Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Święty obowiązek - Inicjacja

Święty obowiązek - InicjacjaNastępne godziny upłynęły Aszarze w rytmie powolnych, starannych przygotowań, które miały uczynić z jej ciała ofiarę godną bogini. Niewolnice pracowały w milczeniu, a komnata wypełniła się gęstym zapachem mydła z oliwy i popiołu, wonnych olejków z mirry, nardu i żywicy. Najpierw położyły ją na niskiej ławie z trzciny i dokładnie namydliły każde miejsce. Ciepła woda spływała po oliwkowej skórze, spłukując resztki potu i soków. Palce niewolnic wnikały między gęste, czarne owłosienie łonowe, myjąc je z nabożeństwem, rozchylając wargi, by nic nie umknęło. Aszara leżała spokojnie, czując, jak jej ciało staje się czyste i gotowe.
Potem rozczesano jej długie, czarne włosy. Kościany grzebień przechodził przez nie setki razy, aż lśniły jak nocne niebo nad Eufratem. Skórę nasmarowano wonnościami — najpierw lekką warstwą olejku na piersi, brzuch i uda, potem gęstszą mieszaniną na ramiona, szyję i stopy. Aszara poczuła, jak zapach wnika w nią, czyniąc ją jeszcze bardziej pożądaną.
Na koniec ubrano ją. Biała, bardzo krótka szata z najcieńszego lnu była prawie przezroczysta. Sięgała ledwie poniżej bioder, tak że przy każdym ruchu odsłaniała dolne kępki czarnego owłosienia. Piersi majaczyły pod tkaniną, sutki już stwardniałe od chłodnego powietrza i oczekiwania. Na szyję założono ciężki naszyjnik z lapis lazuli i złota, na ramiona i nadgarstki — szerokie bransolety, na kostki — delikatne łańcuszki, które brzęczały przy każdym kroku.
Niewolnice wyprowadziły ją wąskim korytarzem na dziedziniec pałacu. Przed bramą czekał już oddział straży w skórzanych hełmach i z włóczniami o miedzianych grotach oraz sześciu nagich od pasa w górę tragarzy lektyki. Aszara dostrzegła, jak ich wzrok spoczął na jej ledwie zasłoniętym łonie i jak pod lnianymi przepaskami wyraźnie zarysowały się stwardniałe członki. To widoczne podniecenie uderzyło w nią falą gorąca. Wkrótce, myślała, w świątyni zostanie ono ukojone — i jej własne też.
Wsiadła do lektyki wyłożonej miękkimi poduszkami. Tragarze unieśli ją na ramionach. Procesja ruszyła powoli przez ulice Ahur. Miasto tętniło życiem typowym dla sumeryjskiego południa. Wąskie uliczki wyłożone ubitą gliną i kawałkami cegieł wiły się między domami z suszonego mułu. Z płaskich dachów zwisały maty dające cień, a w otwartych warsztatach rzemieślnicy wypalali naczynia i tkali wełnę. Kanały irygacyjne połyskiwały po obu stronach drogi, a powietrze niosło zapach mułu, pieczonego chleba i odchodów zwierząt. Ludzie schodzili z drogi, kłaniając się głęboko na widok królewskiej lektyki. Niektórzy szeptali imię Isztar.
Świątynia wznosiła się nad miastem jak sztuczna góra. Jej ziggurat, zbudowany z milionów cegieł mułowych, wznosił się tarasami ku niebu, a na szczycie lśniła biała kaplica. Dolny dziedziniec otoczony był wysokim murem. Wrota były szerokie, ozdobione miedzianymi okuciami i symbolami gwiazdy Isztar. Kapłanki w długich, frędzlowanych szatach oczekiwały już na progu.
Aszara zeszła z lektyki. Kapłanki otoczyły ją i poprowadziły do wnętrza. Świątynia była wypełniona po brzegi — kupcy, rzemieślnicy, żołnierze, kobiety z dziećmi na rękach, wszyscy stali w ścisku, a powietrze było ciężkie od kadzidła, potu i oczekiwania. Wysokie ściany pokryte były malowidłami przedstawiającymi boginię z lwami u stóp, a w głębi wznosił się niski ołtarz z czarnego kamienia.
Przed ołtarzem stała arcykapłanka — wysoka, surowa kobieta w białej szacie obszytej złotem, z wysoką tiarą na głowie. Obok niej czekał król Mahere, ojciec Aszary. Był to mężczyzna w sile wieku, o szerokich barkach i dumnej postawie, ubrany w długą, frędzlowaną kaunakes z najcieńszej wełny i ciężki naszyjnik królewski. Gdy zobaczył córkę, jego oczy rozbłysły dumą.
Arcykapłanka uniosła ręce. Jej głos, wyćwiczony w długich latach służby, wypełnił całą salę:
— Ludu Ahur! Bądźcie świadkami świętego wydarzenia! Oto Aszara, córka króla Mahere, potomkini samej bogini Isztar, staje dziś, by wypełnić posługę w tej świątyni. Przez siedem dni jej ciało będzie należeć do każdego, kto złoży ofiarę. Niech nikt nie śmie odmówić jej tego, o co poprosi. Niech nikt nie śmie odmówić jej siebie!
Okrzyki zachwytu i wzniesione ręce odpowiedziały jej słowom. Echo potoczyło się pod stropem.
Arcykapłanka kontynuowała, a jej głos stał się jeszcze donośniejszy:
— Lecz dziewictwo księżniczki jest darem wyjątkowym. Może je odebrać tylko ktoś, w czyich żyłach płynie równie boska krew. Dlatego najświętszego aktu dokona sam król Mahere, ojciec Aszary, namaszczony przez bogów władca tego miasta!
Kapłanki niższej rangi podeszły do Aszary. Ich ręce rozwiązały cienkie zapięcia białej szaty. Tkanina ześlizgnęła się z jej ciała i opadła na kamienną posadzkę. Aszara stanęła naga przed tłumem — pełne piersi, płaski brzuch, gęste czarne owłosienie łonowe, długie nogi. Szmer przeszedł przez zgromadzonych.
Arcykapłanka wzięła ją za dłoń i poprowadziła ku ołtarzowi. Aszara wspięła się na niski, czarny kamień. Arcykapłanka delikatnie, lecz stanowczo rozłożyła jej uda szeroko, tak że wilgotna, gęsto owłosiona cipka księżniczki stała się widoczna dla wszystkich wiernych wypełniających świątynię. Aszara leżała na wznak na ołtarzu, patrząc w wysoki strop pokryty malowidłami gwiazd, a serce biło jej mocno w oczekiwaniu na to, co miało nadejść.
Aszara leżała na niskim, czarnym ołtarzu z kamienia, szeroko rozłożona, naga, wystawiona na spojrzenia setek wiernych wypełniających salę świątyni. Powietrze było gęste od dymu kadzidła, potu i napięcia. Wysokie ściany pokryte malowidłami gwiazd i lwów Isztar lśniły w świetle setek olejnych lamp. Tłum – rzemieślnicy w prostych przepaskach, kupcy w frędzlowanych szatach, żołnierze, kobiety z dziećmi na biodrach, starcy opierający się o laski – stał w milczeniu pełnym oczekiwania. Niektórzy mężczyźni mieli już wyraźnie uniesione przepaski; dłonie kilku z nich poruszały się rytmicznie pod tkaniną, nie kryjąc się z podnieceniem wywołanym widokiem nagiej księżniczki.
Kapłanki podeszły do króla Mahere. Ich ręce rozwiązały szeroki pas i ściągnęły z niego ciężką, frędzlowaną kaunakes. Król stanął nagi przed ołtarzem i przed całym ludem Ahur. Jego ciało było ciałem mężczyzny w sile wieku: szerokie, owłosione barki, muskularna klatka piersiowa pokryta siwiejącym meszkiem, twardy brzuch, silne uda. Między nogami zwisał gruby, ciemny kutas, już w pełni wzwiedziony, z wyraźnie zarysowaną główką i ciężkimi jądrami. Skóra na trzonie była nieco jaśniejsza od reszty ciała, poprzecinana wystającymi żyłami.
Arcykapłanka uniosła ręce. Jej głos potoczył się po sali jak grzmot:
— Oto dopełnia się przeznaczenie! Aszara, potomkini Isztar, oddaje swoje dziewictwo temu, w czyich żyłach płynie ta sama boska krew. Król Mahere dokona aktu, który połączy ród z boginią!
Mahere stanął pomiędzy rozłożonymi udami córki. Arcykapłanka chwyciła jego kutasa u nasady i przyłożyła szeroką, napęczniałą główkę do wilgotnych, gęsto owłosionych warg sromowych Aszary. Powoli przesunęła nią w górę i w dół, rozmazując soki księżniczki po żołędzi.
Aszara poczuła gorąco i twardość. Serce biło jej tak mocno, że słyszała własny puls w uszach. Atmosfera w świątyni była podniosła i ciężka zarazem – święta i żądna. Tłum wstrzymał oddech. Mahere nacisnął biodrami. Główka wsunęła się między wargi, rozciągając je. Aszara poczuła wypełnienie, nacisk, lekkie pieczenie. Kutas posuwał się centymetr po centymetrze, rozchylając dziewicze ścianki, aż napotkał opór – cienką, sprężystą przeszkodę błony.
W tej samej chwili rozległy się bębny. Głębokie, rytmiczne uderzenia wypełniły salę. Dołączyły do nich długie, przenikliwe dźwięki trąb z kości i miedzi. Tłum poderwał się do świętej pieśni – niskie, powtarzalne frazy w starożytnym języku, wychwalające Isztar i płodność. Niektórzy mężczyźni nie kryli się już wcale; ich dłonie poruszały się szybko na wystających kutasach, oczy wpatrzone w ołtarz.
Mahere cofnął biodra i pchnął z całej siły.
Błona pękła z wyraźnym, mokrym oporem. Ostry, przeszywający ból rozdarł Aszarę od środka. Krzyknęła – krótko, ostro – a jej ciało uniosło się na ołtarzu. Gorąca fala krwi zmieszała się z sokami i oblała wnikający kutas ojca. Mahere nie zatrzymał się. Wbił się aż do nasady, wypełniając ją całkowicie. Aszara czuła każdy cal – grubość, tętnienie żył, ciężar jąder przyciśniętych do jej pośladków. Ból mieszał się z ogromnym uczuciem rozciągnięcia i pełności. Ścianki jej pochwy kurczyły się odruchowo wokół obcego, twardego ciała.
Król zaczął się ruszać. Najpierw wolno, głęboko, wyciągając kutasa niemal do końca i wbijając z powrotem. Każde pchnięcie rozciągało świeżo rozerwaną tkankę, wywołując nowe fale pieczenia i dziwnej, narastającej rozkoszy. Aszara jęczała coraz głośniej. Jej dłonie zacisnęły się na krawędziach ołtarza, piersi unosiły się gwałtownie, sutki stwardniałe jak kamienie. Gęste czarne owłosienie było już mokre od krwi i soków. Każde pchnięcie ojca wydawało mokry, głośny odgłos, który mieszał się z bębnami i pieśnią tłumu.
Ból ustępował miejsca czemuś głębszemu. Aszara czuła, jak jej ciało otwiera się, jak mięśnie uczą się rytmu. Kutas ojca tarł o każdy punkt wewnątrz, a gdy główka ocierała się o przednią ściankę, przez brzuch przebiegał jej dreszcz. Jęczała bez wstydu, głośno, wtórując pieśniom. Tłum odpowiadał głośniejszym śpiewem. Kilku mężczyzn szczytowało już na stojąco, ich nasienie spadało na kamienną posadzkę.
Orgazm nadszedł nagle i z siłą, której się nie spodziewała. Zaczęło się od głębokiego, tępego skurczu w dole brzucha. Potem fala zalała ją całą. Aszara krzyknęła – długo, załamująco – a jej ciało wygięło się w łuk na ołtarzu. Pochwa zacisnęła się rytmicznie, mocno, ssąc kutasa ojca w długich, niekontrolowanych skurczach. Uda zadrżały, palce stóp podwinęły się, piersi drgały. Sok i resztki krwi trysnęły wokół trzonu. Oczy zaszkliły się jej łzami rozkoszy, usta pozostały otwarte w niemym krzyku. Skurcze nie ustawały; przechodziły fala za falą, aż całe jej ciało drżało i wiotczało na kamieniu.
Gdy Aszara opadła bezwładnie, Mahere przyspieszył. Pchał szybko, mocno, bez litości, patrząc w dół na córkę. Po chwili zaryczał – nisko, królewsko – i wbił się do samego końca. Aszara poczuła, jak jego kutas drga wewnątrz niej, wyrzucając gorące, gęste strumienie nasienia prosto w jej macicę. Spuszczał się długo, szarpiąc biodrami, wypełniając ją aż do przelewania.
Wyjął kutasa powoli. Stanął przodem do wiernych, trzymając go u nasady. Trzon był lśniący, mokry, pokryty mieszaniną krwi, soków i własnego nasienia. Główka wciąż napęczniała, a z ujścia spływała gęsta, biaława kropla zmieszana z różowym odcieniem krwi córki. Ciężkie jądra były wciąż obkurczone.
Arcykapłanka opadła na kolana przed królem na oczach całego tłumu. Bez wahania objęła wargami jego kutasa. Język przesunął się najpierw po główce, zbierając gęste nasienie i krew, potem zjechał w dół trzonu, oblizując każdą żyłę. Wzięła go głębiej, ssąc, mlaskając głośno, czyściła starannie aż do nasady i jąder. Jej policzki zapadały się, a ślina mieszała się z resztkami. Tłum obserwował w świętym milczeniu przerywanym tylko ciężkim oddechem i cichym ruchem dłoni tych, którzy wciąż się pieścili. Arcykapłanka nie przyspieszała. Lizała i ssała metodycznie, aż kutas króla lśnił tylko od jej śliny, czysty na oczach całego Ahur.
Arcykapłanka uniosła się z kolan, oblizując jeszcze raz wargi. Jej głos, wzmocniony akustyką sali, potoczył się nad tłumem:
— Bogini Isztar jest zadowolona! Pobłogosławiła księżniczkę rozkoszą spełnienia. Dziewictwo zostało ofiarowane, krew zmieszała się z nasieniem królewskim. Niechaj złożona zostanie pierwsza ofiara!
Z głębi sali wystąpił książę Hamir. Za nim szli niewolnicy dźwigający ciężkie szkatuły z cedrowego drewna okute miedzią. Gdy otwarto je przed ołtarzem, wewnątrz zabłysnęły łańcuchy z lapis lazuli, złote bransolety, bryłki mirry, nardu i rzadkich wonności przywiezionych z krain za górami. Arcykapłanka skinęła głową, przyjmując dar w imieniu bogini. Tłum zareagował niskim pomrukiem uznania. Wielu mężczyzn miało już dłonie pod przepaskami; kilka kobiet, stojących bliżej, niekrycie ocierało się o własne palce, wpatrując się w nagie ciało Aszary na ołtarzu.
Kapłanki otoczyły Hamira. Ściągnęły z niego frędzlowaną kaunakes i naszyjnik. Książę stanął nagi – młodszy od ojca, lecz równie silnie zbudowany, z gładszą skórą i twardym, sterczącym kutasem, który lśnił już od podniecenia. Pochylił się nad siostrą i odezwał tak cicho, że słyszały go tylko najbliższe kapłanki:
— Nie jestem godzien zmieszać swego nasienia z nasieniem ojca w twoim łonie. Chcę posiąść twój odbyt.
Arcykapłanka usłyszała i skinęła. Dwie kapłanki podeszły do ołtarza z alabastrowymi flakonami pełnymi gęstego, pachnącego oleju. Jedna rozchyliła pośladki Aszary i zaczęła smarować ciasny, pomarszczony otwór, wsuwając natłuszczony palec głębiej, by przygotować ścianki. Druga obficie namaściła kutasa Hamira od główki aż po jądra. Olej spływał po trzonie, błyszcząc w świetle lamp.
Hamir stanął między rozłożonymi udami siostry. Przyłożył napęczniałą główkę do namaszczonego odbytu i nacisnął. Aszara poczuła najpierw twardy, nieustępliwy nacisk. Zwieracz opierał się, piekł, rozciągał się powoli. Hamir nie cofnął się. Pchnął zdecydowanie, centymetr po centymetrze. Główka wsunęła się z mokrym, opornym dźwiękiem. Aszara jęknęła głośno – odczucie było zupełnie inne niż w pochwie: ciaśniejsze, bardziej piekące, wypełniające ją od tyłu w sposób, który odbierał oddech. Hamir kontynuował. Gruby trzon rozpychał ścianki odbytu, wsuwając się coraz głębiej. Aszara czuła każdy cal – ciepło, tętno żył, nieubłaganą twardość. Gdy kutas dotarł do nasady, jej pośladki stykały się z jego biodrami, a ciężkie jądra opierały się o jej skórę. Jęknęła przeciągle, dłonie zaciskając na krawędziach ołtarza.
Hamir zaczął się ruszać. Powoli najpierw, wyciągając kutasa niemal do główki i wbijając z powrotem aż do końca. Każde pchnięcie rozciągało świeżo otwarty odbyt, wywołując fale pieczenia mieszające się z narastającą rozkoszą. Aszara jęczała w rytm pieśni, które tłum znowu podjął – niskie, powtarzalne frazy wychwalające płodność i władzę Isztar. Jej ciało reagowało bez kontroli: pośladki napinały się i rozluźniały, brzuch falował, piersi unosiły się gwałtownie. Pochwa, wciąż pełna nasienia ojca i krwi, zaciskała się pusto, a soki spływały po odbycie, mieszając się z olejem.
Rozkosz rosła zbyt szybko. Aszara straciła panowanie nad ciałem. W trakcie szczególnie głębokiego pchnięcia jej mięśnie dna miednicy rozluźniły się całkowicie. Najpierw poczuła ciepło, potem silny, niepowstrzymany strumień. Mocz trysnął z jej cipki wysokim łukiem, obficie, głośno pluszcząc o kamień ołtarza i spływając po jej udach. Strumień trwał długo, pulsując w rytm pchnięć brata. Aszara krzyknęła z upokorzenia i rozkoszy zarazem, a tłum odpowiedział głośniejszym śpiewem. Kilka kobiet w pierwszych rzędach szczytowało na stojąco, ich dłonie pracowały szybko pod szatami; mężczyźni nie kryli się już wcale, poruszając pięściami na twardych kutasach.
Orgazm uderzył w nią w środku oddawania moczu. Skurcze przyszły z samej głębi – najpierw w odbycie, który zacisnął się rytmicznie wokół kutasa Hamira, potem w całej miednicy. Aszara wygięła się w łuk, krzycząc bez słowa. Jej ciało drżało, uda trzęsły się niekontrolowanie, piersi podskakiwały. Pochwa wydzielała kolejne fale soków, mieszających się z moczem. Hamir nie zwolnił. Pieprzył jej odbyt dalej, mocno, głęboko, a dłońmi sięgnął do jej piersi i zaczął szczypać sutki – mocno, rytmicznie, dodając ostrego ukłucia do fal orgazmu.
Aszara wciąż drżała, gdy brat przyspieszył. Jego biodra uderzały o jej pośladki z mokrym odgłosem. W końcu wbił się do samego końca i zaryczał. Aszara poczuła, jak jego kutas pęcznieje i drga wewnątrz jej odbytu. Gorące, gęste strumienie nasienia wypełniały ją od tyłu – pulsujące, obfite, rozpierające ścianki jeszcze bardziej. Każdy spust wywoływał w niej kolejny drobny skurcz. Czując, jak brat wypełnia jej odbyt swoim nasieniem, Aszara jęknęła długo, wyczerpana i spełniona.
Hamir wyciągnął kutasa powoli. Aszara leżała szeroko rozłożona na ołtarzu. Jej cipka była zaczerwieniona, rozwarta, z niej sączyła się mieszanina krwi, soków i gęstego nasienia ojca. Odbyt pozostał lekko otwarty, pomarszczony, lśniący od oleju i nasienia; z jego środka wypływał powolny, gęsty strumień białej spermy Hamira, spływający po pośladkach ku ołtarzowi.
Tłum w świątyni obserwował w podniosłym, prawie religijnym uniesieniu mieszającym się z jawnym pożądaniem. Pieśń nie ustała. Dłonie wielu wiernych – zarówno mężczyzn, jak i kobiet – poruszały się bez wstydu, w rytm ostatnich drgań ciała księżniczki.
Arcykapłanka uniosła obie ręce wysoko nad głowę. Jej głos, choć ochrypły od długiego mówienia, wciąż niósł się potężnie pod sklepieniem świątyni:
— Ceremonia na dzień dzisiejszy dobiegła końca! Aszara, potomkini Isztar, została namaszczona krwią i nasieniem królewskim. Przez następne sześć dni jej ciało będzie otwarte dla każdego, kto złoży godną ofiarę. Niech nikt nie śmie odmówić jej niczego, o co poprosi. Idźcie w pokoju bogini!
Tłum zaczął powoli się rozchodzić, wciąż jeszcze podniecony, niektórzy mężczyźni poprawiali przepaski, kobiety poprawiały szaty. Kapłanki i ich niewolnicy podeszli do ołtarza. Delikatnie, lecz stanowczo pomogli Aszarze unieść się do pozycji siedzącej. Jej uda były lepkie od mieszaniny krwi, nasienia i moczu, odbyt wciąż lekko rozwarty. Wsparta na ramionach dwóch kapłanek zeszła z kamienia i została poprowadzona wąskim korytarzem w głąb kompleksu świątynnego.
Komnata, która miała stać się jej sypialnią na czas posługi, była przestronna, lecz surowa. Ściany wzniesiono z starannie ułożonych cegieł mułowych, otynkowanych jasną gliną i ozdobionych prostymi pasami czerwonej farby oraz symbolami gwiazdy Isztar. Podłogę pokrywały grube maty z plecionych trzcin. W głębi stało niskie łoże o solidnej ramie z ciemnego drewna, wyłożone warstwami wełnianych materacy i lnianych płócien. Przy ścianach paliły się olejowe lampy w glinianych misach, rzucając ciepłe, migoczące światło. W rogu tliło się kadzidło, wypełniając powietrze ciężkim zapachem mirry i żywicy. Małe, wysoko umieszczone okienko wpuszczało wąski snop wieczornego światła.
Gdy tylko drzwi z trzciny zamknęły się za nimi, Aszara odsunęła się od kapłanek. Jej oczy błyszczały niezadowoleniem.
— To wszystko? — spytała ostro. — Tyle godzin przygotowań, cały lud Ahur jako świadkowie, a ceremonia kończy się tak szybko? Moje ciało wciąż płonie. Żądam, bym została jeszcze zaspokojona. Natychmiast.
Jedna z kapłanek, młodsza, o poważnej twarzy, skłoniła głowę.
— Przysięgam na Isztar, że potrzeby księżniczki zostaną spełnione. Pozwól mi tylko sprowadzić odpowiednich sług.
Wyszła. Po krótkiej chwili wróciła, a za nią weszło czterech niewolników. Byli nadzy, wybrani najwyraźniej ze względu na budowę ciała: wysocy, szerocy w barkach, o twardych mięśniach brzucha i ud. Każdy z nich miał olbrzymiego, już w pełni wzwiedzionego kutasa – grube, ciemne, ciężkie członki, które kołysały się przy każdym kroku.
Aszara nie powiedziała nic więcej. Położyła się na łożu, rozłożyła szeroko uda i uniosła ręce.
— Sprawcie mi rozkosz — rozkazała. — Wszystkimi sposobami.
Pierwszy niewolnik ukląkł między jej nogami i bez wstępów wbił swojego ogromnego kutasa w jej wciąż wrażliwą, pełną nasienia ojca cipkę. Aszara krzyknęła, gdy gruba długość rozparła ją jednym pchnięciem aż do nasady. Jednocześnie drugi niewolnik klęknął przy jej głowie i wsunął swojego członka między jej otwarte usta. Aszara objęła go wargami, ssąc chciwie, podczas gdy dłonie uniosły się i chwyciły dwa pozostałe kutasy – grube, gorące, tętniące pod jej palcami. Zaczęła je masturbować długimi, pewnymi ruchami.
Doznania zalały ją od razu. Cipka była wciąż obolała po defloracji i po nasieniu ojca, lecz ogromny kutas niewolnika rozciągał ją na nowo, ocierając się o każde wrażliwe miejsce. Każde pchnięcie było głębokie, ciężkie, wypełniające ją całkowicie. W ustach czuła słony smak skóry i preejakulatu drugiego niewolnika; jego członek sięgał jej prawie do gardła, zmuszając do ślinienia się i mlaskania. Dłonie pracowały rytmicznie na dwóch pozostałych kutasach – czuła, jak pod jej palcami twardnieją jeszcze bardziej, jak żyły pulsując. Czterech mężczyzn otaczało ją, ich oddech był ciężki, mięśnie napinały się, a zapach męskiego potu mieszał się z kadzidłem. Aszara jęczała wokół kutasa w jej ustach, biodra unosząc naprzeciw pchnięciom, dłonie zaciskając mocniej.
Orgazm nadszedł gwałtownie. Zaczęło się od głębokiego skurczu w dole brzucha, który rozlał się na całą miednicę. Aszara wygięła się w łuk, krztusząc się na kutasie w ustach. Jej cipka zacisnęła się mocno wokół trzonu niewolnika, ssąc go w długich, rytmicznych konwulsjach. Uda zadrżały, palce stóp podwinęły się, piersi uniosły się wysoko. Sok trysnął wokół wnikającego członka. Całe ciało drżało bez kontroli, a z oczu popłynęły jej łzy rozkoszy. Skurcze wracały fala za falą, aż w końcu opadła bezwładnie na lniane płótna, ciężko łapiąc powietrze.
Odzyskawszy odrobinę świadomości, uniosła głowę. Jej głos był ochrypły, lecz stanowczy:
— Pokryjcie moje ciało waszym nasieniem. Wszyscy!
Czterej niewolnicy cofnęli się. Stanęli wokół łoża i zaczęli szybko masturbować swoje olbrzymie, lśniące od jej soków i śliny kutasy. Aszara leżała nieruchomo, patrząc, jak ich dłonie poruszają się coraz szybciej. Pierwszy jęknął nisko i trysnął – gęste, białe strumienie spadły na jej piersi i brzuch. Drugi dołączył niemal natychmiast, pokrywając jej szyję i policzki. Trzeci i czwarty spuścili się prawie jednocześnie – ich nasienie pryskało na jej gęste czarne owłosienie łonowe, na uda, na płaski brzuch. Grube, lepkie krople spływały wolno po oliwkowej skórze, zbierały się w zagłębieniu pępka, ściekały między piersiami, oblepiały sutki, mieszały się z resztkami krwi i soków na jej cipce i odbycie. Ciało Aszary lśniło w świetle lamp – mokre, białe smugi kontrastowały z oliwkowym odcieniem skóry, gęste kępki owłosienia były sklejone, piersi i brzuch pokryte nierównymi plamami gęstego nasienia, które powoli spływało na lniane płótna łoża.
W komnacie świątyni Isztar unosił się tylko ciężki oddech ludzi i słodkawy zapach świeżego nasienia zmieszany z mirrą.
Ciało Aszary lśniło w migoczącym świetle olejnych lamp. Gęste, białe smugi nasienia czterech niewolników spływały powoli po jej oliwkowej skórze – po pełnych piersiach, zbierały się w zagłębieniu pępka, ściekały między udami, sklejały czarne, bujne owłosienie łonowe i spływały dalej na lniane płótna łoża. Zapach świeżego nasienia mieszał się z ciężkim aromatem mirry, który unosił się w komnacie świątyni Isztar.
Aszara uniosła się na łokciach. Przywykła od dziecka do rozkazywania, spojrzała na kapłanki stojące przy ścianie.
— Rozbierzcie się — rzuciła krótko. — Wszystkie.
Kapłanki posłuchały bez wahania. Były trzy. Nosiły typowe szaty służebnic Isztar: długie, frędzlowane tuniki z delikatnego lnu barwionego na kolor kości słoniowej, przewiązane pod piersiami szerokimi pasami z wełny, na których wisiały małe amulety z lapis lazuli w kształcie gwiazdy. Na stopach miały proste skórzane sandały, a włosy splecione w ciasne warkocze spięte kościanymi szpilami. Najstarsza miała na szyi dodatkowy naszyjnik z koralików.
Jedna po drugiej ściągnęły tuniki przez głowę. Szaty opadły na maty z trzciny. Stanęły nagie.
Najstarsza kapłanka miała około trzydziestu lat. Jej ciało było pełne, dojrzałe: szerokie biodra, miękkie uda, piersi ciężkie, o ciemnych, szerokich otoczkach i sutkach, które już stężały. Brzuch lekko zaokrąglony, łono porośnięte gęstym, ciemnym trójkątem włosów. Odbyt, gdy odwróciła się nieco, był ciemny, pomarszczony, otoczony delikatnym meszkiem. Skóra oliwkowa, naznaczona lekkimi śladami wieku i słońca.
Druga, nieco młodsza, była smuklejsza. Piersi mniejsze, zgrabne, o jasnobrązowych sutkach. Talię miała wąską, biodra wyraźnie zarysowane. Owłosienie łonowe skąpe, prawie schowane między udami. Jej odbyt był mały, różowy, niemal bez meszku. Twarz miała poważną, o wysokich kościach policzkowych.
Najmłodsza wyglądała na ledwie dwadzieścia lat. Była niższa od pozostałych, o delikatniejszej budowie. Piersi niewielkie, jędrne, o ciemnych, spiczastych sutkach. Brzuch płaski, biodra wąskie, uda gładkie. Między nogami rosła rzadka, jedwabista kępka czarnych włosków, która ledwie zasłaniała różowe wargi sromowe. Odbyt miał kolor jasnoróżowy, ciasny, bez żadnego owłosienia. Jej skóra była niemal porcelanowa w porównaniu z pozostałymi, a policzki wciąż miały dziewczęcy rumieniec.
Aszara skinęła ręką.
— Zliżcie to ze mnie. Całe.
Kapłanki podeszły do łoża i uklękły wokół księżniczki. Najstarsza zaczęła od piersi – jej szeroki język przesunął się po lepkim nasieniu, zbierając gęste krople z sutków i spływające smugi między piersiami. Ssała delikatnie, mlaskała, połykając. Druga kapłanka pochyliła się nad brzuchem Aszary, liżąc długimi, wolnymi pociągnięciami od pępka w dół, zbierając nasienie, które zebrało się w zagłębieniu i spływało ku łonu. Najmłodsza uklękła między udami księżniczki i zaczęła zlizywać gęste, białe smugi z wewnętrznych stron ud i z czarnego owłosienia. Jej język wnikał ostrożnie między wargi sromowe, zbierając resztki nasienia niewolników zmieszane z sokami Aszary. Pracowały w milczeniu, tylko mokre odgłosy lizania i ciche przełykanie wypełniały komnatę. Aszara leżała spokojnie, pozwalając im czyścić swoje ciało, aż skóra znowu stała się gładka i lśniąca jedynie od ich śliny.
Gdy skończyły, Aszara uniosła dłoń.
— Wyjdźcie. Zostaje tylko ona — wskazała najmłodszą kapłankę.
Dwie starsze skłoniły się i wyszły, zamykając za sobą matę z trzciny. W komnacie pozostały tylko one dwie. Lampy migotały, a z zewnątrz dochodził już tylko odległy szum miasta Ahur przechodzącego w noc.
Aszara wstała z łoża. Podeszła do młodej kapłanki i stanęła przed nią. Jej dłonie uniosły się i zaczęły badać ciało dziewczyny bez pośpiechu. Najpierw przesunęła palcami po małych, jędrnych piersiach, ściskając sutki aż do lekkiego jęku. Potem zeszła niżej, po płaskim brzuchu, aż do rzadkiego owłosienia. Rozchyliła wargi sromowe dwoma palcami i wsunęła jeden głęboko do środka, badając wilgotność i ciasnotę. Kapłanka zadrżała. Aszara wyciągnęła palec, odwróciła dziewczynę i rozchyliła jej pośladki. Palec, wciąż wilgotny, nacisnął na ciasny, różowy odbyt i wsunął się powoli aż do połowy. Kapłanka jęknęła głośniej, unosząc się na palcach. Aszara wyciągnęła palec i uniosła go do ust dziewczyny.
— Otwórz.
Kapłanka posłusznie otworzyła usta. Aszara wsunęła w nie brudny palec, pozwalając, by język oczyścił go dokładnie.
— Połóż się na łożu — rozkazała.
Młoda kapłanka położyła się na wznak, rozkładając uda bez pytania. Aszara uklękła między nimi, pochyliła się i przywarła ustami do jej cipki. Język wysunął się od razu – szeroki, mokry, pewny. Najpierw oblizała zewnętrzne wargi, zbierając już obecne soki, potem wsunęła się między nie i zaczęła penetrować głęboko, wirować, ocierać się o przednią ściankę. Aszara ssała łechtaczkę, mlaskała, wsuwała język tak daleko, jak potrafiła. Kapłanka jęczała coraz głośniej, jej małe piersi unosiły się gwałtownie, biodra drgały naprzeciw ustom księżniczki. W komnacie świątyni Isztar unosił się tylko dźwięk mokrego lizania i coraz bardziej załamane jęki młodej kapłanki.
Aszara nie przerywała. Jej język pracował głęboko i pewnie, wsuwając się między różowe wargi sromowe kapłanki, penetrując, wirując, ocierając się o każdy wrażliwy punkt. Kapłanka wiła się na lnianych płótnach łoża, jej małe piersi unosiły się gwałtownie, a dłonie zaciskały się na krawędziach materaca. Jęki stawały się coraz głośniejsze, załamane, prawie zwierzęce.
Orgazm nadszedł nagle i z ogromną siłą. Lakszani krzyknęła ostro, wysoko, a jej ciało wygięło się w łuk. Uda zadrżały niekontrolowanie, zaciskając się na głowie Aszary. Pochwa skurczyła się rytmicznie, mocno, ssąc język księżniczki w długich, pulsujących konwulsjach. Sok trysnął obficie, oblewając usta i brodę Aszary. Kapłanka trzęsła się, biodra podrywały się w górę, a z jej ust wydobywał się ciągły, załamany dźwięk rozkoszy. Skurcze wracały fala za falą, aż w końcu opadła bezwładnie, ciężko oddychając, z oczami zalanymi łzami spełnienia.
Aszara uniosła głowę. Patrzyła z fascynacją, jak ciało młodej kapłanki drży jeszcze w ostatnich, słabszych skurczach. Wilgotne, różowe wargi sromowe pozostały lekko rozwarte, lśniące od soków. Aszara uśmiechnęła się wolno, a w jej oczach tliła się czysta, próżna ciekawość.
Bez słowa wsunęła jeden palec w ciasny, różowy odbyt Lakszani. Kapłanka jęknęła przeciągle, wciąż wrażliwa po orgazmie. Aszara dodała drugi palec, rozciągając otwór, a potem trzeci. Trzy palce wbiły się głęboko, brutalnie, bez litości. Aszara poruszała nimi szybko, mocno, rozchylając ścianki, penetrując aż po kostki. Kapłanka krzyczała z rozkoszy i pieczenia zarazem, biodra unosząc naprzeciw dłoni księżniczki, jakby sama prosiła o więcej. Aszara obserwowała każdy drżący ruch, każdy skurcz mięśni, każdy grymas na twarzy dziewczyny.
W końcu wyjęła palce. Były mokre, lśniące. Uniosła je do ust i oblizła powoli, z nabożeństwem. Smak był intensywny – lekko gorzkawy, ziemisty, zmieszany ze słodkawą wilgocią soków młodej kapłanki i pozostałościami oleju. Aszara poczuła na języku ciepło cudzego ciała, intymny, zakazany aromat, który sprawił, że jej własne łono znowu zabolało od pragnienia. Przesunęła językiem między palcami, zbierając każdą kroplę, połykając z wyraźną przyjemnością.
Spojrzała w dół na leżącą kapłankę.
— Jak masz na imię? Ile masz lat?
Głos Lakszani był słaby, ochrypły od krzyku.
— Lakszani, moja pani. Mam dziewiętnaście lat.
Aszara skinęła głową, zadowolona.
— Na czas mojego pobytu w świątyni będziesz dotrzymywała mi towarzystwa nocami. Każdej nocy. Rozumiesz?
— Tak, moja pani — odpowiedziała dziewczyna bez wahania.
Aszara położyła się wygodnie na łożu, rozchylając szeroko uda. Jej gęsto owłosione, wciąż wrażliwe łono było w pełni odsłonięte w migoczącym świetle lamp.
— Liż mnie — rozkazała. — Dopóki nie zasnę. Nie śmiej przestać wcześniej.
Lakszani natychmiast przesunęła się między jej nogi. Jej usta przywarły do cipki Aszary, język wysunął się posłusznie i zaczął pracować – wolno, dokładnie, z nabożeństwem. W komnacie świątyni Isztar zapanowała cisza przerywana tylko mokrymi odgłosami lizania i ciężkim, uspokajającym się oddechem księżniczki, która zamykała już powoli oczy, pozwalając, by język młodej kapłanki kołysał ją ku snom.

Dodaj komentarz