Portret toksyczności

Patrzę jak śpisz. Spokojnym snem dziecka. Blade niebo wkrada się na nasze poddasze, które mogłoby, ze względu na wszechobecne drewno, uchodzić za paryską barkę tańczącą do subtelnej melodii Sekwany. Ty i ja tonący w gasnącej gwieździe impresjonistów, czyż nie byłoby pięknie?  Nie byłoby. Masz rację. Nie byłoby. Twój umysł pragmatyka zawsze przypomina moim wybujałym, zdecydowanie nieadekwatnym do wieku, fantazjom, gdzie ich miejsce – na cmentarzu wspomnień i obietnic. Sektor rzeczy niemożliwych, żałosnych, porzuconych. Dobrze, że nade mną czuwasz. Bez ciebie skończyłabym w tym samym dziale, pod pozycją zbytecznych udziwnień.  
A tak patrzę jak każdym wdechem kradniesz moją przestrzeń, aby wydechem oddać mi truciznę. Wschodzące słońce maluje twoją skórę światłocieniem godnym obrazu Rembrandta. Och… Wybacz porównanie. Nigdy nie lubiłeś holenderskich malarzy. Wyglądasz tak bezbronnie, otulony pastelowym pejzażem świtu. Spoglądam zachłannie na twoje pełne, nieco kobiece, wargi. Z chęcią bym się w nie wpiła niczym poranny sukub. Sukub czy inkub? Jestem głupia, ciągle je mylę. Powinnam wstać, ale nawet śpiąc, wydzielasz niepokonany magnetyzm. Chłonę cię całą sobą. Wiem, że to świętokradztwo. Śmiertelnik podglądający boga. Śniada, włosko-gangsterska twarz z delikatnym meszkiem zarostu. Niesforne kosmyki opadające na zmarszczone złym snem czoło. Co ci się śni? Chciałabym wziąć twoje koszmary i uwięzić je w labiryncie rur kanalizacyjnych. Mógłbyś spać bez strachu, czyż nie byłoby pięknie? Nie byłoby. Masz rację. Nie byłoby. Śpisz zawsze bez strachu. Jesteś przecież odważny. Tylko ja, niemądra, tłusta gęś, wymyślam takie bzdury. Przepraszam, zachowałam się beznadziejnie. Zresztą zawsze zachowuję się beznadziejnie. Nawet nie powinnam próbować tego zmienić. Każda próba prowadzi do porażki . Moje własne błędne koło błędnej księżniczki. Mój grzech i moja pokuta.
Już nie patrzę, lecz zbieram się na odwagę. Dotykam twojego policzka. Leciutko. Nieśmiało. Niczym liść muskający chodnikowe płytki. Przeciągam opuszkiem topornego palca aż do krzywizny podbródka. Jesteś idealny. Zawsze byłeś i zawsze będziesz. Pochylam się, wdychając twój zapach jak nałogowy palacz. Drżę, przerażona własną śmiałością. Oburzone moją bezczelnością prześcieradło niemal spala mnie, bluźnierczą dziewkę, ogniem wiecznego potępienia. Dygoczę wewnętrznie, ale nie okazuję skruchy. Brnę dalej korytem wyschniętej rzeki, nie widząc burzowych chmur.  Dotykam niegodnymi wargami twojej skroni. Widok bram raju przyćmiewa podłość mojego niecnego postępku. Nawet nie poczułeś. Popełniłam zbrodnię, ale kara postanowiła mi odpuścić. Zaczynam mieć wprawę w wykradaniu pocałunków. Deprawujesz mnie, zamieniasz w fatalną złodziejkę. Żebraczkę, zgłodniałą bliskości. Dziewczynkę z uczuciami, błagającą, byś kupił chociaż jeden uścisk. Byś przyjął jedno ciepłe słowo spomiędzy marznących warg. Czyż nie jesteś dumny, mój stwórco? Nie jesteś. Słusznie. Nie masz z czego. Stanowię jedynie tanią podróbkę  tego, na co zasługujesz. Przerysowaną do bólu karykaturę kobiety, którą chciałbyś nazwać swoją. Nieudaną kopię uśmiechu Mona Lisy.
Nadal nie patrzę. Wyrwałam się z omdlałych ramion inercji. Nie wystarcza mi sycenie tobą oczu.  Raz jeszcze zabieram ci skrawek intymności. Ściany osaczają mnie niczym członkowie Świętej Inkwizycji, zamykając w prostokątnym kręgu. Otwierasz oczy. Ogromne, szare lustra odbijające moje zaskoczenie. Jeszcze wpółdrzemiące. Jeszcze ciche. Jeszcze pełne wybaczenia. Aż wdziera się w nie błyskawica rozpoznania, przerywając tęczówki błyskiem irytacji. Wpadam, złapana na gorącym uczynku. 121,122,123… Tchórzliwie liczę sekundy od światła do dźwięku. Od błyskawicy do gromu. Zapewne chcę określić odległość burzy, choć to bezsensowne dla kogoś, kto siedzi w oku cyklonu. ‘Dzień dobry’, szepczę, aby cię nie zdenerwować kakofonią mojego głosu. Nie odzywasz się. Milczysz. Pierwotny władca żywiołów. Zdystansowany i obojętny. Pozornie znudzony kolejną wyznawczynią, której serce przyszło mu zważyć. Uśmiechem okraszam recital modlitw, poruszanych młynkami moich oszalałych myśli. Czyż nie jesteś dumny, mój panie? Nie jesteś. Słusznie.  
Patrzę jak szarość twoich oczu zamienia się w kamień. Twardy granit tłumiący wściekłość wulkanu. Pompeje zginą dzisiaj. Chwytasz mnie za rękę. Nie mogę nadziwić się twojej sile. Czuję wszystkie zagłębienia i wzniesienia dłoni zaciśniętej wokół mojego niekształtnego nadgarstka. Cała mapa ręki przywiera do mojej skażonej skóry niczym fioletowy tatuaż. Czy jest pięknie? Czy jesteś dumny? Tak, jesteś. Dostrzegam mrok, z którego rodzi się twoja satysfakcja. Skrzywdzisz mnie. Tak jak wiele razy wcześniej. Ale ja cię nie zostawię. Nigdy. Wiesz o tym?  
Jestem pasożytem, a ty moim  żywicielem. Bez ciebie zginę, prawda? To mi powtarzasz, sącząc zatruty miód do moich uszu. Zostałeś zmuszony, by dzielić swoje skrzydła z nędznym substytutem damy. Jestem gaśnicą dla twojego ognia. Strachem na twoje zmysły. Obiektem drwin zamieszkującego cię estety. To czasami boli. Ale ja nic nie poradzę. Nie wyduszę ani słowa. Nie sprzeciwię się nawet wyrwanym z kontekstu gestem. Wyliżę wszystkie rany. Przypudruję wszystkie blizny. Kocham cię, mój wrogu.

874 czyt.
100%227
Somebody

opublikowała opowiadanie w kategorii inne i miłosne, użyła 901 słów i 5560 znaków

Komentarze (7)

Zaloguj się aby dodawać komentarze. Nie masz konta? Załóż darmowe konto
  • Margerita

    Margerita 5 kwietnia

    Bardzo piękny obraz namalowałaś   cudo oczywiście łapka w górę chciałabym tak pisać

  • Black

    Black 24 kwi 2018

    Pochłonęło mnie to, przeżuło i wypluło emocjonalnie. Bądź moim mistrzem Somebody

  • AuRoRa

    AuRoRa 29 mar 2018

    Bogaty język opisywania emocji, jak się zacznie czytać, to wciąga do końca.

  • agnes1709

    agnes1709 15 paź 2017

    Jak ja mogłam to przeoczyć, głupia? PIĘKNIE, JAK ZAWSZE ZRESZTĄ

  • Duygu

    Duygu 11 paź 2017

    Coś niesamowitego    Napisałaś to tak dobrze, że każdą linijkę miałam przed oczyma. Idealnie. Wspaniale opisane emocje, te pojedyncze wyrazy, porównania- wszystko złożyło się na to cudo. Oby tak dalej, kochana    

  • CzarnaKama

    CzarnaKama 11 paź 2017

    Wyjątkowo spodobał mi się twój tekst. Jest pozornie delkatny, ale skrywa prawdziwy huragan emocji. Moja dusza została porozrywana na strzępy, a ja się z tego cieszę.

  • AlexAthame

    AlexAthame 11 paź 2017

    A co mi tam. Niech lolki wiedzą. Choćbym nie miał za co, to za to jedno co napisałaś, kocham Cię. To jest takie zajebiście piękne i... takie smutne. Czy też jak Małolata lubisz te szczególne smaki gorzko-smutno-deszczowo-jesienne? Taka wielka łapa jak Hulka