Miesiące malowane marzeniami - listopad

Miesiące malowane marzeniami - listopad

Patrzyłam tępo w przestrzeń, ledwo wyłapując nachalne pytania wśród otaczającej mnie ciszy. Ciszy wspomaganej widokiem rozczarowania na jego twarzy. Widziałam wyraźnie całą paletę odcieni odrzucenia. Najpierw niedowierzanie, potem szok i smutek. Ogromny, bezdenny smutek zamykający ponury szereg drobnych zawodów. Wszystkie emocje skoncentrowane w gorzkiej pigułce milisekundy, połkniętej, zanim zdołał wypowiedzieć moje zdradzieckie imię. Może gdyby krzyczał, byłoby mi łatwiej. Ale on nie krzyczał. Stał obok radiowozu, którego koguty migały jak na jakiejś pieprzonej dyskotece, patrząc pełnym pretensji wzrokiem dziecka, któremu zabrano lizaka.

- Pójdę na pełną współpracę. - oznajmiłam dość niespodziewanie dla siebie samej. Policjant także wydawał się zaskoczony, gdyż zastygł w połowie zdania ze śmiesznie uniesioną brwią.  

- Może więc zaczniemy od początku, pani Amelio?  
Amelia. Dziwnie było słyszeć swoje prawdziwe imię, po tak długim okresie nieużywania. Trochę zardzewiało, chociaż mój mózg ciągle reagował dość szybko i zarazem niechętnie. Już w podstawówce zostałam Gracją. Dopiero potem, gdy poznałam moje fatum - Wojtka, wróciłam do Amelii. Ostatnie trzy lata znowu przywróciły Grację. Zakręcone jak cholera. Doktor Gracja, missis Amelia.

- Dlaczego ukradła pani te pieniądze?

- Wojtek mnie szantażował. Miałam go spłacić…  

- Wójcicki? - dopytał śledczy.  

- Tak. Trzy lata temu próbowaliście go wsadzić za morderstwo.  

- Dochodzenie umorzono z braku dowodów. Jeśli się nie mylę, to pani dostarczyła Wójcickiemu niepodważalnego alibi.  

- Kłamałam. Byliśmy kochankami, a mi bardzo na nim zależało. Za bardzo.  

- Dała pani alibi mordercy. - zaakcentował policjant. Zirytował mnie praworządny ton mężczyzny.  

- Chroniłam ukochanego. Poza tym nie wierzyłam w jego winę. - podkreśliłam chłodno.  

- A teraz? Wierzy pani?  

- Tak. Teraz tak. - potwierdziłam cicho. Po niedawnych wydarzeniach, nie miałam żadnych złudzeń. Wojtek był totalnym psycholem. Problem polegał na władzy, którą wciąż nade mną dzierżył. Przez całe sześć lat podporządkowywał mnie sobie, wykorzystując moje irracjonalnie rozbuchane potrzeby bliskości. Nie potrafiłam się od niego uwolnić, ciągle zbyt słaba… Oszukiwałam samą siebie, sądząc, że zacznę od nowa. Gracja stanowiła wyłącznie piękny sen, z którego musiałam się obudzić. Bo przecież nie sposób żyć snem, choćby i najpiękniejszym.  

- Wójcicki panią szantażował… Czym?  

- Mną.  

- To znaczy?  

- Posiadałam inną tożsamość, żyłam względnie uczciwie…  

- Uczciwie? Posługując się sfałszowanymi dokumentami?

- Chciałam zostawić przeszłość za sobą.  

- Przeszłość zawsze nas dopada. - wtrącił przesłuchujący filozoficznie.  

- Wiem.

- A wiesz, że podejrzewamy Wójcickiego o dilerkę na terenie niemal całej Europy?  

- Nie macie dowodów.  

- Wspomniałaś coś o pełnej współpracy. Czego oczekujesz w zamian? - policjant wyraził się dość jasno. Dostrzegłam światełko w tunelu beznadziei. Gdybym odkupiła winy, mogłabym walczyć o spełnienie snu.  

- Chcę być czysta.  

- Prosisz o status świadka koronnego? Nie uzyskuje się go ot tak. Zależy ile wiesz. Trzy lata byłaś poza obiegiem. Co możesz nam zaoferować? - powątpiewał mężczyzna. Nie był najmłodszy, więc nie miał parcia na szkło. Wzbudzał we mnie zaufanie.

- Nadal wiem wystarczająco, żebyście wsadzili tego pojebańca na resztę zasranej egzystencji. - wycedziłam.  

- Uchyl rąbka tajemnicy, a przemyślę twoją prośbę.  

- Mogę pomóc powiązać Wojtka z dwoma morderstwami, wskazać miejsca składowania prochów oraz przemytu broni… Ponadto znam jego wspólników, strukturę siatki przestępczej i metody działania. - wyrecytowałam jednym tchem. Czułam się jak na rozmowie kwalifikacyjnej, przy pytaniu o mocne strony. Śledczy wysłuchał mojej tyrady niewzruszenie, przekładając długopis między palcami.  

- Wystąpię o wniosek. Oczywiście, nie mogę obiecać pełnej amnestii… Póki co, zostanie pani w areszcie. - zadecydował policjant. Pokiwałam skwapliwie. Dwóch mundurowych zabrało mnie radiowozem do aresztu śledczego. Nie wiedziałam, czy długo będę tu siedzieć. Najpierw załatwiono sprawy papierkowe, pobrano moje odciski i porobiono zdjęcia niczym jakiejś pieprzonej celebrytce klasy B. Zdałam rzeczy osobiste, odbierając niezbędną wyprawkę. Ruszyłam wolno za strażnikiem. Nadeszła pora, aby pomyśleć nad swoją żałosnością. Filip… Jak mogłam tak bardzo go zawieść? Co ja sobie, do kurwy nędzy, wyobrażałam? Pozwoliłam się wykorzystać Wojtkowi jakbym dalej była tą samą, głupiutką studentką ASP. Cela przejściowa powitała mnie trzema parami oczu. Dwie spanikowane - zapewne świeżaki, trzecia to stała bywalczyni. Bez słowa zajęłam wolną pryczę. Wiedziałam, że tej nocy nie zasnę. Okradłam jedynego mężczyznę, który nie uważał mnie za kompletną idiotkę, może nawet trochę lubił… Dla kogo? Dla sukinsyna, potrafiącego wirtuozersko grać na moich emocjach. Dla psychopaty o unikalnym talencie do szczucia mnie własnymi kompleksami. A przecież obiecałam sobie, że nie dam wciągnąć się w te jego gierki ponownie. Cholera, umysł dorósł, lecz serce ciągle wypełniały infantylne sentymenty. Przeleżałam w spokoju pierwszą noc. Drugą przespałam. Trzecią przesiedziałam. Miałam wrażenie jakby wyrzucono mnie w sam środek regulaminu, ustalającego godziny aktywności dokładniej niż odcinek Teletubisiów. Dopiero czwarta doba przyniosła znaczące zmiany. Zostałam uwolniona i przewieziona dobrowolnie na komisariat.  

- Niech pani usiądzie. Mamy sporo do obgadania. Zacząć od dobrych czy złych newsów? - zapytał śledczy, przywdziewając pokerowy wyraz twarzy.  

- A są dobre?  

- Sąd przyznał ci status małego świadka koronnego.  

- Co to znaczy?

- Nie unikniesz odpowiedzialności prawnej, nie otrzymasz też przywileju zmiany tożsamości. Niemniej wyrok ulegnie nadzwyczajnemu złagodzeniu. Dostaniesz także ochronę. - wyjaśnił funkcjonariusz spokojnie. Westchnęłam.

- Jakie zarzuty mi postawią?

- Posługiwanie się fałszywymi dokumentami, składanie fałszywych zeznań i utrudnianie śledztwa.  

- A kradzież? - zapytałam nieśmiało.  

- To bardziej skomplikowane. Pan Wronkowski zamierzał wycofać oskarżenie, jednak popełnione przestępstwo jest ścigane przez urząd. Nie miał zatem możliwości odwołania. Oczywiście, prokuratura weźmie pod uwagę brak roszczeń ze strony poszkodowanego i prawdopodobnie zaproponuje ugodę. - nie rozumiałam jednej trzeciej tej prawniczej litanii. Filip chciał wycofać zarzuty. Wybaczył mi. Wybaczył… - Będzie pani potrzebować dobrego adwokata. On wszystko załatwi. Zrobiłem, co mogłem. Pani kolej.  

- Jestem gotowa.

- Proszę opowiedzieć o metodach Wójcickiego.  

Kolejne godziny referowalam całą swoją wiedzę. Policjanci słuchali mnie uważnie, zadając czasem pytania, notując spostrzeżenia… Pokazywałam na mapie miejsca, gdzie Wojtek rozbijał swoje obozy, tłumaczyłam jak uzależnia ludzi od siebie, jak ich omotuje i niszczy. Opowiadałam o naszym ostatnim spotkaniu, o chłodzie noża na szyi i mojej totalnej bezradności. O wyznaniu, które zatrzymało mi akcję serca, o strachu oraz o załamaniu…  

- Zatem opowiedział pani o swojej pierwszej zbrodni?  

- Tak. Zabił jakąś dziewczynę w parku. Śmiał się, bo policja nigdy go z tym nie połączyła. On wierzy, że jest mądrzejszy od innych.  

- Jakieś szczegóły? Mówił, kiedy ją zabił?  

- W szkole średniej. Nie sprecyzował dokładnie. Ona… Chodzili razem do klasy. - powiadomiłam śledczych. Pokiwali uważnie głowami.  

- Dziękujemy, pani pomoc jest nadzwyczaj cenna. To wszystko na razie, ale pozostaniemy w kontakcie.  

- Oczywiście.  

- Funcjonariusze odwiozą panią do domu i zostaną pod nim. Może pani spać spokojnie. Gdyby jednak coś panią niepokoiło, proszę użyć tego. - podano mi niewielki, jednoprzyciskowy pager.  

- Dziękuję. - odparłam dość niepewnie. Zaczynałam wpadać w panikę. Wojtek raczej nie wybacza łatwo zdrady, a ja pojechałam po bandzie. Nie miałam co liczyć na samarytańskie miłosierdzie. Prędzej mogłam się spodziewać pomsty Bożej, jeśli pozostawać w tematyce biblijnej. Weszłam do domu z wahaniem. Policjanci za oknem nadawali się idealnie jako wzbogacenie monotonnego krajobrazu. Zabawa pod tytułem ‘Co tu nie pasuje?’, poziom przedszkole. Zasłoniłam rolety, wydzierając pozory prywatności. Wybrałam numer, wypalony tysiącem emocji na mojej korze mózgowej. Kolejne sygnały ulatywały w eter, nie przynosząc żadnego odzewu. Już miałam zrezygnować, gdy usłyszałam jego głos.  

- Cześć, Gracja… Albo Amelia? Nie wiem, jak cię nazywać. - rzucił sarkastycznie. Wbił we mnie maleńką powitalną szpilkę jak w laleczkę voodoo.  

- Filip, ja chciałam przeprosić. Naprawdę, nie wiem, dlaczego…  

- Wystarczy. Nie mam ochoty słuchać kolejnych kłamstw.  

- Współpracuję z policją. Pomagam im złapać kogoś, kto mnie w to wszystko wpakował. Będę czysta. - wystrzeliłam nerwowo tymi zdaniami, pragnąc go za wszelką cenę powstrzymać przed zakończeniem rozmowy.  

- Po co mi to mówisz?  

- Mówili, że chciałeś wycofać oskarżenie…

- Rzeczywiście. Odzyskałem pieniądze, więc nie widziałem sensu, aby dodatkowo komplikować ci życie.  

- Dziękuję.

- Nie ma za co. Dosłownie. Powiedz mi tylko, czy… Od początku to planowałaś? - zapytał pozornie obojętnie, choć wychwyciłam w jego głosie nutkę prośby. Jakby pragnął usłyszeć zaprzeczenie. Jakby wciąż dawał mi cień szansy.  

- Nie! Niczego nie planowałam… Gdyby nie Wojtek…  

- Nie rób z siebie ofiary! Jakbyś chciała to byś zawiadomiła policję i całej sprawy by nie było. - znów powrócił w niego pozbawiony emocji, czysto intelektualny chłód. Koniec nutek, koniec prywatnego odcinka ‘Jaka to melodia?’.  

- Nie rozumiesz… Wojtek wciąż ma nade mną władzę… Nie potrafię się od niego uwolnić!  

- Gracja, przestań pieprzyć! Każdy jest kowalem własnego losu, a niewolnictwo dawno upadło. Muszę kończyć, pa.  

- Czekaj… - dźwięk zakończonego połączenia, pozostawił moje wyznanie niewysłuchanym. - Potrzebuję cię.  

Tak, chciałam mieć go obok, blisko. Nie, nie kochałam Filipa. Jeszcze. Na razie byłam nim naćpana, jak niegdyś Wojtkiem. Wdychałam wspomnienia niczym przynoszące nostalgię opary. Dlaczego zawsze trafiałam na takich mężczyzn? Silnych, uzależniających, destrukcyjnych… Nieważne, że próbowałam - nie umiałam nawiązać żadnej, normalnej relacji. Wybierałam tylko dysfunkcyjnych partnerów, jakby wszczepiono we mnie pierdolony wykrywacz. Zawsze okazywałam się prostą, łatwowierną dziewczyną ze wsi, szukającą uczucia pod niewłaściwymi adresami. Widocznie tak miało być. Może przez brak rodziców, kpiny kolegów czy inne takie. Nieistotne.  

- Wzruszające. Czyżbyś się zakochała, Ami? - podskoczyłam. Nie wiem, co było bardziej przerażające - świadomość, że Wojtek był cały czas w moim domu, czy bezradność, która mną zawładnęła.  

- Za oknem stoi policja. - wydukałam, wywołując uśmiech mężczyzny.  

- Zawołaj ich. Śmiało… Nie? Drętwa z ciebie lasencja. Przestraszony króliczek, nieruchomo czekający na śmierć. - ciągnął w swoim stylu. Każdym słowem odbierał mi pewność siebie, prowadząc moją słabą psychikę ku przepaści.  

- Powiedziałam im wszystko.  

- Nieprawda. Nie wiesz nawet połowy ‘wszystkiego’.  

- Wiem, że jesteś tutaj. Wystarczy, że nacisnę ten przycisk…  

- Darujmy to sobie. Nigdy nie potrafiłaś przejść od gróźb do czynów. Tego w tobie nie lubiłem. Braku konsekwencji w działaniu. Ach, no i twojej wagi. Z ciekawości, ile już ważysz? Sześćdziesiąt, sześćdziesiąt pięć? Górna granica górnej granicy, hm? Wiesz, po naszym seksie dziękowałem Bogu, że łóżko wytrzymało ten atak kaszalota. Twój Filip też pewnie przeżył nawrócenie. - uwagi Wojtka trafiały idealnie w moje słabe punkty, zadając precyzyjne pchnięcia godne mistrza szermierki. Podszedł do stolika, na którym trzymałam robioną biżuterię. Chwycił losową bransoletkę, rozrywając żyłkę. Koraliki uciekły w popłochu niczym przestraszone światłem owady. - Po to studiowałaś sztuki piękne? Żeby bawić się kamyczkami na jakimś zadupiu? Niczego tym nie osiągniesz. Jesteś nikim, rozumiesz? NIKIM. Nie przeszkodzisz mi, bo dla mnie nie istniejesz. Asta la vista, sprzedajna szmato!  

Wyszedł niepostrzeżenie przez taras, a ja zostałam - rozsypana jak moje koraliki.

1 080 czyt.
100%246
Somebody

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 2138 słów i 12778 znaków, zaktualizowała 7 cze 2018

Komentarze (6)

Zaloguj się aby dodawać komentarze. Nie masz konta? Załóż darmowe konto
  • Iks

    Iks 5 cze 2018

    Somebody, świetnie drażnisz się z Czytelnikiem. Wprowadzasz zaskakujące zwroty akcji i serwujesz bohaterom sporo kłopotów. To wszystko jak zwykle podlane humorem i sarkazmem. Nie pozostaje nic innego jak przyznać Ci status Wyjątkowej Autorki. Wiążę się to z tym, że wszystko zostanie Ci wybaczone bylebyś nie przestawała pisać.  
    P.S. czyli pytanie dodatkowe: czy Wojtunia i Filipka to ja już nie poznałem wcześniej?
    Pozdrawiam. X.

  • Almach99

    Almach99 29 maj 2018

    Zaskoczylas mnie. Troche😃  swietny zwrot akcji. I piszesz to tak z nudow? Tak?

  • AuRoRa

    AuRoRa 17 maj 2018

    Niesamowite, czuje się niepokój bohaterki, wyobraźnia działa dzięki twoim opisom. To nie tyle opowiadanie miłosne czy dramat, to coś więcej, prawie jak thriller. Ma niepowtarzalny klimat

  • agnes1709

    agnes1709 6 kwi 2018

    Kurde i znów powiadomienie zgubiło się w morzu innych, strasznie mnie to wkurza. Super, szybciej następne

  • Black

    Black 4 kwi 2018

    To jest ten moment, w którym brakuje mi słów. Początek napisany idealnie, pięknie ujęłaś ten fragment. Potem już tylko lepiej. Jesteś niesamowita, sposób w jaki dobierasz słowa... Kurde, zajebiście piszesz po prostu Też tak chcę, naucz mnie

  • Duygu

    Duygu 3 kwi 2018

    Co się tu stało?!   Co za akcja!    No, Gracja musi zawalczyć o Filipa. Musi, uwielbiam ich    Wojtek, nie bądź taki "hop do przodu"    Co za facet, działa mi na nerwy   Oby Gracja sobie poradziła w trudnych chwilach.