Serce to diament wystarczy je oszlifować Część 4.

Serce to diament wystarczy je oszlifować Część 4.Hej. Dziękuje za komentarze i proszę o następne co sądzicie. :) Dziś dodam dwie części o ile mi się uda, bo na tydzień wyjeżdżam i nie będę dodawała. No ale jak wrócę dodam parę części :) miłego czytania :)  


Następnego dnia rano wstałam o 7 był poniedziałek więc miałam na dziewiątą dopiero. Eh ale skoro szkoła to i praca. Chodziłam do Technikum na Architekturę Krajobrazu. Podobał mi się ten kierunek, dużo rysowaliśmy. Byłam w ostatniej klasie. Zostały jeszcze dwa dni do egzaminów i koniec, a dokładnie koniec dla mnie. Dla reszty była jeszcze studniówka na którą się nie wybierałam miałam lepsze zajęcia. Cóż tak sobie wmawiałam, mimo iż miałam trochę znajomych w szkole i po za nią nie miałam nikogo z kim chciała bym iść na tą studniówkę. Ubrałam się w krótkie spodenki, czarną koszulkę i białym wilkiem( miałam manie na wilki) podkreśliłam oczy kredką, rozczesałam włosy. Spakowałam torbę i ruszyłam na dół zjeść śniadanie i zgarnąć brata do szkoły. Moja szkoła była podzielona na Technikum Architektury i Technikum Samochodowe. Czasem zdarzały nam się razem lekcje, no dobra szczerze było tyle zamieszania że non stop co mnie irytowało czasem. Nie była jakimś kujonem ale lubiłam czasem się pouczyć i skupiałam się na lekcjach w szkole aby nie tracić czasu po lekcjach. Nie miałam na to czasu. W kuchni zobaczyłam Bena i mojego brata jak jedzą kanapki.  
-Rozumiem że masz towarzystwo. Pamiętaj że masz iść do szkoły, zauważę jak nie przyjdziesz. Po szkole mam robotę więc będę o 21 chcesz to możesz po mnie przyjść pod galerie. - powiedziałam do brata oschle, nie zwracając uwagi na Bena który ciągle się na mnie gapił. Toni był zaskoczony moim zachowaniem, nie dziwie się nigdy się tak nie zachowywałam.
-Dobra, kumam wyluzuj. Wpadnę po Ciebie.
- Dzięki i pa - zgarnęłam kanapkę z talerza Bena i Toniego, uciekłam na przedpokój. Założyłam szybko trampki i wybiegłam z domu. Ruszyłam w kierunku szkoły i zajadałam "skradzione" kanapki. Szkołę miałam 20 minut spacerkiem od domu, spojrzałam na zegarek 8:55. "o kurcze"- pomyślałam i ruszyłam biegiem. Zastanawiając się kiedy ten czas tak szybko zleciał.  
Dobiegłam do szkoły i spojrzałam znów na zegarek 9:07. Pobiegłam do sali od matematyki. Matematyka to był mój koszmar, nienawidziłam go tak samo mocno jak i nauczycielki która nas uczyła.  
Weszłam do klasy i powiedziałam  
-Przepraszam za spóźnienie.
-O Nicola jak zwykle spóźniona - od Pani Faron powiewał chłód na ale co się dziwić nie lubiła mnie tak jak i ja jej i nie kryłyśmy tego tylko oczywiście ona miała lepiej, bo mogła mnie "udupić". Po klasie rozeszły się chichoty, rozejrzałam się i zauważyłam że po raz kolejny mieliśmy połączone klasy. Ruszyłam na koniec sali i przysiadłam się do Bruna. Bruno był z samochodówki ale umieliśmy się dogadać, był wysokim blondynem o niebieskich oczach, ale nie mój typ, za bardzo do różnych lasek go ciągnęło i zmieniał je jak rękawiczki. Uśmiechnęłam się do chłopaka i szepnęłam  
-Hejo, co tam ?  
-A dobrze, jestem z Niną z klasy C na twoim kierunku - odpowiedział i wyszczerzył się do mnie, puszczając mi oczko na co wybuchłam śmiechem. Niestety.
-Nicola do tablicy natychmiast !!- wybuchła nauczycielka.  
-Dobrze już idę, spokojnie. -odpowiedziałam i ruszyłam przed tablice. Wszyscy się na mnie patrzeli. Spojrzałam na Bruna który unosił kciuki do góry że dam rade. Wątpiła w to i wiedział o tym.
- Rozwiąż te zadania masz 5 minut.
Zaczęłam rozwiązywać modląc się o dzwonek. Skończyłam rozwiązywać i zadzwonił dzwonek. "porażka"- pomyślałam. dziesięć zadań w godzinę.  
-Nicola musisz albo zostawać po lekcjach albo brać korepetycje - powiedziała nauczycielka
-Dobrze, załatwię sobie korepetycje.
Wyszłam z sali, reszta lekcji minęła spokojnie. Bardzo dużo dziś rysowaliśmy, podobało mi się to. To coś co mi wychodzi i o tym sama wiem.
Po zajęciach ruszyłam szybko do galerii gdzie pracowałam jako kelnerka. Gdy weszłam do galerii skierowałam się do do pizzerii, następnie na zaplecze. Gdy zeszłam do szatni Lucy już była, przyjaciółka się przywitała ze mną i ruszyła do kasy. Tak Lucy pracowała ze mną od nie dawna. Ona na kasie a ja jako kelnerka. Oczywiście musiałam się w strój. Czarna spódniczka w czerwoną kratę i czarna koszulka, do tego również czarne baleriny. Podobał mi się ten strój i nie miałam nic do niego, no w końcu mogło być gorzej. Napisałam do brata żeby poszukał kogoś na korki dla mnie, znał więcej osób a on mimo że umiał matematykę zawsze kończyło się wygłupami.  
Przebrałam się i ruszyłam obsługiwać klientów.
Dzień szybko zleciał a ja byłam padnięta. O 21 Toni przyszedł po mnie ale niestety z Benem. Przywitałam się i ruszyliśmy do domu. Oni rozmawiali a ja szłam w ciszy. Byłam tak zmęczona że nie reagowałam na nic. Zauważyłam że Ben czasem na mnie spogląda ale chyba dał mi dziś spokój. W domu od razu udałam się na górę do pokoju zostawiając chłopaków samych i położyłam się na łóżku. "pięć minutek i nauka"- pomyślałam. No niestety usnęłam.

misia97

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1015 słów i 5335 znaków.

7 komentarzy

 
  • Ja

    Dziś proszę

  • misia97

    obiecuje dziś, najpóźniej jutro. przepraszam że nie dodaje, ale urwanie głowy troszkę mam. Dodam co najmniej 3 części :)

  • Szalonaa

    Kiedy będzie kolejna część?
    :)

  • Danusi21

    Pisz dalej

  • Lsada

    Super!!! pisz dalej

  • Lula

    no to czekam na kolejną część :)

  • like

    na zachętę ps.nie rób za długich przerw w pisaniu :) ja radzę zawsze pisać coś na dodatek