Serce to diament wystarczy je oszlifować Część 5.

Serce to diament wystarczy je oszlifować Część 5.Hej kochani ;) Przepraszam że tak długo nie pisałam ale już to zaczynam nadrabiać. Dziękuje za komentarze i mile widziane następne :) Miłego czytania :)


Obudziłam się i spojrzałam na zegarek. 10:25. "o kurcze!"- krzyknęłam w myślach, ubrałam się szybko, zebrałam książki, wszystko czego potrzebowałam i ruszyłam na dół. Mój braciszek siedział z Benem i się z czegoś śmiali.
-Uduszę Cię !!- krzyknęłam do brata biegając po kuchni w poszukiwaniu soku lub wody do szkoły.
-Za co ? co się stało !- zapytał zaskoczony  
-Mogłeś mnie obudzić ! Zaspałam na pierwszą lekcje a teraz i na drugą się spóźnię ciołku. Wiesz że tego nienawidzę. !
-Oho biedactwo - wtrącił się Ben, spojrzałam na niego wściekła i od razu zszedł mu uśmiech co sprawiło że ja się uśmiechnęłam.
-Dziś mam od 17 do 22 robote więc nie przychodź po mnie, dam rade - powiedziałam bratu w biegu i wyskoczyłam z domu ruszając szybko do szkoły. Gdy byłam pod szkołą zadzwonił telefon. Wcisnęłam zieloną słuchawkę i się odezwałam ;
-Słucham ?
-Hej tu Chris, sorry że nie dałem znać o małym, miał wczoraj badania a ja zupełnie zapomniałem, przywiozę Ci go dzisiaj dobra ?
-Dobra nie ma sprawy wyrwę się ze szkoły wcześniej. Na 17 mam do roboty ze szkoły wyjdę o 15 więc spotkamy się pod szkołą. Weź wszystkie rzeczy dla małego i nie zapomnij o niczym. Pa - powiedziałam po czym się rozłączyłam i ruszyłam do klasy.  
Nic ciekawego się nie działo, ciągle rysowaliśmy, nie przeszkadzało mi to. O 15 wyszłam ze szkoły a pod bramą czekał Chris z Simonkiem. Mały gdy tylko mnie zauważył ruszył biegiem w moją stronę.  
-Ciocia !- krzyknął, wzięłam go na ręce i dałam buziaka, podeszłam z małym na rękach do przyjaciela i jego też cmokłam w policzek na przywitanie.  
-Hej, dziękuje. Jestem Ci winien ogromną przysługę. - powiedział, rozejrzałam się co wziął dla małego a było tego sporo.
-Ok to nadszedł dzień od razu zapłaty - Uśmiechnęłam się do niego i dodałam - pomożesz mi z tym bo sama nie dam rady.
-Nie ma sprawy.  
Postawiłam małego na ziemi, chwyciłam za rączkę a do drugiej ręki wzięłam jedną torbę z jego rzeczami. Ruszyliśmy powoli do domu. Śmialiśmy się i gadaliśmy o wszystkim. W domu był już Toni ale niestety z Benem "Jeszcze trochę i tu zamieszka " - pomyślałam a mina mi zrzedła. Spojrzałam na niego i znów wrócił mi moment gdy mnie pocałował. Szybko odgoniłam tą myśl i odezwałam się do brata ;
-Posiedzisz z nim trochę muszę zbierać się do pracy, wezmę wolne od jutra ?  
-Nie ma sprawy, damy radę- uśmiechnął się
-Mam nadzieje, jakby co to dzwoń do mnie to raz dwa będę w domu- spojrzałam na Chrisa który żegnał się z małym i tłumacząc mu że zostaje ze mną na tydzień. Mały cieszył się strasznie. Kucnęłam koło nich i powiedziałam do Simona.  
-Zostaniesz z wujem Tonim i jego kolegą a ciocia za parę godzinek wróci dobrze ?
-A poczytasz mi bajeczki ?- zapytał chłopiec z nadzieją.  
-Tak Simonku jaką tylko będziesz chciał, to co zostaniesz z wujem ?
-Tak ciociu- mały się przytulił do taty potem do mnie i wziął Toniego za rękę prowadząc do salonu. Zebraliśmy się i wyszliśmy. W pracy ciągle zerkałam na telefon czy Toni nie dzwonił. Martwiłam się strasznie, ufałam mu i był odpowiedzialny ale jednak nie mogłam przestać. Gdy skończyła się moja zmiana wróciłam do domu i nigdy bym się nie spodziewała takiego widoku. W salonie kanapa była rozłożona i spali na niej Toni i Simonek a obok na siedząco usnął Ben. Był naprawdę słodki, strasznie mi się podobał. "ale to palant "- pomyślałam. Odsunęłam od siebie myśli i ruszyłam do nich. Wzięłam małego na ręce i zaniosłam do siebie do pokoju. Upewniłam się że nadal śpi i zeszłam na dół, szturchnęłam Toniego żeby się obudził  
-Ej do wyra już-powiedziałam  
-Dobrze mamo już idę - zaskoczyło mnie to, że tak się zwrócił. Tęskniłam za mamą, a w domu nie mówiliśmy o niej. Odgoniłam łzy który napłynęły mi do oczu i znów szturchnęłam brata mówiąc do niego :
-Już do łóżka  
-Już idę- wstał i poszedł na górę do pokoju. Spojrzałam na ostatnią osobę która została. spojrzałam na zegarek 01:18. "Przecież go nie wyrzucę w środku nocy" - pomyślałam, podeszłam do niego i szepnęłam  
-Ej kładź się, przyniosę Ci kołdrę
-Ymm... Okey.. zaraz - mamrotał sennie a ja się uśmiechnęłam szeroko. Poszłam na górę do pokoju wzięłam zapasową kołdrę i poduszkę.Zerknęłam do małego czy śpi ale spał mocno. Gdy zeszłam na dół Ben już nie spał, rzuciłam mu na kanapę
-Możesz się kimnąć, lecę do małego - powiedziałam i poszłam do swojego pokoju. Mały na szczęście spał. Przebrałam się w piżamę w wilki. Położyłam się koło niego, przytuliłam i rozpłakałam. Starałam się nie budzić Siomona. Przypomniały mi się słowa Toniego "dobrze mamo " tęskniłam za nią, tęskniłam za tym jak się nami opiekowała. Rozpłakałam się bardziej i niestety obudziłam chłopca.  
-Ciociu czemu płaczesz ?  
-Nie płacze, śpij malutki- powiedziałam drżącym głosem. Simon mimo iż był małych chłopcem bardzo dużo rozumiał.  
-Płaczesz, nie płacz proszę  
-Dobrze Simonku, śpijmy dobrze? - zapytałam tuląc go do siebie i ogarniając powoli wszystkie łzy żeby maluch nie musiał się martwić i mógł spokojnie spać.  
-Dobrze ciociu. Dobranoc - powiedział i zasnął. Cichutko śpiewałam mu piosenki które mi mama śpiewała gdy byłam mała, a potem Toniemu. Sama nie zauważyłam kiedy zasnęłam.

misia97

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1110 słów i 5723 znaków.

3 komentarze

 
  • misia97

    Jestem w trakcie pisania :)

  • Mf

    Super dawaj następną

  • Szalonaa

    Fantastycznie :) Kiedy następna ?