Koi okryła mnie swoim ciałem i całowała namiętnie. Potem szepnęła, że jest gotowa. Obserwowałem jej twarz, a głównie oczy, aby mieć pewność, że jej nie sprawiam bólu. Była na górze, a potem przekręciła się na plecy. Uznałem, że od początku dam jej prowadzić, bo w końcu to była jej decyzja. Objęła mnie udami w pasie i poruszała ciałem łagodnie. Wiedziałem, że mogę zostać, chociaż z tymi sprawami nigdy nie jest całkowicie pewne. Niestety, kiedy byłem blisko, zapomniałem, że miałem być delikatny. Na szczęście ona była już podniecona i się przystosowała. Wydawało mi się, że jęczy z rozkoszy, potem dopiero mi powiedziała, że na początku więcej było tam bólu. Mieliśmy szczyt razem, co trzeba uznać za sukces, kiedy kochankowie mają tyle lat. Miała łzy w oczach.
– Czemu płaczesz, Koi? – zapytałem zdziwiony.
– Trochę bolało. Zapomniałeś przy końcu, że nie jestem krową.
– Przepraszam.
– W porządku. Potem było bardzo miło, jednak myślę, że nie będę mogła siedzieć dwa dni.
Delikatnie rozsunąłem jej uda. Jej intymność była lekko spuchnięta.
– Czemu nie powiedziałaś! – zapytałem z troską, ale też z lekkim wyrzutem.
– Bolało, a tobie było dobrze. Nie chciałam ci tego niszczyć.
– Och, tak mi przykro, Koi. Było mi rozkosznie. A teraz jest mi głupio – pewnie miałem dość śmieszną minę.
– Głuptasek. Potem było super. Jestem dumna, że jestem twoja.
– W takim razie czemu płakałaś? – teraz już nic nie rozumiałem.
– Nie mogę powiedzieć. Kenshin–Omura twierdzi, że nie można zmienić fatum, czy lepiej przeznaczenia, lecz ja wierzę, że tak.
– Czyli nie powiesz? – raczej zapytałam dla formalności, bo czułem, że nie otrzymam odpowiedzi.
– Nie teraz. Może kiedyś.
Zacząłem ją całować po jasnej buzi. Była taka piękna. Czułem, że jestem gotowy, ale wiedziałem, że nie da rady, ale ona naprawdę mnie kochała.
– Będzie bolało więcej, ale jeżeli chcesz, weź mnie jeszcze raz.
– Jakbym mógł!
– Coś zaradzimy.
No i poznałem innego rodzaju pieszczotę. Dziwne, że ona o tym wiedziała, a ja nie. Starała się, ale oczywiście kilkakrotnie zawadziła mnie zębami. Nie mogłem powiedzieć, że było niemiło. Potem już tylko leżeliśmy obok, trzymając się za ręce.
Potem kiedy już się ubraliśmy, zapytałem, czy to nie było za wcześnie. Powiedziała mi, że tutaj czasem dziewczynki robią to nawet dwa lata wcześniej, chociaż nie zawsze z miłości jak ona. Naprawdę dziwny kraj.
Wspomniałem o naszym zbliżeniu i to nas łączyło. Prawdę mówiąc, wszystko nas zbliżało do siebie. Rozumiałem się z Koi od początku, właściwie od chwili kiedy miała osiem lat. Dzięki naukom mistrza i może też jaka była już w tym wieku była w pewien sposób dorosła umysłowo. Wówczas jeszcze nie wiedziałem wielu rzeczy, które ona wiedziała od pierwszej chwili kiedy zobaczyła moją ziemską twarz, zaraz, kiedy powróciła do żywych.
Co do mojej akcji w Tokio? Ojciec uratowanego młodego mężczyzny wynagrodził mi mój czyn, natomiast mistrz miał nieco inne spojrzenie na tę sprawę. Nigdy się nie unosił ani nie stosował kar, ale to, co zrobiłem, wcale mu się nie podobał. Podobnie zareagował na to, że mieliśmy zbliżenie z moją Koi. Wyczuł, ale nie wspomniał słowem. Dziewczyna oczywiście się nie skarżyła. Wiedział, że to nie sprawy kobiece. Pewnie dostrzegł moją minę zadowolonego samca. Dał jej lekkie kata do ćwiczenia (Kata to forma technik z niewidzialnym wrogiem). Za to mi dał srogi wycisk. Co do naszych zdolności, Koi, mimo że miała dopiero trzynaście lat, nie ustępowała mi w mieczu. Byłem od niej silniejszy fizycznie, ale w sztukach walki najważniejsza jest energia i szybkość i oczywiście znajomość słabych punktów w ciele przeciwnika. Kiedy ćwiczyłem z nią, nie myślałem, że jest moją kochanką. Nie wiedziałem, że ona zawsze o tym pamiętała.
Powtórzyliśmy nasze zbliżenie za trzy dni. Tym razem uważałem, ale o dziwo ona chciała mocniej i głębiej. I skończyło się bez bólu i spuchnięcia. Poza Kenshin–Omura nikt o tym nie wiedział, a mistrz zachował tę informację dla siebie. Po dwóch miesiącach jej mama się domyśliła, ale również nie powiedziała słowa.
Miałem pewność, że weźniemy ślub i zostanę na zawsze w Japonii. Przez te prawie piętnaście lat nie dostałem żadnej wiadomości ani od Hajze, ani mamy. Od Josepha Parkera się nie spodziewałem. Dopiero kilka lat po ich śmierci dowiedziałem się o jego udziale w zamachu terrorystycznym na kawiarnie w Madrycie i oczywiście w końcu poznałem ich prawdziwe nazwiska i imiona. Ojciec nazywała się Jose Alvarez–Ortega. Mama po matce miała nazwisko Gomez, a na imię miała Itsaso. Imię łączy się z szanowanymi przez Basków dwoma żywiołami morzem i ziemią.
W końcu przyszła wiadomość o śmierci rodziców. Hajze błagał, bym wrócił. Poza tym ojciec przepisał władanie organizacją na mnie.
Poczułem złość. Moje serce zaczęło się rozpadać na kawałki.
– Co się dzieje Euri?– zapytała Koi.
Nie zawsze tytułowała mnie z przyrostkiem, san.
– Mój brat chce, żebym wrócił do Anglii, a ja nie mam na to ochoty.
– Jeżeli chcesz, wróć.
– Chce być z tobą. Kocham cię.
Spojrzała na mnie i powiedziała.
– Powinieneś jechać. To twój brat.
Poczułem się, jakby piorun we mnie strzelił. Do tej pory sądziłem, że mnie kocha. Że mnie chce. Że nigdy by nie chciała, abym ją opuścił. Miała osiemnaście, a ja dwadzieścia dwa lata. Mogliśmy wziąć ślub już rok temu.
Wybiegłem. Gnałem aż do utraty sił. Pierwszy raz w dorosłym życiu płakałem. Poczułem się zdradzony i oszukany. Sądziłem, ze mnie zatrzyma. Że mnie obejmie i pocałuje. Że powie, iż powinniśmy wziąć ślub i mieć dzieci.
Kiedy doszedłem do siebie, siedziałem już w pociągu. Dojechałem do Tokio. W ciągu dwóch dni załatwiłem bilet, do Londynu. Miałem dokumenty w klasztorze, ale Yakuza mieli swoje sposoby.
Trzeciego dnia byłem już w Londynie. Przez tydzień czekałem wiadomości od Koi, choćby i od Kenshin–Omura. Nic. Ten czas uznałem za najgorszy w moim życiu. Wiedziałem, że gdyby chcieli, mogli mnie odnaleźć. Byłem tak zaślepiony jej słowami, że nie przyszło mi do głowy ani serca, że to ja podjąłem tę decyzję. Dopiero po latach Kenshin–Omura wyjawił mi, że tak miałem przeznaczone. Za miesiąc poznałem Dianę. Tego samego wieczoru byliśmy już w łóżku. Potem następnego dnia i następnego. Przez dwa tygodnie spałem z nią codziennie. Za miesiąc powiedział, że jest w ciąży.
Oczywiście powiedziałem jej o Koi. Przyjęła to bardzo łagodnie. Nie pytała, czy za nią wyjdę. Nie pytała o nic. Zostawiła mi wolną wolę. Kiedy byłem bliski zareagować podobnie jak poprzednio, szepnęła.
– Nie zostawiaj mnie. Bądź ze mną do końca życia. Kocham cię, mój deszczu.
Czy ją kochałem wówczas? Nie wiem. Z całą pewnością zacząłem, kiedy jej brzuszek się zaokrąglił. A potem kochałem ją więcej i więcej.
Joseph Parker? Zapisał mi sześćdziesiąt procent majątku. Hajze nie wydawał się ani zły, ani zazdrosny. Robił wrażenie, że kocha mnie jak nikogo. Tydzień przed urodzinami Chloe przyszła paczka z Japonii. Sądziłem, że będzie list. Od Kenshi, od Koi. Nic. Tylko miecz i prawo własności. Jak załatwili wywóz miecza legalną drogą, nigdy się nie dowiedziałem.
Kiedy wróciłem Hajze miał prawo własności do mniejszego budynku, dopiero kiedy córka skończyła dwanaście lat, kupiliśmy cały ten trzydziestopiętrowy budynek.
Nigdy nie zapomniałem mojej pierwszej miłości i pierwszej kochanki. W tym właśnie czasie zrozumiałem, że to ja ją zostawiłem, zdradziłem i porzuciłem.
Dlatego też napisałem list do Koi. Wyjaśniłem, jak umiałem. Posłałem zdjęcie żony, córki i syna. Nie odpisała słowem. Moje serce wiedziało, że nadal mnie kocha, ale nie dała znaku życia. Czułem i miałem przekonanie, że zrobiła coś najlepszego, co tylko mogła.
Gdyby zaszła potrzeba wynajęcia strzelca wyborowego, wiedziałem, że mogę na nią liczyć. Ot tak! Kenshin–Omura nauczył nas strzelać. Sam uczył nas większości technik bushido i chińskiego kung–fu. Potem rozszerzył nasz trening. Zaprosił mistrza Krav–magi, samego Haima Gidon, a potem, w następnym miesiącu trenował z nami mistrz Systemy z Rosji. Mistrz zapoznał nas ze wszystkimi znanymi systemami walki, jednak nadal preferowaliśmy ken–do i walkę na miecze. Byłem od Koi lepszy jedynie w posługiwaniu się pistoletem, natomiast ona doskonale strzelała z karabinu z lunetą, nawet do obiektu oddalonego o dwa kilometry. Różniliśmy się zasadniczo jednym. Ona nie zabiła jeszcze nikogo i sądziła, że nigdy do tego nie dojdzie.
Kiedy wróciłem do Londynu, też tak sądziłem, że z mojej ręki więcej nikt nie zginie. Obiecałem mistrzowi, że nikogo więcej nie zabiję w Japonii i przyrzeczenia dotrzymałem.
Nie byłem dobrym mężem ani ojcem. Gościłem w domu rzadko, czasami spałem poza domem, nawet kiedy pozostawałem w Londynie. Diana nigdy nie narzekała. Sama zajmowała się domem i dziećmi. Właśnie, dopiero kiedy Chloe skończyła szesnaście a Remi miał już prawie trzynaście, zacząłem dostrzegać, jak złym mężem i ojcem byłem do tej pory.
Doszła do tego myśl, jakim człowiekiem jestem. Czułem żal do ojca i matki, że nie dali mi tego, co każde dziecko otrzymać powinno. Miłości. Czułem uczucie tego rodzaju, ale dopiero po pewnym czasie, kiedy poznałem mistrza Kenshin–Omurę. Koi wypełniła moją pustkę braku miłości od rodziców, swoim uczuciem. Miałem zawsze w sercu do niej miłość, ale ponieważ Diana była innego rodzaju aniołem, nie robiłem porównań. Kochałem żonę całkowicie, a w głębi serca miałem niezmienną miłość do mojej pierwszej kochanki.
Dopiero kilka lat po powrocie do Wielkiej Brytanii zrozumiałem, jak złym człowiekiem jestem. Nie ważne, że wydawałem tylko decyzję, kto ma zginąć, a kto nie. Wystarczyło, jak potraktowałem moją pierwszą kochankę.
Co mogłem zrobić, kiedy to zrozumiałem? Niewiele. Miałem żonę i dzieci, które kochałem. Nadal miałem w sercu Koi, ale powracanie i dotykanie przeszłości spowodowałoby tylko nowy ból. Idealnie pasuje do tego powiedzenie, że rozdrapywanie starych ran nie jest dobre.
Mogłem tylko zaakceptować przeszłość i postarać się, by być dobrym dla rodziny. To pragnienie głównie spowodowało moją decyzję o odejściu z organizacji. Oczywiście liczyłem się z konsekwencjami. I sądziłem, że najgorsze co może się stać, że stracę życie. Nie wiedziałem wówczas, jak bardzo się myliłem.
Nie w pełni zdawałem sobie sprawę, że wszystko, co się robi, przynosi konsekwencje. Właśnie wówczas zaczęły się dziać rzeczy, które były tylko wynikiem mojego wcześniejszego postępowania. Dostałem jedną informację, ale ja całkowicie przegapiłem.
Jeżeli dzieci nie postępują właściwie, to nie jest winny system, wiek, w którym żyjemy, szkoła, internet, towarzystwo czy nawet pozycja i status społeczny. Winni są rodzice. Z nich dwojga większą odpowiedzialność ponosi mężczyzna, czyli ojciec. Bo ten świat jest męskim światem. To mężczyzna ponosi winę za zło tego świata. Nie Bóg, nie Lucyfer. Tylko mężczyzna. Niektórzy, właśnie mężczyźni twierdzą, że podobnie jak biblijna Ewa namówiła Adama do grzechu, tak i teraz kobieta czyni podobnie. Nic bardziej mylnego. Zawsze winny jest mężczyzna. Nie wszyscy, a w zasadzie coraz mniej, wierzy w biblijną mądrość i sprawiedliwość. W niektórych aspektach można mieć wątpliwości. Dlaczego jednak w tej księdze wiele razy jest wymienione, że współżycie między mężczyznami jest wielkim przekroczeniem, a to samo, jeżeli dotyczy kobiet, jest wymienione tylko dwa razy? Wyglądał na to, że Bóg Biblii również uważa, że mężczyzna jest bardziej winny niż kobieta.
Czy mogłem coś zmienić? Z pewnością, ale miałem zasady i swoiste poczucie sprawiedliwości. Czy zawsze przynosiło pozytywy? Nie. Gdybym wówczas kazał aresztować dwóch ludzi, którzy śledzili nasz dom, może uratowałbym im życie. Czy na pewno dobrze zrobiłem dając lekcję Hitaro? Wówczas też sądziłem, że tak. Człowiek po czasie widzi swoje błędy i czasem rozważa, że tego a tego dnia mógłby zrobić coś innego, a wszystko by było lepiej. O jak nieszczęsny jest taki człowiek!
Analizując w ten sposób, moglibyśmy dojść do czasu naszych urodzin. Niestety to nie dziecko pcha się na świat. Skurcze porodowe matki nie dają mu wyboru. Musimy żyć i w końcu musimy umrzeć. Wszystko pomiędzy jest wynikiem naszych czynów w relacji z działaniem innych ludzi. Nikt nie wie, co przyniesie następny dzień, a nawet godzina. Czasem planujemy i nasze plany się spełniają i to nawet te dalekowsteczne, ale innym razem jeden mały szczegół powoduje ruinę nawet najbardziej mądrego i pieczołowicie dopracowanego planu.
Trochę więcej niż trzy lata temu.
Kto zabił tych ludzi i dlaczego? Mimo dochodzenia policji, samego zarządu i mojego z pomocą Hajze, nie posunęliśmy się ani o milimetr do przodu. Pozostawało to zagadka. Ponieważ nic się nieprzewidzianego nie wydarzyło, życie szło dalej swoim torem. George odbierał dzieci ze szkoły, czasem sam, innym razem ze mną. Zauważyłem, że Remi stał się posłuszny i przestał wspominać o tym, że w przyszłości chce zajmować się tym, co ja do tej pory robiłem. Hajze nie rozmawiał ze mną o mojej decyzji. Ja nadal chciałem odejść, on być może sądził, że przemyślałem i zmieniłem zdanie. Byłem częściej w domu, ale nie tyle ile bym chciał. Nie zbliżałem się do Diany, ale z innego powodu niż poprzednio. Czekaliśmy na wzrost hormonów we krwi. Poprzednio byliśmy blisko trzy miesiące wcześniej, teraz nie chcieliśmy czekać tak długo, może tylko maksymalnie miesiąc.
Minęło dwadzieścia pięć dni od tamtego razu. Był piątek, a ja wróciłem o szóstej po południu. Tego wieczoru Diana obiecała pójść do kina z Remi, na długi, prawie trzygodzinny film. Chloe miała się spotkać z Aishą. Mimo to cieszyłem się, że jestem w domu. Diana szykowała się do wyjścia, a Remi stał gotowy blisko drzwi wejściowych do garażu. Przyprowadziłem Lamborghini Urusa i nim właśnie żona i syn mieli pojechać. Chloe ciągle była w swoim pokoju i czekała na telefon od Aishy. George zostawił Phantoma, ponieważ jego przyjaciółka po niego przyjechała. Nie okazywał tego, ale wyglądało, że doskonale im się układa, co mnie nie dziwiło, kiedy poznałem jego wybraną. Zarówno on, jak i ona byli porządnymi ludźmi i wyjątkowo do siebie pasowali.
– To jedziemy, kochanie – szepnęła Diana.
Syn podszedł i przytuliłem go mocno
– Dobrego oglądania. Będziecie chcieli coś zjeść, kiedy wrócicie? – zapytałem.
– Pewnie nie. Będzie dziesiąta. Miej dobry czas. – odrzekła Diana.
Wyszli. Zostałem sam. Usiadłem na kanapie w salonie i włączyłem muzykę. Niezbyt często miałem czas na relaks i słuchanie. Nie minęło pięć minut, kiedy Chloe zeszła na dół
– Jedziemy? – zapytałem.
– Coś tam wypadło w rodzinie i tata ją prosił, aby została. Jakaś bliska rodzina z Egiptu przyleciała nieoczekiwanie.
– Och, gdybyś wiedziała, może poszłabyś z nimi do kina.
– To film Marvela, nie przepadam za takimi.
– Ja słucham muzyki – może powiedziałem to niepotrzebnie, bo było to tylko stwierdzenie faktu.
– Chcesz coś do picia, tato?
– Nie tak bardzo, ale dziękuję, że pytasz.
Sądziłem, że wróci do siebie, ale została. Czułem, że patrzy na mnie.
– Co się stało?
– Nic, a właściwie się stało. Tylko że nie chcę ci tego powiedzieć tutaj.
– Dlaczego?
– Bo najbardziej komfortowo czuje się w swoim pokoju.
Zrobiłem zdziwioną minę. Ona stała i czekała.
– To idziesz?
– Och, mam iść?
Podparła się pod boki i rzekła
– Chcę ci coś powiedzieć i mówię, gdzie pragnę to zrobić. Jaśniej nie potrafię się wyrazić. – W tym raczej nie przypominała Diany. Żona nigdy by tak nie powiedziała.
– Przepraszam – Uznałem, że ma rację, wstałem z kanapy i zgasiłem muzykę.
– Lubisz ją, niech gra – powiedziała miękko.
Wyjęła mi z dłoni pilota i włączyła z powrotem. Relaksująca muzyka buddyjska ponownie napełniła salon...
Wzięła mnie za dłoń i poszliśmy na górę.
Było późne lato i miała na sobie sukienkę z bawełny. Podobnie jak Diana lubiła pastele. Zieleń, wrzos i czasem coś bardziej zdecydowanego jak żółty czy pomarańczowy. Dzisiaj miała ładna wrzosową sukienkę, lekko przed kolana. Po domu chodziła przeważnie boso, niezależnie od pory roku. Weszliśmy. Usiedliśmy na kanapie. Podobnej, jaką mieliśmy w salonie, ale nieco mniejszą
– W razie czego mam wodę – powiedziała.
– Na razie dziękuję.
– To się może zmienić, kiedy usłyszysz wiadomość.
Zsunąłem brwi do środka, bo nie wiedziałem, jak to rozumieć. Patrzyła na mnie, wprost świdrowała mnie wzrokiem.
– Chloe, nie czuję się komfortowo, gdy tak patrzysz – powiedziałem.
– Przeprasza – delikatnie klepnęła mnie w ramię.
Już dawno zauważyłem, że jest bardzo ekspresyjna, przeciwnie do Remiego, który raczej nie okazywał w ten sposób odczuć.
– To powiem ci, bo już się nastawiłam odpowiednio.
– Dobrze, mów. – Nie miałem najmniejszego pojęcia, co chce mi powiedzieć.
– Mówiłeś, że nie powinnam, ale nie mam nikogo innego, a chcę powiedzieć.
– Ja mówiłem, że nie powinnaś? – nie wiedziałem, o czym mówi.
– Tak, ale już się zdecydowałam, to powiem. Stało się.
– Co się stało?
– Ja i Aisha... pierwszy raz.
Poczułem gorąco i zimno. Przełknąłem ślinę. Faktycznie potrzebowałem się napić, może nie tylko wody.
– Mówiłaś mamie, prawda? – Przypomniałem sobie, że więcej niż trzy tygodnie temu oświadczyła, że się z nią tylko całuje.
– Nie, tym razem postanowiłam powiedzieć tylko tobie.
– Rozumiem. Nie pochwalam, ale wygląda na to, że nie mogę wam tego zabronić.
Zrobiła nieco smutną minę.
– Nie przepraszam, bo było super. Jakkolwiek dalej nasz związek jest duchowy.
– Rozumiem – bąknąłem.
Nie czułem się zbyt mocno. Na szczęście nie zaczęła opowiadać szczegółów. Jednak dla pewności poprosiłem o to
– Tylko nie opowiadaj, jak było. Nie powinienem tego wiedzieć.
– Och nie, nie chciałam rozmawiać o tym.
Poczułem ulgę.
– To dobrze...
Dotknęła mojej dłoni.
– Obiecaj, że się nie zezłościsz.
– Zwykle jestem spokojny...
– Obiecaj.
– Okej, obiecuję, że się nie zezłoszczę.
– Pomyślałam sobie, że to z Aishą jest na poważnie i do końca życia będzie mi lizać cipkę a ja...
– Chloe!
– Dobra, wiem. Muszę ci to powiedzieć. Jesteś jedynym facetem, któremu całkowicie ufam. Chciałam cię pocałować i to zrobiliśmy...
Poczułem, że zmierza do czegoś, czego raczej nie chciałem słyszeć, ale nie próbowałem jej powstrzymać. Tak naprawdę nie sądziłem, że to coś by dało. Zwykle okazywała zdecydowanie i zmienić jej decyzję było raczej trudno, a wręcz niemożliwe.
– Chciałabym pamiętać, jak to jest z mężczyzną...
Patrzyła na mnie i przygryzała wargę. Miała bardzo szeroko otwarte oczy.
– Co chcesz mi powiedzieć? – poczułem zimno w środku i zaraz zrobiło mi się gorąco.
– Wiesz.
– Nie wiem – poczułem się dziwnie, bardzo dziwnie.
– Jest idealna chwila. Możemy to zrobić? Tylko raz...
Wybuchłem, mimo że obiecałem tego nie robić. Wstałem. Patrzyła tak bezradnie...
– Nie będę z tobą spać! Nie żałuję, że zezwoliłem ci mnie pocałować, ale co to, to nie. Nie mam mowy...
– Nie chcę, żebyś ze mną spał, chcę, żebyś mnie wyruchał.
Grom z jasnego nieba nie zrobiłby większego wstrząsu.
– Zwariowałaś?! Jesteś moją córką. Masz szesnaście lat i co to w ogóle za słowa! Może jestem złym ojcem, ale nie uczyłem was wulgaryzmów! – nadal się zdołałem się opanować. Wyglądało, że lata medytacji w klasztorze wzięły w łeb.
Zrobiłem wszystko, na co mnie było stać. Złamałem obietnicę, bo minutę temu powiedziałem, że się zezłoszczę, ale w tej chwili o tym nie myślałem. Wstała. Wcale już nie była zawstydzona, niepewna ani przepraszająca.
– Kocham Aishę, ale chce poczuć coś odpowiedniego w środku.
Powinienem wyjść, ale tego nie zrobiłem. I to pewnie był błąd. Z pewnością nie powinienem prowadzić tej dyskusji, a już na pewno powiedzieć tego, co powiedziałem.
– To sobie znajdź chłopa – powiedziałem to i od razu pożałowałem.
Jak mogłem coś takiego powiedzieć córce!
Zareagowała błyskawicznie. Dostałem w twarz i to nie tak lekko.
– Masz mnie za kurwę! Nigdy cię nie było. Inne grały z ojcem w piłkę, chodziły na basen lub rower. A ty byłeś cały czas oddany tej demonicznej organizacji. Chce tego tylko raz z facetem, którego kocham, ufam i ... nie chcę z nikim innym.
We wszystkim, co powiedziała, nie mogłem odmówić jej racji. Wiedziałem, że ostatnie zdanie nie jest w porządku, ale nie miałem chyba dobrych argumentów. Zamiast się uspokoić, szedłem z pewnością złym torem. Byłem wręcz bezczelny. Robiłem kolejne błędy.
– Nie chcesz chłopa, to sobie skombinuj dildo, poproś Aishe by ci wsadziła palce, albo dłoń.
Zasłoniłem usta dłonią. Jak mogłem! Przed chwilą powiedziałem coś złego, a teraz jeszcze bardziej. Sądziłem, że mnie strzeli po raz drugi, bo zasłużyłem. Ale nie. Zrobiła jeszcze większe oczy i szepnęła.
– Proszę. Wyglądaliście tak podniecająco. Widziałam i słyszałam, jak jęczała. Twoja dłoń jest stanowczo za duża dla mojej cipki, ale z pewnością możesz mnie wyruchać, jak mamę wtedy. Twój organ jest ogromny, porównywałam na internecie, ale przez trzy tygodnie się przygotowywałam. Naprawdę robiłam, co mogłam...
Złapałem ją za ramiona.
– Podglądałaś nas ty zboczona dziwko?
Znowu pożałowałem swoich słów, ale tym razem nie zrobiła wrażenia nawet obrażonej.
– Nie jestem dziwką. Nie jest mi przykro, że widziałam. To było... bardzo podniecające. Stałam w ciemności, nie dotykałam się, ale prawie miałam...
Usiadłem ciężko na kanapie i chwyciłem skronie w dłonie. Być może zachowałem się jak prymityw i żaden, chociaż trochę przyzwoity ojciec nigdy nie powinien powiedzieć takich słow córce, ale co robiła Chloe, nie było lżejszego kalibru. Wiedziała, że jestem jej ojcem. Owszem pouczyłem Remiego, że nie powinien zajmować się mówieniem, kto ma jakie preferencje seksualne, ale tu chodziło o coś znacznie gorszego.
– No to się porobiło. – Chciałem przekląć, użyć najbardziej popularnego przekleństwa, ale dziwnym trafem się powstrzymałem – Nie powinnaś nas podglądać, dlaczego to zrobiłaś?
Nie usłyszałem odpowiedzi. Patrzyłem w podłogę i czułem się pokonany, zdruzgotany i kompletnie rozbity.
Dostrzegłem, że jej sukienka spada na podłogę. Podniosłem wzrok. Była naga. Zupełnie. Kolejny szok na chwile mnie zamroził.
– Chyba nie jestem brzydka? – Tym pytaniem dosłownie zamknęła mi usta, bo właśnie chciałem zapytać, co robi.
– Ubierz się – chciałem wstać.
Walczyłem mieczem, dobrze strzelałem. Jeszcze lepiej byłem wyszkolony w walce wręcz, ale nikt mnie nie nauczył co robić w takiej sytuacji. Przed chwilą wybuchnąłem, odezwałem się jak prymityw, a teraz moja własna córka robiła ze mną, co chciała, tylko posunęła się dalej niż trzy tygodnie temu.
Usiadła mi na kolanach i zaczęła całować. Tym razem jej utrudniałem, ale chyba niezbyt wystarczająco. Znowu poczułem jej język. Gładziła mi włosy z tyłu głowy. To trwało długo. Na szczęście nie poczułem erekcji, ale wiedziałem, że jest mi trudno ją powstrzymać.
– Tylko raz. Dzisiaj jest koniec cyklu, nie musisz uważać.
Patrzyłem na nią błagalnie.
– Wiesz, o co mnie prosisz? Będę musiał powiedzieć Dianie. Nic z tego.
To dziwne, że tylko to powiedziałem. Musiałem mieć do niej cholerną słabość. Kochałem Dianę, a w sercu Koi. To jednak nie wystarczyło, bym zakończył tę nieodpowiednią sytuację, a powinienem to zrobić w jednej chwili i to zaraz na początku tej rozmowy.
Siedziała na kolanach i czułem, że jest wilgotna. Moja odmowa nie zrobiła na niej najmniejszego wrażenia.
– Rozważałam wówczas, czy może lepiej do was dołączyć, ale nie zrobiłam tego. Chcę tego z tobą.
– I mam to zrobić, bo tego chcesz, tak? Mam pokochać własną, córkę i mam ukryć to przed żoną?
– Wiedziałam, że się zgodzisz. Gdybyś się wówczas nie pocałował ze mną, miałabym wątpliwości, a tak miałam pewność.
Triumfowała.
– Ja nie powiedziałem tak.
– Ale nie powiedziałeś nie.
– Owszem powiedziałem i powiem jeszcze raz. Nie!
– To chociaż pokaż mi się. Widziałam z daleka i nie w pełnym świetle. Przecież nie zrobię nic przeciw twojej woli.
Znowu nie pomyślałem, że to tylko ją rozbudzi, a być może i mnie. Nadal nie nie chciałem tego i sądziłem, że kontroluję sytuację. Widziała mnie, widziała Dianę. Była z nami w najbardziej szalonym zbliżeniu, jakie miałem z żoną, a co najgorsze, wyglądało na to, że najbardziej podniecało ją to, co i mnie. Pełny fisting.
Zaczęła mi rozpinać koszulę. Gładziła mi tors, całowała.
– Chloe, przestań.
Siedziała na moich kolanach i nadal mnie całowała po policzkach. Czułem jej piersi na swoim torsie. Topniałem, przegrywałem. Nie myślałem w tym momencie, że to grzech, że to złe. W ogóle nie myślałem. Czułem, że moja słowa nie robią na niej wrażenia, a nie byłem w stanie jej odepchnąć czy wprost kazać odejść lub raczej wyjść z jej pokoju. Nagle przyszedł mi dobry pomysł. Chciałem jej powiedzieć, że zrobię to, jeśli powie Dianie i żona na to pozwoli, ale szybciej niż przyszła ta myśl, pomyślałem, że to idiotyczne. Co, jeśli Diana by się zgodziła? Wówczas nie miałbym wyjścia.
– Chcę cię zobaczyć całego. Twój wspaniały tors widziałam – wstała i podała mi dłoń.
Czemu wstałem? Czy naprawdę nie miałem siły, by jej odmówić? Stałem, a ona zaczęła rozpinać pasek spodni. Nadal się za mną całowała. Po chwili już stałem nago. Uznałem, że tak głupi stać ze spodniami na dole, więc je zdjąłem i odsunąłem dalej stopą.
– Och, jesteś wspaniały – pochyliła się i zaczęła pieścić ustami mój organ. Teraz już miałem pewność, że zrobi ze mną, co zechce. Dlaczego nie byłem w stanie się przeciwstawić? Pomyślałem, że jest podniecona, zrobi to ustami i może odpuści resztę, tylko przecież ja tak zaraz nie stawałem się miękki. Jednak miałem inny plan. Przestała brać do buzi stojącą pionowo kolumnę.
,,Może da spokój” – zdołałem pomyśleć.
Niestety! Wsparła udo o prawe biodro, uchwyciła kark dłonią. To wyglądało znajomo... Czy wówczas patrzyła od początku? Naśladowała Dianę? Nie mogłem przecież wiedzieć, czy może robi to naturalnie. Po chwili już obejmowała mnie udami w pasie, a ja końcem swojego członka czułem jej intymność.
– Och jak bosko, kochanie – jęknęła i rozluźniła uścisk, karku i ud – wejdź do końca – szepnęła.
Wszedłem w nią. Chyba naprawdę się przygotowała. Podrzuciła ciałem i już wszedłem do połowu. Który facet by przestał w takim momencie? Tyle że ja byłem najpierw jej ojcem. (Cóż, wówczas nie wiedziałem, że nie jestem tym, za kogo się uważałem, a ona nie była, kim sądziłem, że jest. Dlatego chciała tego. Niestety nie mogła mi tego powiedzieć, bo i tak bym nie uwierzył, że jestem Ten kara no tenshi a ona jest Tsuma a nie Musume) Położyłem dłonie na jej pośladkach, uniosłem i postawiłem na podłodze.
– Co się stało, tatku? Dlaczego przestałeś? Już prawie miałam?
– Jestem twoim ojcem. Nie zrobię tego.
– Dlaczego? Tylko raz, proszę!
– Chloe, kochanie. Ubierz się. Zostanę z tobą w tym pokoju i porozmawiamy.
– Nie chcę rozmawiać, wiesz, czego pragnę.
– Tak, wiem. Proszę, ubierz się. Nic z tego nie będzie ani teraz, ani pewnie nigdy.
– To dlaczego? Nie pragnę cię jako ojca, tylko fantastycznego, mężczyznę. Ja...
– Chloe, ubierz się. Nie będę dyskutował z nagą córką. To nie podlega dyskusji, co teraz powiedziałem. Wybacz – miałem całkowite przekonanie, że to jest jedyna słuszna decyzja. – Zrobisz, o co proszę, zostanę i porozmawiamy. Nie zrobisz, wyjdę.
Widocznie podziałało. Włożyła sukienkę, bo niczego innego wcześniej nie miała.
– Co zrobiłam złego? Dlatego, że cię uderzyłam? Nie chcę nikogo innego.
– Nie. Nie zrobiłem tego, bo jestem dobry. Sama to mówiłaś, mama i jeszcze kilka ważnych dla mnie osób o tym wspomniało. A dobry człowiek nie robi takich rzeczy.
– To bądź zły przez tę godzinę czy dwie.– Chloe chyba nie zamierzała, tak łatwo zrezygnować, ale wyglądało, że to jej ostatnie argumenty i chyba wie, że nie dostanie tego, co chciała lub raczej pragnęła, bo to jednak nie wyglądało na chwilową zachciankę.
– Dobry człowiek jest zawsze dobry, nie może być zły – odrzekłem, żeby zakończyć tę dyskusję
– Robisz sobie ze mnie jaja. Dlaczego?! – zmieniła strategię.
Ta odzywka mogła oznaczać, że nie ma do mnie szacunku lub traktuje mnie na równi. Jak żona lub bliska partnerka. Diana by tak nigdy nie powiedziała, ale Chloe nie była do niej podobna. Może tylko w tym, że mnie chciała. Dla mnie jednak było coś jasne. Jedyną kobietą, z którą nie powinienem tego robić, jest moja córka. Moja matka nie żyła podobnie jak i matka Diany. W tamtym wypadku byłoby to mniejszym złem, ale mężczyzna nie powinien mieć kontaktu erotycznego również z teściową.
– Nie, Chloe. Jestem bardzo poważny. Powinienem do tego nie dopuścić. Muszę ci objawić prawdę, którą ciężko ci będzie przyjąć.
– Mianowicie? – trzymała się cholernie dobrze.
Wyczułem nawet zainteresowanie w jej pytaniu. Wyglądało, że podniecenie jej przeszło. Nie chciałem czekać.
– Skoro chcesz tego, znaczy, że nie będziesz z Aishą na życie.
– Nie rozumiem. Kocham ją. Co to ma do rzeczy?
– Wszystko. Nie twierdzę, że jej nie kochasz. Nie dyskutuje z tym, że chcesz z nią być na życie. Nie wspominam o moralności ani o prawie. Wiem to.
– To nie ma znaczenia, co wiesz. Ja to muszę wiedzieć – powiedziała to z przekonaniem.
To miało sens i nie mogłem się z tym nie zgodzić.
– Oczywiście. Któregoś dnia to zrozumiesz.
– Zrobiłam to z nią. Zrobiłam z nią, co robiłeś mamie na koniec, ale marzyłam wówczas, że ty mi to robisz. Nie jako ojciec, tylko jako mężczyzna. Wybacz, że to zrobiłem, chciałam twoją dłoń w sobie, a nie jej. Wybacz.
Tym razem rewelacje i ujawnienie mi przynajmniej części ich współżycia nie zrobiło na mnie wrażenia, pewnie dlatego, że co stało się kilka chwil wcześniej, było większego kalibru.
– To tylko potwierdza, co powiedziałem. Jesteś bardzo pobudliwa i jeszcze się napędzasz. To nie jest właściwe – zupełnie pominąłem, co mówiła.
Musiałem
– Może. Coś zawaliłam, to moja wina. – Wyraźnie nie chciała pogodzić się z porażką. Wiedziałem w jakiś sposób, że tu nie chodziło o to, że nie osiągnęła zamierzonego celu. Chciała tego ze mną, ale się nie powiodło. Czy przestała mnie chcieć?
Bardzo wątpiłem.
– Nic nie zawaliłaś. Posłuchaj. Żaden dobry ojciec nie chce, aby jego córka została lesbijką. – Nie chciałem wracać do tego, co miało miejsce i dlatego nie powiedziałem, że żaden dobry ojciec nie powinien kochać się ze swoją córką. Na szczęście trzymała się tematu.
– Nie jestem lesbijką.
– Kochasz się z Aishą.
– Bo ją kocham, a ona mnie.
– Nie przeczę. Nie mogę siebie za to winić całkowicie. Nie możemy cofnąć czasu nawet o sekundę. Gdybym miał dla ciebie czas, grał w piłkę i chodził na basen i jeździł z tobą rowerem, nie mogę mieć pewności, czy i tak nie byłoby identycznie, a tak mogę się winić za to i uważać, że to moja wina, że do tego teraz doszło. Wiem, że nie ma w tym twojej winy. Nigdy cię nie prowokowałem, byłem rzadko w domu, ale kiedy spędzałem z wami czas, nie zrobiłem nic, byś mnie pragnęła.
– Nie ma żadnej winy ani twojej, ani mojej. Źle powiedziałem na początku, wszystko schrzaniłam. Ja cię kocham. Kocham, bo... – zamilkła.
Odczułem, że chciał mi powiedzieć coś ważnego, ale sama uznała, że jest za późno.
– Być może. Może byłoby ci dobrze i chciałabyś znowu.
– Postanowiłam to zrobić tylko raz. – Chyba ponownie powróciła w niej nadzieja, że jednak dam się namówić...
– Seks to nie układanka. Wszystko ma wpływ na wszystko. Nie możesz tego wiedzieć, że nie chciałabyś drugi raz i trzeci. To zniszczyłoby naszą rodzinę. A może ten jeden raz by zniszczył wszystko.
– Mama cię kocha i wybaczyłaby. Tobie i mnie.
– Nie chodzi nawet o to. Chodzi tylko o ciebie. Ty chcesz tego, znaczy, w głębi pragniesz mężczyzny.
– Gdyby tak było, nie byłabym z Aishą.
– Chloe, musisz to zaakceptować. Powiedziałem ci z głębi serca, dlaczego nie zrobię tego. Nie mówię, że nie chcę. Nie powinienem. Podobnie jak ty się zapomniałem. Przez chwilę się zawahałem, ale widocznie nie jestem aż tak złym ojcem, jak sądziłem. Cieszę się, że do tego nie doszło i nie jest mi przykro, że cię w tym zawiodłem.
– Przemyśl to jeszcze.
– Chloe ja jestem całkowicie pewny swojej decyzji. Drugi raz nie próbuj. Ani trzeci.
– Jestem cała mokra.
Już chciałem jej powiedzieć, że wyschnie, że może się umyć, ale nie powiedziałem nic, bo byłoby to tak samo złe, jak poprzednie niefortunne odzywki. Przytuliłem ją. Nawet nie jak ojciec. Odczułem inność tego aktu. Tuliłem ją jak istota nie z tego świata. Czułem w sobie uczucie niewiadomego pochodzenia. Milczała dłuższa chwile i w końcu szepnęła.
– Jak cudownie. Czy coś czarowałeś?
– Nie, sam nie wiem, co to było. Też to czułem. Już będzie dobrze. Będziesz szła swoją drogą. Nie wierzysz mi i jesteś przekonana, że się mylę. Nadal będziesz chciała to powtórzyć, ale zawsze, zanim to zaczniesz, poczujesz, że nie możesz. Zobaczysz. Po kilku razach zrezygnujesz, a któregoś dnia przekonasz się, że ci dzisiaj powiedziałem prawdę i zrobiłem dobrą rzecz, ci odmawiając.
– Nie chcę tracić Aishy, kocham ją – zobaczyłem łzy w jej oczach.
– Nigdy jej nie stracisz. Macie rację, że to jest na życie, tylko inaczej niż obie sądzicie.
– Powiesz mamie?
– Boisz się?
– Nie. Wiem, że by zrozumiała.
– Jeżeli chcesz, sama jej powiedz. Możesz powiedzieć i Aishy.
Zrobiła minę.
– Ona mnie kocha. Powiedziałam, co zamierzam i nie powiedziała nic.
– To opowiedz jej, co się wydarzyło, a właściwie co się nie wydarzyło. Przez to jej uczucie do ciebie się wzmocni.
– Dobrze, powiem. Myślę, że się mylisz co do ostatniej sprawy. Jeśli mnie kocha, nie może więcej. Kocha się lub nie. Nie można kochać więcej lub mniej. Jak na tę chwilę, nie powiem Dianie. Być może to się zmieni. Wybronię cię od problemu.
– Nie koloruj. Powiedz, dokładnie jak było, o ile chcesz powiedzieć. Gdyby się to stało, musiałbym powiedzieć, a tak nie powiem. Nie ma sensu tego rozdrabniać, ale być może wszystko by się stało inaczej gdybyśmy się wówczas nie pocałowali i z całą pewnością nie powinnaś nas podglądać. Proszę, nie rób tego więcej. Obiecujesz? – Nie zamierzałem dodawać, że to nasza wina, że nie domknęliśmy drzwi.
Chloe z pewnością była na tyle dorosła, że to wiedziała. To, że nas widziała, tylko dolało oliwy do ognia. Gdyby nas nie widziała, jej pragnienie by nadal istniało. Nie zwróciłem uwagi, że powiedział: Dianie, a nie mamie. Po prostu to zbagatelizowałem, bo uznałem za nieistotne.
– Tak, obiecuję. Poczekaj na dole. Posiedzę sama i postaram się zrozumieć. Wybacz. Chyba masz rację, to nie byłoby dobre. I przepraszam, że was podglądałam. Więcej tego nie zrobię.
– Wierzę. Nic nie powiem mamie. Ona z pewnością by zrozumiała, co nie znaczy, że jej serce by nie płakało. Czy to, że ktoś nas kocha, nie zobowiązuje nas, żeby byś dobrym i czułym dla tej osoby? Nigdy nie powinno się nadużywać tego, że ktoś ma do nas uczucie i jest pełen wybaczenia.
– Z pewnością. Pewnie Aisha się ucieszy w duchu, że tego nie zrobiłam z tobą, tylko nie ma w tym żadnej mojej zasługi.
– Oczywiście, że jest. Nie mów jej tego, co ci powiedziałem odnośnie do ciebie i jej. Wszystko jest zmienne, ale jak na teraz mam pewność, że mam rację. Chciałbym, żebyś miała mężczyznę i może z nim dzieci. Chcę również, żebyś była szczęśliwa. Jeżeli jednak będziesz z Aishą do końca życia, nie będę się zadręczał, ani cię od tego odwodził. Sami jesteśmy odpowiedzialni za swoje życie.
– Czy twierdzisz, że to jest złe, że jestem z nią?
– Nie złe. Nienaturalne.
– Kocham ją, to wiem.
– Kochanie nigdy nie jest złe, ale pragnienie ciał nie ma nic wspólnego z miłością.
– Nie?
– Nie. Miłość jest czysta. Nie potrafię wytłumaczyć ani dać przykładu, ale mam co do tego całkowitą pewność.
Wyszedłem z jej pokoju.
Po kilku minutach spotkaliśmy się w salonie. Trzymała mnie za rękę i słuchaliśmy muzyki. Czułem, że zrozumiała. Wiedziałem, że być może zechce znowu spróbować, dlatego na wszelki wypadek musiałem uważać. Nigdy nie powiedziała Dianie i ja również nigdy tego nie zrobiłem. Czułem, że powiedziała Aishy, a przekonałem się o tym dopiero po trzech latach.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.