Uwikłany w romans cz. 21

Cześć! Piszcie komentarze, bo chce wiedzieć ile was ze mną zostało! ;)
Przedstawiam Wam ostatnią część tego opowiadania i zapraszam do mojego kolejnego, który niebawem wskrzesze na nowo. :)



- Wyglądasz pieknie. - powiedziała mama, stojąc w pokoju i patrząc na córkę, która przeglądała się w lustrze.  
- Już za kilka godzin będziesz żoną. Kto by pomyślał... - zamyśliła się Magda, poprawiając białą suknie przyjaciółki.
- Stresuje się.. - westchnąła Anna, po czym podeszła do komody na której leżał telefon i wydobywał z siebie dźwięk wiadomości.
"Tęsknię, niedługo się zobaczymy. Nie mogę się doczekać"  
Odczytała i uśmiechnęła się. Za kilka godzin naprawdę będzie mężatką. Szczęśliwa mężatką.
- Pora się zbierać do kościoła - powiedziała mama i tak też zrobiły. Mnóstwo gości przed domem nie mogło wyjść z podziwu jak pięknie wygląda Anna. Kamerzysta kręcił ujęcia a fotograf głowił się jak zrobić najlepszy kadr. Było na bogato, tak jak zarządził Piotr. "Masz być królową tego dnia, zasługujesz na to" tak mówił Lewiński, gdy zajmowali się przygotowaniami do wesela.  
Po kilkunastu minutach wszyscy goście zebrali się w kościele.
Z kościelnych głośników wydobyły się pierwsze dźwięki Marszu Mendelssohna a Anna i jej tato ruszyli w kierunku ołtarza, gdzie czekał jej narzeczony. Wszyscy patrzyli na Anne, odzianą w piękną, białą suknie, wartą kilkanaście tysięcy. Piotr nie oszczędzał na tym dniu, miał być wyjątkowy.
Po chwili byli przy ołtarzu i ojciec Anny oddał ją w ręce Piotra. Młoda Para uśmiechnęła się do siebie i na przywitanie pocałowali się w usta. - Wyglądasz pięknie. - szepnął jej do ucha a dziewczyna uśmiechnęła się ponownie.  
- Możemy zaczynać? - spytał po cichu ksiądz a para skinęła głowami.
Po godzinnej mszy, ksiądz ogłosił wszem i wobec:
- A więc ogłaszam Was mężem i żoną!
Goście zebrani w kościele zaczęli bić brawo a w oczach matek Młodej Pary zebrały się łzy...

- Och, to było cudowne wesele... Nogi mnie bolą od tańczenia.. - powiedziała Anna, wchodząc do hotelowego pokoju w dworku poza miastem. Wesele skończyło się grubo po czwartej rano. Były śpiewy, tort, tańce, tak jak sobie wymarzyli. - Pomożesz mi?
- Z chęcią żono. - powiedział Piotr, rozpinając białą suknie i całując Anne w szyje.
- Chyba nie dam rady mężu.. - zaśmiała się Anna.
- Spokojnie. Połóż się a ja wszystko zrobię. Szkoda byś sama zdejmowała tą bieliznę. Mmm.. Te podwiązki..
Piotr rzucił dziewczynę na łóżko a ta skwitowała to głośnym śmiechem.  
- Pani Lewińska, z czego Pani się śmieje? Chyba trzeba będzie Panią ukarać... - powiedział świeżo upieczony mąż, po czym obrócił dziewczynę na brzuch i klepnął ją w pośladek a ta zareagowała cichym ale seksownym jęknieciem.  
- Czyżbyś nabrała ochoty? - odwrócił ją ponownie na plecy a ona uśmiechnęła się.
- Och, mężu... Zerżnij mnie najmocniej jak potrafisz. - wyszeptała a Piotr głośno się zaśmiał.
- Jesteś wariatką.  
- Może i wariatką. Ale Twoją...


- Ty świntuchu. - zażartowała Anna, wtulając się w nagie ciało swojego faceta.
- Dobrze Ci było?
- Wspaniale, przecież wiesz.
- Kocham Cię, moja żono. - pocałował ją czule w usta, spoglądając w oczy. - Przetrwaliśmy wszystko.  
- I przetrwamy wszystko.. - dokończyła Ania.
- Dobrze, że masz wakacje bo pojutrze wyjeżdżamy. - zmienił temat.
- Jak to? Masz jakąś delegacje?
- Nie, kochanie. Mamy podróż poślubną.
- Jak to podróż poślubną? Chyba oszalałeś. Przecież wydałeś tyle pieniędzy na te wesele.
- Aniu, proszę Cię. - uśmiechnął się Piotr. Oboje wiedzieli, że Lewiński zarabia mnóstwo pieniędzy i może sobie na to pozwolić.  
- Chcesz wiedzieć, gdzie lecimy?
- Lecimy?  
- Jamajka. Mówi Ci to coś?
- Co? - Ożywiła się Anna. - Jamajka?!
- Yhym.. - potwierdził Piotr, widząc podekscytowanie swojej partnerki. Słuchał jej, gdy mówiła, że to jej największe marzenie posłuchać na żywo prawdziwego reggae i poznać prawdziwego rastamana z krwi i kości, poznać ichniejszą kulturę.  
- Jesteś najlepszy! Najlepszy! - usiadła na nim, odkrywając nagie ciało i ciesząc się jak małe dziecko.
- Ty też jesteś najlepsza. - zaśmiał się Piotr, całując jej piersi.
- O Boże, poznam prawdziwego rastamana i zajaram z nim wieelkiego skręta! - ekscytowała się nadal a Piotr całował jej ciało, uśmiechając się co jakiś czas.
- Piotruś...  
- Tak? - pytał nie przerywając.
- Chce się znów kochać.  
- Mówisz i masz maleńka...


- Boże, jak tu pięknie - powiedział Piotr, tuląc do siebie Anne.
Stali na plaży w Montego Bay, miasta na jamajce, wpatrując się w zachód słońca, trzymając w rękach kolorowe drinki.  
- Tu jest jak w bajce.
- Co masz chęć robić? Chcesz wrócić do hotelu?
- Może się przejdziemy? - spytała Ania, chwytając Piotra za dłoń a ten z wielką chęcią ruszył za nią.
Rozmawiali o przyjemnych rzeczach, podziwiając przy okazji piękno tutejszych widoków. Zorientowali się, że przeszli już sporo drogi wzdłuż Morza Karaibskiego a plaża zrobiła się dosyć dzika. Było dużo zarośli wokół i pośrodku trochę piasku. Lewińska poczuła, że naszła ją niesamowita ochota na seks, mimo, że dzisiejszego ranka robili to kilka razy. W zasadzie robili to przez cały pobyt tutaj. Pocałowała Piotra, chwytając jego dłoń, którą poprowadziła na jej pośladek.  
- Jesteś słodka. - przygryzł jej wargi.
Anna odstawiła ich drinki na piasku i chwyciła ponownie Piotra za dłoń, ciągnąc go za sobą.
- Co robisz?  
- Chodź, zobaczysz. - śmiała się i po chwili weszli w zarośla. Piotr stał i patrzył co robi jego żona a ta spod swojej błękitnej jak kolor morza obok nich sukienki wyciągnęła białe stringi i rzuciła nimi w swojego faceta. Piotr złapał je i nie kryjąc zdziwienia zapytał.
- Chcesz tutaj uprawiać seks? Ktoś może nas zobaczyć.
- Hmm... Adrenalinka, lubię to. - patrzyła na niego, podwijając sukienke...  
- Kochanie, nie wziąłem prezerwatyw.
- A czy to ważne? - opuściła sukienkę. - Nie psuj nastroju misiaczku. Mam na Ciebie straszną ochotę. - podeszła do niego i zaczęła rozpinać jego jamajską koszulę, którą kupił dzień wcześniej.
- Ożeniłem się z wariatką... - śmiał się, rozpinając guzik od spodenek.
- Już to gdzieś słyszałam. - skwitowała, rzucając koszulę za siebie, dobierając się do jego spodni. Zdjęła bokserki i uklęknęła przed swoim mężem.  
- O kurwa... Kochanie, nie poznaje Cię. - wzdychał. - Chyba musimy tu częściej przylatywać.
- Rozkoszuj się chwilą, kochanie. - powiedziała Anna i zajęła się na dobre przyjacielem jej faceta.  
Po kilku minutach byli na siebie na maksa nakręconi. W oczach Piotra można było zauważyć te iskierki, płonące ogniem, gdy zaczął rozkazywać Annie co ma robić. Lubiła to.
- Wstań.  
Zrobiła to co jej kazał i oblizała usta. Co Piotr skwitował lekkim uśmiechem.  
- Zdejmij z siebie te wdzianko.  
Zrobiła to. Już za chwilę stała przed nim naga a adrenalina, że ktoś za chwilę może przyjść i zobaczyć ich w takim wydaniu, tylko podkrecała atmosferę.  
- Dasz mi klapsa? - spytała zalotnie.  
- Chcesz? - zapytał, zakładając jej kosmyk włosów za ucho. Nawet w takich momentach nie potrafił się od tego powstrzymać.  
- Rób co chcesz, jestem cała Twoja. - wyszeptała a Piotr uśmiechnął się. Kochał ją. Kochał jak nikogo innego i teraz liczyło się tylko to by się z nią zjednoczyć i sprawić by nie mogła złapać oddechu. Po tych słowach Piotr wpił się zachłannie w usta swojej kobiety i powoli położył ją na piasku, dotykając jej intymnego miejsca. Dziewczyna odpływała do innego świata.
- Kochanie, naprawdę nie mam prezerwatyw. - wyszeptał Piotr. - Możemy zrobić małego Piotrusia. - uczulił ją.
- Albo małą Anie. - zaśmiała się.
- Pieprzyć konsekwencje?  
- Pieprzyć... Chyba, że nie chcesz mieć ze mną dzieci? - spytała dziewczyna.
Piotr nie odpowiedział, tylko wszedł w Anię a ona zajęknęła, uśmiechając się z takiej odpowiedzi. Ten stan uwielbia. Czas, gdy są razem. Gdy są jednością. Nic innego nie potrzebuje.
- Nie wstaje. - zażartowała Anna, po skończonym seksie. Leżeli na plaży i wpatrywali się w coraz ciemniejsze niebo.
- Zaniosę Cię jak chcesz, głuptasie. - powiedział i podniósł się, podnosząc przy okazji swoje ubrania.
Założył je i przyglądał się nagiej Annie, która wylegiwała się na ciepłym piasku, nagrzanym przez słońce.  
- Wstawaj. Idziemy coś zjeść. - powiedział i ukleknął, całując jej skarb. Jeździł językiem po jej intymnej sferze ciała a ona wplatała palce w jego włosy.
- Uzależniłeś mnie od siebie.
- Mam nadzieję, że nigdy się nie odzywaczaisz... - nadal zajmował się nią.
- Widziałam tam fajnego jamajczyka...
- Co? - spytał i automatycznie przestał robić to co robił do tej pory.
- Chyba puszczał mi oczka dziś na obiedzie...
- Wstawaj, wredna małpo! - zezłościł się a Anna wystawiła mu języka.  
Ubrała się i ruszyli przed siebie. Piotr klepnął ją w tyłek.
- Auć. - krzyknęła Anna. - Bijesz swoją żonę!?
Piotr uśmiechnął się a Anna zmrużyła oczy i jak małe dziecko krzyknęła.
- Kto pierwszy do hotelu!  
I zaczęła uciekać a Piotr pokręcił głową, po czym rzucił się w gonitwe za swoją ukochaną.  
Dogonił ją i namiętnie pocałował. Chciał powiedzieć jak bardzo ją kocha ale jego wzrok mówił to za niego...
- Ale to były piękne wakacje... - powiedziała Anna sama do siebie, patrząc na fotografie z Jamajki, która stała na komodzie w ich domu. Za chwilę miała wyjść do Piotra, do pracy i pochwalić się tym co zmajstrowali na Jamajce. W jej brzuszku od ponad miesiąca kształtowało się nowe życie. Miała szkołę ale nie przejmowała się. Mimo młodego wieku, miała już bardzo stabilne życie.
Po załatwieniu kilku spraw na mieście, skierowała się do firmy Piotra. Nie mogła doczekać się wieczora, więc postanowiła pójść i powiedzieć mu już teraz o tej radosnej nowinie.
- Dzień dobry. - powiedziała do recepcjonistki.
- Dzień dobry Pani Aniu. Szef jest na konferencji. Powinien zaraz skończyć.
- Dziękuję. Poczekam w gabinecie. - powiedziała i weszła do idylli swojego męża. Rozsiadła się wygodnie na fotelu i obróciła w kierunku przeszklonej szyby z widokiem na miasto. Po jakichś dziesięciu minutach usłyszała otwierane drzwi i ujrzała w nich Piotra.  
- Ania? Co tu robisz?
- Stęskniłam się. - wstała i podeszła do Lewińskiego, przejeżdżając swoim językiem po jego wargach. Jego kąciki ust, uniosły się.  
- Może zrobisz sobie przerwę? - wyszeptała zalotnie z lekką chrypką w głosie. Nie odpowiedział. Czuła jak jego członek nabrzmiewa. Położyła jego dłonie na swoich udach i jechała ku górze.  
- Ta kanapa wydaje się bardzo interesująca...
Odwróciła się i skierowała w kierunku niej a Piotr przygryzł po męsku wargi, patrząc na swoją ukochaną. Zamknął drzwi od gabinetu i w drodze do swojej żony, która właśnie ściągała sukienkę, w ekspresowym tempie ściągnął marynarkę i zaczął rozpinać koszulę. Anna zaś zajęła się jego paskiem. Po chwili Piotr stał w samym bokserkach. Powoli, namiętnie całując Annę, położył ją na chłodnej, skórzanej kanapie, przegryzając jej szyję. Kochali się namiętnie, zupełnie zapominając o świecie i tym, że przecież Piotr jest w pracy. Od seksu na plaży, nie zabezpieczali się. Byli małżeństwem. Pragnęli mieć dziecko, rodzinę.
Po skończonym akcie, leżeli jeszcze chwilę nago.  
- Piotruś...  
- Tak?
- Jestem w ciąży.. - powiedziała spokojnie a Piotr podniósł się. Mimo, że domyslał się, że w końcu będą mieli dziecko, nie spodziewał się, że tak szybko.
- Jak to?
- Będziemy mieli dziecko.. Nie cieszysz się?
- Cieszę..  
- Powiedziałeś to jakoś bez szczególnego przekonania..
- Cieszę się kochanie.. Naprawdę się cieszę. - powiedział i zaczął się ubierać.
Anna spogladała na niego a on patrzył w jeden punkt bez przerwy. Dziewczyna ubrała się i spojrzała na niego.  
- Nie chcesz tego dziecka?- spytała ze łzami w oczach.
- Aniu.. Nie rozumiesz..
- Czego nie rozumiem? Myślałam, że chcesz stworzyć ze mną rodzinę. - powiedziała ale on nie zareagował. Nadal się ubierał.
- Nie chcesz nas. Nie chcesz mnie, to nie chcesz też naszego dziecka.
- Anka, nie mów tak.
- Jesteś dupkiem. - powiedziała i wyszła z gabinetu a on został sam. Nie wiedział dlaczego tak zareagował. Przecież chciał mieć dziecko... Patrzył w drzwi, przez które przed chwilą wyszła jego żona. Nazwała Go dupkiem. Powinien ją wspierać a on zachowuje się jak gówniarz. A przecież nie chciał być jak jego ojciec.. Z prędkością światła założył marynarkę i wybiegając z gabinetu powiadomił tylko sekretarkę, że dziś już go nie będzie. Zjechał windą i wybiegł na dwór ale Anna przepadła jak kamień w wodę. Zbiegł do podziemnego parkingu i ruszył z piskiem opon swoim samochodem. Po kilkunastu minutach znalazł się w domu. Nie było jej.
Ze złości uderzył pięścią w stół. Po drodze dzwonił do niej kilkanaście razy ale odrzucała połączenia. A teraz nie odbierała ich w ogóle. Może coś się stało? Wysłał kolejnego pod rząd smsa, że przeprasza za swoje beznadziejne zachowanie, martwi się i że czeka w domu. Chodził w tą i w tamtą, gdy nagle usłyszał dźwięk przekręcanego zamka.  
- Ania?  
Nikt nie odpowiedział.
- Anka, gdzie byłaś? - Krzyknął lecz jego żona nie miała ochoty na kłótnie.  
- U ginekologa. - spojrzała na niego ze smutkiem w oczach. Wyglądała mizernie.
- Czy..? - przez myśl przeszło mu, że przez jego głupie zachowanie mogła usunąć to dziecko. Nie, na pewno by tego nie zrobiła. Jest za mądra.
- Jestem zmęczona. Chce iść spać. A potem się spakuje.
- Jak to się spakujesz? - zapytał przerażony.
Odwiesiła torebkę na wieszak i wyminęła go bez słowa.
- Kochanie, porozmawiajmy.
- Porozmawiajmy? O czym chcesz rozmawiać? O tym, że nie chcesz tego dziecka? To już wiem. Ale jeśli nie chcesz dziecka to nie chcesz też mnie. Zawiodłam się na Tobie Piotr. - spojrzała na niego zalana łzami.  
- Misiu, skarbie najcudowniejszy.. Błagam nie płacz. To nie tak. Po prostu nie sądziłem, że to tak szybko się stanie. Boję się, rozumiesz? Boję się być taki jak mój ojciec.  
- Co takiego? Nigdy mi nic nie mówiłeś o swoim ojcu.
- Bo go tak naprawdę nie mam...
Zwiesił głowę w dół.
- Porozmawiajmy. - chwyciła go za dłoń i poprowadziła na kanapę w salonie.
Po wysłuchaniu Piotra i tego jakim gnojem był jego ojciec, Anna wstała i podeszła do torebki a Lewiński obserwował ją.
Podała mu zdjęcie USG, pokazując, gdzie znajduje się ich mały dzidziuś.
- To jest nasza kruszynka.  
Piotr spojrzał na Anne i zdjęcie. W oczach zakreciły mu się łzy. Dziewczyna wzięła z jego rąk zdjęcie i chwyciła go za rękę. Uklęknęła przed nim.
- Będziesz wspaniałym tatą. I nie waż się myśleć inaczej. Dałeś mi tyle miłości. Oboje damy mu naszemu dziecku jeszcze więcej. I stworzymy cudowną rodzinę. Jeśli tylko zechcesz. - Ania spuściła głowę w dół. Na samą myśl, że ta bajka mogłaby się skończyć rosła jej gula w gardle. - Przemyśl to...
Wstała i poszła na górę a Piotr patrzył jak się oddala. Nie dowierzał jaki skarb mu się trafił. Inna kobieta byłaby obrażona za to jak zareagował w gabinecie. A ona? Starała się go zrozumieć, mało tego, wyjaśniła mu wszystko na spokojnie i pozwoliła mu wszystko przemyśleć. Tu nie ma nic do myślenia. Przez ją kocha. Ją i ich nienarodzone jeszcze dziecko. Ta kobieta go uskrzydla.  
Wstał i podążył na górę, gdzie leżała skulona w kłębek Lewińska.  
- Jesteś miłością mojego życia. A ja jestem dupkiem, że tak się zachowałem. Po prostu się wystraszyłem, że nie sprawdzę się w roli ojca. Ale przy takiej kobiecie wszystko jest możliwe. Kocham Cię.
Przytulił się do niej i pocałował namiętnie a po chwili odkrył jej brzuch.
- Cześć synku. To ja Twój tato. Jak będziesz duży to przejmiesz rodzinną firmę.  
- Oszalałeś, prawda? - zaśmiała się Anna.
Od tej pory każdego wieczoru Piotr leżał i mówił do coraz większego brzuszka Ani.

- Piotr!
- Co się stało?  
Spytał Lewiński, oglądając telewizje na dole w salonie.  
- Ja rodzę! - krzyknęła jego żona z góry. Mężczyzna zerwał się z kanapy, wbiegając po schodach. Dziewczyna stała oparta o drzwi od sypialni, zwijając się z bólu.  
- Jedziemy do szpitala. O matko, gdzie ja mam kluczyki. Wstań kochanie. Zaniosę Cię.

- Daleko jeszcze? Zaraz umrę! - krzyczała Ania.
- Jesteśmy ma miejscu. Halo! Moja żona rodzi! - krzyknął do pielęgniarki, którą właśnie przechodziła z wózkiem.

Po chwili Anną zajęli się specjaliści a Piotr odchodził od zmysłów na korytarzu.
- Pierwsze dziecko? - spytała pielęgniarka.
Mężczyzna pokiwał głową w zdenerwowaniu.  
- Spokojnie. Wszystko będzie dobrze.
- Gdzie ona jest? - spytała mama Ani, która przyjechała do szpitala jak najszybciej się dało.
- Rodzi. - westchnął Piotr.  
- Spokojnie synku. Wszystko będzie dobrze.- poklepała zięcia po ramieniu a z gabinetu wyszedł lekarz.  
- Pan jest ojcem?  
- Tak.  
- Gratuluje. - wyciągnął dłoń. - Ma Pan pięknego syna.  
- Syna? - uśmiechał się. - Mam syna! Mam syna!  
Uściskał teściową jak najmocniej i po chwili zobaczył Anie, trzymająca na rękach ich dziecko.
Uśmiechnęła się do niego.
- Cześć synku. - dotknął jego malutkiej rączki. - Kocham Cię.

dilerrka

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 3369 słów i 17849 znaków, zaktualizowała 2 sty 2018.

12 komentarze

 
  • Almach99

    Lezka w oku sie kreci Na takie piekne zakonczenie

  • Martitka

    Cudowne ????

  • Mila

    Kiedy coś dodasz?

  • dilerrka

    @Mila to opowiadanie zostało zakończone.

  • Mila

    @dilerrka miałam na myśli jakieś nowe opowiadanie

  • Aka

  • ...

    Piękne. Cudowne. Boskie.  Planujesz napisać kolejne opowiadanie?

  • K...

    Pieknie

  • Julka000666

    Ja <3 cudowne!!!!!

  • Bejbe

    Rewelacja  :bravo:

  • Urwisek

    Coś pięknego <3 miałam zły w oczach :kiss:

  • blogerka

    Cudowne :)

  • Kate94

    Jestem jestem! I bardzo mi się podoba! ????

  • cukiereczek1

    Czekam na kolejną z niecierpliwością !! :) :) :* :*

  • dilerrka

    @cukiereczek1  
    To była ostatnia część :)

  • cukiereczek1

    @dilerrka aa ok nie skapowałam się ????????