Romans z czasów szkolenia (fanfiction - Winter Widow) 9

- Lepiej się dzisiaj spisz. Masz wizytację na najwyższym szczeblu – warknął James przez mocno zaciśnięte zęby, posuwając Natalię. Jęknęła tylko w odpowiedzi. Nie myślała teraz o tym, co stanie się za dwie, trzy godziny, jakie zadania sprawdzające dla niej przygotowali. W tej chwili liczył się tylko on, pieprzący ją do utraty zmysłów. A to, co do niego czuła, nie było dobre dla ich oficjalnej relacji – posłuszna uczennica Red Roomu i jej surowy Nauczyciel, Zimnyj Soldát.
I choć byli ze sobą już prawie pół roku, a ona robiła coraz większe postępy pod jego czujnym okiem w trudnej sztuce szpiegostwa, choć ostatnio kochali się niemal codziennie, co było dla nich formą odstresowania się po licznych kłótniach, jakie sobie wzajemnie urządzali, wciąż nie potrafiła go do końca rozgryźć. W czasie treningu wręcz sadystyczny nauczyciel, wymagający od niej niejednokrotnie ćwiczeń wręcz przekraczających jej umiejętności, a z drugiej strony niejednokrotnie czuły kochanek, choć trzeba przyznać, że z zasady wolał na ostro i nie brał wtedy jeńców… Te czułe momenty niestety zdarzały się nad wyraz rzadko, bowiem najczęściej nie zwracał uwagi na jej potrzeby, tylko brał ją wtedy, gdy miał na to ochotę i robił to tak długo, jak tylko chciał. Fakt dawał jej przy tym niesamowite orgazmy, tylko dlaczego zaraz potem znikał? Często na kilka godzin… Na początku jeszcze pytała, gdzie był i co robił, ale zawsze zbywał ją półsłówkami, twierdząc, że robi coś dla HYDRY i to nie jej sprawa… W końcu przestała się tym interesować. Nawet nie zauważył. Czy ją to bolało? Nie. Taki po prostu był. Zimny, zamknięty w sobie, perfekcyjny zabójca. Zimowy Żołnierz. Ile ofiar miał już na swoim sumieniu? Nie chciała wiedzieć. A on pewnie i tak by jej tego nie powiedział…
Nie wiedziała też, ile miał lat. Wyglądał na ciut ponad trzydzieści, ale często zastanawiała się, czy faktycznie tak jest, skoro niejednokrotnie opowiadał jej, że śni mu się II Wojna Światowa? A przecież nie mógł w niej uczestniczyć!

Jęknęła głośno, gdy jej ciałem wstrząsnęły dreszcze orgazmu. Wyszedł z niej szybko i warknął tylko:
- Ogarnij się. Nikt nie może się dowiedzieć, że właśnie cię zerżnąłem
Tylko tyle. Krótko i na temat. Nawet nie skończył. Zresztą nigdy tego nie robił. Pod tym względem był pieprzonym perfekcjonistą. Zaspokajał ją i ubierał się szybko, często nawet na nią nie patrząc, jakby to, co właśnie zrobili, napawało go obrzydzeniem. Ale tak nie było. Wiedziała, że ją lubi. Tak naprawdę… Uśmiechnęła się więc tylko i poszła do łazienki. Został sam na wysłużonym łóżku.
Ukrył twarz w dłoniach i westchnął przeciągle. Ile to już razy obiecywał sobie, że ten seks będzie już ostatnim? I zawsze z taką łatwością łamał to przyrzeczenie… Sam już z resztą nie wiedział, czy to, co do niej czuje, to tylko zwykłe pożądanie, zaspokajane tak genialnie, czy może jednak coś więcej?
Miał jednak bolesną świadomość, że gdy o ich nielegalnym związku dowiedzą się ich przełożeni, zrobią z nimi coś o wiele gorszego, niż tylko ich ze sobą rozdzielą… Wiedział doskonale, do czego się posuną. Wymażą mu pamięć, a potem wmówią, że Natalia jest jego wrogiem i każą mu ją zlikwidować. Pośle jej kulkę, kompletnie nie wiedząc, kim dla niego wcześniej była. No właśnie, a kim była? Na pewno nie, prostą „uczennica”, którą miał wyszkolić. Stała się kim więcej…

Wyszła z łazienki ubrana już w swój lateksowy strój i spojrzała na niego łagodnie.
Nie, zdecydowanie w tej chwili nie chciał, by spotkał ją taki los. Wstał ze swego miejsca tak szybko, że aż się wzdrygnęła i podszedł do niej.
- Nie schrzań tego, dobrze? Wierzę w ciebie – mruknął, patrząc jej łagodnie w oczy i pocałował ją. Delikatnie i czule. Zupełnie jakby w jego ciele były dwie różne osoby i teraz ta druga dała o sobie znać.
- Postaram się – odparła nieco zaskoczona. Kiwnął jej głową i poszedł się ubrać. Wrócił błyskawicznie.
- Gotowa? Będzie tam wielu żołnierzy… Nie zbłaźnij się przed nimi.
- Wiem. Nie zawiodę cię!

Pół godziny później byli już w budynku, gdzie miał odbyć się pokaz jej umiejętności. Nie pozwolili mu wejść z nią na salę, jakby obawiali się, że jej pomoże, gdyby coś poszło nie tak… Nie krył swojej złości, bo nie na takie warunki współpracy się zgadzał!
- Spokojnie, żołnierzu! – usłyszał za sobą tak doskonale znany sobie głos. Karpow!
- Witam, towarzyszu pułkowniku – przywitał swojego zwierzchnika.
- Czemu jesteście tak wzburzeni? To normalne środki zapobiegawcze.
- Przeciw czemu?
- Twojej interwencji, Soldát. Moglibyście tam na przykład wtargnąć i zapobiec wykonania przez Romanovą któregoś z postawionych przed nią zadań – wyjaśnił Rosjanin.
- Dlaczego miałbym to uczynić? – zdumiał się James.
- O tym przekonacie się później, żołnierzu…

Test Natalii trwał już godzinę i choć dzielnie się trzymała, wykonując perfekcyjnie wszystkie zadania, James doskonale wiedział, że nie potrwa to już długo i dziewczyna w końcu będzie zmuszona popełnić jakiś błąd. Obserwował ją zza weneckiego lustra, zaciskając palce w kieszeniach bluzy.
- Słyszałem, żołnierzu, że często znikacie z Romanovą waszej obstawie – zagadnął go spokojnie oficer. Barnes spojrzał na niego krótko i powiedział:
- To część szkolenia, towarzyszu pułkowniku. Uczę Romanovą jak pozbyć się ewentualnego pościgu.
- Rozumiem, prosiłbym jednak, byście nie niszczyli więcej naszych wozów.
- Więc nie montujcie tam podsłuchów! Jeśli mam ją odpowiednio wyszkolić, nie chcę mieć na karku żadnych przyzwoitek. Takie były warunki umowy, jaką zawarłem z Madame B.!
- Madame B. nie ma tu już nic do powiedzenia. O Romanovej dowiedział się sam towarzysz Stalin. Jeśli Romanova przejdzie pomyślnie cały test, zostanie wysłana na swoją pierwszą misję…
- Co takiego? Nie jest jeszcze gotowa! – zerknął przez okno. Na dole siedział na krześle związany mężczyzna z zarzuconą na głowę brudną szmatą. Natalia dostała do ręki broń. – To jest ten ostateczny test? – zirytował się, widząc, do czego to zmierza.
- Dokładnie, żołnierzu. Powinieneś być z siebie dumny, zmieniłeś tę obiecującą młodą kobietę w szpiega bez skrupułów.
- Zapewniam, że nie jest jeszcze gotowa!
- To już my ocenimy, żołnierzu! A teraz uspokójcie się albo będę zmuszony zamknąć was w karcerze!
James umilkł natychmiast. Karcer oznaczał bowiem dwa dni nieustających tortur, z których wymazywanie pamięci za pomocą elektrowstrząsów było najmniej bolesne… Znów przeniósł spojrzenie na Natalię.
Nieznany mężczyzna został już pozbawiony osłaniającej mu twarz szmaty i patrzył teraz przerażonym wzrokiem na kobietę i trzymany w jej dłoniach pistolet. Barnes z łatwością dostrzegł jej leciutkie wahnięcie, zanim spokojnie nacisnęła spust. Rozległ się stłumiony przez szkło wystrzał i nieznany mu mężczyzna zwalił się ciężko na ziemię wraz z krzesłem. W jego czole ziała lekko dymiąca się dziura po kuli.
- Doskonale! – ucieszył się Karpow. – Naprawdę znakomicie ją wyszkoliłeś, żołnierzu…
Barnes nie słuchał go jednak. Zauważył, co działo się bowiem z Natalią. Zbiegł po schodach i niemal wyrywając drzwi z zawiasów, wpadł na salę i nie zważając na obecnych tam oficjeli, podszedł do niej i powiedział stanowczo:
- Dobra robota! Wstawaj!
Ani drgnęła, tylko dalej tępo wpatrywała się w ciało na podłodze. Przyklęknął przy niej i złapał ją mocno za podbródek.
- Wstań! – zażądał stanowczo. Jego głos był lodowaty, szorstki i nieprzyjemny. Wykonała polecenie. Nie płakała, tylko wzrok miała nieobecny. Podeszło do nich dwóch agentów KGB.
- Przejmujemy ją. Odsuńcie się, żołnierzu! Doskonale wywiązaliście się ze swoich obowiązków. Możecie wracać do siebie.
Zgrzytnął zębami, zdając sobie sprawę, że jeśli znów zaprotestuje, skaże ich oboje na niechybną śmierć. Odstąpił od niej. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Spojrzał na nią po raz ostatni. Jej oczy wyrażały strach.
- Przejdziecie ostateczną inicjację, agentko Romanova – powiedział Karpow, stając koło Barnesa.
Spojrzała na niego krótko i zadrżała wyraźnie. James zmarszczył brwi. Czym była ów inicjacja? Co miało nastąpić? Tego nie wiedział. Ale też się bał. O nią. Czy tym czymś jej nie zniszczą…

495 czyt.
100%5
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1523 słów i 8711 znaków.

Dodaj komentarz