
Aszara miała właśnie ukończone osiemnaście lat. Stała naga od pasa w górę przed wielkim lustrem z wypolerowanego brązu, które trzymały dwie niższe niewolnice. Lustro było ciężkie, oprawione w złoconą ramę z motywami liści palmowych, a jego powierzchnia, choć niedoskonała, oddawała wystarczająco wyraźne odbicie, by księżniczka mogła zaspokoić swoją niezmierzoną próżność.
Przechylała głowę raz w lewo, raz w prawo. Jej włosy – czarne jak noc nad pustynią, gęste i lśniące – spływały aż do połowy pleców, nieskrępowane żadną opaską poza cienkim złotym diademem, który spoczywał na czole. Oliwowa cera miała głęboki, ciepły odcień skóry ludzi żyjących pod sumeryjskim słońcem. Mały, zgrabny nosek unosił się dumnie nad pełnymi, nieco zmysłowo wypukłymi ustami. Aszara uniosła ręce i delikatnie uniosła piersi, oceniając je krytycznym wzrokiem.
„Pełne… ciężkie… doskonale okrągłe” – szepnęła do siebie z zadowoleniem. Sutki były ciemniejsze od reszty ciała, już stwardniałe od samego myślenia o nadchodzących dniach. Przesunęła dłonią po płaskim brzuchu, gładkim i twardym, bez cienia tłuszczu. Potem obróciła się bokiem, by spojrzeć na swój tyłek – mały, zgrabny, o napiętej skórze, który lekko unosił się przy każdym ruchu bioder.
Najdłużej jednak zatrzymała wzrok na tym, co znajdowało się między jej udami. Nawet przez cienką tkaninę, którą właśnie zarzuciła na siebie, było widać, że jej łono było niezwykle bujnie owłosione. Czarne, gęste kędziory porastały nie tylko wargi sromowe, ale wspinają się wyżej, niemal do pępka, a na zewnątrz schodziły nisko na wewnętrzne strony ud, tworząc ciemne, miękkie kępki, które Aszara uważała za swój największy powód do dumy. Wiedziała, że większość dziewcząt z dobrych domów goliła się starannie ostrymi brzytwami z obsydianu. Ona nigdy na to nie pozwoliła. Jej owłosienie było znakiem dojrzałości, znakiem, że jest gotowa.
Szata, którą nosiła, była dziełem najlepszych tkaczek Ahur. Delikatna, prawie przezroczysta tkanina z najcieńszego lnu, barwiona na kolor głębokiej czerwieni szafranu, zasłaniała piersi i łono, ale pozostawiała odsłonięty cały brzuch, ramiona i nogi aż do kostek. Na stopach miała złote sandały o cienkich rzemieniach, które obiegały kostki i unosiły się aż pod kolana. Każdy jej ruch sprawiał, że tkanina falowała, odsłaniając na ułamek sekundy więcej oliwkowej skóry.
Aszara była bardzo podekscytowana. Ojciec, król Mahere, postanowił, że zanim wyda ją za mąż któremuś z władców sąsiednich miast, musi ona wypełnić starożytny obrzęd. Przez siedem kolejnych dni będzie służyć w świątyni Isztar jako święta nierządnica. Każdy mężczyzna, który złoży odpowiednią ofiarę – srebro, bydło, kadzidło lub zboże – będzie miał prawo zabrać ją do jednej z bocznych komnat świątyni i uczynić z nią wszystko, czego zapragnie. Nie wolno jej odmówić. Nie wolno jej nawet zmarszczyć brwi. Musi przyjąć każdego: starego i młodego, pięknego i szpetnego, łagodnego i brutalnego. Aszara była jeszcze dziewicą. Błona dziewicza była nienaruszona. Ale od chwili, gdy jej ciało po raz pierwszy zadrżało w rozkoszy pod językiem niewolnic, wiedziała dokładnie, czym jest orgazm. I pragnęła go teraz z całą mocą swojej osiemnastoletniej krwi.
Uśmiechnęła się do własnego odbicia, a w jej oczach zapłonął głód.
— Khaa — zawołała miękko, ale rozkazująco.
Po chwili z bocznego przejścia, zasłoniętego ciężką matą z trzciny, wyłoniła się postać. Khaa miała dwadzieścia lat. Była czarnoskóra, przywieziona kiedyś z południowych krain wzdłuż wielkiej rzeki, gdzie ludzie mieli skórę barwy dojrzałego hebanu. Jej ciało było bujne, stworzone do tego, by dawać przyjemność. Piersi – ogromne, ciężkie, o szerokich, ciemnych otoczkach – unosiły się przy każdym kroku. Biodra były szerokie, uda grube i miękkie, a tyłek pełny, okrągły, kołyszący się pod szarą, prostą szatą, która zasłaniała to samo, co szata Aszary, lecz była z grubszej tkaniny i nie miała żadnych ozdób. Khaa była bosa. Jej stopy, szerokie i mocne, szurały po matach.
Podeszła bliżej i bez słowa opadła na kolana przed swoją panią, dokładnie tak, jak ją nauczono. Głowę miała pochyloną, a dłonie spoczęły na udach.
— Czym mogę służyć swojej pani? — zapytała cicho, głosem niskim i miękkim, który zawsze sprawiał, że Aszarze robiło się ciepło między nogami.
Aszara spojrzała w dół na klęczącą niewolnicę. Widziała, jak pod szarą tkaniną rysują się kontury tych wielkich piersi, jak uda Khaa rozchodzą się lekko na boki, by utrzymać równowagę. Czuła, jak jej własne, gęsto owłosione łono wilgotnieje pod czerwoną szatą. Próżność mieszała się w niej z rosnącym podnieceniem. Za chwilę każe Khaa zsunąć jej szatę, rozłożyć uda i użyć języka tak, jak tylko ona potrafiła. Ale jeszcze nie teraz. Najpierw chciała jeszcze przez chwilę nacieszyć się widokiem klęczącej niewolnicy i świadomością własnej władzy.
Stojąc nad nią, z diademem lśniącym w świetle wpadającym przez wąskie okna, z długimi czarnymi włosami opadającymi na ramiona i z ciałem, które uważała za najpiękniejsze w całym Sumerze, Aszara uśmiechnęła się wolno.
— Patrz na mnie, Khaa — powiedziała. — I powiedz mi, czy twoja pani jest gotowa, by oddać się Isztar.
Aszara spoglądała z góry na klęczącą Khaę, a w jej ciemnych oczach tlił się już nieukrywany głód. Powietrze w komnacie było ciężkie od upału dnia i woni kadzidła, które tliło się w miedzianej misie stojącej przy ścianie. Z zewnątrz, przez wąskie okna pod stropem, dochodziły stłumione odgłosy miasta Ahur: rytmiczne uderzenia tłuczków w moździerzach, odległy śpiew kapłanek z pobliskiej świątyni Isztar i szmer wody w kanałach irygacyjnych. Wewnątrz jednak panowała tylko cisza przerywana oddechem czterech kobiet.
— Zaspokoisz mnie — oznajmiła Aszara tonem, który nie dopuszczał sprzeciwu. — Tu i teraz. Zanim oddam swoje ciało mężczyznom w świątyni, chcę, by twoje usta przypomniały mi, jak smakuje rozkosz.
Khaa uniosła twarz. Jej ciemne, prawie czarne oczy świeciły oddaniem. Szerokie, pełne usta otworzyły się, a głos zabrzmiał nisko i pewnie:
— Żyję tylko po to, by sprawiać swojej pani przyjemność. Moje ciało, mój język, moje ręce istnieją wyłącznie dla ciebie, Aszaro, córko króla Mahere. Rozkaż, a uczynię wszystko.
Aszara skinęła głową w stronę dwóch niewolnic, które wciąż trzymały ciężkie lustro z wypolerowanego brązu.
— Odstawcie to. Rozbierzcie najpierw mnie. Potem ją.
Niewolnice, obie młode, oliwkoskóre sumeryjki o ciemnych włosach splecionych w proste warkocze, odstawiły lustro ostrożnie pod ścianę. Podeszły do księżniczki z opuszczonymi oczami. Ich ręce, wprawione w służbie, zaczęły rozwiązywać złote zapięcia na ramionach Aszary. Czerwona, prawie przezroczysta szata ześlizgnęła się najpierw z jednego ramienia, potem z drugiego, odsłaniając pełne, ciężkie piersi o ciemnych, już stwardniałych sutkach. Tkanina opadła niżej, odsłaniając płaski, gładki brzuch, a wreszcie ześlizgnęła się całkowicie na maty. Aszara stanęła naga.
Jej twarz była dumna, o wysokich kościach policzkowych i małych, zmysłowych ustach, które teraz lekko się rozchylały. Długie, czarne włosy spływały aż do połowy pleców, lśniące jak smoła. Piersi były pełne, okrągłe, o jędrnym ciężarze, który unosił się przy każdym oddechu; sutki ciemniejsze od oliwkowej skóry, już napięte. Brzuch płaski, bez cienia fałdki. Nogi długie, zgrabne, o gładkich udach. A między nimi… gęsty, czarny trójkąt owłosienia, bujny i nieposkromiony. Włosy porastały nie tylko wargi sromowe, ale wspinają się wyżej ku pępkowi i schodziły nisko na wewnętrzne strony ud, tworząc miękkie, ciemne kępki. Gdy Aszara lekko rozłożyła nogi, widać było wilgotne, różowe wargi sromowe, już lśniące od podniecenia. Odwróciła się na moment bokiem, by niewolnice mogły zdjąć jej złote sandały, i wtedy ukazał się jej mały, zgrabny tyłek. Między pośladkami ciemniała ciasna, pomarszczona różowa dziurka odbytu, otoczona delikatnym meszkiem.
Niewolnice uklękły, by zdjąć sandały, a potem odeszły o krok. Aszara skinęła na Khaę.
— Teraz ją.
Khaa uniosła ramiona. Szara, grubsza tkanina została ściągnięta z jej ciała jednym płynnym ruchem. Stanęła naga, wciąż na kolanach.
Jej twarz była pełna, o szerokich policzkach i pełnych ustach, ciemnych oczach spuszczonych w geście posłuszeństwa. Skóra miała barwę głębokiego hebanu, matową i gładką. Piersi były ogromne, ciężkie, o szerokich, prawie czarnych otoczkach i grubych sutkach, które już stężały. Brzuch miękki, biodra szerokie, uda grube i pełne. Między nogami gęste, czarne owłosienie, jeszcze bujniejsze niż u Aszary, całkowicie zasłaniające wargi sromowe. Gdy Khaa lekko uniosła się na kolanach, widać było ciemne, pełne wargi i wilgotne wejście. Odbyt, gdy odwróciła się nieco, był ciemny, ciasny, otoczony gęstym meszkiem.
Aszara spojrzała na dwie pozostałe niewolnice.
— Rozbierzcie się. Chcę was widzieć nagie, gdy będziecie mi służyć.
Dziewczyny posłuchały bez słowa. Pierwsza, nieco wyższa, miała oliwkową cerę, małe, zgrabne piersi o jasnobrązowych sutkach, wąską talię i skąpe, ciemne owłosienie łonowe. Jej odbyt był mały, różowy, prawie bez meszku. Druga, niższa i pełniejsza, miała większe piersi o ciemniejszych sutkach, szersze biodra i gęstszy trójkąt czarnych włosów między udami. Obie były młode, gładkoskóre, o ciałach naznaczonych tylko lekkimi śladami słońca i pracy.
Aszara podeszła do swego łoża. Było to niskie, solidne łoże z ciemnego drewna sprowadzonego z dalekich gór, o ramie ozdobionej prostymi geometrycznymi motywami wyciętymi dłutem. Na ramie spoczywał gruby materac z plecionych trzcin i wełny, przykryty miękkimi lnianymi płótnami barwionymi na kolor kości słoniowej. Przy wezgłowiu leżały dwa poduszki wypchane wełną i puchem ptasim. Aszara położyła się na wznak, rozłożyła szeroko uda i ugięła kolana, odsłaniając całkowicie swoje gęsto owłosione, już wilgotne łono.
— Chodź — rozkazała.
Khaa wypełzła na kolanach między rozłożone nogi księżniczki. Najpierw pochyliła się i z największym szacunkiem ucałowała wewnętrzną stronę każdego uda, tuż nad kępkami czarnych włosów. Potem uniosła wzrok.
— Twój boski kwiat… — szepnęła. — Pozwól, bym złożyła mu hołd.
Aszara tylko skinęła głową.
Khaa pochyliła się nisko. Jej pełne, ciemne usta najpierw musnęły zewnętrzne, gęsto owłosione wargi. Język wysunął się wolno, szeroki i mokry, i przesunął się od samego dołu, od miejsca, gdzie skóra przechodziła w odbyt, ku górze, rozchylając czarne kędziory. Khaa liżała powoli, z nabożeństwem, jakby smakowała coś świętego. Jej język zagłębiał się między wargi, zbierając już obecne soki, po czym wracał wyżej, by okrążać twardniejący łechtaczkę. Aszara wydała niski, przeciągły jęk. Jej biodra uniosły się nieznacznie.
Khaa nie przyspieszała. Lizała długimi, równymi pociągnięciami, raz po raz wsuwając język głębiej, penetrując ciasne, dziewicze wejście tak daleko, jak pozwalała długość mięśnia. Język wirował wewnątrz, ocierając się o ścianki, po czym wycofywał się, by znów oblizać zewnętrzne wargi i zassać łechtaczkę między pełne usta. Ślina mieszała się z sokami Aszary, spływając po brodzie Khai i po wewnętrznych stronach ud księżniczki. Dźwięk był mokry, głośny w ciszy komnaty: mlaskanie, ciche ssanie, ciężki oddech.
Aszara jęczała coraz głośniej, jej dłonie zacisnęły się na lnianych płótnach łoża.
— Wy dwie… — wydusiła, patrząc na nagie niewolnice stojące z boku. — Chodźcie. Ssijcie moje piersi.
Dziewczyny podeszły natychmiast. Jedna uklękła z lewej strony łoża, druga z prawej. Pochyliły się nad pełnymi piersiami Aszary. Ciepłe usta zamknęły się wokół sutków niemal jednocześnie. Jedna ssała wolno, przeciągle, bawiąc się językiem wokół stwardniałej brodawki, druga mocniej, z lekkim pośpiechem, wciągając pierś głębiej w usta. Aszara wygięła się w łuk, a jej jęk stał się głośniejszy, bardziej złamany.
Pomiędzy jej szeroko rozłożonymi udami Khaa nie przerywała. Jej język wbijał się teraz rytmicznie w ciasne wejście, penetrując głęboko, wirował, wycofywał się, by oblizać łechtaczkę, i znów wracał. Czarne włosy Khai ocierały się o wewnętrzne strony ud Aszary, a mokre dźwięki lizania mieszały się z cichym ssaniem piersi i ciężkim oddechem czterech kobiet w starożytnej komnacie pałacu Ahur.
Aszara wygięła się na łożu, a jej oliwkowa skóra lśniła od lekkiego potu. Oddech stawał się urywany, piersi unosiły się gwałtowniej pod wargami dwóch niewolnic. Rozkosz narastała falami, zalewając ją od stóp aż po czubek głowy. Długie czarne włosy rozrzucone były po lnianych płótnach, diadem ześlizgnął się nieco na bok. W komnacie pachniało kadzidłem, ciepłym ciałem i wilgocią podniecenia. Z zewnątrz, przez wąskie okna, dochodził odległy dźwięk bębnów z placu przed świątynią Isztar — ktoś ćwiczył rytuały na nadchodzące święto.
— Niżej… — wydusiła Aszara chrapliwie. — Liż mi odbyt. Chcę czuć twój język tam.
Khaa natychmiast posłuchała. Jej hebanowa twarz ześlizgnęła się niżej, między rozłożone pośladki księżniczki. Najpierw szeroki, mokry język musnął zewnętrzną, pomarszczoną skórę wokół ciasnego otworu. Khaa oblizywała go wolno, z nabożeństwem, jakby smakowała coś zakazanego i świętego zarazem. Język krążył dookoła, zbierając wilgoć, po czym naciskał delikatnie na sam środek. Aszara jęknęła głośniej, gdy mięsień ustąpił. Khaa wsunęła język głębiej — najpierw sam czubek, potem więcej, penetrując ciasny, gorący odbyt. Wirowała wewnątrz, wypychając ścianki, wycofywała się, by znów oblizać brzegi, i znów wbijała się tak daleko, jak pozwalała długość języka. Ślina spływała po pośladkach Aszary, mieszając się z sokami spływającymi z jej cipki. Khaa ssała lekko, mlaskała, penetrując rytmicznie, a jej nos ocierał się o gęste, czarne owłosienie łonowe księżniczki. Każde pociągnięcie języka wywoływało w Aszarze drżenie, które przechodziło przez całe ciało.
Niewolnice przy piersiach zareagowały na głośniejsze jęki pani. Zaczęły przygryzać sutki — nie mocno, lecz wystarczająco, by ostre ukłucie mieszało się z ssaniem. Zęby muskały stwardniałe brodawki, a języki łagodziły ból natychmiast potem. Aszara krzyknęła przeciągle, biodra uniosły się wysoko nad łożem.
— Wróć… do cipki — rozkazała załamującym się głosem. — Natychmiast.
Khaa wycofała język z odbytu, oblizała jeszcze raz ciasny otwór i przesunęła się wyżej. Jej pełne usta znów objęły wilgotne, gęsto owłosione wargi sromowe Aszary. Język wsunął się głęboko w dziewicze wejście, penetrując, wirował, zbierał obficie spływające soki. Jednocześnie hebanowa dłoń Khai ześlizgnęła się między jej własne, grube uda. Palce odnalazły gęste owłosienie i zaczęły pocierać nabrzmiałą łechtaczkę, a potem wsunęły się do środka. Khaa jęknęła w cipkę Aszary, wibrując wargami, podczas gdy sama się pieściła.
Właśnie wtedy ciężka mata zasłaniająca wejście do komnaty została odchylona. Do środka wszedł książę Hamir, starszy brat Aszary. Miał dwadzieścia kilka lat, wysoką, silną sylwetkę typową dla synów królewskich rodu Ahur. Oliwowa skóra opalona słońcem, szerokie barki, muskularna klatka piersiowa i wąska talia. Długie, ciemne włosy spięte były z tyłu prostą opaską ze złotych nici. Na ciele nosił typowy strój sumeryjskiego arystokraty: długą, frędzlowaną kaunakes — wełnianą spódnicę o gęstym, runowatym brzegu sięgającą do łydek, przepasaną szerokim pasem ze skóry zdobionym miedzianymi blaszkami. Górna część tułowia pozostała naga, ozdobiona jedynie szerokim naszyjnikiem z lapis lazuli i złota. Na stopach miał skórzane sandały o grubych podeszwach.
Hamir stanął w progu i nieruchomiał. Jego ciemne oczy rozszerzyły się na widok nagiej siostry rozłożonej na łożu, z czarnoskórą niewolnicą między udami i dwiema innymi ssącymi jej piersi. Szata na jego biodrach uniosła się wyraźnie — kutas stawał się twardy, gruby, sterczący pod frędzlami kaunakes, odznaczając się wyraźnym zarysem.
Aszara otworzyła oczy. Spojrzenie brata, pełne niekłamanej żądzy, uderzyło ją mocniej niż jakikolwiek język. W tej samej chwili orgazm eksplodował.
Fala przyszła z samego dna brzucha — najpierw tępy, gorący nacisk, potem gwałtowne, rytmiczne skurcze mięśni wokół języka Khai. Aszara krzyknęła głośno, niemal dziko. Jej biodra uniosły się wysoko, uda zadrżały niekontrolowanie, zaciskając się na głowie niewolnicy. Sok trysnął obficie, oblewając usta i brodę Khai, spływając po pośladkach na lniane płótna. Piersi drgały pod zębami i wargami dwóch niewolnic, sutki jeszcze bardziej stężały. Całe ciało Aszary wygięło się w łuk, mięśnie brzucha stwardniały, a długie czarne włosy przylgnęły do spoconego karku. Orgazm nie ustawał — fala za falą przechodziła przez nią, każda silniejsza od poprzedniej. Jęczała bez składu, dłonie szarpały materac, palce stóp kurczyły się. Skurcze cipki zaciskały się wokół penetrującego języka Khai tak mocno, że niewolnica musiała przytrzymać jej uda, by nie zostać odepchnięta. Aszara szczytowała długo, głośno, z oczami utkwionymi w bracie, aż w końcu opadła bezwładnie na łoże, wciąż drżąc.
Hamir nie odwrócił wzroku. Jednym ruchem zadarł frędzlowaną kaunakes do góry, odsłaniając gruby, ciemny, w pełni wzwiedzionego kutasa. Dłoń objęła go u nasady i zaczęła poruszać się szybko, mocno, bez żadnej wstydliwości. W jego oczach było tylko pożądanie — czyste, zwierzęce, skierowane prosto na drżące, mokre ciało siostry.
Khaa nie przerwała. Jej język wciąż lizał i penetrował cipkę Aszary, zbierając obficie spływające soki orgazmu. Dwie niewolnice wciąż ssały i przygryzały piersi księżniczki, a w komnacie pałacu Ahur unosił się tylko dźwięk mokrego mlaskania, ciężkiego oddechu i cichego, rytmicznego ruchu dłoni księcia.
Hamir nie odwrócił wzroku od drżącego ciała siostry nawet na mgnienie oka. Jego dłoń wciąż zaciskała się na twardym, lśniącym od preejakulatu kutasie, gdy głośno, ostro rzucił rozkaz:
— Precz od jej piersi. Natychmiast.
Dwie niewolnice oderwały usta od sutków Aszary i cofnęły się na kolanach, posłuszne jak tresowane zwierzęta. Uklękły nieopodal łoża, nagie, z dłońmi na udach, piersiami wciąż wilgotnymi od śliny, gotowe do dalszej służby. Ich oliwkowe ciała lśniły w świetle wpadającym przez wąskie okna pałacu.
Hamir pochylił się nad siostrą. Szerokie, silne dłonie chwyciły jej pełne piersi i ścisnęły mocno, kciukami przecierając jeszcze wilgotne, pogryzione sutki. Aszara jęknęła, a jej biodra drgnęły pod wciąż pracującym językiem Khai.
— Gdy będziesz służyła w świątyni Isztar — rzekł Hamir niskim, ochrypłym głosem — przyjdę do ciebie. Złożę najbogatszą ofiarę, jaką królestwo może dać. I wtedy napełnię twoje łono swoim nasieniem. Pierwszym. Królewskim.
Aszara spojrzała mu prosto w oczy. Pomimo orgazmu, który dopiero co nią wstrząsnął, jej głos był wyraźny, pełen tej samej dumy, którą nosiła w sobie od dziecka.
— Będę na ciebie czekała z utęsknieniem, bracie. Nasienie naszego rodu jest święte. Żadne inne nie powinno wejść we mnie przed twoim.
Hamir zacisnął dłonie na jej piersiach jeszcze raz, jakby nie chciał ich puszczać, po czym z wyraźnym żalem odjął ręce. Przeszedł za plecy Khai, która nawet przez chwilę nie oderwała ust od cipki Aszary. Książę ukląkł za czarnoskórą niewolnicą, uniósł jej pełne biodra i jednym, gwałtownym pchnięciem wbił całego kutasa w jej mokre, ciasne wnętrze.
Khaa krzyknęła w cipkę Aszary, a dźwięk ten zamienił się w długi, stłumiony jęk. Gruby, ciemny kutas Hamira rozpychał jej wargi sromowe z siłą, na jaką nie była przygotowana. Najpierw weszła tylko główka — szeroka, napęczniała, lśniąca — rozciągając wejście aż do bólu. Potem, centymetr po centymetrze, trzon wsuwał się głębiej, rozchylając ścianki, ocierając się o każdy zakamarek. Khaa była mokra od własnego podniecenia i od soków Aszary, które spływały po jej brodzie, więc kutas szedł gładko, ale opór mięśni był wciąż silny. Hamir nie dawał jej czasu na przyzwyczajenie. Pchnął aż do nasady, aż jego jądra uderzyły o jej pośladki, a czarne, gęste owłosienie Khai starło się z jego własnym. Niewolnica zadrżała całym ciałem, jej wewnętrzne mięśnie zacisnęły się odruchowo wokół grubej długości, jakby chciały ją wypchnąć i jednocześnie zatrzymać.
Hamir zaczął ją pieprzyć od razu mocno, rytmicznie, bez żadnej troski o jej przyjemność. Każde pchnięcie było głębokie, prawie brutalne. Patrzył przy tym prosto w oczy Aszary, a w jego spojrzeniu płonęło samo pożądanie. Khaa jęczała bez przerwy, wibrując ustami na cipce księżniczki, co tylko potęgowało doznania Aszary. Dźwięk mokrego, głośnego uderzania ciał wypełniał komnatę razem z zapachem seksu, kadzidła i ciepłego drewna łoża.
Akt nie trwał długo. Hamir dbał wyłącznie o własną rozkosz. Po kilkunastu gwałtownych pchnięciach jego biodra zaczęły tracić rytm. Wbił się do samego końca, zacisnął dłonie na biodrach Khai aż do białych śladów na hebanowej skórze i zaryczał — nisko, zwierzęco, tak głośno, że echo odbiło się od murowanych ścian. Orgazm wstrząsnął nim od stóp do głów. Kutas drgał mocno wewnątrz niewolnicy, wyrzucając długie, gęste strumienie nasienia prosto w jej macicę. Hamir pchał jeszcze kilka razy, krócej, szarpiąc biodrami, jakby chciał wypchnąć z siebie każdą kroplę. Jego jądra kurczyły się rytmicznie, a z połączenia ich ciał zaczęło wypływać białe, gęste nasienie, spływając po udach Khai na maty. Książę trząsł się, zęby zaciskał, a oczy wciąż miał wbite w siostrę, gdy ostatnie, słabsze już spusty wypełniały wnętrze niewolnicy.
Widok spełnienia brata, dźwięk jego ryku i świadomość, że królewskie nasienie właśnie spływa po udach Khai, pchnęły Aszarę w kolejny orgazm. Krzyknęła ostro, biodra uniosły się wysoko, cipka zassała się wokół języka Khai w gwałtownych, długich skurczach. Sok trysnął ponownie, obficie, a całe jej ciało wygięło się w łuk, drżąc bez kontroli.
Hamir wyciągnął kutasa z Khai. Był wciąż twardy, lśniący od nasienia i soków niewolnicy. Wstał, podszedł do dwóch klęczących dziewcząt i rzucił krótko:
— Wyliżcie go. Do czysta.
Obie rzuciły się posłusznie. Jedna objęła wargami główkę, ssąc i zbierając gęste nasienie, druga lizała trzon od nasady aż po jądra, zbierając każdą kroplę, która spłynęła po skórze. Ich języki pracowały szybko, starannie, aż kutas Hamira znowu lśnił tylko od ich śliny.
Aszara, wciąż ciężko oddychając, uniosła dłoń.
— Khaa. Przestań.
Czarnoskóra niewolnica natychmiast oderwała usta od jej cipki i cofnęła się na kolanach, broda i piersi mokre od soków.
Gdy obie niewolnice skończyły oczyszczać członka księcia, Hamir opuścił frędzlowaną kaunakes i spojrzał na siostrę.
— Przygotuj się do procesji. Świątynia Isztar czeka. Kapłanki już zbierają ofiary. Dziś wieczorem oddasz się bogini… i wszystkim, którzy złożą dar.
W komnacie zapanowała ciężka cisza, przerywana tylko oddechem czterech nagich kobiet i odległym dudnieniem bębnów dochodzącym z placu przed świątynią.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz