W oczekiwaniu na lepsze czasy...

W oczekiwaniu na lepsze czasy...Dawno temu, jeszcze w zeszłym wieku, widziałam w TV jakiś dokument o starym serialu "Star Trek" (tym z lat 60-tych). Szczegółów już nie pomnę dokładnie, ale w głowie utkwiło mi to, że stwierdzono w nim, że w tamtym czasie gdy był on nowością (na Zachodzie, bo u nas z oczywistych względów nie był wtedy dostępny), ludzie chętnie ten serial oglądali z uwagi na m. in. to, że w obliczu ówczesnego stanu zagrożenia nuklearną wojną światową pokazywał im lepsze jutro. I niby to, jako informacja, do mnie docierało, przyjmowałam rzecz za fakt, że tak było, ale tego wtedy w sumie nie rozumiałam, "nie łapałam".

No bo jak to? Mam się na co dzień czuć lepiej albo gorzej z powodu pierwszego z brzegu filmu czy serialu, zamiast oddzielać ekranową fikcję od rzeczywistości? Bezsens... Owszem, film/serial może poprawić lub pogorszyć nam humor w trakcie jego oglądania, ale nie jest to efekt długotrwały. Dane przedstawienie się kończy i człowiek po prostu wraca do swej codzienności i wszystkich jej spraw, traktując tę ekranową fikcję po prostu jako rozrywkę, która z własnego wyboru jest taka a nie inna i nie musi mieć wiele wspólnego z naszym realnym życiem, bo w końcu często szuka się w niej tego, czego nie ma w naszym życiu na co dzień – wszelkiej maści tych ekscytujących emocji. Stąd, obok komedii, rekordy oglądalności biją filmy sensacyjne, wojenne, kryminalne, horrory itd.

Dawniej, podlegające m. in. cenzurze obyczajowej, kino i telewizja ograniczały emitowane treści, pilnując tego, by np. nadmiernie nie epatować przemocą. Stopniowo jednak te granice tego, co wolno było pokazywać, przesuwały się naprzód, a wraz z nimi zmieniały się też i same społeczeństwa, i coraz mniej je to przekraczanie granic szokowało. Aż w końcu nastała współczesność i niemal wszystkie tego rodzaju granice przestały obowiązywać. I z jednej strony dostaliśmy programy typu reality (nie tylko takie w rodzaju "Big Brother"), z drugiej, szczyty popularności zdobywają produkcje o mrocznych, ciężkich, brutalnych klimatach.

Do pewnego momentu nie przeszkadzało mi to (tym bardziej, że rzadko coś nowego oglądam, nie przepadam za siedzeniem przed ekranem, o ile to nie jest ekran komputera z podłączonym internetem). Jeśli już coś oglądałam, to oddzielałam fikcję z ekranu od rzeczywistości. Ale rzeczywistość systematycznie stawała się coraz gorsza. Nie tylko u nas zresztą. Nie ma co szczegółowo wymieniać, lista jest długa, a chyba wszyscy wiedzą, co na niej się znajduje, bo podejrzewam, że przynajmniej większość ma podobne odczucia na dane tematy: od kaczyzmu począwszy, przez wszelakie informacje o wojnach, masowych migracjach z krajów trzeciego świata, zarazach, pandemii, głodzie, postępującej katastrofie klimatycznej itd. Gdzie się nie obejrzysz, dzień w dzień. Po czym, mając wolną chwilę, siadasz sobie przed ekranem telewizora, żeby sobie obejrzeć coś dla rozrywki i... dostajesz to samo. Albo jeszcze lepiej: dostajesz nie tylko to samo, ale rzecz idącą o krok lub o kilka kroków dalej od tego, co mamy "w realu" na co dzień, pokazującą nam, jak to świat się jeszcze może bardziej stoczyć w porównaniu z tym, co obecnie mamy, i że toczy się w tym kierunku nieuchronnie.

Dla mnie takim punktem, w którym zaczęło mi przeszkadzać to, co widziałam na ekranie, było "The Expanse", które miało premierę w grudniu 2015 roku. Serial S-F, którego akcja dzieje się o kilkaset lat w przyszłości, po skolonizowaniu Układu Słonecznego przez ludzi.

Grudzień 2015... Rok wcześniej był Majdan na Ukrainie, potem ruska agresja na Krym i przygraniczne z Rosją terytoria ukraińskie, zestrzelenie malezyjskiego samolotu pasażerskiego przez "zielone ludziki", i tym podobne "wesołe" wydarzenia. Jeszcze wcześniej zaczęła się wojna w Syrii i tzw. Arabska Wiosna Ludów. No a potem, już w 2015, masowa migracja z Azji i Afryki do Europy, ileś tam zamachów terrorystycznych, a PiS wygrał wybory i zaczął wprowadzać kaczy zamordyzm, demolując i rujnując przy okazji kraj (co zresztą trwa do dziś). I tak dalej... Wsio dodatkowo okraszone zalewem internetu "fakenewsami" oraz komentarzami masowo produkowanymi w specjalnie tworzonych "trollowniach".

Obejrzałam może ze cztery odcinki tego "The Expanse". I miałam dosyć.  

Nie, nie dlatego, że serial był zły. Był dobry. Nawet bardzo dobry. Miałam jednak dość jego klimatu. Tego ciężkiego, mrocznego, bezwzględnego i brutalnego klimatu, którym się charakteryzował i który praktycznie dziś jest standardem w telewizji (chyba, że z kolei leci jakiś totalnie "plastikowy" chłam). Choć różne rzeczy mnie interesowały "od zawsze", w tym też i to "co się na świecie dzieje", i sobie, aż za dobrze chyba, zdaję sprawę, że świat nie jest fajnym miejscem, to jednak miałam naprawdę powyżej uszu takiego klimatu w realu na co dzień, zasypującego mnie tego typu rzeczami w pierwszych z brzegu wiadomościach dostarczanych przez tradycyjne media lub przez portale internetowe, i oglądanie jeszcze tego "dla rozrywki" mnie już przerastało.

Serialu więc do końca nie obejrzałam po dziś dzień. I w sumie nie mam najmniejszej ochoty. Podobnie jak np. nie widziałam ani odcinka tak popularnej przecież "Gry o tron" i wielu innych współczesnych produkcji. Cóż, filmu/serialu nie muszę zobaczyć, to własny wybór. No ale jak wszyscy, nie jestem w stanie "wyłączyć" sobie otaczającej codzienności, na nią jesteśmy skazani. Więc ona się toczy nadal, dzień po dniu coraz bardziej ponura.

Anyway. Razu pewnego natknęłam się na nieocenionym YouTube na króciutki filmik, przedstawiający prezentację tego, jak może zostać zbudowana przyszła ludzka kolonia na Marsie. Nic w sumie szczególnego, bo takich i podobnych filmików w internecie jest na pęczki, ten się niczym nie wyróżniał, ale w miarę jak go oglądałam, poprawiał mi się humor. I od czasu do czasu, raz na parę miesięcy, jak już rzygam tym wszystkim, co bombarduje mnie na co dzień, to sobie ten filmik, albo coś podobnego, puszczam. Na razie działa.

I wreszcie zrozumiałam... Naprawdę załapałam, dlaczego ludzie w latach 60-tych chcieli oglądać tego starego (wtedy jeszcze nowego ;)) "Star Treka" – pomimo wszystkich jego wad – ze względu na to optymistyczne przesłanie, mówiące, że: "będzie jutro". Że to wszystko nie skończy się na tym całym otaczającym nas wszelkiego rodzaju syfie, który nas do reszty zaleje.

I tak przy okazji tego dzisiejszego strajku mediów – tego kolejnego kamyczka do całej góry gówna, jakie PiS przez te wszystkie lata narobił (plus oczywiście wcale nie lepszego dziadostwa dziejącego się wszędzie indziej) mi się to przypomniało. I wiecie co? Chyba sobie ściągnę tego starego "Star Treka" i obejrzę po latach od ostatniego oglądania. Albo może zobaczę lub poczytam sobie coś innego, co by miało więcej optymizmu, niż to, co nas zewsząd zalewa, zanim mnie przysłowiowa krew zaleje od patrzenia na to.

PS. Stanisław Ossowski, wybitny socjolog, podobno podczas przewrotu majowego w 1926 roku powiedział, że go to, co się dzieje, nie obchodzi, bo on ma książkę do napisania. Po czym zamknął się w swoim gabinecie i zajął tą pracą naukową, którą sobie zaplanował. Mnie w sumie nadal obchodzi to, co się dzieje, ale dla własnego zdrowia psychicznego, trzeba sobie znaleźć jakąś odskocznię, żeby przy zdrowych zmysłach dotrzeć do czasów, w których będzie lepiej, a kaczyzm, pandemia i przynajmniej parę innych rzeczy będą tylko koszmarnym wspomnieniem.

MEM

opublikowała opowiadanie w kategorii felieton, użyła 1349 słów i 7901 znaków, zaktualizowała 11 lut o 3:55. Tagi: #polityka #film #telewizja #media #jutro

4 komentarze

 
  • Indragor

    Niestety, MrHyde ma rację. Lepiej już było. Kto przespał - trudno. Na szczęście są filmy, jeszcze nie objęte cenzurą i poprawnością polityczną, chociaż nie wiadomo, jak długo jeszcze będą dostępne.

    Zamiast "Star Treka" polecam "Amerykańskie Graffiti" z 1973 roku. Widać, jak daleko od tamtych czasów nasza cywilizacja odjechała. Tylko... chyba gdzieś po drodze pomyliliśmy zjazd z autostrady.
    A jak chcesz serialowo oderwać się od rzeczywistości, to "Dwa Światy" z 1995 roku, serial polsko-austalijski z czasów, kiedy jeszcze komuś zależało, aby młodzież dostała coś wartościowego, a nie, jak teraz, odmóżdżającą sieczkę.

  • MEM

    @Indragor  
    "Niestety, MrHyde ma rację. Lepiej już było. Kto przespał – trudno."

    Ech... coraz więcej w ludziach "optymizmu"...  :sad:  

    "Na szczęście są filmy, jeszcze nie objęte cenzurą i poprawnością polityczną, chociaż nie wiadomo, jak długo jeszcze będą dostępne."

    Oby się ten scenariusz nie spełnił.

    Zresztą, zawsze znajdzie się sposób. Mam w sumie blisko do czeskiej granicy, a góry i lasy mi nie straszne. :) Se kaczor może zakazywać... Swojemu długopisowi na swojej wycieraczce klęczeć.

    "Zamiast "Star Treka" polecam (...)"

    "Amerykańskiego Graffiti" nie widziałam (za to chyba się skuszę :)), "Dwa światy" z kolei widziałam, gdy to leciało w latach 90-tych w TV, ale ledwo pamiętam.  

    Na razie zaś chwilową "ucieczką od świata" są jednak przede wszystkim książki, bo zawsze mi kulawo szło z oglądaniem czegoś (mam tak, że muszę się zmusić, żeby zacząć coś oglądać, inaczej zawsze wychodzi na to, że przekładane jest to oglądanie "na jutro" ). Wprawdzie wycieczka po liberyjskiej dżungli z francuskim podróżnikiem sprzed 70 lat (tytuł brzmi: "Przez noc wielkich drzew" ) mi się już kończy, choć tak dobrze się czytało, ale cała sterta rzeczy czeka na przeczytanie.

  • agnes1709

    Kaczyzm! :smiech2: Lepsze czasy będą, gdy faktycznie przeprowadzimy się na tego Marsa:D Bez Kaczekipy oczywiście.

  • MEM

    @agnes1709 "Lepsze czasy będą, gdy faktycznie przeprowadzimy się na tego Marsa:D Bez Kaczekipy oczywiście."

    Ano, kolonizacja ma jakiś taki pionierski urok zaczęcia wszystkiego od nowa ze zdobyczami dotychczasowej cywilizacji. :)

    Ale taniej byłoby zapakować w rakietę "kaczekipę" ;) i wystrzelić... gdziekolwiek. ;)

  • agnes1709

    @MEM Też w kosmos? Kosmitów wkurwiać? Ale oni mają odpowiednie miotacze i zaraz zaradzą tałatajstwu :D Pif-paf i kaczka w buraczkach (alternatywa dla nóżek) :D

  • MEM

    @agnes1709 "Też w kosmos? Kosmitów wkurwiać?"

    Też racja. Jeszcze tu przylecą i zrobią nam "jesień średniowiecza". ;)

    "Ale oni mają odpowiednie miotacze i zaraz zaradzą tałatajstwu :D Pif-paf i kaczka w buraczkach"

    Żadna strata. ;)  

    "(alternatywa dla nóżek)"

    :lol2:

  • MrHyde

    W oczekiwaniu na lepsze czasy... Lepsze już były ;)

  • MEM

    @MrHyde "Lepsze już były"

    Lepsze jutro było wczoraj?  
    Optymista... :p

  • merlin

    Marto! Korzystaj z tej niewielkiej już wolności słowa, póki jeszcze można napisać co nam leży na wątrobie. Jeśli wszystko pójdzie po myśli oszołomów z " dobrej zmiany" to będziemy mogli pisać bajki dla dzieci pod warunkiem, że cenzor w osobie ojca dyrektora zaakceptuje ich treść. : :cray:

  • agnes1709

    @merlin Bajki o grzybobraniu, jak to Grzyb bierze, i bierze, i bierze... Ale wszystko w dobrej wierze! :D Cenzura będzie jak nic, taki z niego Rydz! :D

  • merlin

    @agnes1709 Widzę, że jesteś przygotowana. ;) Ciekawe  o czym będą bajki na dobranoc. :question:
    Pomyliłaś się w jednym. Nie rydz a muchomor sromotnikowy, ale rozumiem, że nie pasowałoby do rymu. :rotfl:

  • agnes1709

    @merlin Na dobranoc? Hmmm, może Świrek i Muchozmorek- sromotna hstoria? :D

  • merlin

    @agnes1709 Może o Klakierze Gargamelu.? :lol2: Wiesz to byłoby niezłe gdyby tak rozwinąć temat Gargamel ojciec dyrektor i wysłannik wodzusia Klakier. :smiech2:
    Ciekawe jak milusińscy przyjęli by taką bajeczkę. :question:

  • MEM

    @merlin "Jeśli wszystko pójdzie po myśli oszołomów z " dobrej zmiany" to będziemy mogli pisać bajki dla dzieci pod warunkiem, że cenzor w osobie ojca dyrektora zaakceptuje ich treść."

    Jeśli pójdzie po ich myśli, to z winy ludzi. Tę władzę trzeba fizycznie obalić. Nie ma co czekać na wybory (których zresztą może w ogóle nawet nie być).  

    Dawno temu Ci zresztą pisałam, że już dawno wojsko powinno z kaczą bandą porządek zrobić. No ale tam też jest od dekad degeneracja.

    A pisać można nie tylko bajki... Ot, pierwszy z brzegu przepis kulinarny:

    "Nóżki kaczki dokładnie myjemy. Doprawiamy z obu stron świeżo zmielonym pieprzem i solą morską, po czym przekładamy do woreczka dodajemy gałązkę rozmarynu i ząbki czosnku. Całość zawiązujemy wstawiamy do lodówki najlepiej na noc.  

    Następnego dnia godzinę przed przystąpieniem do smażenia wyjmujemy mięso z lodówki, by nabrało temperatury pokojowej. Ogrzane mięso smażymy na złoto z obu stron. Wytopiony tłuszcz przelewamy do jakiegoś naczynia.  

    Na patelnię wrzucamy dokładnie oczyszczone grzyby i przesmażamy przez chwilę. Następnie wlewamy na patelnię wodę i dodajemy rozmaryn oraz ząbki czosnku, jałowiec, angielskie ziele oraz liść laurowy. Całość przykrywamy pokrywką i dusimy do miękkości kaczki.  

    Miękką kaczkę podajemy np. z surówką i ziemniakami."


    I mamy kaczkę duszoną z grzybami. ;) Przynajmniej na ostatnią wieczerzę, zanim zamkną nas za polityczną demonstrację przeciwko władzy, jak tego aptekarza co swego czasu pod wywieszonymi na witrynie apteki portretami wodzów partii umieścił kartkę zawiadamiającą klientów, że ma "świeże pijawki".

  • MEM

    @agnes1709 "Hmmm, może Świrek i Muchozmorek- sromotna hstoria?"

    :rotfl:

  • merlin

    @MEM Na wojsko nie ma co liczyć. Nawet nie potrafią przeprowadzić ćwiczeń sztabowych o poważniejszych rzeczach nie wspominając.
    Gdyby Jaruzel miał taki sztab jak teraz, to dalej zastanawiali by się, jak wprowadzić stan wojenny.
    Teraz w armii rządzą nowi komisarze polityczni w czarnych sukienkach. :rotfl:

  • merlin

    @MEM Można otworzyć knajpkę "Pod pieczonym kaczorem". Każdy by chciał spróbować jak smakuję udko kacze np. w miodzie .Gdyby jeszcze wyznawcom udzielać rabatu, to ustawiały by się kolejki chętnych. :lol2:

  • MEM

    @merlin "Na wojsko nie ma co liczyć. Nawet nie potrafią przeprowadzić ćwiczeń sztabowych o poważniejszych rzeczach nie wspominając."

    Akurat ćwiczeń nie ma się co czepiać. To nie jest kwestia braku umiejętności, tylko tego, że z jednej strony taki mamy stan wyposażenia armii, a z drugiej, naszym przeciwnikiem jest światowe mocarstwo militarne (w dodatku mamy w sumie niewielkie terytorium). Nie wytrzymamy dłużej niż te kilka dni, bo po prostu nie ten potencjał.

    "Teraz w armii rządzą nowi komisarze polityczni w czarnych sukienkach."

    To też prawda. Ale degrengolada zaczęła się znacznie wcześniej. Za PRL-u. Potem, w czasach III RP przed kaczyzmem, to miało miejsce dalej. Służba w wojsku od dekad była traktowana jako ciepła posadka. Więc przyciągała ludzi, z których wielu nie powinno się tam znaleźć. Na to dopiero nałożyła się polityka i efekty tego są, jakie są.

  • agnes1709

    @merlin Oni jeszcze nie znają ekipy, więc pewnie dobrze. Tylko jak na propaganden przystało, będzie to o pewnie bajka religijna:D

  • MEM

    @merlin "Można otworzyć knajpkę "Pod pieczonym kaczorem"."

    :lol2: Długo by chyba taki przybytek nie pociągnął. ;)

  • merlin

    @MEM Dlaczego się nie można czepiać.? Jeśli sztab opiera ich założenia na kampanii wrześniowej, jeśli najlepsze czołgi stacjonują w Wesołej a złom w Świętoszowie. Tylko siąść i płakać. :cray:

  • merlin

    @MEM Gdyby go odpowiednio zareklamować. Ja osobiście chętnie skosztowałbym pieczonego kaczora. :)

  • MEM

    @merlin "Dlaczego się nie można czepiać.?"

    Dlatego, że sensu to nie ma? :)

    "Jeśli sztab opiera ich założenia na kampanii wrześniowej, jeśli najlepsze czołgi stacjonują w Wesołej a złom w Świętoszowie. Tylko siąść i płakać"

    Naprawdę myślisz, że miejsce bazowania czołgów ma w tym wypadku jakiekolwiek znaczenie (pomijając już samo to, że koncepcja użycia broni pancernej jest mocno przestarzała od dawna z powodu rozwoju technologicznego)? Iskander osiąga prędkość rzędu 2000 metrów na sekundę. W ile czasu pokona ten dodatkowy dystans do Świętoszowa?

    Poza tym jakiś sens prób powstrzymania przeciwnika na granicach jest. No bo co Ci z tego, że jednostki pancerne będą stacjonowały "metr od Odry", skoro przeciwnika masz setki kilometrów dalej? Załóżmy, bardzo optymistycznie, że ten sprzęt w ogóle przetrwa potencjalny atak z powietrza (i że jest w ogóle zdatny do służby). Ile czasu będzie potrzebował na dotarcie na front? Czy w ogóle tam dotrze przy chaosie i zniszczeniach infrastruktury?

    A ponadto:
    tech. wp. pl/przeniesienie-leopardow-do-wesolej-to-likwidacja-fikcji-6209276060542593a

    "Gdyby go odpowiednio zareklamować. Ja osobiście chętnie skosztowałbym pieczonego kaczora."

    Ale nie chodzi o brak chętnych, tylko o szykany ze strony kaczej władzy. ;)

  • merlin

    @MEM Oczywiście, że ma . Teraz są wystawione na pierwsze uderzenie. Brak infrastruktury, zaplecza logistycznego. Jedni z najlepszych naszych generałów Bieniek, Skrzypczak nie zostawili na tym planie suchej nitki.
    Jeśli ćwiczenia przeprowadza się przy nierealnych założeniach to nic dziwnego, że efekty ich są takie a nie inne. ;)

  • merlin

    @MEM Uważasz, że kaczy drób będzie na indeksie?,  :redface:  :rotfl:

  • merlin

    @MEM PS. Jeśli nasz geniusz myśli wojskowej A. M uważa, że WOT będzie w stanie stawić czoła oddziałom specnazu ( zielonym ludzikom),  to nie potrzeba żadnej strategii. Wróg na samą myśl o starciu z tą elitą, podda się bez jednego wystrzału z naszej strony. ;)

  • MEM

    @merlin "Oczywiście, że ma. Teraz są wystawione na pierwsze uderzenie."

    Wystawione na pierwsze uderzenie to są bez względu na to, gdzie stacjonują. Mamy małe terytorium i Iskandery sięgną wszędzie (Różnicy będzie ile? 5 minut?). A jak nie one, to ruskie lotnictwo.  

    Przewaga militarna po stronie rosyjskiej jest za duża. Więc jeśli w ogóle ma być z tego sprzętu pożytek (bo to, czy zostanie zniszczony czy nie, będzie zależało od przypadku a nie od miejsca stacjonowania), to on musi mieć choć potencjalną możliwość działania w kontakcie z przeciwnikiem. Na froncie. A nie 400 km od niego, gdzie i tak będzie celem ataku albo w miejscu stacjonowania albo w bezsensownej drodze na ten front.

    "Brak infrastruktury, zaplecza logistycznego."

    To jest do zbudowania.

    I faktycznie, zakładając, że kiedyś w końcu T-72 pójdą na złom i w jednostkach w zachodniej Polsce zastąpi je nowszy sprzęt oraz dodając stacjonowanie tam Amerykanów, to przeniesienie na wschód Leopardów ma sens. Na Odrze to za późno się bronić.

    "Jeśli ćwiczenia przeprowadza się przy nierealnych założeniach to nic dziwnego, że efekty ich są takie a nie inne."

    Ale jakich nierealnych? Konkretnie.

    "PS. Jeśli nasz geniusz myśli wojskowej A. M uważa, że WOT będzie w stanie stawić czoła oddziałom specnazu ( zielonym ludzikom), to nie potrzeba żadnej strategii. Wróg na samą myśl o starciu z tą elitą, podda się bez jednego wystrzału z naszej strony."

    WOT jest faktycznie strasznym marnotrawstwem i pomysł był poroniony (zresztą sięgał czasów jeszcze na długo przed tymi, w których świra mianowali ministrem obrony – wymyślono wtedy tzw. Narodowe Siły Rezerwowe). Ale tak zostawiając to na chwilę na boku, to WOT może zadać znacznie większe straty potencjalnemu przeciwnikowi, niż to by się wydawało. Zobacz, ile np. problemów mieli Amerykanie i Rosjanie w Iraku, w Afganistanie, w Syrii, z powodu "partyzantki". Wszystko jednak zależy od poziomu szkolenia. Nie zawsze masz przeciwko sobie Specnaz.

    "Uważasz, że kaczy drób będzie na indeksie?"

    A jak. :) Powstanie Indeks Przepisów Zakazanych i potrawy z kaczego drobiu zejdą do podziemia jak nieopodatkowana "wybulaczem od cukru" Coca-Cola. ;)

  • merlin

    @MEM "( koncepcja użycia broni pancernej jest mocno przestarzała od dawna z powodu rozwoju technologicznego)

    "Wielka Brytania jest więc już kolejnym europejskim państwem NATO, które rozważa poważne ulepszenie posiadanych czołgów III generacji lub ich zastąpienie. Kolejnym, bo na zastąpienie posiadanych czołgów tej samej generacji (Leopardów 2A4NO) zdecydowała się Norwegia. Oslo rozważa zakup koreańskich K2, lub… nowych Leopardów. Na te ostatnie już w 2018 roku zdecydowały się Węgry. Z kolei Niemcy i Dania zwiększają posiadany arsenał Leopardów i zakres jego modernizacji.
    Wszystko wskazuje więc na to, że pancerz wraca do łask w Europie. Wiele krajów obok futurystycznych projektów w rodzaju francusko-niemieckiego MGCS, który ma wejść do służby około 2035 roku, decyduje się na szybkie i istotne wzmocnienie swoich jednostek pancernych. Cytat z DEFENCE24.

    "Zgadzam się z założeniem, że polskie jednostki na ścianie wschodniej powinny być wzmacniane i nie odbieram czystości intencji tej decyzji. Nie powinno się to jednak odbywać za pomocą półśrodków. Strona potencjalnie słabsza w starciu nie moze dodatkowo dzielić swoich sił. Państwo polskie powinno podjąć decyzje o budowie całej dywizji na ścianie wschodniej, ale nie kosztem wyposażenia czy ukompletowania istniejących jednostek – również tych stacjonujących na zachodzie kraju.
                                                                                                                                              dr Artur Jagnieża
    "Decyzja o przeniesieniu Leopardów do Wesołej według kierownictwa MON jest spowodowana koniecznością wzmocnienia obrony wschodnich terenów kraju. Jednostki stacjonujące w tych obszarach były przed kryzysem ukraińskim modernizowane w ograniczonym zakresie i słabo ukompletowane. Nie bez znaczenia mogły być tutaj też względy polityczne – chęć zademonstrowania woli do obrony całości terytorium kraju. Jeżeli jednak wzmocnienie ściany wschodniej wiąże się z przeniesieniem wyposażenia z istniejących formacji, nie może się to nie przełożyć na zmniejszenie zdolności tych ostatnich, a to musi mieć negatywne skutki dla systemu obronnego."
    To są opinie znawców tematu. ;)
    Źródło DEFENCE24.

  • MEM

    @merlin "To są opinie znawców tematu."  

    Nie przeczytałeś wcześniej zalinkowanego przez mnie artykułu, prawda? :)
    No bo tam też masz "opinie znawców tematu". Przeciwne do tych.  
    Z tym, że wydali je ludzie, którzy faktycznie tymi konkretnymi jednostkami dowodzili.

    Zaś co do tych cytowanych przez Ciebie opinii...

    "Wielka Brytania jest więc już kolejnym europejskim państwem NATO, które rozważa poważne ulepszenie posiadanych czołgów III generacji lub ich zastąpienie. (...)".

    Co nie zmienia faktu, że czołg to broń przestarzała (Nie wiesz jak to jest? :) Generałowie są zawsze gotowi na wojnę, która już była. ;)). Po prostu znacznie zmieniła się technika. Jeśli cokolwiek faktycznie się liczy z takich "tradycyjnych" rodzajów broni, to panowanie w powietrzu i ta część wojsk lądowych, która charakteryzuje się bardzo wysoką manewrowością (a czołgów w to zaliczyć się nie da).  

    Dziś się liczy technologia i szybkość manewru. I tyle. Jeśli masz dobrze wyszkoloną jednostkę "piechoty" wyposażoną w nowoczesny sprzęt, to da Ci to więcej, niż te czołgi stanowiące w dodatku łatwy cel pierwszego uderzenia przeciwnika. Jeśli masz skuteczną obronę przeciwlotniczą i w powietrzu (a do tego jakiś potencjał ofensywny w powietrzu, np. śmigłowce szturmowe), to to także daje Ci większe szanse, niż sprzęt (taki jak czołgi), który, choć nowoczesny, to bazuje na założeniach prowadzenia działań zbrojnych z czasów II wojny światowej, od której minęło 80 lat i naprawdę wiele się zmieniło, przy czym nawet i wtedy ich użycie stanowiło wiele do życzenia.

    Więc nie. To, że ktoś tam sobie z różnych przyczyn topi forsę w broń pancerną, jak Macierewicz w WOT, nie jest dobrym argumentem. Zwłaszcza, że różne ku temu mogą być przyczyny (polityczne, ekonomiczne, a dopiero gdzieś na dalekim końcu militarne; przy czym w zasadzie każde państwo ma swoje własne, specyficzne, warunki i doktrynę powinno dopasowywać do nich, a nie ślepo do tego, że gdzie indziej tak jest).  

    I jeszcze jedno. Nie wiem, na co się faktycznie Brytyjczycy zdecydowali, bo nie śledziłam tematu, ale całkiem niedawno oni nie tylko rozważali upgrade swoich czołgów. Rozważali rezygnację w ogóle z broni pancernej:  
    wiadomosci. onet. pl/swiat/brytyjska-armia-planuje-ogromne-zmiany-moze-zrezygnowac-z-czolgow/6tdllpc

    I to, o czym myśleli przy tych rozważaniach na temat zrezygnowania z czołgów, ma sens. Zwłaszcza w ich położeniu.

    "Strona potencjalnie słabsza w starciu nie może dodatkowo dzielić swoich sił".

    Gość mówi tu kompletnie od rzeczy.  

    Bo przeciwnie. Skoro nie mamy potencjału równego rosyjskiemu, to rozproszenie sił ma sens. Bo one razem wzięte i tak nie będą w stanie przeciwstawić się rosyjskiej "pancernej pięści" – nie wyprowadzimy w ten sposób kontrofensywy, nie ma po prostu czym, nie ta skala; nie bylibyśmy w stanie się nawet przed tym atakiem obronić – za to znacznie łatwiej je będzie Rosjanom zniszczyć, gdy całość tych sił będzie w jednym miejscu, jak to się "ekspertowi" marzy. Lepiej je rozdzielić i mniejszymi oddziałami napsuć przeciwnikowi krwi, tyle ile się da, zanim zostaną zniszczone, bo to, że w końcu zostaną zniszczone, jest więcej niż pewne.

  • MEM

    @merlin "Państwo polskie powinno podjąć decyzje o budowie całej dywizji na ścianie wschodniej, ale nie kosztem wyposażenia czy ukompletowania istniejących jednostek – również tych stacjonujących na zachodzie kraju."  

    To jest zaś kompletna bzdura. Wynikająca z ciasnoty rozumowania eksperta wspartego tym, że u nas od dziesięcioleci jednostki pancerne w armii były i tacy jak on chyba sobie w ogóle nie wyobrażają inaczej zorganizowanego wojska. To zaś podważa kompetencje eksperta, skoro rozumuje aż tak schematycznie i bez wyobraźni.

    Zacznijmy od tego, że mamy specyficzne położenie, bo mamy przeciwnika, który jest w pierwszej trójce potęg militarnych na świecie (a nikogo innego przecież nie będziemy ruszać, nie jesteśmy Ameryką, by sobie móc pozwolić, żeby "wprowadzać demokrację" tam, gdzie nam się akurat coś nie podoba). Nie damy mu rady i tak. Tym samym, właściwie za wyjątkiem lotnictwa (i to też przy dużym optymizmie, że ono przetrwa pierwszy wrogi atak), nie ma co myśleć o ofensywie z naszej strony. My się możemy jedynie dłużej lub krócej bronić. I tylko tyle. A cokolwiek by nie powiedzieć na temat przestarzałej koncepcji, jaką jest broń pancerna, czołgi są wybitnie bronią ofensywną. Tym samym posiadanie ich przez nas to po prostu wyrzucanie pieniędzy w błoto. Jak na Obronę Terytorialną Macierewicza.

    Przeciwnik jest za silny i nadal chyba opiera swoją ofensywę na uderzeniu pancernym (im to też zostało jeszcze z "czasów słusznie minionych" ). A przy nim nawet gdyby te nasze jednostki pancerne przetrwały pierwsze uderzenia broni rakietowej i lotnictwa, nie będą w stanie faktycznie powstrzymać rosyjskich armii pancernych. Ze zwykłej dysproporcji sił. A jeśli już mamy te kilkaset czołgów, to nie ma najmniejszego sensu trzymania ich na zachodniej granicy (i tak obsadzonej naszymi i amerykańskimi jednostkami pancernymi) pozwalając na to, żeby przeciwnik bez walki praktycznie zajął i spustoszył cały kraj, co i tak równa się klęsce.

    O wiele lepszym dla nas rozwiązaniem, zamiast posiadania i rozbudowy jednostek pancernych, jest więc w ogóle stawianie na maksymalnie mobilne i dobrze uzbrojone np. w broń przeciwpancerną jednostki wojsk lądowych, które nie są pancernymi (oraz na rozwój jednostek specjalnych, broni rakietowej i lotnictwa, w tym nowoczesnych dronów; a jeśli chcemy faktycznie być bezpieczni, to powinniśmy dążyć do posiadania broni nuklearnej, a jeśli się nie da, to choćby do udziału w NATO-wskim Nuclear Sharing). Bo to nam może pozwolić bronić się dłużej i zadawać przeciwnikowi znacznie większe straty przy trudniejszym niszczeniu naszych oddziałów z jego strony. A dodatkowo czym wyższe koszty agresji, tym mniej chęci do jej dokonania.  

    Może to nie będzie ładnie wyglądało na paradzie, ale nie ma wyglądać, ma być skuteczne. Zamiast wydawać ruskim bitwę pancerną na wzór tej pod Kurskiem, w której w mniej niż godzinę po naszych jednostkach tylko złom zostanie, przy niewielkich, w stosunku do potencjału, rosyjskich stratach, niech ruskie czołgi kończą tak:
    youtube. com/watch?v=65Z8xp6BvzM  

    "Jeżeli jednak wzmocnienie ściany wschodniej wiąże się z przeniesieniem wyposażenia z istniejących formacji, nie może się to nie przełożyć na zmniejszenie zdolności tych ostatnich, a to musi mieć negatywne skutki dla systemu obronnego."

    Oczywiście, że to przekłada się na zmniejszenie zdolności bojowych jednostek, z których sprzęt i ludzie zostali zabrani. Ale nie wynika to z błędnej koncepcji, tylko z tego, że tego sprzętu i ludzi jest po prostu za mało. Skąd byś nie zabrał i tak wiązało się to będzie z osłabieniem potencjału takiej "ograbionej" jednostki. Z tym, że ponownie: 1. lepiej jest wykorzystać tan sprzęt (skoro już on jest) do faktycznej obrony, zamiast czekać kilkaset km dalej na to, aż zostanie on zniszczony bez walki, i 2. sytuacja się trochę zmieniła od momentu, gdy Leopardy weszły na wyposażenie jednostek pancernych na zachodzie kraju, bo przynajmniej potencjalnie ich brak może zostać skompensowany przez Amerykanów z ich Abramsami.

  • merlin

    @MEM " O wiele lepszym dla nas rozwiązaniem, zamiast posiadania i rozbudowy jednostek pancernych, jest więc w ogóle stawianie na maksymalnie mobilne i dobrze uzbrojone np. w broń przeciwpancerną jednostki wojsk lądowych, które nie są pancernymi (oraz na rozwój jednostek specjalnych, broni rakietowej i lotnictwa, w tym nowoczesnych dronów; a jeśli chcemy faktycznie być bezpieczni, to powinniśmy dążyć do posiadania broni nuklearnej, a jeśli się nie da, to choćby do udziału w NATO-wskim Nuclear Sharing). "  

    Marto! To są tylko pobożne życzenia. Pewnie, że byłoby lepiej dla nas posiadać coś na kształt oddziałów marine czy rangersów ale do osiągnięcia tego bardzo daleka droga. Pozbyliśmy się dowódców , którzy mieli jakieś doświadczenie wyniesione z Afganistanu, Iraku, ludzi o szerokich horyzontach. Zastąpiliśmy ich miernotami, którzy zgadzają się potulnie na każdą głupotę wymyśloną przez genialnych strategów w rodzaju Macierewicza czy Błaszczaka. Odnośnie zaś broni jądrowej czy też możliwości decydowania o jej użyciu to dobrze, że jej nie mamy.
    Wyobrażasz sobie obecne władze, tych niezrównoważonych oszołomów dysponujących  bronią jądrową nawet tylko taktyczną.? :help:
    Pytałaś się jakie konkretne założenia ćwiczeń były nierealne? Pierwszy z brzegu przykład-patrioty, których jeszcze nie posiadamy i nie wiadomo czy będziemy mieli., następny helikoptery- ta mobilność naszej kawalerii powietrznej, F-35, które również mają do nas podobno dotrzeć. Ciekawe kto je będzie obsługiwał, kto będzie nimi latał. Chociaż wg niektórych oszołomów Polak potrafi latać i lądować nawet na drzwiach od stodoły.
    Nie wspominam, że do obsługi potrzebne jest zaplecze , którego obecnie nie posiadamy i w liczącej się przyszłości nie będziemy mieli i to dotyczy nie tylko F-35 ale również pozostałego wyposażenia armii. ;)

  • MEM

    @merlin "Marto! To są tylko pobożne życzenia."  

    To nie są pobożne życzenia. Choć oczywiście, to zależy od tego, kto i jak rządzi.

    Po pierwsze, o rozmieszczeniu w Polsce broni jądrowej przebąkiwali już Amerykanie (wprawdzie ci z poprzedniej administracji, ale długofalowa polityka nie zmienia swych celów wraz ze zmianą władzy, jeśli będzie im się to opłacało, to sami nam to zaproponują).

    Po drugie zaś, kwestia zastąpienia np. jednostek pancernych lekkimi i dobrze uzbrojonymi oddziałami to nie jest jakaś wielka filozofia. Ot, po prostu, pieniądze z MON, zamiast na kupno czołgów, lub czegoś równie bezsensownego, pójdą np. na kupno współczesnej broni przeciwpancernej dla piechoty czy sprzętu zapewniającego jej mobilność, i tyle. Zmienić trzeba będzie w jakimś stopniu doktrynę i szkolenia, ale tak poza tym, to nic więcej. Więc to jak najbardziej jest możliwe, potrzeba tylko woli politycznej (czyli po prostu kogoś we władzach, kto by to rozumiał i widział coś więcej niż własny polityczny interes na krótką metę). Jak tworzono GROM, to też mówiono, że się nie da. A się dało.

    W czasie II wojny światowej Rosjanie wystawiali całe pułki snajperów. Kulała mocno taktyka ich użycia i poziom wyszkolenia oraz wyposażenia, zwłaszcza, gdy były szykowane "na wczoraj", ale... Ale Niemcy ponieśli na skutek ich działania bardzo duże straty w ludziach (i zresztą to właśnie zmusiło ich do wprowadzenia własnych snajperów w Wehrmachcie). I co więcej, radzieccy snajperzy celowali przede wszystkim w niemiecką kadrę, co bolało znacznie bardziej niż odstrzelenie łatwego do zastąpienia szeregowego sołdata z poboru. Sku-tecz-ność, czyli maksimum korzyści przy minimum wysiłku i strat.

    No a ile to wysiłku dać gościowi na uzbrojenie strzeleckie SWD (albo choćby Stingera lub Javelina; i kosztuje znacznie mniej niż czołg) zamiast kałacha i zmodyfikować mu program szkolenia, co?  

    "Pewnie, że byłoby lepiej dla nas posiadać coś na kształt oddziałów marine czy rangersów ale do osiągnięcia tego bardzo daleka droga."

    Dlatego siedźmy i narzekajmy, że się nie da, bo "do tego daleka droga", ładując miliardy złotych w złom, który niczego nie zmieni w naszym położeniu na polu walki a zniszczony będzie w skrajnym przypadku w minuty, w skrajnym przypadku bez strat własnych u przeciwnika... Taaak.... Na pewno dzięki temu nasze położenie się poprawi.  

    Oczywiście, że nie od razu Kraków zbudowano. Ale to nie powinno stać na przeszkodzie. F-35 też dopiero trafią do nas za ileś tam lat. Ale po to je teraz zamówiono, by trafiły, a nie wchodzono z założenia, że "się nie opłaca, bo potrwa to lata". Tym bardziej, że koszt wyposażenia dywizji tego rodzaju, o jakim mówię, jest znacznie niższy, niż koszt wyposażenia dywizji pancernej czy podobnej wielkości lotniczych (choć zwłaszcza śmigłowce szturmowe by się przydały, właśnie do zwalczania czołgów, i to skuteczniejszego, niż mogłyby to zrobić nasze potencjalne jednostki pancerne).

    "Pozbyliśmy się dowódców , którzy mieli jakieś doświadczenie wyniesione z Afganistanu, Iraku, ludzi o szerokich horyzontach."

    To jest prawda, ale nie to było tematem. To są dwie różne rzeczy.

    "Zastąpiliśmy ich miernotami, którzy zgadzają się potulnie na każdą głupotę wymyśloną przez genialnych strategów w rodzaju Macierewicza czy Błaszczaka."

    Akurat oficerowie wypowiadający się dla tego pierwszego z linkowanych tu dzisiaj przeze mnie artykułów to Gocuł (którego na stanowisko Szefa Sztabu mianował jeszcze Komorowski) i Samol, który w czasach świra w MON-ie kończył już karierę i w 2018 poszedł na emeryturę po 40 latach służby, w tym właśnie na stanowisku dowódcy jednostek pancernych o których mowa. Nie są więc to raczej "miernoty, które zgadzają się potulnie na każdą głupotę wymyśloną przez genialnych strategów w rodzaju Macierewicza czy Błaszczaka".  

    Po prostu: to, że generalnie rządy PiS są syfem przekraczającym wszelkie pojęcie, nie oznacza, że w klapkach na oczach należy krytykować wszystko jak leci, tylko dlatego, że akurat ze strony PiS to wyszło. I przeniesienie części jednostek pancernych na wschód celem zorganizowania tam większej siły jest właśnie przykładem takiego wyjątku. Tym bardziej, że rozważano to na długo, zanim PiS doszedł do władzy, i jak wynika ze wspominek bezpośredniego świadka tych wydarzeń – właśnie Samola ze wspominanego już zalinkowanego wcześniej artykułu – popełniono wtedy błąd, czego efektem były dwie "rozgrzebane" jednostki, i ta pod Warszawą i ta w zachodniej Polsce.

  • MEM

    @merlin "Wyobrażasz sobie obecne władze, tych niezrównoważonych oszołomów dysponujących bronią jądrową nawet tylko taktyczną.?"

    No to by było akurat nieszczęście. Ale oni nie będą rządzić wiecznie (miejmy nadzieję ;)). Natomiast cele ważne dla kraju będą istniały nadal. I po prostu trzeba szukać rozwiązań, które – w całkowitym oderwaniu od jakiejkolwiek władzy – osiąganie tych celów będzie umożliwiało. Tak jak to robią np. Amerykanie, gdzie zmieniła się władza, ale priorytety zostały te same (np. "zimna wojna" z Chinami i postrzeganie ich jako głównego zagrożenia), co najwyżej w niektórych przypadkach zmienią się metody ich osiągnięcia.

    "Pytałaś się jakie konkretne założenia ćwiczeń były nierealne? Pierwszy z brzegu przykład-patrioty, których jeszcze nie posiadamy i nie wiadomo czy będziemy mieli., następny helikoptery- ta mobilność naszej kawalerii powietrznej, F-35, które również mają do nas podobno dotrzeć."

    Sprzęt będzie, bo umowy podpisane i przemysł jankeski, któremu przecież zależy na zysku, je zrealizuje, nie patrząc już na to, czy nam się to podoba czy nie. A co do tego, kto będzie to obsługiwał i tak dalej... Gdy kupowano F-16 dla polskiego lotnictwa, też tego rodzaju głosy się odzywały. A latają do dziś? To jest tylko kwestia szkolenia, zakupu sprzętu służącego do serwisowania tej broni oraz ewentualna rozbudowa infrastruktury. Wydajemy na MON ok. 2,4% PKB, i w przyszłości te wydatki mają się jeszcze zwiększyć, to nie są takie małe pieniądze (choć wiele zależy od gospodarowania nimi).  

    Zaś co do samych ćwiczeń. Zacząć trzeba od tego, że wyniki w ogóle nie powinny wypłynąć do opinii publicznej. Jeśli wypłynęły, to znaczy, że komuś na tym zależało i to raczej nie z "patriotycznych" pobudek (i BTW, media od razu walą paniczno-alarmujące nagłówki, o przegranej w 4 dni, ale po części robią to w tej formie, bo zarabiają na "klikalności", natomiast chyba nikt nie ma wątpliwości, że się z Ruskimi nie mamy jak mierzyć militarnie bez względu na to, kto w tym kraju będzie rządził, i to by się faktycznie szybko skończyło naszą przegraną).

    Po drugie, takich ćwiczeń wykonuje się wiele i w różnych scenariuszach. Ten z wykorzystaniem sprzętu, który w nadchodzących latach ma trafić do naszej armii, nie jest pod tym względem jakimś kuriozum. Ot, po prostu można było zrobić ćwiczenia w oparciu o obecny stan armii i bronilibyśmy się po prostu krócej niż ten tydzień.

    Po trzecie. W sumie dobrze, że robi się tego rodzaju ćwiczenia z założeniami wykorzystywanego w najbliższej przyszłości uzbrojenia. Bo to pozwala na pokazanie braków, które można będzie – miejmy nadzieję – likwidować. I lepiej nad rozwiązaniami myśleć (przy optymistycznym założeniu, że w ogóle ma kto myśleć) już teraz, niż dopiero po przezbrojeniu i jakiejś tam reorganizacji armii wynikającej z tego nowego sprzętu, kiedy trzeba byłoby to robić ponownie.

  • merlin

    @MEM "Sprzęt będzie, bo umowy podpisane i przemysł jankeski, któremu przecież zależy na zysku, je zrealizuje, nie patrząc już na to, czy nam się to podoba czy nie. A co do tego, kto będzie to obsługiwał i tak dalej... Gdy kupowano F-16 dla polskiego lotnictwa, też tego rodzaju głosy się odzywały. A latają do dziś? To jest tylko kwestia szkolenia, zakupu sprzętu służącego do serwisowania tej broni oraz ewentualna rozbudowa infrastruktury. Wydajemy na MON ok. 2,4% PKB, i w przyszłości te wydatki mają się jeszcze zwiększyć, to nie są takie małe pieniądze (choć wiele zależy od gospodarowania nimi).  "

    Tak Marto sprzęt jest i nawet lata. Może doszły Cię słuchy, że zaczyna uprawiać się swoisty kanibalizm. Podobno już kilka F-16 służy jako dawcy części.
    Historia się powtarza, a wiem to z autopsji. Mam w swoim życiorysie epizod, nawet dłuższy związany z wojskiem a konkretnie z Wyższą Szkołą Oficerską Wojsk Rakietowych i Artylerii.
    Przypomnij sobie zachowanie części kadry oficerskiej za rządów A.M i jego przydupasa Misiewicza.
    Chciałbym się mylić ale jesteś ogromną optymistką.
    ;)

  • MEM

    @merlin "Tak Marto sprzęt jest i nawet lata. Może doszły Cię słuchy, że zaczyna uprawiać się swoisty kanibalizm. Podobno już kilka F-16 służy jako dawcy części."  

    No ale zaraz... Przecież ja wcale nie twierdziłam, że w armii jest wszystko super (a już zwłaszcza pod rządami kaczego reżimu), tylko, że 1. zdarzają się nawet PiS-owi posunięcia, które mają sens, i 2. że powinniśmy zmienić naszą doktrynę i zrezygnować z jednostek pancernych, bo armia ma być skuteczna, a nie ładnie wyglądać na paradach i produkować "mięso armatnie" tylko po to, byśmy się mogli pochwalić, że mamy np. czołgi (takim samym idiotyzmem jest obecny i przeszły stan Marynarki Wojennej, na który też idą miliardy zmarnowane na utrzymanie pływającego skansenu i niepływającego już – bo strach na tym pływać – złomu, przekrętów na Gawronie nie wspominając, tylko dlatego, że nikt sensownie obrony wybrzeża i morskiej granicy nie ogarnął).

    Zaś co do kanibalizmu F-16. Zakładając, że MON w swoich wypowiedziach na ten temat nie kłamie, to liczba tych samolotów zdolnych do służby nie odstaje (procentowo) od sytuacji w lotnictwach krajów zachodnich. I tam także zdarza się, że części z jednej maszyny są brane do drugiej. Oczywiście ideałem byłaby sytuacja, w której tak by nie było, ale 1. wiadomo, kto rządzi MON-em, 2. F-16 nie jest sprzętem naszej produkcji, więc faktycznie może się zdarzać tak, że na nowe części trzeba poczekać dłużej, 3. lotnictwo jest bardzo drogą zabawką, co przekłada się na jego stan i wszelkiego rodzaju niedociągnięcia.

    Ponadto, F-16 służą u nas kilkanaście lat, jest chyba rzeczą naturalną, że stopień ich zużycia jest więc coraz większy, co przekłada się na zdolność do służby i na koszty ich utrzymania. Gdy te samoloty były nowe, pewnie nie było potrzeb tymczasowego kanibalizmu, a jak mają już po 15 lat, to niestety takie sytuacje będą się zdarzać. I to nie jest bolączka jedynie naszej armii, choćby Bundeswehra ma ten sam problem, i to przy stopniu zamożności niemieckiego budżetu oraz posiadaniu własnego rozwiniętego przemysłu zbrojeniowego. Ba, USAF także stosuje takie "kanibalistyczne" praktyki w przypadku swojego sprzętu.

    Co więcej. Musimy w końcu zastąpić czymś Mig-i-29 i Su-22 (tym bardziej, że z przyczyn politycznych części do nich są praktycznie nie do zdobycia, stąd tragiczne wypadki). Czyli i tak i tak coś kupić trzeba. Jeśli więc wydawać już pieniądze, to na sprzęt, który faktycznie "jest na topie", zwłaszcza, że użytkować go przyjdzie dekady.

    "Chciałbym się mylić ale jesteś ogromną optymistką."

    To nie jest kwestia optymizmu. Ja sobie zdaję sprawę, że wojsko to burdel na kółkach, ja tylko mówię, że przy naszych środkach na to wydawanych i gruntownym przemyśleniu sobie koncepcji użycia armii w obecnych czasach i w przyszłości (a nie klepaniu schematu znanego jeszcze z końcówki I wojny światowej) mogłoby być inaczej. I to nie jest gestia nawet samego wojska a władz państwa (tak, wiem, rządzi PiS; ale gwoli sprawiedliwości: nie oni jedyni za ten stan odpowiadają, nawet jeśli coraz więcej mają za uszami w tej kwestii), które o tym decydują i armia się musi podporządkować, bo co ma do powiedzenia. Jak np. władze zadecydują, że nie będzie czołgów, tylko lekkie mobilne jednostki, to ich nie będzie i tyle.
    _____________
    Przy okazji. Widziałeś, artylerzysto, ;) może to:
    youtube. com/watch?v=ZFjGbOyd2ek

    I to jest technologia sprzed ponad dekady (świat już zaczyna bawić się bronią laserową i "railgunami" ). Co przy jej użyciu (i to nawet bez ludzkiego nadzoru nad nią) zostanie z tych Twoich czołgów? Naprawdę nadal uważasz, że produkcja mięsa armatniego i wydawanie miliardów na taki sprzęt jak czołgi, i na jego utrzymanie, ma sens? Zwłaszcza w naszym położeniu, gdzie w sumie – w odróżnieniu od USA, UK, czy Rosji – nie potrzebujemy broni typowo ofensywnej, tylko musimy się skupić na obronie.

    BTW, Turcja wojowała w Syrii Leopardami i straciła ich w walkach z lekko i w sumie słabo uzbrojonym przeciwnikiem, który niekoniecznie jest zawodowym żołnierzem, łącznie kilkadziesiąt (zniszczonych i ciężko uszkodzonych).

  • merlin

    @MEM Metal Storm rewelacja.  :p

  • MEM

    @merlin "Metal Storm rewelacja."  

    Śmiej się, śmiej... Tylko, czy byś się, w dowolnym pojeździe, wystawił na taką ścianę ognia, jaką to wywala. :p  

    A10 Thunderbolt – maszyna cokolwiek wiekowa – ma 30 mm działko przeznaczone m. in. do niszczenia czołgów. Znajdź sobie w internecie listę zniszczeń sprzętu, m. in. właśnie pancernego, jaką te samoloty mają na koncie. A teraz wyobraź sobie coś takiego jak właśnie Metal Storm wywalające 40mm pociski z takiego zestawu (połączonego z jego mobilnością) lub wielu takich zestawów. I policz, jakie grosze to kosztuje w porównaniu ze sprzętem, szkoleniem i utrzymaniem jednostki pancernej, której wysiłku z jej, szybkiego w dodatku, zniszczenia Ruscy nawet nie odczują.

  • merlin

    @MEM Marto ! To nie jest śmieszne, podobnie jak działo elektromagnetyczne. Podobno można z niego strzelać nawet "kamieniami". Liczy się tutaj energia kinetyczna wyzwalana po uderzeniu w cel. To jest przerażające, albo takie działo Gaussa. Eh postrzelać sobie z takiego cudeńka. :napalony:

  • MEM

    @merlin "Marto ! To nie jest śmieszne, podobnie jak działo elektromagnetyczne. Podobno można z niego strzelać nawet "kamieniami". Liczy się tutaj energia kinetyczna wyzwalano po uderzeniu w cel. To jest przerażające,"

    No i takie właśnie ma być (dla przeciwników). Więc po co ładować kasę w czołgi? :)
    A pomyśl jeszcze o miniaturyzacji takiego działa elektromagnetycznego. Jeśli jeszcze przed II wojną światową były karabiny przeciwpancerne i miało to jakąś skuteczność, jeśli dziś się używa przeciwpancernych pocisków kierowanych wystrzeliwanych z ręcznych wyrzutni, to taki mini-railgun to będzie siła, której żadna maszyna się nie przeciwstawi. Po czym jej operator zniknie gdzieś w lesie albo mieście, i co? Iskanderami w niego będą walić?

    Przeciętny czołg kosztuje około 40 mln zł. Pocisk do wyrzutni Javelin około 100 tys dolarów USA. Czyli za cenę jednego "gołego" czołgu, masz ponad 100 takich pocisków. Jeśli dodatkowo z railguna można strzelać w zasadzie kawałkiem metalu (bez żadnych cudów elektroniki, które podnoszą koszty pocisku), bo tu właśnie wszystko leży w wyzwalanej energii, to rachunek chyba jest prosty. Ruscy mają 20+ tysięcy czołgów. Nie przedstawimy im w żaden sposób porównywalnej siły pancernej. Ale możemy ich wprost zasypać takimi czy innymi pociskami wystrzeliwanymi czy to przez pojedynczego żołnierza, czy przez nowoczesne systemy w rodzaju Metal Storm, czy przez np. śmigłowce szturmowe (a nawet w ostateczności i nie szturmowe a po prostu prowizorycznie przystosowane do przenoszenia takich platform uzbrojenia; zgoda, taki lot to byłby pewnie bilet w jedną stronę, ale szanse na zadanie przeciwnikowi wymiernych strat większe, niż ta dywizja pancerna, która w dodatku będzie pierwszym celem wrogiego ataku, jeszcze zanim ruszy się z miejsca, nie mówiąc o tym, że stacjonując na zachodniej granicy, to prędzej Ruscy do jej miejsca stacjonowania dotrą frontem, niż ona na ten front na wschodzie by dojechała). I będzie nas to kosztować taniej (zarówno w samych kosztach sprzętu i jego utrzymania, jak i kosztach strat przy jego zastosowaniu bojowym).