Miesiące malowane marzeniami - sierpień

Miesiące malowane marzeniami - sierpień

Mijały kolejne dni lata. Pracowałam sumiennie jako roznosicielka kawy oraz ciastek. Skromną odrobinę władzy zyskiwałam jedynie nad klientami. Na przykład teraz - niespiesznie sprawdzałam w terminarzu godzinę spotkania, podczas gdy petent dostawał kurwicy.
- Szef przyjmie pana za dziesięć minut. - oświadczyłam, rzucając pełne wyższości spojrzenie znad biurka.  
- A nie można szybciej?  
- Nie, nie można. - stanowczo ucięłam dalsze negocjacje. Byłam królową tej poczekalni. Znaczy tak mi się wydawało, dopóki nie wszedł Filip, dokonując brutalnej detronizacji.  
- Hej, Patryk u siebie? - zapytał.  
- Ttaak. - odparłam cicho, podziwiając jego sto osiemdziesiąt centymetrów perfekcji. Ostatnio rzadko widywałam sąsiada. Właściwe prawie w ogóle. Okazał się stereotypowym pracusiem - przychodził pierwszy, wychodził ostatni. Nie posiadał żadnych zainteresowań, żadnego życia osobistego… Generalnie niczego poza pracą. Pozował na totalnego nolife’a i naukowego snoba.  
- Przepraszam, dlaczego ten mężczyzna wszedł przede mną?  
- Ten mężczyzna to Filip Wronkowski, czołowy pracownik instytutu, - oraz chodząca zajebistość, dodałam w myślach - więc niech pan okaże mu trochę szacunku.  
- Och… - klienta wcięło, a ja rozsiadłam się wygodniej. Po chwili Filip opuścił gabinet.  
- Masz czas wieczorem? - zadał luźne pytanie. Mój umysł rozpoczął szaloną kalkulację. Miałam czas wieczorem, owszem, jednak bałam się, że po twierdzącej odpowiedzi nastąpi coś w rodzaju ‘przygotuj te papiery na jutro’. - Gracja?  
- Ja… Ymmm…
- Rozumiem. Jesteś zajęta …  
- Mam czas! Mam mnóstwo czasu. Nawet pracę kończę wcześniej. - wyrecytowałam błyskawicznie, jakby mnie nakręcono korbką.  
- Doskonale. Zatem wspólna kolacja o dziewiętnastej. - stwierdził pewny mojej zgody. Szczerząc się jak debilka, wierciłam niecierpliwością dziurę w krześle. Kiedy zegar wreszcie wskazał upragnioną czternastą, wybiegłam niczym zdziczała nastolatka, taranując białe kolumny papierów. Po ultraszybkim powrocie do domu, przy której to prędkości Flesh zdecydowanie wymiękał, wpadłam pod prysznic. Z kabiny wynurzyłam się zrodzona pianą, słodkim aromatem wanilii oraz zacięciami od zbyt pośpiesznego golenia maszynką. Kurwa! Stanęłam naga przed szafą, modląc się o dobrą kreację - o coś, co rozpali oczy i spodnie Filipa. Zdecydowałam niemal natychmiast, ponieważ mógł paść tylko jeden wybór - moja specjalna sukienka. Ta, która leżakowała jak dobre wino, czekając na wyjątkową okazję. Mój zegar biologiczny alarmował, iż ostatnia wyjątkowa okazja nadeszła. Więcej szans nie będzie, stara babo, pomyślałam zakładając nieużywany wcześniej komplet koronkowej bielizny. Kupiłam go rok temu, kiedy uknułam ambitny plan bycia niezależną, atrakcyjną singielką.  
Materiał sukienki leżał idealnie - skromnie, acz wyzywająco. Nawet moje uda wyglądały znośnie. Mordowałam się właśnie z odrysowywaniem kresek eyelinerem, gdy wróciła Iza. Obrzuciła mnie zaciekawionym spojrzeniem.  
- Zamierzasz uwieść prezydenta i przejąć kontrolę nad systemem? - zapytała, robiąc kawę.  
- Zamierzam rozwalić system. - odparłam, po czym wyjaśniłam - Filip zaproponował kolację.  
- Ach… Filip… Słuchaj, nie brnij w to dalej, ok? - poprosiła Iza niespodziewanie.
- Nie bardzo rozumiem. - mruknęłam, najeżona. Podobno każda bajka ma swojego viliana. Zanosiło się, że Iza będzie złym duchem mojej.  
- On nie jest… Odpowiedni dla ciebie, właściwie dla nikogo...
- Iza, co ty pieprzysz? Przecież chciałaś, żebym sobie kogoś znalazła. - powiedziałam zirytowana, wściekle mażąc pudrem po twarzy.  
- Wiem. Naprawdę się cieszę… Po prostu nie traktuj tej relacji zbyt poważnie.  
- Aha? - wymamrotałam niewyraźnie. Byłam zszokowana nagłą niechęcią Izy. Obrażona, spryskałam dekolt zapachem o nadzwyczaj obiecującej nazwie ‘Love potion’. Oby rzeczywiście był to magiczny eliksir. Potrzebowałam skutecznego afrodyzjaku, gdyż na własne wdzięki nie mogłam liczyć. Punkt dziewiętnasta usłyszałam pukanie. Ruszyłam ku drzwiom, pozorując wybiegowy chód celebrytki. Czekał - istna personifikacja elegancji.  
‘Blue jeans, white shirt, walking into the room you know you made my eyes burn…’ przypomniałam sobie piosenkę Lany del Rey. No cóż, moje oczy z pewnością zapłonęły.
- Gotowa?  
- Bardziej gotowa nie będę. - szepnęłam, przełknąwszy nagromadzoną ślinę.  
- Zobaczymy. - podjął moją żałosną próbę flirtu, podnosząc mi ciśnienie do niebezpiecznego poziomu.  
- Dokąd idziemy? - spytałam.  
- Do mnie. - odpowiedział spokojnie, destabilizując mój światopogląd. Naturalnie, żywiłam pewne nadzieje w związku z owym wieczorem, jednak taka bezpośredniość drażniła mieszkającą we mnie hipokrytkę.

Mieszkanie Filipa było klimatycznie oświetlone, stół zastawiony, a subtelna muzyka dodatkowo pogłębiała intymność.  
- Dziękuję, że przyszłaś. Nie chciałem być dzisiaj sam.  
- W taki wieczór nikt nie chce być sam.  
- Hm?  
- Jest połowa lata… Upał, nuda, zakochani pod oknami… - wymieniałam bez przekonania, szukając oznak jego akceptacji.  
- Rzeczywiście. Wina? - prostą propozycją zręcznie urywał dalsze drążenie tematu lata.  
- Chętnie. - upiłam łyk trunku, szukając pretekstu do dalszego dialogu. Szczęśliwie dostrzegłam teleskop, stojący w kącie. Podczas hormonalnej burzy dorastania liznęłam odrobinę astronomii, dzięki czemu wróciła mi wiara w powodzenie wieczoru. - Obserwujesz gwiazdy?  
- Czasami.  
- Ja robiłam to często… Kiedyś.  
- Czemu przestałaś? - rzucił złudnie banalne pytanie, a ja nie wiedziałam, jak odpowiedzieć. Czemu przestałam? Nie mam pojęcia.  
- Sądzę, że wyrosłam. Tak bywa… Coś lubimy, kochamy, a potem się odkochujemy i zapominamy. - skleciłam mało sensowne zdania, zła na niedostatek mądrych słów.  
- Nie powinniśmy zapominać. Patrzenie uspokaja, wiesz? - wskazał niebo za oknem. Podeszłam do szyby, wznosząc toast ku odległym galaktykom.  
- Niewiele stąd widać. - oceniłam trzy nędzne punkciki, rozświetlające horyzont. Jowisz, Saturn i coś tam jeszcze.  
- Zostaje księżyc. - stwierdził, ustawiając cyklopie oko soczewki. Wyjął kieliszek z mojej lekko drżącej dłoni. - Spójrz.  
Spojrzałam na dobrze znane kratery i wzgórki srebrnego globu. Tymczasem Filip przeciągnął palcem wzdłuż zapięcia sukienki. Dotyk obudził każdy neuron mojego nadwrażliwego ciała.  
-Ten zamek działa? - wymruczał, stymulując oszalałe zmysły swoim obłędnie głębokim głosem.  
- Działa. - odparłam, czując suchość w ustach.  
- Lepiej sprawdzę.  
Wyrwało mi się ciche westchnienie, kiedy sprawnym ruchem rozpiął suwak. Złożył delikatny pocałunek w miejscu, gdzie przebiegała cienka żyłka łańcuszka.  
- Filip… - zaczęłam niepewnie. Oto czas, by zaapelować, żeby przestał, że tak nie wolno, że nie wypada…  
Zresztą pieprzyć te wszystkie wszczepione przez babcię skrupuły! Pocałowałam go, przerywając zbędny monolog dewotki. Postanowiłam nie ograniczać wyobraźni. Wysunął ręce pod materiał sukienki. Może postąpiłam głupio i nierozsądnie. Oddałam się prawie nieznajomemu mężczyźnie na pierwszej randce. Oczywiście, nie zamierzałam grać nieśmiałej dziewicy, lecz rola nienasyconej nimfomanki również mi nie odpowiadała. Filip zaniósł mnie do sypialni, ściągając sukienkę po drodze. Kolejne sztuki odzieży znaczyły naszą trasę jak okruszki Jasia i Małgosi. Znaleźliśmy się w niezwykle jednoznacznej sytuacji, półnadzy, pośród miękkiej pościeli…  

Niektóre momenty zbudowano niczym tunele - bez możliwości wycofania. To właśnie była jedna z takich chwil. Nie potrafiąc zawrócić w zaistniałych okolicznościach, postanowiliśmy brnąć dalej i zrobić te wszystkie brzydkie rzeczy, o których rodzice nie mówią dzieciom. Trzeba przyznać, że wychodziły nam one naprawdę nieźle. Nie byłam demonem seksu, jednak nadrobiłam posiadaniem znakomitego partnera. Serio, dotychczas nikt się tak ze mną nie cackał. Filip stanowił miłą odmianę, chociaż miałam wrażenie jakby jego pieszczoty stanowiły utarty scenariusz, obliczony według schematu akcja-reakcja. Należy tutaj zaznaczyć, że był to fantastycznie obmyślony schemat, przy którym wyznawcy spontaniczności zostawali w tyle.  
- Dziękuję. - jęknęłam, odzyskując kontrolę nad ciałem. Przypomniał mi niezastąpione uczucie bycia pożądaną.  
Zbliżyłam się do teleskopu. Mój nieopróżniony kieliszek wciąż stał na parapecie. Nie czułam się niekomfortowo, paradując nago przed wysoce atrakcyjnym facetem. Ufałam mu już wystarczająco, by pogrzebać wstyd i kompleksy.  
-To ja dziękuję. Nie chciałem być dzisiaj sam. - powtórzył słowa, które wypowiedział wcześniej. Usiadłam przy nim w ciszy. Piłam wino, wyłapując kolejne szczegóły jego wyglądu. Zauważyłam niewielki tatuaż - zodiakalne bliźnięta.  
- Ładny. - powiedziałam. Filip zerknął na dziarę, jakby widział ją pierwszy raz.  
- Ach, to… Błąd młodości.  
- Byłeś niegrzecznym chłopcem?  
- Raczej głupim. - uciął temat, zamykając się w sobie.  
- Czyli urodziłeś się w maju lub czerwcu… - analizowałam, wodząc opuszkami wzdłuż tatuażu.  
- W styczniu. - odparł oschle, zdejmując moją dłoń.  
- Zrobiłam coś nie tak?  
- Nie.  
- Mam sobie pójść?  
- Jeśli chcesz.
Zdrętwiałam, czując, jakbym dostała w twarz. Potraktował mnie jak dziwkę. Brakowało tylko wymiętych banknotów.Rozbił moją radość na tysiąc kawałków. Pozbierałam swoje ubrania z podłogi. W amoku naciągnęłam stringi oraz sukienkę. Stanik sobie podarowałam. Szłam przecież do mieszkania obok. Zastanawiałam się, co powiedzieć. ‘Cześć, było miło’ wywoływało gorzki uśmiech. Zresztą wszystko brzmiało dość groteskowo. Odeszłam w zachowawczym milczeniu.  
- Gracja, zaczekaj… - zawołał Filip, ale zdążyłam już wyjść, trzaskając drzwiami z impetem. Przynajmniej się wyśpię, pomyślałam, rozważając pozytywy sytuacji. Iza podniosła zdumiony wzrok znad telewizora.  
- Już wróciłaś? Boże, Gracja, co ci? - skomentowała mój fatalny wygląd.  
- Nic. Zwyczajnie się zabawiłam. Dorośli tak czasem robią.

1 185 czyt.
100%239
Somebody

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 1762 słów i 10402 znaków, zaktualizowała 7 cze 2018

Komentarze (9)

Zaloguj się aby dodawać komentarze. Nie masz konta? Załóż darmowe konto
  • AuRoRa

    AuRoRa 15 maj 2018

    Niby koleżanka ją ostrzegała, ale samotna Gracja też chciała być kochana. Nie zawsze nasze oczekiwania są oczekiwaniami innych. Łapka

  • Iks

    Iks 24 mar 2018

    Cóż, Filip najwyraźniej skrywa jakieś tajemnice lub dusi w sobie bolesną przeszłość. Dla Gracji skończyło się to średnio miło, ale dla mnie jako Czytelnika zapowiada się świetnie. Brnij w to dalej Somebody, brnij proszę. Pozdrawiam, X.

  • AlexAthame

    AlexAthame 20 lut 2018

    Definitywnie był szczery.Gracja po polsku nie rozumie? Nie chciał być sam i nie był. Wielka miłość nie zaczyna się od łóżka,  ale cuda się zdarzają. To ,,Gracją poczekaj", na to by wskazuwalo. Not bad at all.   

  • agnes1709

    agnes1709 19 lut 2018

    Jestem zachwycona! A dupek...? No cóż, dupkiem zostanie

  • Duygu

    Duygu 19 lut 2018

    No, no, no, ta akcja przerosła moje oczekiwania!    Nie sądziłam, że Filip tak postąpi. Gracja zaskoczyła mnie jeszcze bardziej. To napięcie, które budowałaś od momentu, gdy ją dotknął, poprzez skrupuły babci i do wyjścia Gracji...  Świetne!    Jesteś mistrzem!    PS: czekam na ciąg dalszy  

  • VeryBadBoy

    VeryBadBoy 19 lut 2018

    Opowiastka dość szablonowa, ale dobrze się czytało, warsztatowo bez zarzutu, prawie, bo zauważyłem: "Wysunął ręce pod materiał sukienki."Ale jeśli chodzi o samą przyjemność i radość z czytania, to perfekcja.  
    Co do bohaterki, "ambitnej", "niezależnej", "atrakcyjnej" singielki, to prztyczek, jaki dostała, musiał być wyjątkowo bolesny od wyśnionego mężczyzny, gdzie jak mniemam, to ona w swym dotychczasowym życiu spuszczała w ten sposób facetów. Karma  

  • Malolata1

    Malolata1 19 lut 2018

    Czemu tak jest, że dupki pociągają często za bardzo?

  • Malolata1

    Malolata1 19 lut 2018

    Świetnie! No no, winszuję

  • Black

    Black 19 lut 2018

    Bosko Tylko zdecydowanie za mało, czuję niedosyt Odbiegając od tematu, posiadam te perfumy, o których była mowa w tym rozdziale i jakaś paskudna część mnie jest zawiedziona, że w moim przypadku tak nie zadziałały