Miesiące malowane marzeniami - lipiec, cz.2

Miesiące malowane marzeniami - lipiec, cz.2

- Szukam torebki, bordowa, z zamszu, od Saint Laurenta… - tłumaczyłam postawnym ochroniarzom. Po ich twarzach widziałam, że równie dobrze mogłam rozmawiać z orangutanami.  
- Słuchaj, lala, swoich rzeczy się pilnuje albo się je traci. - goryl rozłożył bezradnie ręce, a konkretniej łapska.  
- Zostawiłam ją niedawno, mam tam klucze do domu, proszę mi pomóc… - uderzyłam w błagalny ton damy w opresji.  
- Sorry, blondi.  
- Zajebiście. - warknęłam wkurwiona. Opuściłam klub, dygocząc ze złości. Filip czekał, oparty niedbale o samochód. - Nie ma torebki! Nic się nie da zrobić!
- Tak myślałem. - odparł spokojnie.  
- To fantastycznie! Szkoda, iż pan wszechwiedzący nie raczył mnie łaskawie uprzedzić, że po chuj jadę i zawracam szanownemu Nostradamusowi dupę! - wybuchnęłam, totalnie nad sobą nie panując. Perspektywa spędzenia nocy pod mostem nazbierała coraz realniejszych kształtów. Filip otworzył drzwiczki auta, wpychając mnie siłą na siedzenie pasażera. Dotyk palców mężczyzny zaciśniętych wokół ramienia zdecydowanie ostudził moją złość. Doczekałam się ostrej jazdy. Mknęliśmy przez uśpione miasto z samobójczą prędkością stu dziesięciu km/h, ignorując czerwone światła, czy progi zwalniające. Brak mandatu uznałam za cud. Drugim cudem były nasze jednokawałkowe istnienia.  
- Wysiadaj. - rzucił przez zęby, gasząc silnik. Zrozumiałam, jak cholernie głupio postąpiłam. Nie powinnam wyładowywać negatywnych emocji na jedynej osobie, która mi pomagała. Mimo owych poprawnych politycznie wniosków, przygotowane przeprosiny utknęły w moim gardle niczym rybia ość. Znów ta pieprzona duma. Nie zamierzałam jednak spalić tej znajomości przed pierwszą randką. Och, tak, zaplanowałam już naszą randkę oraz noc po randce… Musiałam koniecznie go udobruchać, by ujrzeć, co skrywa za fasadą perfekcjonisty o nienagannych manierach i usposobieniu cynika.  
- Filip, chciałam…  
- Wysiadaj. - powtórzył, bezceremonialnie przerywając moją przemowę. Wysiadłam posłusznie, pozwalając, aby zabrał mnie na górę. Iza nadal twardo spała. - Zabieraj ją i przestańcie, jak to ujęłaś, zawracać mi dupę.  
- Ja… Ja nie mam dokąd pójść. - wyznałam zażenowana własną postawą. Pieprzona żebraczka. Dziewczynka z zapałkami się znalazła.
- Pojedź do siebie.  
- Nie mogę!  
- Co znaczy ‘nie mogę’? Nie masz mieszkania? - zakpił mój dobroczyńca.  
- Trafiona zatopiona. - prychnęłam, imitując wybuchające fajerwerki. Trzy miesiące ukrywania mojej ekonomicznej katastrofy przed znajomymi odeszły w niepamięć, zdemaskowane przez mężczyznę poznanego godzinę temu. Brawo!  
- Ale gdzieś musisz mieszkać… Nie wyglądasz…
- Na bezdomną spod mostu? Może dlatego, że mieszkam u Izy? - spróbowałam ironizować, lecz zamiast ciętej riposty, która rozwali z hukiem opanowanie Filipa, uzyskałam oko pandy. Tak przynajmniej przypuszczałam, bo łzy trysnęły ze mnie obficie. Dodawszy tusz do rzęs, efekt był raczej przewidywalny.  
- Przepraszam. Nie sądziłem… - zmienił ton, wyraźnie coś rozważając - Cóż, rozumiem, że to Iza miała klucze. W takim razie, spędzicie noc tutaj. Jutro zorganizujecie ślusarza. - oświadczył. Brzmiało rozsądnie. Nie sprawiał wrażenia psychopaty-gwałciciela, postanowiłam mu zatem zaufać.
- Dziękuję.  
- Dasz radę spać z Izą? Oddam wam sypialnię, a ja przekimam na kanapie.  
- Jesteś pewien?  
- Ty nie? Możemy spać razem, jeśli wolisz. - zażartował, a we mnie zawrzało. Nienawidziłam go. Zamieniał moją egzystencję w gotującą się wodę. Stara baba z nogami niczym świńskie galaretki.  
- Twój dom, twoje zasady. - wzruszyłam ramionami. Uniósł lekko brew, ale miłosiernie powstrzymał wszystkie destrukcyjne dla mojej samokontroli komentarze. Dźwignął Izę, niosąc ją ku wspomnianej sypialni. Ogromne, wręcz monstrualne łóżko wywołało moje zakłopotanie. Otwierało stanowczo zbyt wiele możliwości.  
- Pewnie chcesz skorzystać z łazienki. W szafie, na trzeciej półce są koszulki. Częstuj się. - poinformował i wyszedł, zamykając przesuwne drzwi z motywem kwitnącej wiśni. Czyżby kolejny miłośnik Japonii? Manga, anime, technologie, dziwne teleturnieje…
Szafa stanowiła obecnie jedyną alternatywę dla bardzo niegrzecznych myśli. Przynajmniej tak mi się wydawało, dopóki nie odkryłam, że ubrania pachną nim. Chłonęłam aromat gospodarza niby fetyszystka. W końcu wybrałam najdłuższy podkoszulek. Łazienka powitała mnie brakiem wanny oraz niezwykle przyjemnym oświetleniem. Dostrzegłam panel, sterujący natężeniem i kolorystyką światła. Z fascynacją małego dziecka zaczęłam naciskać guziczki. Po dłuższej zabawie ściemniłam lampy, osiągając efekt intymnego półmroku. Postanowiłam trochę poszaleć, jednocześnie budząc mój rozleniwiony seksapil. Rozpinałam zamek sukienki, leciutko kręcąc biodrami. Nope. Nie przypominałam Shakiry. Zdecydowanie nie. Pociągnęłam mocniej suwak, nie chcąc przeciągać wieczornej ablucji. Wówczas powrócił mój zwyczajowy pech. Końcówka zamka została mi w dłoni, a sam suwak zaciął się nad biustonoszem. Cholernie niewygodne miejsce. Szarpałam chwilę kawałek wszytego metalu, aż skapitulowałam.  
- Filip?! - zawołałam, gniotąc dumę w kieszeni jak nieważny bilet.
- Tak?  
- Mam problem… Sukienka… Mógłbyś ją ze mnie zdjąć? - sformułowałam prośbę, podczas gdy moje policzki pokrywał stuprocentowo naturalny róż. Minęło sporo czasu odkąd atrakcyjny facet ściągał mi ciuchy. Poprawka, odkąd jakikolwiek facet ściągał mi ciuchy.  
- Hojna propozycja… A mówili, że kobiety rzadko inicjują kontakt z nieznajomymi. - wymruczał, wchodząc do łazienki.  
- Zaciął się suwak. - odparłam dosyć oschle. Poczułam go przy sobie. Jedną dłoń ułożył tuż pod fiszbiną stanika, drugą walczył z zamkiem. Złączyłam łopatki, chcąc ułatwić mu zadanie. Filip bezskutecznie ciągnął suwak.  
- Kurde… Zablokowane na amen. Najłatwiej byłoby zedrzeć z ciebie tę kieckę. - stwierdził, a mnie przeszły ciarki. ‘O tak, zrób to!’ krzyczały moje myśli.  
- Nie wolno ci! - zaprotestowałam oburzona.  
- Wiem przecież. Poczekaj chwilę, przyniosę spinacz. - zdecydował, dając mi moment oddechu od swojej deprymującej obecności. Wrócił, kiedy tętno zaczęło wreszcie bić normalnym rytmem. Zahaczył spinacz o zamek i pociągnął. Sukienka ustąpiła, poczułam chłód łazienki na nagich plecach. Palce mężczyzny przelotnie musnęły moją skórę. - Już po wszystkim.  
- Dziękuję. - wychrypiałam, niezdolna do złożenia zdania.  
- Proszę. Będę robił kanapki, chcesz też?  
- Chętnie.  
- Ok. Gdybyś potrzebowała mojej pomocy z prysznicem, zawołaj. - rzucił ze śmiechem.  
- Bardzo zabawne… - warknęłam, usiłując nie rozważać propozycji Filipa. Zdjęłam bieliznę, przeklinając cienkie, koronkowe stringi. Weszłam pod natrysk, puściwszy najzimniejszą, dostępną wodę. Spłukiwałam męczący dzień, bleknący z zapachem szamponu mojego wybawcy. Wytarłam się, okrywając włosy miękkim hidżabem ręcznika. Koszulka sięgała zaledwie za pośladki. Pod spodem miałam wyłącznie miętowe stringi, jeszcze bardziej komplikujące sprawę. Co mnie podkusiło z tymi majtkami? Powinnam była założyć bardziej tradycyjną bieliznę. Cholera! Wyszłam niepewnie, naciągając T-shirt możliwie najniżej. Na gładkim, czarnym blacie spoczywał talerz z dwiema kanapkami. Widok sera i sałaty przywrócił mi pewność siebie.  
Wyskoczyłam na wysoki stołek, wgryzając się w kromkę.  
- Mam nadzieję, że nie przeszkadza ci brak mięsa. - rzucił Filip, wyrastając za moimi plecami. Standardowo zareagowałam drżeniem.  
- Nie, właściwie tak jest lepiej.  
- Świetnie. - nie wiedziałam czy powiedział to szczerze, czy sarkastycznie. - A więc?  
- ‘A więc’, co? - spytałam, zaskoczona.  
- Jak straciłaś mieszkanie?  
- Redukcja etatów w księgowości, potem zaległości w płaceniu czynszu i tyle. - mruknęłam, nie wydając się w szczegóły. - Nikt o tym nie wie, nawet Iza.  
- W windzie powiedziałaś, że razem pracujecie.  
- Nie chciałam się chwalić byciem sprzątaczką. Iza myśli, że znalazłam dobrą posadę, a mieszkam u niej, bo próbuję jej pomóc… - wyjawiłam cicho. Filip miał cechy psychologa, potrafił dobrze słuchać. Dawno przed nikim się tak emocjonalnie nie obnażyłam.  
- Długo zamierzasz to ciągnąć?  
- Długo.  
- Właściwie, czemu? Co jest złego w utracie pracy?  
- Nic, kurwa. Nic. - odparłam wściekła. Nie rozumiał, jak cholernie ważna była dla mnie praca i własne mieszkanie. Nikt, łącznie ze mną, nie był w stanie zrozumieć mojej obsesji na punkcie samodzielności. Dokończyłam posiłek w przytłaczającym milczeniu. - Dzięki za kolację.  
Przy schodzeniu ze stołka zaplątałam się w niewidzialny gwóźdź, czego skutkiem była, podwinięta pod sam biust, koszulka. Mój brzuch, szerokie biodra i okrągłe szynki objawiły PEŁNIĘ swojego majestatu.  
- Gracji to ci trochę brakuje. - zauważył bystrze gospodarz. Posłałam mu wymuszony uśmiech, ratując się pospiesznym zebraniem naczyń. Filip wyjął mi talerz z ręki, stając niebezpieczne blisko. - Posprzątam, idź lepiej spać. Jest trzecia.  
Przyjęłam jego słowa z ulgą. Wolałam wylizywać rany w sypialni. Biedna, żałosna, beznadziejna kretynka o zaburzeniach wzrokowo-słuchowo-węchowo-innozmysłowo ruchowych! Wślizgnęłam się pod kołdrę obok Izy, zapadając w głęboki sen. Wizje, jakie mi towarzyszyły stanowiły iście narkotyczny trans. Czegóż ja tam nie wyśniłam! Chyba tylko różowych ważko-słoni zabrakło. Zbudziłam się pod wpływem słońca, atakującego pokój poprzez rolety typu dzień/noc. Mój telefon twierdził, że dochodzi jedenasta. Iza wciąż spała, pomrukując coś niewyraźne. Wstałam ostrożnie, rozglądając się po mieszkaniu. W kuchni znalazłam przygotowane kanapki i sok. Obok mojego, prawdopodobnie mojego, talerza leżała karteczka z numerem telefonu oraz dopiskiem ‘zadzwoń’. Wyraźne, pozbawione ozdobników pismo. Gdzieś czytałam, że taki sposób pisania cechuje silne, odnoszące sukces osoby. Zadzwoniłam. Odebrał dopiero po szóstym sygnale.  
- Słucham?  
- Hej…  
- Gracja? Wyspałaś się?  
- Tak, dziękuję… Zaraz zadzwonię po ślusarza i uwolnię cię od nas.  
- Możecie zostać, jak długo potrzebujecie, ale chciałbym żebyś przyszła do mojej pracy. Szef szuka sekretarki, wspomniałem o tobie… Wiem, że to poniżej twoich kwalifikacji, ale lepsze niż sprzątaczka. Pracuję w instytucie naukowym, ok?  
- Oook… - wydusiłam kompletnie zaskoczona.  
- Życzę powodzenia.  
Podskoczyłam z radości, biegnąc obudzić Izę. Moja przyjaciółka wstała obiema lewymi nogami.  
- Gdzie my, kurwa, jesteśmy? - rzuciła na powitanie. Wyjaśniłam jej sytuację. W czasie mojej opowieści wytrzeszczała oczy coraz szerzej. - Filip? Filip Wronkowski?  
- Nie znam jego nazwiska.  
- To musi być on… Pracuje w instytucie? No, no… Zawsze wiedziałam, że daleko zajdzie. Mieszka tutaj? Nieźle. - komentowała Iza, wypijając sok. - Boże, jak mnie głowa boli… Chyba popłynęłam wczoraj, kochana… Zadzwoń do ślusarza, nie będziemy nadużywać gościnności twojego księcia.  
- Nie jest moim księciem. - żachnęłam się zirytowana, szukając numeru fachowca. Pan Zbyszek, bo tak się nazywał odnaleziony ślusarz obiecał być za pół godziny. Dotrzymał słowa, okazał się również lepszym majstrem niż ci, których pokazują w ‘Usterce’, więc już półtorej godziny później odzyskałyśmy dom. Iza zaparzyła kawę, a ja przygotowałam się do wyjścia. Decyzja o wyborze stroju nie była łatwa. Chciałam wyglądać atrakcyjnie i jednocześnie odpowiedzialnie. Po wykonaniu tego arcytrudnego zadania ze skutkiem całkiem dobrym, wyruszyłam, jeśli nie na podbój świata to przynajmniej Filipa.

1 083 czyt.
100%247
Somebody

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 2052 słów i 12049 znaków, zaktualizowała 7 cze 2018

Komentarze (7)

Zaloguj się aby dodawać komentarze. Nie masz konta? Załóż darmowe konto
  • Almach99

    Almach99 29 maj 2018

    Nie wiem jak to napisac, podoba mi sie. Kobieta z kompleksami na temat wlasnej figury I urody. Do tego niewyparzony jezyk. To musi sie udac. Tytul przypomina mi Ni wiem czemu pewna francuska ksiazke, komedie, ktorej akcja dziala sie W Prowansji

  • AuRoRa

    AuRoRa 15 maj 2018

    Z tą pandą to się uśmiałam Co mogę dodać , świetne bez dwóch zdań.   Czyta się i czyta a tu koniec części nie wiadomo kiedy.

  • Iks

    Iks 24 mar 2018

    Humor wpleciony w ten tekst dodaje mu wiele uroku. Relacja między bohaterami wygląda obiecująco dla nas - czytelników. Ileż tu możliwości. Do tego te małe apetyczne, ćwierć erotyczne momenciki. Mniam, mniam. Brawo. Somebody. Pozdrawiam.X.

  • Black

    Black 11 lut 2018

    Z całego serca życzę ci obrzydliwie nudnego życia Nie żeby złośliwie, absolutnie! Chciałabym to czytać w nieskończoność i już wypatruję z tęsknotą kolejnej części

  • agnes1709

    agnes1709 10 lut 2018

    No mega, kobieto, i z humorkiem. Tak trzymać!!!

  • AlexAthame

    AlexAthame 9 lut 2018

    Całkiem miło się czyta.

  • Duygu

    Duygu 9 lut 2018

    Kochana, to jest świetne!    A ja się nie nudziłam, nawet przez sekundę, czytając drugą część. Jest w niej zakochanie, pazurrr, ale jest też trochę zabawna    Nie wiem, dlaczego, ale zaśmiałam się, czytając: "Rozpinałam zamek sukienki, leciutko kręcąc biodrami. Nope. Nie przypominałam Shakiry. Zdecydowanie nie. "    Nie wiem, jak Ty to robisz, że potrafisz opisać tyle emocji w jednej części    Ciekawe jak to dalej będzie z Filipem i Gracją...    Czekam na kolejną część i życzę, by nuda przestała Cię dręczyć