
Poniżej, w nawie, ciała wiły się bez opamiętania. Młody żołnierz brał kapłankę opartą o kolumnę, biodra uderzały o biodra w szybkim, mokrym rytmie. Dwie kobiety splecione na macie lizały się zachłannie, podczas gdy starszy kupiec wpychał się w jedną z nich od tyłu. Powietrze było gęste od zapachu potu, seksu, mirry i czegoś jeszcze – słodkawego, złotego aromatu, który unosił się od Aszary. Jęki, mlaskanie, ciężki oddech i okazjonalne krzyki mieszały się z odległym trzaskaniem pochodni.
Do stóp łoża przypadła Lakszani. Była naga, włosy rozczochrane, oczy szeroko otwarte ze strachu i czci.
— Moja pani… — wyszeptała drżącym głosem. — Gdzie byłaś? Zniknęłaś. Szukaliśmy cię…
Aszara spojrzała na nią wyniośle, prawie obojętnie.
— Przebywałam u bogów — odparła spokojnie. — U Tamuza.
Wzrok Lakszani opadł na złociste strugi spływające po oliwkowych udach księżniczki. Kapłanka pochyliła się nieśmiało i delikatnie, niemal z bojaźnią, polizała jedną z nich.
Smak eksplodował jej na języku.
Był słodki i jednocześnie ostry, jak miód zmieszany z metalem i słońcem. Rozszedł się po całym ciele błyskawicznie. Lakszani zadrżała. Ciepło spłynęło prosto do podbrzusza, sutki stwardniały, a jej cipka skurczyła się gwałtownie. Orgazm przyszedł natychmiast – bez dotyku, bez przygotowania. Kapłanka osunęła się niżej, biodra szarpiące się w niekontrolowanych konwulsjach, uda zaciśnięte, plecy wygięte. Skurcze przechodziły przez nią falami tak intensywnymi, że wydawała z siebie wysokie, załamane dźwięki. Widziała za powiekami złote światło, czuła, jak coś boskiego przenika jej ciało przez sam smak. Orgazm był mistyczny – jakby nasienie Tamuza na chwilę połączyło ją z tym, czego doświadczyła Aszara. Drżała długo, sok spływający po jej udach na kamień, oczy zaszłe łzami rozkoszy.
Aszara spojrzała na nią łaskawie. Delikatnie uniosła brzeg swojej świetlistej szaty, odsłaniając srom wciąż ociekający złotym nasieniem. Wsunęła dłoń w ciemne włosy Lakszani i przyciągnęła jej usta prosto do siebie.
— Liż — rozkazała cicho.
Lakszani posłuchała z zachłannością granicząca z desperacją. Jej język natychmiast zanurzył się między wargi sromowe Aszary, zbierając gęste, złociste nasienie, wsuwając się głębiej do pochwy, krążąc, ssąc, połykając. Mlaskała głośno, nos ocierając o czarne owłosienie księżniczki, dłonie zaciskając na jej udach. Każdy ruch języka był chciwy, jakby chciała wydobyć z Aszary każdą kroplę boskiego daru. Ślina mieszała się ze złotym nasieniem, spływając po brodzie kapłanki.
Sam smak sprawiał, że orgazm Lakszani nie ustawał. Skurcze wracały fala za falą, biodra kapłanki drgały w powietrzu, uda trzęsły się, a ona tylko lizała mocniej, głębiej, połykając i szczytując jednocześnie. Była uwięziona w pętli rozkoszy – każdy łyk złotego nasienia spychał ją w kolejny wstrząs, a każdy wstrząs zmuszał ją do jeszcze żarliwszego lizania. Jęczała w srom Aszary, wibrując wargami, ciało spięte i drżące bez końca.
Aszara odchyliła głowę, dłonie wciąż zaciśnięte w włosach Lakszani. Głośno jęknęła, gdy język kapłanki wsunął się szczególnie głęboko, zbierając kolejną porcję nasienia Tamuza.
Poniżej orgia trwała. Ktoś krzyczał z rozkoszy, ktoś inny padał na kolana, by lizać między nogami stojącej kobiety. Zapach seksu, potu i złotego nasienia wypełniał całą nawę, a pochodnie rzucały drżące światło na splecione, mokre ciała.
Poniżej, w blasku pochodni, orgia nie słabła. Dwóch młodych żołnierzy – obu o krótkich, ciemnych włosach i twardych, opalonych ciałach – splotło się na macie tuż przy kolumnie. Jeden klęczał na czworakach, a drugi, stojąc za nim, wbijał się głęboko pomiędzy jego pośladki, szybkimi, mocnymi pchnięciami. Mokry odgłos uderzających ciał mieszał się z niskimi, zduszonymi jękami. Obaj byli cali w pocie, mięśnie brzucha napięte, dłonie jednego zaciskające się na biodrach drugiego.
Nieopodal starszy mężczyzna o siwej brodzie i pomarszczonych dłoniach trzymał młodą dziewczynę od tyłu, wbijając się w nią miarowo, podczas gdy ona, pochylona, lizała srom dostojnej kapłanki o pełnych piersiach i wysokiej tiarze. Kapłanka stała z rozchylonymi udami, dłońmi wciśniętymi w włosy dziewczyny, a jej twarz wyrażała czystą, władczą rozkosz. Zapach rozkoszy, potu i mirry był tu już tak gęsty, że prawie namacalny.
Na łożu przed ołtarzem Lakszani nie przestawała. Jej język pracował zachłannie pomiędzy udami Aszary, zbierając złociste nasienie z gęstego, czarnego owłosienia łonowego. Przesuwał się powoli przez kępki, rozchylając je, wylizując każdą sklejoną kosmyk, wciągając w usta to, co jeszcze spływało z rozwartego sromu. Mlaskała głośno, nos ocierając o wilgotne włosy, ślina i złote nasienie spływały jej po brodzie na piersi. Za każdym razem, gdy wsuwała język głębiej, do samej pochwy, zbierała kolejną porcję gęstego, słodko-metalicznego daru Tamuza i połykała go z drżeniem.
Aszara odchyliła głowę, dłonie zaciśnięte w ciemnych włosach kapłanki. Rozkosz narastała szybko, nieubłaganie. Orgazm przyszedł jak fala, która uniosła obie jednocześnie. Aszara krzyknęła – długo, przeciągle – a jej biodra uniosły się wysoko, przyciskając srom mocniej do ust Lakszani. Pochwa skurczyła się w gwałtownych, rytmicznych konwulsjach, wyciskając jeszcze więcej złotego nasienia prosto na język kapłanki. Lakszani, wciąż liżąc, sama runęła w kolejny, nieustający orgazm. Jej ciało zadrżało na kolanach, uda zacisnęły się, biodra szarpały się w powietrzu, a ona tylko ssała i połykała, pogrążona w tej samej mistycznej rozkoszy co jej pani. Obie drżały razem – Aszara na łożu, Lakszani u jej stóp – połączone smakiem, dotykiem i falami spełnienia, które nie chciały ustać.
Aszara odepchnęła ją w końcu, nie bez wysiłku. Lakszani zatoczyła się i upadła na kamienną posadzkę, wciąż drżąca, usta lśniące od nasienia.
— Proszę… — wyszeptała ochryple, klęcząc, dłonie wyciągnięte. — Pozwól mi jeszcze… pozwól mi sprawić ci przyjemność… błagam…
Aszara wstała powoli, wygładzając świetlistą szatę. Złote strugi wciąż spływały po jej udach, lecz teraz robiła to już z królewskim spokojem.
— Wstań — rozkazała. — Idziemy do mojej komnaty.
Lakszani podniosła się natychmiast, chwiejnie. Razem zeszły z podwyższenia ołtarza, mijając splecione ciała, jęki i mokre odgłosy orgii, która wciąż trwała w nawie. Nikt nie zwrócił na nie uwagi – wszyscy byli zbyt pochłonięci sobą.
W prywatnej komnacie było ciszej. Olejowe lampy rzucały miękkie, złotawe światło na murowane ściany i niskie łoże. Aszara usiadła na brzegu, a Lakszani bez rozkazu opadła u jej stóp, czoło prawie dotykając podłogi.
Aszara odetchnęła głęboko. Pierś uniosła się i opadła. Wpatrywała się w półmrok komnaty, wciąż czując na skórze ciepło boskiego nasienia i smak rozkoszy, której nie powinna była doświadczyć żadna śmiertelniczka. Nie mogła uwierzyć, że to wszystko naprawdę się wydarzyło.
Aszara siedziała na brzegu łoża, wciąż jeszcze w świetlistej szacie spiętej złotym gorsetem, i spojrzała na klęczącą u jej stóp Lakszani.
— Rozbierz się — powiedziała spokojnie, lecz ton nie znosił sprzeciwu.
Lakszani uniosła się powoli. Najpierw rozwiązała wełniany pas z amuletem gwiazdy Isztar, pozwalając, by frędzle długiej, jasnej tuniki opadły swobodniej. Potem chwyciła brzegi tkaniny i przeciągnęła ją przez głowę jednym płynnym ruchem. Lniana szata ześlizgnęła się z jej ramion, odsłaniając najpierw małe, jędrne piersi o ciemnych, już stwardniałych sutkach, potem płaski brzuch, wąskie biodra i rzadkie, jedwabiste owłosienie między udami. Tunika opadła na matę z cichym szelestem. Lakszani stanęła naga w złotawym świetle olejnych lamp. Jej skóra była gładka, prawie porcelanowa w porównaniu z oliwkową cerą Aszary, uda smukłe, pośladki zgrabne i napięte. Sutki wznosiły się ostro, a między nogami widać było już wilgoć.
— Przywołaj świątynnych niewolników — kontynuowała Aszara. — Chcę się zaspokoić.
Naga Lakszani skinęła głową i wybiegła z komnaty. Po krótkiej chwili wróciła, prowadząc za sobą sześciu młodych mężczyzn. Wszyscy byli w kwiecie wieku, muskularni, o szerokich barkach i twardych brzuchach. Nosili tylko krótkie, proste szaty z grubego lnu, sięgające do połowy ud. Pod tkaniną wyraźnie rysowały się już stwardniałe członki. Ich oddech był przyspieszony, oczy błyszczały.
Aszara zmierzyła ich spojrzeniem.
— Zdejmijcie to z siebie.
Niewolnicy posłuchali bez słowa. Szaty opadły na podłogę jedna po drugiej. Stanęli nadzy w kręgu światła lamp. Ich ciała były silne, opalone, pokryte lekkim meszkiem na piersiach i brzuchach. Mięśnie ramion i ud grały pod skórą przy każdym oddechu. A między nogami – sześć twardych, sterczących członków. Różniły się nieco: jeden był szczególnie gruby u nasady, inny dłuższy i smuklejszy, jeszcze inny miał wyraźnie zarysowaną, ciemną główkę lśniącą już od kropek nasienia. Wszystkie jednak były w pełni wzwiedzione, ciężkie, żyłkowane, skierowane ku górze. Jądra napięte, ciemniejsze. Powietrze w komnacie wypełnił zapach męskiego potu, podniecenia i ciepłej skóry.
Młodzieńcy pożerali wzrokiem Aszarę, lecz ich oczy ześlizgiwały się też na nagie ciało Lakszani – na jej małe piersi, na rzadkie owłosienie, na zgrabne uda.
Aszara skinęła na kapłankę.
— Teraz mnie.
Lakszani podeszła i z drżącymi dłońmi zaczęła rozpinać złoty gorset imitujący zbroję. Metaliczne elementy odpięły się z cichym brzękiem. Potem ściągnęła krótką, świetlistą szatę z ramion Aszary, pozwalając jej ześlizgnąć się w dół. Tkanina opadła na łoże. Aszara pozostała naga.
Jej ciało w złotawym świetle lamp wyglądało jak żywy posąg. Pełne, ciężkie piersi o ciemnych sutkach unosiły się przy każdym oddechu. Płaski, gładki brzuch przechodził w szerokie biodra. Między udami gęste, czarne owłosienie było wciąż lekko sklejone od resztek złotego nasienia Tamuza, a wargi sromowe lśniły wilgocią. Mała, zgrabna pupa była napięta, nogi długie i zgrabne. Długie czarne włosy spływały na piersi i plecy, diadem wciąż spoczywał na czole. Cała postać emanowała dumą i jednocześnie jawnym, nieokiełznanym pożądaniem.
Aszara stanęła prosto przed sześcioma nagimi niewolnikami, nie próbując się zasłaniać. W myślach przez mgnienie oka wróciły obrazy Udug – czarne, skrzydlate ciała, monstrualne członki, brutalne ręce. Uśmiechnęła się wolno.
— Nie traktujcie mnie teraz jak księżniczki — powiedziała wyraźnie, patrząc każdemu z nich w oczy. — Zróbcie ze mną, co zechcecie. Potraktujcie mnie jak najpodlejszą z ladacznic. Nie ograniczajcie się niczym.
Na te słowa twarde członki niewolników drgnęły widocznie, podrygując w górę. Na ich twarzach pojawiły się szerokie, drapieżne uśmiechy.
Niewolnicy rzucili się na Aszarę od razu. Sześć par rąk chwyciło jej ciało z drapieżną chciwością. Szorstkie dłonie ściskały pełne piersi, wykręcały sutki, ugniatały je bez żadnej delikatności. Inne wpiły się w jej pośladki, rozchylały je, smagały, zostawiając czerwone ślady. Grube palce wbiły się jednocześnie w jej ociekającą cipkę i w ciasny anus – dwa, trzy naraz, skręcając się wewnątrz, rozciągając, penetrując głęboko. Aszara jęczała głośno, głowa odchylona do tyłu, ciało wijące się w ich uchwytach. Każdy niedelikatny szarpnięcie, każde wbicie palców potęgowało podniecenie. Sama nabijała się na te dłonie, biodra kręcąc naprzeciw, jakby chciała wziąć jeszcze więcej. Zapach męskiego potu i jej własnych soków wypełnił komnatę.
Jeden z niewolników wsunął pięść w jej długie czarne włosy i szarpnął w dół. Aszara upadła na kolana na matę z trzciny. W tej samej chwili poczuła, jak jej pochwa zalewa się nową falą soków – gorących, obfitych, spływających już po wewnętrznych stronach ud.
Nie zdążyła złapać oddechu. Gruby, twardy członek wbił się w jej otwarte usta bez żadnego ostrzeżenia. Niewolnik trzymał ją za głowę obiema rękami i posuwał biodrami gwałtownie, używając jej gardła jak zwykłej dziurki. Aszara krztusiła się, ślina spływała jej szerokimi strugami po brodzie i piersiach, oczy łzawiły, a jednak podniecenie rosło z każdą sekundą. Człon był gruby, żyłkowany, o ostrym, słonym smaku nasienia i resztek moczu. Sięgał głęboko, rozpychając gardło, a ona starała się rozluźnić, przyjąć go całego, ssąc i mlaskając mimo braku powietrza. Brutalność tego aktu – fakt, że była tylko otworem do rżnięcia – sprawiała, że jej sutki bolały od napięcia, a soki lały się jeszcze obficiej.
Dwóch innych niewolników chwyciło nagą Lakszani i zaciągnęło ją na kolana tuż obok Aszary. Kapłanka nie stawiała oporu. Z ochotą otworzyła usta i nabijała je na podstawionego jej członka, ssąc żarliwie, ślina spływająca jej po brodzie. Teraz obie klęczały nago, głowy poruszane przez męskie dłonie, usta i gardła penetrowane na zmianę przez twardych, niecierpliwych niewolników. Czterech pozostałych stało w kręgu, masturbując się, ocierając członki o policzki i włosy obu kobiet, popychając się, by wejść jako kolejny. Mokre odgłosy ssania, krztuszenia się i mlaskania wypełniały komnatę razem z ciężkim oddechem mężczyzn.
Aszara czuła, jak bardzo ją to podnieca. Była księżniczką, córką króla, a teraz klęczała naga na macie, gardło rozrywane przez kutasa niewolnika, traktowana jak najtańsza ladacznica. Myśl o tym sprawiała, że zaciskała uda, a soki spływały jej już aż do kolan.
Nagle niewolnik w jej ustach zaryczał nisko i spuścił się. Gęste, słone nasienie uderzyło jej prosto w gardło falami – gorące, obfite, wypełniające usta tak, że nie mogła przełknąć wszystkiego naraz. Część spłynęła jej nosem, część wypłynęła kącikami ust, spływając po brodzie na piersi. Aszara krztusiła się, połykając ile mogła, smakując metaliczny, ostry posmak jego nasienia.
Nie zdążyła nawet złapać powietrza. Kolejny członek wbił się w jej wciąż pełne usta, a dłoń w jej włosach szarpnęła mocniej, nabijając gardło na nowy, twardy trzon. Aszara krztusiła się znowu, oczy łzawiące, a kątem oka zobaczyła, jak inny niewolnik wycofuje się z ust Lakszani i tryska jej prosto w twarz. Gęste, białe strugi uderzyły kapłankę w policzki, usta, czoło i otwarte oczy. Nasienie spłynęło po jej twarzy szerokimi smugami, sklejając rzęsy, spływając po brodzie na małe piersi, lśniąc w złotawym świetle lamp. Lakszani miała zamknięte oczy, usta wciąż otwarte, cała twarz pokryta gęstą, lepką warstwą.
Aszara, wciąż nabijana w gardło, poczuła, jak jej własne soki spływają już swobodnie po wewnętrznych stronach ud, aż na matę.
Aszara klęczała na macie, gardło rozrywane przez gruby, żyłkowany członek jednego z niewolników, gdy poczuła za sobą kolejne ciało. Twarda, gorąca główka musnęła jej pośladki, rozchyliła je i nacisnęła na zwieracz. Aszara jęknęła wokół kutasa w swoich ustach, gdy tylne wejście zaczęło ustępować. Członek wszedł powoli, nieubłaganie, rozpychając ją od tyłu z siłą, która odbierała oddech. Czuła każdą żyłę, każdą zmianę grubości, jak trzon wciska się coraz głębiej, wypełniając ją w sposób, który mieszał pieczenie z intensywną, upokarzającą rozkoszą. Była nabijana z obu stron – gardło i pupę – a myśl, że jest tylko dziurką dla niewolników, sprawiała, że soki lały się z niej jeszcze obficiej.
Obok Lakszani została gwałtownie położona na wznak. Jeden z niewolników rozchylił jej uda i jednym pchnięciem wbił się w jej mokrą pochwę aż do nasady. Kapłanka krzyknęła, uniosła biodra naprzeciw. Dwóch kolejnych klęknęło po obu stronach jej głowy, nadstawiając twarde, lśniące od śliny członki. Lakszani chwyciła je obu dłońmi i zaczęła naprzemiennie brać do ust – najpierw jednego, ssąc głęboko, potem drugiego, podczas gdy trzeci miarowo posuwał jej cipkę. Mokre odgłosy ssania, mlaskania i uderzających ciał wypełniały komnatę razem z zapachem potu i seksu.
Aszara poczuła, jak niewolnik w jej ustach spęczniał i eksplodował. Gęste, słone nasienie uderzyło jej prosto w gardło falami, wypełniając usta, spływając do żołądka i wypływając kącikami ust. Krztusiła się, połykając ile mogła, podczas gdy drugi niewolnik wciąż mocno, rytmicznie wbijał się w jej tylne wejście. Smak nasienia był ostry, metaliczny, a fakt, że krztusi się nim w chwili, gdy ktoś inny rżnie ją w tyłek, potęgował poczucie całkowitego upodlenia i jednocześnie rozkoszy.
Ledwie ostatnie krople spłynęły jej po brodzie, kolejny członek wbił się w jej wciąż pełne usta. Aszara jęknęła wokół niego, głos stłumiony:
— Bierzcie mnie… róbcie co chcecie… używajcie mnie…
Niewolnik penetrujący jej anus przyspieszył. Pchnięcia stały się krótkie, brutalne, głębokie. Aszara czuła, jak jej zwieracz rozciąga się przy każdym uderzeniu, jak jądra mężczyzny uderzają o jej pośladki, jak całe jej ciało szarpie się do przodu od siły pchnięć. Rozkosz była brudna, intensywna, pełna poczucia, że jest tylko mięsem. Jęczała bez przerwy, gardło wciąż nabijane, tylny otworek bezlitośnie używany.
Nagle niewolnik za nią zaryczał i spuścił się. Gorące, gęste nasienie wypełniło jej wnętrze falami, rozpierając ją od środka, przelewając się wokół wciąż poruszającego się trzonu i spływając po jej udach. Aszara zadrżała, czując, jak zostaje napełniona kolejny raz, jak lepkie ciepło rozchodzi się w niej.
Trzech niewolników chwyciło ją pod ramiona i biodra, podniosło i rzuciło na łoże. Aszara upadła na brzuch, natychmiast unosząc pośladki wysoko, rozchylając uda, prezentując ociekający tyłek i cipkę.
Obok jeden z niewolników próbował przyłożyć główkę do anusa Lakszani. Kapłanka szarpnęła się, głos przestraszony:
— Nie… proszę, nie tam… nie chcę bólu…
Aszara uniosła głowę, oczy ciemne i surowe.
— Milcz — rozkazała ostro. — Rób wszystko, czego zażądają. Natychmiast.
Lakszani zadrżała, spuściła wzrok i powoli, z wyraźnym wysiłkiem, wypięła pośladki, rozchylając je w geście całkowitego poddania.
Lakszani leżała na brzuchu na macie, pośladki miała wysoko uniesione, uda rozchylone, całe ciało spięte z napięcia. Jej rzadkie, jedwabiste owłosienie było już mokre, a małe piersi przyciśnięte do trzciny. Niewolnik za nią nie czekał dłużej. Przyłożył szeroką, ciemną główkę swojego twardego członka do jej ciasnego, różowego otoru i nacisnął.
Lakszani wydała z siebie wysoki, załamany dźwięk, gdy zwieracz zaczął ustępować. Człon wchodził powoli, nieubłaganie, rozciągając ją w sposób, którego nigdy wcześniej nie doświadczyła. Aszara obserwowała to z łoża, wciąż wypięta, ociekająca nasieniem z ust i pupy, i czuła, jak nowe soki spływają jej po udach na sam widok.
— Głębiej — rzuciła do niewolnika ochryple. — Nie oszczędzaj jej.
Mężczyzna posłuchał. Wbił się aż do nasady jednym długim, zdecydowanym pchnięciem. Lakszani krzyknęła, dłonie zaciskając na macie, czoło przyciśnięte do podłogi. Jej ciasny otwór był rozciągnięty wokół grubego, żyłkowanego trzonu, a pośladki drżały. Niewolnik nie dał jej czasu na przyzwyczajenie. Zaczął posuwać od razu mocno, rytmicznie, biodra uderzające o jej ciało z mokrym, głośnym odgłosem. Każde pchnięcie wydobywało z Lakszani kolejny, stłumiony jęk.
Tymczasem Aszara nie pozostała sama. Dwóch niewolników wspięło się na łoże za nią. Jeden przyłożył główkę do jej wciąż ociekającej tylnej dziurki i wszedł bez oporu – była już rozciągnięta i śliska od poprzedniego nasienia. Drugi klęknął przed jej twarzą, wsunął dłoń w jej czarne włosy i znowu nabił jej usta na swojego członka. Aszara jęknęła wokół niego, oczy przymknięte, gdy obaj zaczęli się poruszać. Była nabijana jednocześnie w gardło i w pupę, ciało szarpało się między nimi, ślina i resztki nasienia spływały jej po brodzie.
Obok Lakszani była już posuwana bez litości. Niewolnik trzymał jej biodra mocno, wbijając się głęboko, a ona tylko wiła się pod nim, wydając krótkie, załamane dźwięki przy każdym pchnięciu. Jej małe piersi tarły o matę, a rzadkie owłosienie było całkowicie mokre. Drugi niewolnik podszedł, klęknął przy jej głowie i wsunął swojego członka między jej otwarte usta. Teraz Lakszani też była używana z obu stron – anus i gardło – dokładnie tak jak jej pani.
Komnata wypełniła się dźwiękami mokrego, rytmicznego rżnięcia, krztuszenia się, mlaskania i ciężkiego oddechu sześciu mężczyzn. Zapach spermy, potu i kobiecych soków był już tak gęsty, że prawie wisiał w powietrzu. Złotawe światło lamp rzucało długie cienie na splecione, mokre ciała.
Aszara, wciąż nabijana w usta i pupę, uniosła biodra jeszcze wyżej, sama napierając na członka w swoim tyłku. Myśl, że jest traktowana dokładnie tak samo jak jej przyboczna, że obie klęczą i leżą rozwarte dla tych samych mężczyzn, potęgowała jej rozkosz. Jęczała głośniej, gardło wibrując wokół kutasa, a soki spływały jej już swobodnie po udach na lniane płótna łoża.
Niewolnik w jej ciasnej bramie przyspieszył, pchnięcia stały się krótsze i mocniejsze. Aszara poczuła, jak jego jądra uderzają o jej skórę, jak trzon twardnieje jeszcze bardziej. Wiedziała, że zaraz znowu ją napełni.
Aszara poczuła, jak członek w jej ciasnej dziurce twardnieje jeszcze bardziej, a potem eksploduje. Gorące, gęste nasienie wlało się w nią falami – obfite, pulsujące, rozpierające wnętrze. Każda salwa była wyraźna, ciepła, wypełniająca ją od tyłu aż po same jelita. Jęknęła długo, lecz dźwięk został stłumiony przez gruby trzon wciąż poruszający się w jej gardle. Krztusiła się, ślina i resztki poprzedniego nasienia spływające jej po brodzie, podczas gdy nowe ciepło rozchodziło się w jej tyłku, przelewając się już wokół wciąż drgającego członka i spływając po udach.
Niewolnik wycofał się z mokrym, głośnym odgłosem. Aszara ledwie zdążyła poczuć pustkę, gdy inny chwycił ją za biodra i jednym, bezlitosnym pchnięciem wbił się głęboko w jej pochwę. Była śliska, rozciągnięta, ociekająca, więc wszedł aż do nasady bez oporu. Aszara zawyła wokół kutasa w swoich ustach. Człon rozpychał ją mocno, uderzając o najgłębszy punkt przy każdym pchnięciu. Nie było w tym nic delikatnego – tylko surowa, rytmiczna siła. Biodra mężczyzny tłukły o jej pośladki, jądra uderzały o skórę, a ona czuła każdy cal, każdą żyłę, każde gwałtowne wypełnienie. Rozkosz mieszała się z upokorzeniem tak intensywnie, że oczy zaszły jej łzami.
Niewolnik, który przed chwilą napełnił jej wnętrze, podszedł do jej głowy. Wsunął pięść w długie, czarne, już sklejone włosy i starannie wytarł nimi swojego ociekającego nasieniem członka – powoli, dokładnie, rozmazując gęste smugi po kosmykach, aż lśniły. W tej samej chwili mężczyzna w jej ustach zaryczał i spuścił się. Kolejne strugi gorącego nasienia uderzyły jej prosto w gardło. Aszara zawyła z rozkoszy, krztusząc się, połykając ile mogła, podczas gdy reszta spływała jej nosem i kącikami ust.
Obok Lakszani siedziała, skacząc na niewolniku, który wbijał się w jej ciasną dupkę. Kapłanka unosiła się i opadała dziko, pośladki uderzające o jego biodra, małe piersi kołyszące się. W tym samym momencie inny mężczyzna stanął nad nią i spuścił się jej prosto na piersi – gęste, białe strugi pokryły jej sutki, mostek i brzuch, spływając lepkimi smugami. Lakszani miała twarz spaloną rumieńcem, usta otwarte, ciało lśniące od potu i nasienia, a mimo to nie przestawała się poruszać, nabijając się pupką coraz szybciej.
Aszara, wciąż rżnięta w pochwę, poczuła, jak orgazm zbiera się w niej z nagłą, niszczycielską siłą. Krzyknęła, ciało wygięło się, a pochwa zacisnęła się w gwałtownych, rytmicznych skurczach wokół trzonu niewolnika. Fale przechodziły przez nią jedna za drugą – intensywne, konwulsyjne, aż uda zadrżały, a sok trysnął wokół wchodzącego członka. Drżała długo, bezwładnie, świadomość na moment rozmazana czystą rozkoszą.
Opadła na łoże jak szmaciana lalka. Niewolnik nie zwrócił na to najmniejszej uwagi. Trzymał jej bezwładne biodra i dalej posuwał – mocno, miarowo, wykorzystując wiotczejące ciało. Każde pchnięcie wpychało ją twarzą w lniane płótna, piersi tarły o materiał, a ociekający odbyt i cipka były całkowicie wystawione. Używał jej jak martwej dziurki, a Aszara, wciąż drżąca po orgazmie, tylko jęczała w rytm jego ruchów.
Tymczasem Lakszani nadal ujeżdżała mężczyznę pod sobą. Inny niewolnik podszedł, odwrócił się do niej plecami, rękami rozchylił swoje pośladki i podstawił jej swój otwór. Lakszani szarpnęła głową, próbując się odsunąć.
— Nie… proszę…
Trzeci mężczyzna chwycił ją za włosy i docisnął twarz prosto między rozchylone pośladki. Lakszani wydała stłumiony dźwięk, lecz posłuchała. Jej język wysunął się i zaczął lizać – najpierw nieśmiało, potem, pod naciskiem dłoni, coraz głębiej. Oblizywała pomarszczony, ciemny otwór, wsuwała język do środka, krążyła, mlaskała, podczas gdy jednocześnie wciąż unosiła się i opadała na członku w swoim wnętrzu. Smak był intensywny, ziemisty, a ona, bezradna, liżąca i ujeżdżająca jednocześnie, miała oczy zamknięte z upokorzenia i podniecenia.
Aszara zebrała resztki sił. Dłonie zacisnęły się na płótnach łoża, biodra uniosły się i zaczęła sama nabijać się pochwą na trzon niewolnika – powoli najpierw, potem coraz pewniej, wciągając go w siebie aż do nasady.
Aszara poczuła, jak członek w jej pochwie twardnieje i zaczyna drgać. Gorące, gęste nasienie wlało się w nią potężnymi falami – obfite, pulsujące, rozpierające macicę od środka. Każda salwa była wyraźna, ciepła, wypełniająca ją tak mocno, że miała wrażenie, iż zaraz przeleje się przez brzeg. Czuła, jak lepkie ciepło rozchodzi się w niej, jak strugi już zaczynają wypływać wokół wciąż poruszającego się trzonu i spływać po jej udach na lniane płótna. Jęknęła długo, głosem pełnym brudnej, upokarzającej rozkoszy.
Nim męskość zdążyła całkowicie opuścić jej wnętrze, inne ręce chwyciły ją za biodra i pociągnęły. Aszara nie stawiała oporu. Okraczyła leżącego niewolnika, rozchyliła uda i jednym, chciwym ruchem nabiła się sromem na jego sterczącego, grubego członka. Opadła na niego z impetem, aż do samej nasady. Poczucie wypełnienia wróciło natychmiast – twardy trzon rozpychał ją od środka, żyły ocierały się o wrażliwe ścianki, a ona usiadła na nim ciężko, biodra już zaczynając się poruszać.
Ledwie wykonała kilka ruchów, poczuła za sobą kolejne ciało. Główka przycisnęła się do jej wciąż ociekającej drugiej dziurki i weszła bez oporu. Aszara krzyknęła. Teraz była nabita podwójnie – gruby członek w pochwie i drugi, równie twardy, w drugiej. Oba poruszały się w niej jednocześnie, rozciągając, wypełniając, ocierając się o siebie przez cienką ściankę. Czuła każdy cal obu, każde pchnięcie, każde uderzenie jąder o skórę. Była zaklinowana między dwoma ciałami, całkowicie otwarta, używana bez litości, a rozkosz była tak intensywna, że oczy zaszły jej łzami.
Obok Lakszani, wciąż ujeżdżająca mężczyznę swoim anusem, nagle zesztywniała. Orgazm wstrząsnął nią gwałtownie. Kapłanka wygięła się w łuk, małe piersi uniesione, głowa odchylona do tyłu, usta otwarte w niemym krzyku. Jej ciało drżało w niekontrolowanych konwulsjach, uda trzęsły się, a zwieracz zaciskał się rytmicznie wokół trzonu niewolnika. Sok spłynął po jej udach, mieszając się z potem i resztkami nasienia na piersiach. Twarz miała spaloną rumieńcem, oczy zamglone, całe ciało lśniące w złotawym świetle lamp – obraz całkowitego, brudnego spełnienia.
Aszara wrzasnęła z rozkoszy, gdy obaj mężczyźni przyspieszyli. Jej krzyk został natychmiast stłumiony – kolejny niewolnik chwycił ją za włosy i wbił się głęboko w usta. Teraz była nabita w trzy otwory naraz. Gardło, pochwa i tyłek wypełnione twardymi, rytmicznie poruszającymi się członkami. Aszara stała się tylko mięsem zaklinowanym między trzema ciałami. Każde pchnięcie wpychało ją na kolejny trzon, każde wycofanie zostawiało na ułamek sekundy pustkę, którą natychmiast wypełniał ktoś inny. Ślina, soki i nasienie spływały po jej skórze, zapach spermy i potu był wszechobecny, a ona tonęła w doznaniach, niezdolna już do niczego poza przyjmowaniem.
Orgazm zaskoczył ją z nagłą, niszczycielską siłą. Aszara zadrżała w całym ciele, skurcze przechodziły przez nią falami tak intensywnymi, że prawie straciła przytomność. Pochwa i zwieracze zacisnęły się jednocześnie wokół obu członków, gardło wibrowało wokół trzeciego. Krzyczała wokół kutasa, ciało szarpane konwulsjami, sok tryskający wokół trzonów. Fale nie ustawały – jedna za drugą, aż mięśnie zaczęły odmawiać posłuszeństwa, a ona tylko wisiała między mężczyznami, drżąca i całkowicie spełniona.
Obok Lakszani wciąż unosiła się i opadała, gdy niewolnik pod nią zaryczał nisko. Aszara kątem oka zobaczyła, jak kapłanka sztywnieje, a z jej dziurki zaczyna wypływać gęste, białe nasienie – obfite, spływające po udach na matę, podczas gdy mężczyzna wciąż wpychał w nią ostatnie pulsujące salwy.
Lakszani została brutalnie ściągnięta z jeszcze tryskającego członka. Ręce pchnęły ją do przodu tak, że niemal automatycznie otworzyła usta i nabiła je na tę samą męskość, która przed chwilą była w jej anusie. Gęste, gorące nasienie wciąż pulsowało, a ostatnie strugi uderzyły jej prosto w gardło. Jakaś dłoń docisnęła jej głowę mocniej, zmuszając do przełknięcia. Jednocześnie twardy, niecierpliwy członek wbił się w jej mokrą pochwę bez żadnego wahania – od razu głęboko, od razu z siłą. Lakszani jęczała, wyła, krzyczała, lecz dźwięki były tłumione przez ruchy trzonu w jej gardle. Mimo że mężczyzna przed chwilą się spuścił, jego kutas nie opadł nawet na moment – pozostał wielki, twardy, żyłkowany i nadal używał jej ust. Młoda kapłanka zatracała się w poczuciu, że jest tylko przedmiotem, tylko otwartymi dziurkami do rżnięcia i napełniania.
Aszara, wciąż nabita w trzy otwory, czuła, że to, co teraz przeżywa, nie ma żadnego porównania z tym, czego doświadczyła w innym świecie. Rozkosz, którą dawali jej niewolnicy, była brudna, ziemska, ostra – niczym wobec ekstazy, jaką dawały demony czy sam Tamuz. A mimo to tonęła w niej bez reszty. Czuła, jak trzech mężczyzn wypełnia ją jednocześnie, jak biorą ją w posiadanie, jak wbijają się raz po raz, wykorzystując każde jej wejście. Żaden śmiertelnik nie był w stanie długo wytrzymać takiego tempa. Pierwszy trysnął ten w jej tylnej bramie – gorące, gęste fale wlały się w nią głęboko. Chwilę później ten w gardle zalał jej usta i przełyk słonym, obfitym nasieniem. Ostatni, ten w pochwie, spuścił się niemal równocześnie, wypełniając jej macicę. Aszara poczuła, jak wszystkie trzy otwory zostają napełnione w niemal tym samym momencie – ciepło rozlewające się od tyłu, od przodu i od góry, lepkie strugi przelewające się już na zewnątrz, spływające po udach, po brodzie, po piersiach. Była pełna, ociekająca, całkowicie użyta.
Lakszani w tym samym czasie przyjęła jednocześnie wytrysk w pochwie i w ustach. Jęknęła wokół członka, ciało drżące, gdy oba nasienia wypełniały ją naraz.
Niewolnicy wycofali się. Aszara opadła na łoże jak szmaciana lalka – naga, spocona, cała pokryta białymi, gęstymi smugami nasienia i własnymi sokami. Włosy miała całkowicie sklejone, przylegające do twarzy, szyi i piersi. Obok niej rzucono bezwładne ciało Lakszani. Kapłanka leżała na boku, małe piersi lśniące od spermy, brzuch i uda pokryte lepkimi strugami, włosy mokre i poplątane. Obie oddychały płytko, ciała jeszcze drżące, skóra błyszcząca od potu i nasienia w złotawym świetle lamp. Zapach spermy, potu i seksu był tak gęsty, że prawie wisiał w powietrzu.
Ich pochwy i pupy pozostały rozwarte, otwarte, ociekające. Z sromu Aszary wypływał powolny, gęsty strumień zmieszanego nasienia, spływający po kroczu na płótna. Z jej drugiej dziurki sączyło się to samo – białe, lepkie, zbierające się między pośladkami. U Lakszani było podobnie: rozciągnięte, zaczerwienione wejścia, z których wolno wypływały strugi, spływając po udach na matę. Obie leżały splątane, brudne, całkowicie zużyte, nogi bezwładnie rozchylone, prezentując to, co z nimi zrobiono.
Sześciu nagich niewolników stanęło dookoła łoża. Ich członki lśniły od soków i nasienia, niektóre wciąż półtwarde, klatki piersiowe unosiły się od ciężkiego oddechu. Patrzyli w dół na dwie ociekające kobiety w milczeniu, które pachniało tylko spełnieniem i oczekiwaniem na więcej.
Niewolnicy spojrzeli po sobie porozumiewawczo. Uśmiechy, które pojawiły się na ich twarzach, były wolne i drapieżne. Jeden po drugim ujęli swoje lśniące, wciąż półtwarde członki w dłonie i skierowali je w dół, na bezwładne, ociekające nasieniem ciała obu kobiet.
Aszara otworzyła oczy w samą porę, by zobaczyć, jak z główki pierwszego trzonu wypływa jasna, ciepła struga. Uderzyła ją prosto w piersi – gorąca, o ostrym zapachu, rozlewająca się po skórze i mieszająca z już obecną spermą. W ciągu kilku oddechów dołączyli pozostali. Sześć strug moczu spadało na nie jednocześnie z różnych stron. Trafiały w piersi, brzuchy, uda, twarze, włosy. Ciepłe, żółtawe strumienie spływały po oliwkowej skórze Aszary i jaśniejszej cerze Lakszani, zmywając częściowo gęste smugi nasienia, a jednocześnie tworząc nowe, mokre ścieżki. Mocz zbierał się w zagłębieniach ciał, spływał między piersiami, po żebrach, po biodrach, ściekał na lniane płótna łoża, tworząc ciemniejsze plamy. Zapach stał się intensywny, ostry, zwierzęcy, wypełniając całą komnatę razem z zapachem spermy i potu.
Aszara leżała nieruchomo, pozwalając, by ciepłe strugi spływały po niej ze wszystkich stron. Poczucie całkowitego upodlenia – bycia leżącą, zużytą dziurką, którą teraz jeszcze oblewa się moczem – zalało ją niespodziewaną, gwałtowną falą rozkoszy. Orgazm przyszedł nagle i z siłą, której się nie spodziewała. Ciało zadrżało w konwulsjach, uda zacisnęły się, plecy uniosły się lekko z łoża, a z ust wydobył się długi, załamany jęk. Skurcze przechodziły przez nią jedna za drugą, podczas gdy ciepły mocz wciąż spływał po jej piersiach, brzuchu i udach, potęgując każdą falę. Szczytowała brudna, mokra, całkowicie wystawiona, oczy zamknięte z czystego, upokarzającego spełnienia.
Gdy ostatnie krople spłynęły, Aszara opadła z powrotem na łoże, ciężko oddychając. Głos miała słaby, urywany:
— Możecie odejść… Od jutra jesteście wolni. Wychodząc… wezwijcie moje niewolnice.
Sześciu mężczyzn skłoniło się nisko, prawie pokornie, i opuściło komnatę w milczeniu. Ich kroki ucichły w korytarzu.
Po chwili mata zasłaniająca wejście odsunęła się i weszły trzy nagie kobiety, nieledwie dziewczęta.
Pierwsza była Khaa – czarnoskóra, o głębokim, hebanowym odcieniu skóry. Miała bardzo obfite, ciężkie piersi o szerokich, ciemnych otoczkach, pełny brzuch, szerokie biodra i grube, mięsiste uda. Między nogami rosło gęste, czarne owłosienie. Jej pośladki były okrągłe i obfite. Całe ciało emanowało dojrzałą, bujną zmysłowością.
Za nią szła Akaya – skośnooka, drobna, o chłopięcej, smukłej sylwetce. Skóra miała złotawy odcień, piersi małe, prawie płaskie, z delikatnymi sutkami. Brzuch wklęsły, biodra wąskie, uda chude. Owłosienie łonowe było skąpe i proste. Poruszała się lekko, jakby ważyła mniej niż powietrze.
Ostatnia była Mirha – wysoka, szczupła Achajka o bladej cerze i długich, rudych włosach spływających aż do połowy pleców. Piersi miała pełne, jędrne, o jasnoróżowych sutkach. Talię bardzo wąską, biodra wyraźnie zarysowane, nogi długie i zgrabne. Między udami rosła ruda, jedwabista kępka. Cała postać była jakby żywym posągiem z północnych krain.
Aszara odezwała się cicho, prawie szeptem:
— Oczyśćcie nas… mnie i ją.
Trzy nagie niewolnice uklękły przy łożu bez słowa. Mirha i Khaa pochyliły się nad ciałem Aszary, Akaya zajęła się Lakszani. Ich języki natychmiast zaczęły pracować – wolno, dokładnie, zbierając mieszaninę gęstego nasienia i ostrego w zapachu moczu, która pokrywała obie kobiety.
Khaa skupiła się na piersiach Aszary. Jej szeroki, ciemny język przesuwał się po pełnych, oliwkowych półkulach, zbierając żółtawe smugi moczu zmieszane z białymi, lepkimi resztkami spermy. Oblizywała sutki z nabożeństwem, wciągając je w usta, ssąc delikatnie, podczas gdy język krążył wokół ciemnych otoczek, zbierając każdą kroplę. Smak był intensywny – słony, ostry, zwierzęcy – a ona połykała go bez wahania, mlaskając cicho. Dłonie ugniatały ciężkie piersi, unosząc je, by dotrzeć do każdej fałdki skóry, gdzie zebrały się płyny. Aszara wzdychała pod tymi pieszczotami, sutki twardniejąc na nowo.
Akaya pochyliła się między udami Lakszani. Drobna, złotawa dziewczyna rozchyliła bezwładne nogi kapłanki i zaczęła lizać – najpierw wewnętrzne strony ud, zbierając spływające strugi, potem sam srom. Język wsunął się między wargi, zbierając gęste nasienie i resztki moczu, penetrując głębiej, krążąc wokół łechtaczki, schodząc niżej do drugiej dziurki. Oblizywała pomarszczony, wciąż lekko rozwarty otwór, wsuwając czubek języka do środka, zbierając to, co jeszcze z niego sączyło się. Lakszani jęknęła cicho przez zaciśnięte zęby, biodra drgały słabo, gdy Akaya pracowała z cierpliwą, niemal nabożną dokładnością.
Mirha zajęła się krocza Aszary. Ruda, wysoka niewolnica rozchyliła jej uda i pochyliła się nisko. Jej język najpierw musnął gęste, czarne owłosienie, zbierając sklejone kępki, potem wsunął się między wargi sromowe. Zlizywała gęste, białe nasienie zmieszane z moczem, penetrując pochwę głębokimi, wolnymi ruchami, zbierając wszystko, co jeszcze w niej pozostało. Potem zeszła niżej. Język krążył wokół rozluźnionych zwieraczy, oblizywał go dokładnie, wsuwał się do środka, wyciągając resztki spermy, która wciąż sączyła się z rozciągniętego otworu. Mirha mlaskała cicho, połykając, a jej rude włosy spływały na uda Aszary jak żywy ogień.
Lakszani zasnęła – oddech stał się równy, ciało całkowicie rozluźnione pod językiem Akayi.
Aszara trwała dłużej. Pieszczoty Khai na piersiach i Mirhy między nogami nakładały się na siebie, tworząc falę rozkoszy, która rosła powoli, ale nieubłaganie. Orgazm przyszedł cicho, głęboko. Ciało Aszary napięło się, uda zadrżały, a z ust wydobył się długi, niski jęk. Skurcze przechodziły przez nią miękko, falująco, podczas gdy język Mirhy wciąż penetrował jej pochwę, a Khaa ssała jej sutki. Nie było w tym krzyku – tylko głębokie, wyczerpane spełnienie, które rozlało się po całym ciele i powoli opadło.
Aszara zamknęła oczy. Oddech spowolnił. Jeszcze czuła ciepłe, mokre języki zbierające resztki z jej skóry, jeszcze słyszała ciche mlaskanie, gdy sen zabrał ją całkowicie. Trzy niewolnice nie przerwały pracy – lizały dalej, powoli, dokładnie, oczyszczając bezwładne ciała obu kobiet w złotawym świetle lamp.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
2 komentarze
PisarkaMojegoPisarza1
Uwielbiam 😈🔥🍑 no i ten złoty deszcz 🔥i jak ona mu wylizywała tyłek 🔥🍑 zdecydowanie lektura do łazienki w pracy 😈🍑🔥 dziękuję bo doszłam dwa razy 🔥🍑 uwielbiam ten "brud" 🔥
Bisexwaw
@PisarkaMojegoPisarza1 no witam w końcu po dłuższej przerwie, brakowało mi Twoich komentarzy. Szkoda, że nadal nie można napisać do ciebie prywatnej wiadomości. Cieszę się, że jesteś.
PisarkaMojegoPisarza1
@Bisexwaw pracuję nad tym intensywnie. Dziś ponowię próbę ogarnięcia tego. Trzymaj kciuki 😈🍑
Bisexwaw
@PisarkaMojegoPisarza1 trzymam kciuki bo miło byłoby z Tobą porozmawiać o pomysłach na nowe przygody.
ErykWgr
Tym razem mogę skomentować jako pierwszy. No i super. No jest ostre rżnięcie. Jest dużo perwersji. I jak dla mnie jest świetnie. Bo styl masz taki, że widzi się przed oczami całe sceny. Czekam czym mnie zaskoczysz w następnym rozdziale.
Bisexwaw
@ErykWgr mam nadzieję, że nie przesadziłem z tymi perwersjami 😀.