Romans z czasów szkolenia (fanfiction - Winter Widow) 11

Nie przewidział jednak, że dużo od niego młodszy i również szkolony na świetnego zabójcę mężczyzna będzie dla niego tak trudnym przeciwnikiem. Smar pokrywający całe ubranie i widoczne miejsca ciała James’a sprawiał, że ten z łatwością wyślizgiwał się ze śmiercionośnego uścisku Logana. Co prawda został raniony jego adamantowymi szponami, ale otrzymał przecież rozkaz. I doskonale wiedział, co go czeka, jeśli go nie wykona. Atakował więc raz za razem, zaciskając tylko zęby z bólu i irytacji...

- Jego nie da się zabić – powiedział spokojnie James, stojąc na baczność w gabinecie Karpova. Przełożony był mocno niezadowolony i bynajmniej nie zamierzał przed nikim tego ukrywać.
- Miałeś jedno proste zadanie! - warknął, patrząc przez okno. – Powiedz mi zatem, dlaczego nie potrafiłeś go wykonać?
- Może dlatego, że facet jest pieprzonym mutantem i regeneruje się w błyskawicznym tempie! Władowałem w jego głowę trzy kulki, a on i tak wstał!
- Wolverine jest tylko nieudanym eksperymentem programu Weapon X. Niczym więcej – stwierdził spokojnie Rosjanin.
- Być może, lecz jego nie da się zabić – powtórzył James. Karpov kiwnął lekko głową.
- Rozumiem. Możesz odejść do swej kwatery.
Barnes skłonił mu się tak, jak nauczono go przez te wszystkie lata i wyszedł z pomieszczenia. Zaraz za drzwiami otrzymał tak silny cios w brzuch, że skulił się, tracąc na moment oddech oraz koncentrację. Kilka kolejnych uderzeń w twarz i kar, w tym kolbą karabinu skutecznie pozbawiło go przytomności.
Ocknął się kilka godzin później w swojej kwaterze. Odetchnął z ulgą, zdając sobie sprawę, że pamięta, co się wydarzyło. Zorientował się również, że zmieniono mu opatrunki. Oznaczało to, że go nie ukarano. Przynajmniej na razie. A nie chciał po raz kolejny tracić wspomnień. Przecież też był człowiekiem. Wybrakowanym, złamanym, ale jednak. I miał swoje uczucia, które tak brutalnie mu odbierano. Przebłyski wspomnień, które powracały do niego niczym senne mary, też nie dawały mu ukojenia. Jakże przecież mógł pamiętać wydarzenia II Wojny Światowej? Był na to stanowczo za młody! A jednak pamiętał. Niewiele, głównie strach, jaki towarzyszył mu na froncie. Wiele razy zastanawiał się, czemu to jego spotkał taki los? Czym sobie zawinił? Czy w latach 40-tych nie był dobrym człowiekiem? Czyż nie kochał tak samo, jak teraz? Ta myśl w jego głowie sprawiła, że oblał go zimny pot. Kochał? Naprawdę kochał? Nie zaprzeczał, że Natalia bardzo go pociągała, ale żeby zaraz takie uczucie? Więc dlaczego wciąż o niej myślał? Dlaczego drżał na samo wspomnienie jej samodzielnych akcji? Dlaczego tak bardzo brakowało mu jej dotyku, jeśli to faktycznie nie była miłość?
Westchnął cicho, by nie zaalarmować strażników na zewnątrz. Tak, kochał ją. Mógł już się do tego otwarcie przyznać sam przed sobą. Wiedział jednak, że nigdy nie będzie jej mieć. Nie zasługiwał na nią. Po jego policzku spłynęła samotna łza. Pierwsza odkąd pamiętał. Przecież on nie płakał. Nie wolno mu było. Ani tutaj, gdzie surowo karano za każdy przejaw słabości, ani tym bardziej w domu, gdzie rządził despotyczny i wiecznie zalany ojciec. Naraz w jego głowie powróciły kolejne wspomnienia, których do tej pory nie miał. Obraz być może piętnastoletniej dziewczyny żegnającej się z nim ze łzami w oczach, choć starała się grać taką dzielną. Jej imię oraz to, kim dla niego była pojawiły się w jego myślach wraz z kolejną falą bólu. Beccia! Jego mała siostrzyczka!
Przypomniał sobie również, co to był za dzień – dzień jego wyjazdu na front! CO potem było, nie pamiętał. Nie mógł sobie przypomnieć. I co stało się z Beccią? Kto się nią zaopiekował? Jak poradziła sobie z jego śmiercią? Zaczął podejrzewać, że teraz już nie żyła. Przez coś, kogoś, komu nie zawinił, stracił rodzinę, przyjaciół, być może ukochaną. Nie pamiętał i w tej sytuacji nie chciał nawet pamiętać, czy był kiedyś ojcem. Już wystarczająco rozbity był wspomnieniami o siostrze. Straty żony i dziecka już by nie przetrwał...
Teraz jednak była przecież Natalia. Kochała go, powiedziała mu o tym i nie miał podstaw do tego, by sądzić, że to podstęp. Tylko dlaczego? Przecież niczym nie zasłużył sobie na to uczucie.... Był dla niej bezlitosny, a ich zbliżenia często traktował bardzo machinalnie, dobitnie dając jej to do zrozumienia. Dlaczego więc go pokochała? Jego, złamanego człowieka bez pamięci i przyszłości, który nigdy nie będzie mógł dać jej spokojnego domu z gromadką dzieci! Wiedział, że HYDRA nigdy im na to nie pozwoli. Dla niej nie liczyły się żadne uczucia i ludzkie świętości. Wściekły, że niewiele może zrobić, uderzył zaciśniętą pięścią w poduszkę.

Tydzień później.
Spojrzał beznamiętnie na bladą Natalię, która najwyraźniej trzymała się na równych nogach już resztką sił. I choć najchętniej utuliłby ją w swoich ramionach, zapewniając, że wszystko będzie dobrze, nie mógł tego zrobić, dopóki w pomieszczeniu przebywali ich opiekunowie.
- Przeszkolicie ją na strzelca wyborowego, żołnierzu – powiedział twardo Karpov. – Pod ścisłą kontrolą moich ludzi.
James jedynie skinął głową, a Natalia przymknęła oczy zmęczona. Marzyła już tylko o gorącym posiłku i kilku godzinach zbawiennego, spokojnego snu, lecz jej plany zostały właśnie zniszczone. Jak większość z resztą.
- Natalia ma nie mieć sobie równych, jasne? – powiedziała obecna tam również Madame B. – Macie dwa tygodnie na wykonanie zadania.
Znów przytaknął w milczeniu. Dwa tygodnie to śmiesznie mało, ale nie miał wyjścia. Niewykonanie przez niego wyroku na Loganie sprawiło, że mocno go teraz pilnowali. Musiał się wykazać postępami, a biorąc pod uwagę dziwny stan Natalii, graniczyło to niemal z cudem.
- Szkolenie zaczniecie jutro o wschodzie słońca. Zabierzcie ją teraz do jej kwatery i dopilnujcie, by zjadła solidny posiłek – warknął Karpov.
- Tak jest! – trzasnął obcasami swoich wojskowych butów i podszedł szybko do drzwi, nie oglądając się na zmęczoną Rosjankę. Martwił się jednak jej stanem. Tak dziwnie przemęczonej i bladej nie widział jej nawet w czasie szkolenia, jakie jej zafundował. Zerknął na nią tylko, gdy dogoniła go szybko.

Gdy dotarli do skromnego pokoiku, to co mocno go uderzyło w wystroju, były kajdanki przypięte do ramy stalowego łóżka. Przymknął oczy, orientując się szybko, że było to zabezpieczenie przed ewentualną ucieczką. W ten sposób również łatwiej złamać człowieka. W końcu jego drzwi zamykane były od korytarza na dwie stalowe sztaby. Musiał niechętnie przyznać. Cwani byli.
Natalia zajęła miejsce na łóżku, a jeden z towarzyszących im mężczyzn przypiął ją szybko kajdankami. Teraz już rozumiał, czemu Natalia nigdy nie sypiała na prawym boku...
- Dajcie jej coś do jedzenia – polecił twardo, stając przy oknie. – Ja jej przypilnuję.
Mężczyźni spojrzeli po sobie nieco niepewnie, lecz metaliczny, tak bardzo nienaturalny odgłos przesuwających się łusek na bionicznym ramieniu Zimowego Żołnierza skutecznie wymiótł ich z pomieszczenia. Gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi, Natalia rozpłakała się rzewnie. Doskoczył do niej, zakrywając jej usta ręką i patrząc na nią smutno.
- Co się dzieje? – zapytał najcichszym szeptem. Pokręciła jednak gwałtownie głową, a łzy pociekły jej po twarzy jeszcze mocniej. – Jeśli mi nie powiesz, o co chodzi, nie będę mógł ci pomóc, Nat – mruknął. Modląc się w duchu, by ich nie przyłapali, pocałował ją czule. – Opowiesz?
Chlipnęła jeszcze kilka razy, po czym otarła dokładnie łzy.
- Pamiętasz ostatnie zadanie po tym, jak w czasie testu zabiłam tamtego mężczyznę? – szepnęła, niemal z ustami przy jego uchu.
- Pamiętam... Miałaś go zdawać...
- No i zdałam, ale wbrew sobie.
- Nie bardzo rozumiem...
- To nie było zadanie, James, tylko zabieg.... Sterylizacji – wyszeptała tak cicho, że nie miał pewności, czy się nie przesłyszał.
- O czym ty mówisz?
- Tak podobno jest łatwiej – wyjąkała. – By nic innego nie było ważniejszego od misji.
Przez moment wahał się, czy zadać w ogóle to pytanie.
- Nat, czy ty...
- Nie będę mieć dzieci, James... Nigdy!
- Ciii – objął ją czule, gładząc po włosach. – Jestem tu, Nat...
I choć przemawiał do niej niebywale czułymi słówkami, wewnątrz niego wszytko się gotowało. Jak oni śmieli pozbawić kobiety tego szczęścia?! Miał wielką ochotę wyjść i pozabijać ich tu wszystkich, nawet jeśli przypłaciłby to życiem. Tymczasem jednak liczyła się Natalia.
- Skarbie, uspokój się, proszę... Zaraz wrócą, nie mogą zobaczyć twoich łez – wyszeptał. – Zabiją nas oboje, jeśli się dowiedzą. Spieprzyłem misję, nie mogę zawalić tego zadania... Weź się w garść, proszę...

415 czyt.
100%5
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1571 słów i 9125 znaków, zaktualizowała 1 maj o 23:50.

Dodaj komentarz