźmy.

     Kamilla wciąż smutna i podłamana wsiadła do żółtego Lamborghini. Wiedziałem gdzie mieszka mój przyjaciel. Dochodziła druga trzydzieści, kiedy dojechaliśmy do domu Georga.

     – Co teraz ? – zapytała.
     – Poszukaj coś do ubrania, najlepiej z bawełny.
     – Sądzisz, że moje ubranie jest napromieniowane?
     – Widzę – odrzekłem. Tu jest bardzo dobrze, ale dopiero jak zacznie, płynąć energia przez ciebie, będę mógł wiedzieć, w jakim stopniu ci pomogę.

     Uśmiechnęła się smutno.

     – Nie chce umierać.

     Podszedłem do niej i delikatnie ja przytuliłem.

     – Zrobię wszystko by ci pomóc.
     – Wierzę.

     Poszła do sypialni mojego kierowcy.

     – Nie ma tu damskich ciuchów. Znalazłam kilka koszulek i spodenek z bawełny.
     – To wystarczy.

     Poszła do łazienki i wróciła, mając na sobie za dużą na nią koszulkę i jego spodenki. Wyglądała trochę śmiesznie, ale nie było mi do śmiechu, a tym bardziej jej. Położyła się na skórzanej kanapie.

     – Wybacz, Kamillo. George ma specjalne łoże do ćwiczeń a swoim pokoju. Będzie najlepsze, bo być może będę musiał być z każdej strony.

     Kamilla usiadła na kanapę, a ja poszedłem do jego siłowni. To trochę ważyło, ale nie chciałem jej tu zapraszać, ponieważ stal nie wpływa dobrze na tego rodzaju terapię. Rzuciłem okiem po salonie i wziąłem wełniany koc.

     – Wełna dobrze działa – rzekłem, a blondynka popatrzyła na mnie.
     – Jesteś dobrym człowiekiem, chyba najlepszym, jakiego spotkałam.
     – Och, nie mów tak. Robię tyle, złych rzeczy.
     – Kiedy poznałam Georga, dał mi promyk nadziei i się nie zawiodłam, ty świecisz światem.
     – Od małego mówiono mi w Japonii, że jestem dobry, a robiłem złe rzeczy, dlatego chcę skończyć z tym interesem.

     Popatrzyła na mnie swoimi ładnymi oczami. Pasowały do jej jasnej skóry i włosów.

     – Czy ubranie zabiera część energii?
     – Niewiele, a czemu pytasz?
     – Jeśli chcesz, mogę być nago.

     Poczułem się dziwnie i starałem się ja zrozumieć. Miała rację. Nie mogłoby być lepiej. Odizolowany od ziemi stolik, okryty wełnianym kocem i ona bez niczego. Tylko nie wiedziałem, czy mnie to mnie zdekoncentruje.

     – Kamillo, rozumiem, że mi ufasz całkowicie.
     – Tak. Wiem, że mi chcesz pomóc, a ja chcę uzyskać maksymalną dawkę energii. Czytałam o tym, ale prawdę mówiąc, nie wierzyłam.
     – Możesz pozostać tak – rzekłem.
     – Zrobię, jak mówiłam.

     Zdjęła koszulkę i spodenki. Była trochę chuda, ale tylko odrobinę. Być może to coś sprawiało, że brakowało jej kilka kilogramów. Była piękna, pierwszy raz widziałem jasnozłote owłosienie. To mnie na moment zdekoncentrowało, w końcu byłem mężczyzną, ale dałem sobie radę dosłownie po trzydziestu sekundach. Położyła się na plecach, a ja poszedłem umyć ręce. Wytarłam je w ręcznik i wróciłem. Leżała spokojnie

     – To może trochę boleć, jeśli tak będzie, nie obawiaj się tego. To dobry znak.
     – Myślisz, że rak jest umiejscowiony w kolanie i tam będziesz trzymał dłonie?
     – Nie. Ja pobudzę twoje wnętrze do walki z tym. To trochę mnie osłabi. Pamiętam jak dzisiaj, kiedy pomogłem Koi. Byłem aż dwa dni zmęczony. Teraz już spróbuj się wyciszyć.

     Zamknęła oczy. Patrzyłem na nią i zdecydowałem się obejść miejsce, gdzie leżała, by znaleźć najlepszą pozycję. Kamilla leżała naturalnie i miała nieco rozchylone uda. Spojrzałem jeszcze raz na jej łono. Wyglądało jak porośnięte złotymi spiralkami i to na mnie już nie działało, ale mój wzrok zatrzymał się odrobinkę niżej. Jej intymność była bardziej rozrośnięta niż u Diany. Poczułem prąd podniecenia. Przypomniałem sobie natychmiast, co muszę zrobić. Gdybym odwrócił wzrok lub zamknął oczy, obraz by pozostał. Patrzyłem tak długo, aż przestało mnie to dekoncentrować. Miałem ją leczyć, a nie z nią się kochać. Dotknąłem jej skroni, potem położyłem jedna dłoń na sercu, drugą na czole. Sam przymknąłem oczy. Czekałem. Po jakimś czasie poczułem, że uchodzi ze mnie ta dziwna moc. Moje obie dłonie stały się najpierw ciepłe, a potem wprost gorące. Musiałem zmieniać położenie rąk. Doładowywałem jej śledzionę i brzuch. Ona jęknęła z bólu. A potem mocniej. Widziałem wewnętrznymi oczami, jak złota aura ze mnie zderza się z czarną u niej. Trwało to chwilę. Stałem, ale czułem, że słabnę. Nagle jęknęła przeciągle i zobaczyłem, że będzie żyć. Bardzo mocno chłonęła moją moc. Pewnie z powodu, że mi całkowicie ufała. Teraz tylko położyłem jej dłonie na kolanie. Jedno było zdrowe, drugie lekko chore, ale źródło choroby już wyszło z jej ciała. Wiedziałem, że za dwa tygodnie zacznie się już dobrze czuć.

     – Udało się Kamillo, będziesz żyć i za dwa lub trzy tygodnie zaczniesz czuć wzrost witalności. I przez miesiąc dobrze by było, gdybyście powstrzymali się przed zbliżeniem.
     – Euri, my jeszcze nie...
     – Och, doprawdy?
     – Ja już chciałam, ale George troszkę jeszcze czeka.
     – Miał dobre przeczucie. W twoim stanie to by ci odbierało energie. Zdrowa kobieta dostaje coś od mężczyzny, o ile się kochają w duchu.

     Wstała i delikatnie pocałowała mnie w usta. Poczułem jej całe spektrum. Pocałunek był podzięką, ale wyczułem, że Kamilla mnie też zapragnęła i to było dziwne, bo z całą pewnością kochała Georga.

     – Dziękuję, już czuję różnice. To niesamowite.
     – Tak, trudno to pojąć.

     Zachwiałem się i musiałem usiąść. Nie chciałem mówić Kamilli, że jestem osłabiony.

     – To ubierz się w coś z jego ubrań. To, co miałaś, wrzucicie do pralki. Ja mu przekaże wiadomość. Najlepiej jakbyś dwie godziny pospała.
     – Musimy zrobić zdjęcia...
     – Tak, ale kiedy wstaniesz, będzie dopiero piąta. Ta pracownia jest otwarta do siódmej. George dowiezie mi zdjęcia, a ja dalej wszystko załatwię. To nawet dobrze, że tak się stało.

     Poszła nago do pokoju Georga i wróciła w samej koszuli, która zasłaniała jej tylko pośladki. Przód koszuli był krótszy i dostrzegłem ponownie jej złote łono i potężnie rozwinięty srom. Z pewnością nie zrobiła tego specjalnie, żeby mnie kokietować, a ja byłem już uodporniony na widok jej ciała. Przytuliła mnie raz jeszcze.

     – Nigdy ci tego nie zapomnę – szepnęła.

     Położyła się na kanapie. Nakryłem ją tym kocem. Zasnęła prawie natychmiast.

     Byłem słaby, a musiałem jeszcze dużo zrobić. Zadzwoniłem do mojego kierowcy.

     – Kamilla jest w twoim domu. Wszystko ci opowie. Zrobicie zdjęcia i dostarczysz mi je, pewnie około dziesiątej. Nie krepuj się, że wpadniesz późno. Ja mam kilka rzeczy do zrobienia. Niestety nie możesz iść do jej domu po nic. Wszystko kupicie dla niej nowe.
     – Rozumiem, że coś się stało. Czy z nią jest dobrze?
     – Teraz już tak, muszę kończyć.
     – Euri...
     – Tak.
     – Czy z tobą wszystko dobrze?
     – Jestem trochę słaby, ale to minie. Do usłyszenia.

     Kiedy skończyłem rozmawiać, chciałem pojechać do jej domku. Uznałem jednak, że nie mogę tego zrobić. Musiałem troszkę się wzmocnić. Potrzebowałem sam pomocy, ale nie było w koło ani mistrza Kenshin-Omura, ani Koi. Pomyślałem, że być może Diana mi troszkę pomoże. Chloe miała nieco więcej energii, ale z pewnych powodów nie chciałem od niej pomocy. Po prostu pomyślałem, że jak zacznie mnie tulić, może jej się udzielić. Młode niedoświadczone ciało nie potrafi odczuć różnicy energii.

     Musiałem wrócić do domu. Dzieci przyjechały, a George odjechał.

     – Co ci skarbie? – zapytała Diana.
     – Powiem ci potem, muszę się położyć. Wieczorem poproszę cię o specjalny masaż. Powiem ci, co powinnaś zrobić.
     – Dobrze, kochanie.

     Widziałem, że Chloe na mnie patrzy. Kiedy poszedłem do sypialni, zapukała i weszła.
     
     – Tatusiu, co się stało?
     – Muszę odpocząć.
     – Czy to się nie wiąże z tym...
     – Nie skarbie, wszystko dobrze.
     – Kocham cię i dziękuję. Będę pamiętać do końca życia.

     Delikatnie pocałowała moje usta, ale inaczej niż poprzednio. To była czysta miłość bez minimalnego nawet pożądania. Kiedy wyszła, zasnąłem.

     Obudziła mnie Diana.

     – Przyszedł George i przyniósł zdjęcia.

     Wiedziałem, że sen mi pomógł. Byłem słaby, ale dużo mocniejszy niż trzy godziny temu.

     – Dobrze, za minutkę przyjdę.

     Diana odeszła do niego, pewnie by George nie czuł się ignorowany. Poszedłem do nich za dwie minuty.

     – Wejdziesz? – nadal stał przy drzwiach.
     – Kamilla jest sama. Dziękuję za to, co uczyniłeś. Jesteś pewny, Euri, że musimy wyjechać?
     – Tak, nie dam rady ochronić was wszystkich, w najgorszym razie.
     – Dobrze. Zatem pojedziemy i będziemy czekać na wiadomość. Na naszą utajoną skrzynkę pocztową przyślę adres lub kontakt.
     – Dobrze.

     Diana słuchała i była wystraszona.

     – Euri, powiesz mi wszystko, czego nie wiem?
     – Tak kochanie. Wy pojedziecie w inne miejsce.
     – Nigdzie się nie ruszę. Jestem z tobą na dobre i złe. Nie pojadę.
     – A dzieci?
     – Kochanie, nie rozmawiajmy o tym teraz – poprosiła.
     – Dobrze. George, napijesz się czegoś lub może jesteś głodny?
     – Nie dziękuję. Muszę lecieć.
     – Jutro, kiedy zawieziesz dzieci do szkoły, przyjedziesz do mojego biura. Wszystko powinno być gotowe. Tam, gdzie pojedziecie, są ubrania z bawełny, lepsze niż tu. Kup Kamilli tylko coś na drogę. Nie powinna zabierać nic z tamtego domu.
     – Bardzo się tym martwi, ale rozumie. Mówiła mi o tej terapii, czuje się dużo lepiej. Gdyby nie ty... – Podszedł do mnie i przytulił mnie mocno i ciepło. Zostawił dużą kopertę ze zdjęciami i wyszedł...

     – Powiesz? – zapytała cicho Diana.
     – Jadę za dwa dni do Nowego Jorku. Wiedzą, że chce odejść. Najbardziej liberalna osoba z trójki, która tym zarządza, przyjął to sucho i źle. Chcę wysłuchać ich powody, dlaczego nie chcą, bym odszedł, ale i tak nie zmienię zdania.
     – Czy zabija nas w najgorszym razie?
     – W najgorszym zabija mnie. Dlaczego was by mieli?
     – Abyś czuł ból...
     – Nie zrobią tego – uśmiechnąłem się słabo.
     – Wiem, że będziesz nas bronił, ale i tak zostanę przy tobie. Powiedzieć dzieciom?
     – Tylko Chloe, bo Remi i tak się dowie od Hajze.
     – Boże, dlaczego tak jest?
     – Widzisz kochanie, może nie powinienem wyjeżdżać z Japonii, ale wówczas nie poznałbym ciebie i nie mielibyśmy naszych dzieci, ale pamiętaj, że to jest najgorsza opcja. A ja chcę doprowadzić do najlepszej.
     – A co z Kamillą, bo nie za bardzo zrozumiałam?
     – Odkryłem, że ma raka. Potem byłem z nią w jej domu i mam prawie pewność, że jest tam, w piwnicy lub głębiej, substancja promieniotwórcza. Mam dar uleczania i udało mi się jej pomóc. Nie może jednak tam wrócić i zabierać czegokolwiek, bo wszystko jest tam napromieniowane.
     – Znaczy, jest tam materiał radioaktywny jak w bombie atomowej?
     – Nie. Dużo rzeczy promieniuje. Pary rtęci, azbest i jeszcze coś. Być może ma osłabiony system lub ...
     – Co?
     – Została skrzywdzona przez osobę, której całkowicie ufała, uciekła i tam zamieszkała. Być może wówczas jej ciało straciło ochronę. Dopiero niedawno poznała Georga i to jest pierwszy mężczyzna, który jej zaczął dawać życie.
     – I dlatego byłeś taki wyczerpany?
     – Tak, ale jest już lepiej. Muszę tam wrócić przed wyjazdem i ukryć w okolicznym lasku, miecz. Nie ufam do końca Hajze. On wraca w środę, a ja lecę do Nowego Jorku w czwartek rano. Muszę ukryć oryginalny, a wstawić za szkło podróbkę. To załatwię jutro, a potem ukryje miecz.
     – Czemu to nas spotyka?
     – Może z mojej winy. Po rozmowie z centralą będę wiedział czego się spodziewać.
     – Oby się dobrze skończyło – szepnęła.
     – I ja mam taką nadzieję – rzekłem.
     – Musisz wyjść?
     – Tak. Oddam zdjęcia, a jutro rano odbiorę fałszywe paszporty dla Kamilli i Georga. Potem kupią bilety i polecą w nieznane.
     – Dasz im pieniądze?
     – Tak, na długi czas, ale jak się wszystko dobrze ułoży, spotkamy się znowu. George jest uczciwy, to ja im zaproponowałem.

     Nie zapytała, ile chcę im dać. Miała do mnie zaufanie i z pewnością mnie kochała.

     – Dobrze, to jedź. Jest coś...
     – O co chodzi? – Wyraz jej twarzy mnie zasmucił.
     – Remi. Stał się dziwny. Zawsze zachowywał się tak zimno, mimo że dawałam mu nawet więcej uczucia niż Chloe, ale ostatnio stał się jak lód.
     – Każdy inaczej przeżywa. – nie chciałem jej mówić co czuję. Pocałowałem ją delikatnie w usta i wyszedłem.

     Dopiero w samochodzie zacząłem uświadamiać sobie, jak byłem głupi. Mogłem zacząć inaczej. Poznałem Dianę, powinienem od razu skończyć, właściwie nie zaczynać. Wówczas jeszcze Hajze wszystkim zarządzał. Teraz mieliśmy taką sytuację i musiałem znaleźć rozwiązanie. Najlepsze możliwe i od tego momentu nie powinienem popełniać więcej błędów.
To dziwne, prawie nigdy nie używałem mojego najdroższego samochodu, który kosztował ponad pół miliona dolarów amerykańskich. Jeździł nim George. Ja płaciłem za wszystko. I jeszcze oczywiście płaciłem mu za pracę. Osiem tysięcy funtów na miesiąc. Ogólnie lubiłem ładne i dobre rzeczy, ale naprawdę zależało mi na rodzinie. Jednakże po moich czynach nie można było tego poznać. Kiedy inne dzieci spędzały z rodzicami soboty czy niedziele, ja zawsze robiłem coś innego. Tylko w niedziele i to średnio raz na dwa miesiące, bywałem w domu.

     Dojechałem do Hansa Kleina, pochodził z Izraela, a miał niemieckie nazwisko i imię. Prawdopodobnie miał najlepsze zdolności w mieście do fałszowania dokumentów. To, że chciałem im załatwić takie dokumenty, nie pozostawiało pytań. Z prawdziwymi można ich będzie namierzyć w kilka dni. Chciałem zapewnić im bezpieczeństwo, a dopiero jak już wyjadą, dokładnie przemyśleć strategię jak uchronić najbezpieczniej własną rodzinę. Cieszyłem się w duchu, że pomogłem Kamilli. W końcu ona i mój przyjaciel będą mogli się rozkoszować swoją miłością, o czym nie myślałem w tej chwili, to, że jako moi bliscy w duchu ludzie, będą się martwić o mnie. Podświadomie sądziłem, że moje obawy są wyolbrzymione, a cała sprawa wyjaśni się szybko i będę wolny. I nareszcie się stanę dobrym mężem i ojcem.

     – Witaj Hans. Mam prośbę. Potrzebuję na jutro rano dokumenty dla dwóch osób. Z wejściem do rządowych danych.
     – To będzie kosztować podwójnie, panie Parker.
     – Czyli?
     – Pięć tysięcy.
     – Sporo.
     – Od osoby?
     – Nie da się taniej?
     – Funtów, myślałeś panie Parker, że dolarów?
     – Tak myślałem.
     – Masz pan, panie Parker zdjęcia?
     – Oczywiście.
     – To o dziewiątej będą gotowe. Zwykle biorę połowę z góry, ale od takiego klienta jak pan, nie muszę.
     – Do jutra.

,,Teraz miecz" - pomyślałem.  
     
     Kolejny spec od podróbek. Irlandczyk. Miał sklep z używanymi różnymi rzeczami. Sprzedawał też broń. Jego hobby to właśnie podróbki starych mieczy. Miał na imię Derek Clayton. Zadzwoniłem i dopiero podjechałem.

     – Co tam mamy tym razem? Jakiś stary pistolet jak ostatnio?
     – Miecz. Zrób, co trzeba, żeby wyglądał identycznie – Kiedy mu pokazałem, aż gwizdnął.
     – To ma parę setek lat.
     – Istotnie.
     – Jeżeli chcesz sprzedać, to moja robota na nic, ale ty nie sprzedajesz – popatrzy na mnie.
     – Rozumiem. Chcesz mieć, żeby inni myśleli, że to oryginał.
     – Dokładnie.
     – Taki miecz będzie kosztował mniej niż dwieście funtów. Ostrze mam identyczne, muszę przerobić tylko uchwyt. Zobaczę tylko coś ważnego i mogę brać się do roboty. Na kiedy potrzebujesz?
     – Jutro po południu.
     – Nie ma problemu. Będzie gotowy.

Sapphire77

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i kryminalne, użył 3690 słów i 21077 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.