Portret życia #4

Portret życia #4Anita miała chyba wtyki u Pana Boga, bo nie można lepiej chcieć wyglądać. Nie tylko ma odpowiedni wzrost, posągową wprost figurę, ale i twarz przykuwającą uwagę nie tylko mężczyzn, ale i kobiet z tą tylko różnicą, że panie patrzą nienawistnie.  
Kilkakrotnie usłyszała pytanie, czy aby nie nazywa się Karolina i nie jest to banalny podryw, ale faktycznie jest bliźniaczo podobna do Karoliny Gorczycy. Ma tylko dłuższe włosy, falujące i dołeczki w policzkach, które przy jej perlistym śmiechu podkreślają jej urodę.  
Za dwa miesiące kończy trzydziestkę, co ją trochę martwi, wolałaby mieć jednak dwójkę z przodu. Być może to z powodu bycia w stanie wolnym, w końcu wypadałoby choćby mieć narzeczonego tak profilaktycznie, ale Anita nim kogoś pokocha już ma inny obiekt westchnień.

   Pokusiła się o tezę, że obwinić za to można wakacyjny Jarocin. Twierdzi, że kilka lat temu, gdy większość dziewczyn znajdowało facetów, ona bawiła się przy punkowych kapelach, parząc się na słońcu i ciągnąc nogi obciążone glanami.  
Poznała mnóstwo ludzi, spała na polach namiotowych, jedząc kanapki z białą kiełbasą, żółtym serem i popijała to tanim winem o wymownej nazwie „ Na złość teściowej”. Pozwalała sobie na pieszczoty, ale nie dopuszczała do inicjacji, nie widząc w tych chłopcach materiału na kogoś, kto będzie składał meble w ich mieszkaniu.  
Po prostu nie wyobrażała sobie by rodzice zaakceptowali takiego przebierańca, jak zwykła nazywać ich pani Ula, mama Anity.

Podniosła rękę i dwoma palcami pokazała ilość drinków.

- Kasiu, chlapnij tam nam w między czasie. – Dodała dla pewności, unosząc szklankę do góry

Wzięła do ręki moją komórkę i przyglądała się szkicom, które miały za jakiś czas przeistoczyć się za pomocą olejnej farby w piękne malowidło.

- Od kiedy, jesteś sama masz lepszą rękę albo więcej zwracasz uwagę na detale.

Przypomniało mi to, w jakim byłam nostalgicznym nastroju nad jeziorem, chciałam tam zostać jak najdłużej, nie śpieszyłam się toteż i szkic był precyzyjniejszy. Podniosłam szklankę z martini do ust i zobaczyłam mokre koło ze szronu na stoliku, jaki pozostawiła.

- Kiedy spotykacie się w sądzie?

- Za dwa tygodnie – odpowiedziałam, kładąc szkło, jednocześnie ścierając opuszkami wilgoć z blatu, jakby dla porównania, jaka to formalność.

W zasadzie to jest już za mną, bo dokument podpisałam tydzień temu, tam zostanie tylko przytaknąć przed kilkoma osobami i rozejść się w różnych kierunkach. Niby takie proste, a już czuję, że noc poprzedzająca to spotkanie okupię bezsennością, naznaczoną biciem zegara, szumem ulicznym i cieniami na ścianie, zwiastującymi wszelkie stwory.

- Nie bój się jutra – wypaliła Anita, jakby wyczuła, co mąci mój umysł. – Teraz dopiero namalujesz wizje świata, czy co tam ci się przytrafi zobaczyć. Albo karykaturę Janka, taką w rozmiarze XXXL.

Poklepała mnie po wierzchu dłoni i uniosła na znak toastu swoją miksturę.

Wiele osób sądziło, ze pałam do niego nienawiścią i mam ochotę mu dokopać. A najlepszym rozwiązaniem będzie wyżycie się na płótnie utwierdzonym na sztalugach.

- Wiem! Powinnaś umieścić go w wielkim lesie, jak próbuje się wspiąć na drzewo a po drugiej stronie maciorę z małymi, która w najlepsze je karmi – sugerowała. Nazwij ten obraz – Jasiu szukający szyszek.- Wydała z siebie okrzyk, a następnie zakołysała się ze śmiechu. – Albo jak wolisz z koszykiem biegnącym, co sił w nogach.

    Nie miałam powodów by takiego Janka przedstawiać, w ogóle nie chciałam go umieszczać na swych pejzażach. Mało kiedy widniały na nim postacie, jeśli już decydowałam się na jakąś fizjonomię, była to właśnie tylko cielesna powłoka, wkomponowana, jako tło.  
Może to głupio zabrzmi, ale bałam się by taka postać nie absorbowała, nie rozpraszała, aby wpatrujący się w moją wizję dostrzegł siłę natury, bądź jej delikatność o brzasku czy zasypiającą w ostatniej pryzmie światła.
  
    Z powyższych powodów nigdy nie zdecyduję się na tego typu wybieg, zresztą był inny problem. Po wyprowadzeniu się Janka miałam problem z ogarnięciem swojego dnia. Próbowałam nanieść kolejne szczegóły na płótno i gubiłam się w rozmiarach, co powodowało, ze ekspozycja stawała się zbyt mała albo wręcz przeciwnie, to ramy ograniczały niezbędne rekwizyty.

milegodnia

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 810 słów i 4497 znaków, zaktualizował 23 gru 2019.

2 komentarze

 
  • milegodnia

    O ja małego rozumku!!
    Przecież to widać, że powyżej
    bioder coraz krócej było zanurzane
    ciało w tej izotermie.
    Najkrócej dekolt bo jest praktycznie  
    w naturalnym kolorze.
    Choć tłumaczę to sobie gorącym  
    sercem, które nie dopuszcza
    tam zimna.

  • milegodnia

    Z tego, co wiem to sensualne  
    fotografie powstają w takiej  
    ciemnej aranżacji i tak samo  
    modelka nie jest w blasku
    LED-ów.  
    Udało się, to jest takim.
    Co do znaczenia tego słowa,  
    to rzeczywiście pobudza,
    ale , co ważniejsze pozostawia
    duże pole do wyobraźni a chyba
    o taki efekt chodzi w pozowaniu  
    i zapewne Tobie, Dominiko.
    Mogę sobie wyobrażać Twoją
    fizjonomię, centymetr po centymetrze
    lokalizować daną część ciała, że tu jest
    ...( nie wypada mi tego opisać )
    Oczywiście, że koneserzy i znawcy
    tematu powiedzą, że można było
    położyć się na boku.
    Oprzeć się na łokciu tak by materiał
    zsuwał się z biustu a Ty koniuszkami
    palców przytrzymywałabyś tylko  
    w newralgicznych miejscach.
    Ten śnieżnobiały materiał umieścić
    zwinięty miedzy udami by okrywał
    tylko twą kobiecość ukazując całą  
    długość nóg z ich aksamitna skórą  
    do samych bioder.
    Można, tylko to byłoby na pograniczu
    erotyzmu i według mnie dobrego smaku.
    A na pewno nie licowałoby z Twoim  
    profilem. Gdzie prezentujesz w postach
    kobietę aktywną i kreatywną.  
    Która ma pomysł na siebie i klasa i stylem
    to pokazuje....