
Aszara przez dłuższą chwilę nie poruszała się. W myślach wracała do poprzedniego dnia. Widziała siebie na czarnym ołtarzu, nogi szeroko rozłożone przed całym ludem Ahur. Ojciec, król Mahere, stojący między jej udami, gruby kutas przyłożony do dziewiczych warg, potem jedno potężne pchnięcie, które rozerwało boską pieczęć jej ciała. Ból, krew, wypełnienie. Potem brat – Hamir – klękający za nią, namaszczony olejem kutas wbijający się w jej odbyt aż do nasady. Pamiętała, jak opętana rozkoszą straciła kontrolę nad ciałem i oddała mocz szerokim, głośnym strumieniem prosto na kamień ołtarza, podczas gdy brat dalej ją posuwał. Tłum śpiewał, bębny dudniły, a ona szczytowała z moczem spływającym po udach.
Dopiero teraz, w ciszy poranka, Aszara zdała sobie sprawę, że nie było to tylko święty obowiązek. Jej ciało potrzebowało zaspokojenia w stopniu o wiele większym, niż kiedykolwiek wcześniej przypuszczała. Głód był głęboki, dziki, nienasycony.
Gwałtownie szturchnęła Lakszani w ramię.
— Wstawaj.
Kapłanka poderwała się z plątaniny lnianych płócien, oczy szeroko otwarte, jeszcze nieprzytomne ze snu. Jej kapłańska tunika – długa, frędzlowana, z jasnego lnu, przewiązana wełnianym pasem z amuletem gwiazdy – była całkowicie pomięta i zsunięta z jednego ramienia.
— Moja pani… — zaczęła, lecz Aszara nie dała jej dokończyć.
— Jak śmiesz przytulać się do mnie we śnie? — syknęła, siadając na łożu. Jej krótka, przezroczysta biała szata ześlizgnęła się, odsłaniając piersi. — Kto ci pozwolił?
Lakszani natychmiast zsunęła się z łoża na kolana, czoło przyciskając do maty z trzciny. Jej ciało skuliło się w głębokim pokłonie.
— Wybacz, księżniczko… nie chciałam… sen mnie zniósł… błagam o wybaczenie…
Aszara pochyliła się i chwyciła ją za brodę, unosząc twarz do góry. Przycisnęła policzek Lakszani do własnej piersi, delektując się ciepłem skóry i absolutną uległością dziewczyny. Przez chwilę trzymała ją tak, czując, jak kapłanka drży.
— Wstań — rozkazała w końcu. — Muszę się wypróżnić.
Lakszani poderwała się natychmiast i wybiegła za matę zasłaniającą wejście. Po chwili wróciła z dwiema młodymi niewolnicami. Dziewczęta miały na sobie proste, krótkie tuniki z grubego, niewybielonego lnu, sięgające ledwie do połowy ud, bez żadnych ozdób, przepasane tylko wąskim sznurkiem. Były bose, włosy miały splecione w proste warkoczyki. Wnosiły ciężkie, szerokie naczynie z wypalonej gliny, przeznaczone na nieczystości.
Ustawiły je przed łożem. Aszara zsunęła z siebie resztki szaty i podeszła naga. Przykucnęła nad naczyniem, rozstawiając szeroko stopy. Jej pełne piersi zwisnęły lekko ku przodowi, płaski brzuch napiął się, a gęste, czarne owłosienie łonowe znalazło się bezpośrednio nad brzegiem glinianego naczynia. Najpierw odezwał się mocz – silny, głośny strumień uderzył o dno, parując w chłodniejszym powietrzu komnaty. Aszara odetchnęła głęboko, pozwalając, by płyn opuszczał ją swobodnie, długo, aż ostatnie krople spłynęły po wewnętrznych stronach ud. Zaraz potem jej ciało napięło się inaczej. Zwieracz rozluźnił się i z odbytu zaczął wydobywać się kał – najpierw powoli, potem swobodniej. Ciemne, zwarte odchody opadały do naczynia z miękkim odgłosem, podczas gdy Aszara trzymała się krawędzi łoża, oddychając równo, twarz spokojna, niemal skupiona. Jej mały, zgrabny tyłek był rozwarty, oliwkowa skóra napięta, a całe ciało – od spoconych piersi po drżące nieco uda – uczestniczyło w tej intymnej, zwierzęcej czynności.
Gdy skończyła, pozostała jeszcze przez chwilę w przysiadzie, upewniając się, że wszystko opuściło jej ciało. Potem uniosła wzrok na niewolnice i na Lakszani.
— A ty? — zapytała. — Też chcesz się wypróżnić?
Lakszani skinęła głową z wyraźną wdzięcznością.
— Tak, moja pani. Dziękuję.
Kapłanka ściągnęła z siebie pomiętą tunikę i przykucnęła nad tym samym naczyniem, dokładnie w tej samej pozycji co Aszara. Aszara nie odeszła. Pozostała w przysiadzie naprzeciwko, obserwując z otwartą fascynacją. Widziała, jak rzadkie, jedwabiste owłosienie Lakszani rozchyla się, jak najpierw tryska jasny strumień moczu, uderzając o już obecne nieczystości, a potem jak różowy odbyt dziewczyny rozszerza się i wypuszcza ciemny kał. Lakszani miała spuszczone oczy, policzki spalone rumieńcem, lecz ciało oddawało wszystko posłusznie, podczas gdy księżniczka wpatrywała się w każdy szczegół – w napięcie mięśni brzucha, w lekkie drżenie ud, w sposób, w jaki odchody opuszczały jej ciało.
Gdy ostatnia porcja kału wypadła i mocz ustał, Lakszani pozostała jeszcze przez moment w przysiadzie, oddychając płytko. Aszara wciąż obserwowała ją w milczeniu, z oczami pełnymi intensywnego zainteresowania.
Aszara przez chwilę jeszcze wpatrywała się w Lakszani, która wciąż klęczała naga nad naczyniem z nieczystościami. Coś miękkiego, niespodziewanego poruszyło się w piersi księżniczki. Była samolubna i okrutna z natury – tak ją wychowano, taką uczyniła ją krew Mahere – a jednak ta młoda kapłanka budziła w niej dziwne rozczulenie. Może to przez jej absolutną uległość, może przez sposób, w jaki drżała, czekając na kolejny rozkaz.
Aszara wyciągnęła ręce.
— Chodź tu.
Lakszani natychmiast podeszła. Aszara objęła ją mocno, przyciskając nagie ciało do nagiego ciała. Stały tak w środku komnaty, splecione ze sobą. Aszara była nieco wyższa, o pełniejszych piersiach, które uginały się lekko pod naciskiem mniejszych, jędrnych piersi Lakszani. Oliwowa skóra księżniczki lśniła w porannym świetle obok jaśniejszej cery kapłanki. Gęste, czarne owłosienie Aszary tarło się o rzadkie, jedwabiste kępki Lakszani. Mały, zgrabny tyłek księżniczki stykał się z węższymi biodrami kapłanki. Długie włosy Aszary spływały na ramiona obu, mieszając się z rozplecionym warkoczem Lakszani. Stały w milczeniu, piersi przy piersiach, brzuchy przy brzuchach, oddychając tym samym powietrzem wypełnionym zapachem kadzidła, nieczystości i ciepłego ciała.
Po chwili Aszara odsunęła się nieco i spojrzała na dwie niewolnice, które wciąż stały przy naczyniu, spuszczając wzrok.
— Zdejmijcie z siebie wszystko — powiedziała wyraźnie, z rozmysłem. — Od tej chwili, służąc mi, nie macie prawa nosić na sobie żadnego odzienia. Chcę was widzieć nagie.
Dziewczęta posłuchały bez słowa. Ich proste, krótkie tuniki z grubego, niewybielonego lnu, sięgające do połowy ud i przepasane tylko wąskim sznurkiem, zostały ściągnięte przez głowę i rzucone na matę. Obie stanęły zupełnie nagie.
Były młode, zaledwie po drugiej stronie dojrzałości, szczupłe i zwinne. Pierwsza miała twarz o wąskich ustach i wysokim czole, ciemne oczy spuszczone w dół. Włosy, czarne i proste, spięte były w dwa cienkie warkoczyki opadające na obojczyki. Piersi miała niewielkie, stożkowate, z ciemnymi, spiczastymi sutkami, które już stężały od chłodniejszego powietrza komnaty. Brzuch płaski, prawie wklęsły. Między udami rosło niezwykle bujne, czarne owłosienie – gęste, kręcone, wspinające się wysoko ku pępkowi i schodzące nisko na wewnętrzne strony chudych ud. Gdy lekko przestąpiła z nogi na nogę, widać było ciemne, pełne wargi sromowe prawie całkowicie skryte pod kępkami. Pośladki miała małe, jędrne, nieco wystające, a między nimi ciemną linię odbytu. Nogi długie, chude, z wyraźnie zarysowanymi kolanami i wąskimi stopami.
Druga niewolnica była od niej odrobinę niższa i jeszcze smuklejsza. Twarz miała bardziej okrągłą, z pełniejszymi policzkami i szerszymi ustami. Włosy, równie czarne, spływały luźno na ramiona, tylko częściowo splecione. Piersi jeszcze mniejsze, prawie dziewczęce, o jasnobrązowych otoczkach. Biodra wąskie, uda cienkie. Jej owłosienie łonowe było równie bogate, może nawet gęstsze – czarne, sztywne kędziory tworzyły gęsty trójkąt, który zasłaniał wszystko, a pojedyncze włoski sięgały niemal do połowy ud. Pośladki płaskie, lecz napięte, a gdy odwróciła się bokiem, widać było, jak skóra na nich gładko przechodzi w linię kręgosłupa. Całe ich ciała były naznaczone słońcem i pracą – lekkie otarcia na kolanach, zgrubienia na stopach – lecz młode i jędrne.
Aszara przyglądała im się przez dłuższą chwilę z zadowoleniem.
— Teraz obmyjcie nas — rozkazała. — Mnie i ją. Dokładnie.
Niewolnice skłoniły się i wybiegły. Po chwili wróciły z dużym naczyniem z wypalonej gliny pełnym ciepłej wody, glinianymi miseczkami, kawałkami lnianego płótna i niewielkim dzbankiem z oliwą zmieszaną z popiołem – prostym środkiem czyszczącym używanym w sumeryjskich domach i świątyniach. Woda była pachnąca lekko żywica, bo dodano do niej kilka kropel olejku.
Najpierw podeszły do Aszary. Jedna klęknęła z tyłu, druga z przodu. Namoczyły płótna i zaczęły przecierać jej ciało powoli, metodycznie. Ciepła woda spływała po oliwkowej skórze księżniczki, po pełnych piersiach, po płaskim brzuchu, po gęstym, czarnym owłosieniu łonowym. Niewolnica z przodu ostrożnie rozchyliła wargi sromowe i przecierała je wilgotnym płótnem, zbierając resztki nieczystości i soków. Druga myła jej pośladki, wsuwając płótno między nie, czyszcząc odbyt z równą starannością. Potem polano ją czystą wodą z miseczki, a na koniec rozprowadzono cienką warstwę oliwy, aż skóra Aszary zaczęła lśnić.
Następnie zajęły się Lakszani. Kapłanka stała nieruchomo, z rękami wzdłuż ciała, pozwalając im na wszystko. Niewolnice powtórzyły te same ruchy – namoczyły płótna, przetarły małe piersi, płaski brzuch, rzadkie owłosienie, ostrożnie wyczyściły wargi sromowe i odbyt. Ciepła woda spływała po jej jaśniejszej skórze, a oliwa sprawiła, że zaczęła błyszczeć w świetle wpadającym przez okienko. Cały czas pracowały w milczeniu, tylko szmer wody i ciche odgłosy przecieranego płótna wypełniały komnatę.
Gdy skończyły, obie niewolnice cofnęły się o krok, wciąż nagie, z mokrymi od wody dłońmi, czekając na kolejny rozkaz. Ciała Aszary i Lakszani były czyste, lśniące od oliwy, gotowe na to, co miało nadejść w drugim dniu posługi.
Gdy ciało Lakszani było już równie czyste i lśniące od oliwy jak ciało Aszary, księżniczka uniosła brodę i spojrzała na kapłankę.
— Dziś będziesz mi towarzyszyć przy ołtarzu — oznajmiła. — Przez cały czas posługi.
Lakszani skłoniła się głęboko, po czym sięgnęła po krótką, przezroczystą szatę Aszary, chcąc okryć nią nagość pani. Aszara wybuchnęła krótkim, szyderczym śmiechem.
— Nie będę udawać skromności — powiedziała ostro. — Wszyscy i tak przyjdą, by posiąść to ciało. Po co mi szata? Ty też pójdziesz naga. Tak samo jak te dwie.
Wskazała na niewolnice. Lakszani opuściła ręce i posłusznie zdjęła resztki swojej kapłańskiej tuniki. Cztery nagie kobiety opuściły komnatę.
Prowadzona przez niewolnice Aszara weszła do głównej nawy świątyni. Wysokie ściany pokryte malowidłami gwiazd i lwów tonęły w półmroku rozjaśnianym tylko przez dziesiątki olejnych lamp i wąskie snopy światła padające z wysokich okien. Powietrze było gęste od kadzidła, potu i seksu. W bocznych niszach, półotwartych, zasłoniętych tylko lekkimi matami z trzciny, dziewczęta niższego urodzenia pełniły już posługę. Były to córki rzemieślników i kupców, ofiarowane świątyni na pewien czas, zgodnie ze starym obyczajem. Niektóre leżały na prostych matach, inne stały oparte o ścianę, przyjmując mężczyzn, którzy złożyli skromniejsze dary – miód, wełnę, małe figurki z gliny.
Aszara zatrzymała się na dłuższą chwilę przy jednej z nisz. Dziewczyna w jej wieku, o bardzo obfitych kształtach, stała na czworakach na macie. Miała szerokie, mięsiste biodra, ciężkie, obwisłe piersi, które kołysały się w rytm pchnięć, i grube uda pokryte delikatnym meszkiem. Brzuch była miękki, zaokrąglony, a między nogami rosło gęste, ciemne owłosienie, obecnie rozczochrane i mokre. Jej pośladki były pełne, szerokie, z wyraźnymi dołeczkami, a skóra miała jaśniejszy odcień niż u Aszary. Starzec o siwej brodzie i pomarszczonych dłoniach trzymał ją za biodra i wbijał się w nią powoli, ciężko, z głośnym sapaniem. Za każdym pchnięciem obfite ciało dziewczyny falowało, piersi uderzały o matę, a z jej ust wydobywał się niski, monotony jęk. Aszara czuła, jak zalewa ją fala gorącego podniecenia. Sutki stwardniały jej momentalnie, a między udami zrobiło się mokro.
Odarła wzrok i podążyła dalej, ku głównemu ołtarzowi. Tam ustawiono już niskie łoże wyłożone czystymi lnianymi płótnami i miękkimi poduszkami. Aszara wspięła się na nie bez pośpiechu i położyła się na wznak, rozluźniając ciało, czekając.
Pierwszy podszedł młody kupiec. Był niewiele starszy od niej, o gładkiej, oliwkowej skórze i ciemnych oczach pełnych mieszaniny bojaźni i żądzy. Za nim niewolnicy ustawili dziesięć worków zboża.
— Ofiarowuję to bogini i tobie, księżniczko — powiedział niepewnie.
Aszara zmierzyła go spojrzeniem. Ofiara była wystarczająca.
— W jaki sposób chcesz posiąść moje ciało? — zapytała wyniośle.
Młodzieniec spuścił wzrok.
— Proszę… rozłóż przed mną nogi, boska księżniczko.
Aszara ułożyła się wygodniej na plecach i szeroko rozchyliła uda, odsłaniając gęsto owłosione, już wilgotne łono. Kupiec ściągnął z siebie prostą wełnianą szatę. Jego członek był już w pełni gotowy – bardzo gruby, choć przeciętnej długości, z wyraźnie zarysowaną główką i napiętą skórą.
Ukląkł między jej nogami. Najpierw pochylił się i ucałował jej srom – długo, z nabożeństwem, wargi przyciśnięte do czarnych kępków, język muskający wilgotne wargi. Potem uniósł się, przyłożył główkę do wejścia i powoli, centymetr po centymetrze, wsunął się w nią.
Aszara odetchnęła głęboko, gdy gruby trzon rozepchnął jej ścianki. Czujesz wypełnienie było natychmiastowe i głębokie. Nie był tak długi jak niektórzy, lecz jego obwód rozciągał ją przyjemnie, naciskając na każdy wrażliwy punkt. Gorąco cudzego ciała wnikające w nią sprawiło, że powieki opadły jej z rozkoszy. Było jej naprawdę dobrze – lepiej, niż się spodziewała po tak zwyczajnym mężczyźnie. Jej pochwa zacisnęła się odruchowo wokół niego, ssąc, przyjmując.
Kupiec zaczął się ruszać. Najpierw ostrożnie, potem coraz mocniej, coraz pewniej. Jego biodra uderzały o jej uda z mokrym odgłosem. Aszara leżała wyniośle, ręce rozłożone na płótnach, piersi kołyszące się w rytm pchnięć. Gęste czarne owłosienie było już całkowicie mokre i rozczochrane. Za każdym razem, gdy mężczyzna wbijał się do końca, jej mały tyłek unosił się lekko nad łożem. Jęczała coraz głośniej, bez wstydu, głosem pełnym szczerej przyjemności. W nawie świątyni unosił się szmer innych par, stukot stóp, odległy śpiew kapłanek, a ona czuła, jak rozkosz narasta szybko, nieubłaganie.
Fala zaczynała się już zbierać nisko w brzuchu – gorąca, ciężka, obiecująca. Aszara wbiła paznokcie w lniane płótna i jęknęła dłużej, czując, że spełnienie jest już bardzo blisko.
Aszara jęczała głośno, bez żadnej próby powstrzymania głosu. Każde mocne pchnięcie młodego kupca rozchodziło się po jej ciele falą tępego, zwierzęcego zadowolenia. Leżała na lnianych płótnach łoża ustawionego przed głównym ołtarzem, uda szeroko rozwarte, piersi kołyszące się w rytm uderzeń. Tłum w nawie świątyni obserwował – kupcy, żołnierze, kapłanki, zwykli mieszkańcy Ahur – a ona czuła na sobie setki spojrzeń. Sam fakt, że zwyczajny człowiek, handlujący zbożem, wbija się teraz w jej królewską cipkę, był jednocześnie upokarzający i niesamowicie podniecający. Córka Mahere, potomkini bogów w mniemaniu ludu, leżała naga i otwarta dla pospolitego kupca. Ta myśl kręciła jej się w głowie jak odurzający dym kadzidła i sprawiała, że zaciskała się mocniej wokół jego grubego członka.
Pchnięcia stawały się coraz silniejsze, coraz bardziej bezceremonialne. Kupiec trzymał ją za biodra, wbijając się głęboko, prawie brutalnie, jakby zapomniał już o bojaźni, którą okazywał na początku. Aszara chciała właśnie tego. Chciała, by zbrukał jej łono swoim prostackim nasieniem, by zostawił w niej ślad zwyczajnego człowieka, który zapłacił workami zboża za prawo do jej ciała. Jęczała coraz głośniej, biodra sama unosząc naprzeciw pchnięciom, paznokcie wbijając w płótna.
Orgazm nadszedł gwałtownie, jak uderzenie fali podczas wylewu Eufratu. Najpierw poczuła głęboki, piekący skurcz nisko w brzuchu, potem całe jej wnętrze zacisnęło się rytmicznie, mocno, ssąc kutasa kupca w długich, niekontrolowanych konwulsjach. Aszara krzyknęła – długo, załamująco, głosem pełnym rozkoszy i upokorzenia zarazem. Jej ciało wygięło się w łuk, piersi uniosły się wysoko, uda zadrżały tak silnie, że kupiec musiał mocniej chwycić jej biodra, by nie wypchnęła go z siebie. Sok trysnął obficie wokół jego trzonu, spływając po jej pośladkach na płótna. Leżała otwarta przed całym Ahur, szczytując na kutasie zwykłego handlowca, i właśnie ta świadomość – że jest publicznie pieprzona przez człowieka, który jeszcze wczoraj kłaniałby się jej w proch – potęgowała każdą falę rozkoszy. Skurcze wracały jedna za drugą, aż w końcu całe jej ciało wiotczeje i opadło bezwładnie na łoże.
Nie była już w stanie współpracować. Leżała po prostu, ciężko oddychając, podczas gdy kupiec przyspieszył, ścigając własne spełnienie. Kilka gwałtownych, szarpiących pchnięć później mężczyzna wbił się do samego końca i zaryczał – nisko, zwierzęco, prawie dziko. Aszara poczuła, jak jego kutas drga wewnątrz niej, wyrzucając gorące, gęste strumienie nasienia prosto w jej macicę. Każdy spust był wyraźny, pulsujący, wypełniający ją ciepłem, które rozlewało się głęboko. Czując, jak prostackie nasienie kupca zalewa jej łono, Aszara jęknęła cicho, prawie z zadowoleniem. Była zbrukana. I podobało jej się to.
Kupiec wyciągnął już zwiotczałego członka. Z cipki Aszary wypłynął od razu gęsty, białawy strumień zmieszany z jej własnymi sokami. Księżniczka uniosła ciężko powieki i spojrzała na Lakszani stojącą nago obok łoża.
— Wyczyść mnie — rozkazała ochryple. — Zliż z mnie nasienie tego człowieka.
Młoda kapłanka natychmiast opadła na kolana pomiędzy rozłożonymi udami Aszary. Z pełnym oddaniem przywarła ustami do jej sromu i zaczęła lizać – wolno, dokładnie, zbierając każdą wypływającą kroplę, wsuwając język głębiej, by wydobyć to, co pozostało wewnątrz. Aszara leżała spokojnie, pozwalając jej pracować, aż nagle uniosła dłoń.
— Dość. Kolejny już czeka.
Lakszani odsunęła się natychmiast, broda lśniąca od soków i nasienia.
Lakszani odsunęła się natychmiast, broda lśniąca od soków i nasienia.
Nowy mężczyzna zbliżał się powoli przez nawę. Na oko nie mógł mieć więcej niż trzydzieści lat. Długie, rudawe włosy spływały mu na ramiona, a zmierzwiona broda nadawała mu wygląd niemal zwierzęcy. Ramiona i tors osłaniały ciężkie futra niezwykłych, srebrzystych zwierząt, jakich nikt w Ahur wcześniej nie widział. Był potężnej budowy – w całym mieście nie było większego, równie szerokiego w barkach mężczyzny. Szedł pewnie, a za nim dwaj jego ludzie nieśli ofiary.
Przez tłumacza, lokalnego kupca znającego język północy, barbarzyńca oświadczył:
— Przybywam handlować w Ahur. Chcę oddać szacunek mieszkańcom tego miasta, biorąc udział w waszych obrzędach przed boginią Isztar.
Aszara obserwowała go uważnie. Pomyślała, że to bardzo sprytne – zyska szacunek miejscowych, a jednocześnie zapewni sobie przyjemność. Kapłanki podeszły, by przyjąć dary zgodnie ze starożytnym zwyczajem. Futra – wyprawione skóry białych lisów, srebrzystych i płowych północnych zwierząt – zostały starannie rozłożone na specjalnych matach przed ołtarzem, a sztabki kutego złota umieszczono w glinianych misach ofiarnych. Arcykapłanka skinęła głową. Ofiara była godna bogini.
Barbarzyńca zrzucił z siebie ciężkie futra. Jego ciało okazało się blade, gęsto porośnięte rudawym owłosieniem na piersi, brzuchu i udach. Aszara wstrzymała oddech, gdy jej wzrok opadł niżej. Jego członek był niewiarygodnie długi – niemal sięgał do kolan – i tak gruby jak jej własne ramię. Nawet w spoczynku robił wrażenie potężnego. Na jej widok, gdy leżała naga i wciąż rozłożona na łożu, zaczynał się powoli unosić, twardnieć, rosnąć jeszcze bardziej. Aszara poczuła dreszcz oczekiwania przebiegający od karku aż po sam środek jej właśnie wylizanego łona.
Olbrzym stał już całkiem nagi, a jego zwaliste, umięśnione ciało pokryte gęstym, rudawym owłosieniem budziło w niej mieszaninę lęku i zachwytu. Kutas, który przed chwilą tylko się unosił, teraz sterczał w pełni – niewiarygodnie długi, gruby jak jej ramię, z ciężkimi jądrami u nasady. Fascynował ją. Nigdy nie widziała niczego podobnego.
Zanim jeszcze nasienie kupca przestało wypływać do końca z Aszary, barbarzyńca już po nią sięgnął. Wielka, szorstka dłoń chwyciła jej nadgarstek i pociągnęła do góry z siłą, której nie dało się oprzeć. Aszara znalazła się w pozycji stojącej, naga, tuż przed jego piersią porośniętą rudym meszkiem.
Nie powiedział nic. Po prostu zaczął ją obmacywać. Dłonie były ogromne, szorstkie od wiatru i broni. Ugniatały jej pełne piersi, ściskając je tak, jak kupiec na targu sprawdza towar. Przesunęły się niżej, uchwyciły jej mały, zgrabny tyłek, rozchylając pośladki. Potem jeden gruby palec wbił się bez ceregieli w jej wciąż mokrą, pełną nasienia cipkę, a drugi – w ciasny odbyt. Aszara stała sztywno, czując się dokładnie jak zwierzę na targowisku – badana, oceniana, ważona pod kątem tego, ile przyjemności może dać. Upokorzenie paliło, a jednocześnie sprawiało, że jej sutki twardniały jeszcze bardziej.
Barbarzyńca wyciągnął palce, przyciągnął ją gwałtownie do siebie i pocałował. Nie był to delikatny pocałunek. Jego usta były szerokie, broda szorstka, język natychmiast wdarł się głęboko do jej ust, plącząc się z jej własnym, ssąc, gryząc wargę. Aszara, która nigdy wcześniej nie była całowana w ten sposób – ojciec i brat brali jej ciało, ale nie usta – topniała w jego ramionach. Kolana ugięły się jej, a ona sama, prawie nieświadomie, obwinęła się wokół jego szyi, odpowiadając na pocałunek z rosnącą chciwością. Smakowała jego ślinę, czuła zapach skóry, potu i północnego wiatru. Pocałunek trwał długo, mokry, hałaśliwy, niemal zwierzęcy, aż w końcu oderwał się od niej, zostawiając jej usta opuchnięte i lśniące.
Odwrócił ją jednym ruchem. Aszara poczuła, jak jej dłonie zostają przyciśnięte do krawędzi łoża. Musiała się pochylić, wypięta, z nogami rozstawionymi szeroko. Barbarzyńca stanął za nią. Poczula, jak szeroka, napęczniała główka jego kutasa muska jej wargi sromowe – mokre od własnych soków i gęstego nasienia kupca. Przez chwilę tylko pocierał, rozmazując wilgoć, a potem pchnął.
Aszara zawyła.
Nigdy nie miała w sobie niczego nawet w połowie tak wielkiego. Olbrzymi trzon rozpychał ją bezlitośnie, centymetr po centymetrze, rozciągając ścianki aż do granicy wytrzymałości. Ból był ostry, piekący, mieszający się natychmiast z upokarzającą świadomością, że stoi wypięta przed całym tłumem, brana przez północnego olbrzyma jak zwykła niewolnica. A jednak wraz z bólem szła fala rozkoszy tak intensywnej, że oczy zaszły jej łzami. Czuła, jak każde kolejne pchnięcie wchodzi coraz głębiej, jak główka tarasuje miejsca, których żaden poprzedni mężczyzna nie dosięgnął. Gdy wreszcie wbił się do nasady, miała wrażenie, że zaraz pęknie. Oddychała płytko, głośno, paznokcie wbijając w drewno łoża.
Barbarzyńca nie dał jej czasu na przyzwyczajenie. Chwycił ją oburącz za biodra – jego dłonie prawie stykały się na jej brzuchu – i zaczął posuwać. Brutalnie. Zwierzęco. Długie, potężne pchnięcia, przy których całe jej ciało szarpało się do przodu. Mokry, głośny odgłos uderzających ciał wypełniał nawę. Aszara wiła się w jego uścisku, jęcząc i krzycząc na przemian, czując, jak ten niemożliwie wielki kutas wbija się w nią raz za razem, rozciągając, wypełniając, niszcząc wszelką resztkę królewskiej godności.
Z boku, naga, stała Lakszani. Nie kryła się wcale. Jedna dłoń zaciskała się na jej małej piersi, druga zniknęła między udami. Palce pracowały szybko, mokro, wsuwając się w jej własną, już ociekającą cipkę. Kapłanka patrzyła szeroko otwartymi oczami, jak olbrzym pieprzy jej panią, i masturbowała się intensywnie, biodra lekko kręcąc naprzeciw własnej dłoni. Jęki Aszary mieszały się z cichym, szybszym oddechem Lakszani.
W nawie świątyni unosił się ciężki szmer. Wielu wyznawców nie kryło już podniecenia. Mężczyźni mieli dłonie pod przepaskami lub bezpośrednio na swoich kutasach, poruszając nimi w rytm pchnięć barbarzyńcy. Kobiety ocierały się o siebie, niektóre z ręką pod szatą. Powietrze było gęste od kadzidła, potu i seksu, a echo mokrych uderzeń i jęków księżniczki odbijało się od malowanych ścian.
Lakszani wsunęła już dwa palce głęboko w siebie i pracowała nimi szybko, desperacko, wpatrując się w to, jak wielki, owłosiony olbrzym bezlitośnie nabija Aszarę na swojego niemożliwie wielkiego kutasa.
Aszara krzyczała już bez opamiętania. Każde pchnięcie barbarzyńcy było jak uderzenie taranem. Olbrzymi, niemożliwie gruby kutas rozpychał ją od środka z siłą, której nie dało się porównać z niczym, czego wcześniej doświadczyła. Czuła, jak ścianki jej pochwy rozciągają się do granic wytrzymałości, jak każde kolejne wbicia zdaje się rozrywać ją na kawałki. Ból mieszał się z rozkoszą w sposób tak intensywny, że oczy zachodziły jej łzami, a ślina spływała z kącika ust. Stała wypięta, oparta o łoże, a barbarzyńca trzymał ją za biodra jak zbuntowane zwierzę i posuwał dziko, bez rytmu, bez litości – tylko czysta, zwierzęca potrzeba.
Orgazm nadszedł nagle i z niszczycielską mocą. Najpierw poczuła głęboki, piekący skurcz, który zacisnął się wokół kutasa olbrzyma tak mocno, że nawet on na ułamek sekundy zwolnił. Potem fala rozerwała ją od środka. Aszara zawyła – długo, załamująco, głosem, który odbił się echem od ścian świątyni. Jej ciało zaczęło drżeć w niekontrolowanych konwulsjach, uda trzęsły się tak silnie, że ledwie utrzymywała się na nogach. W tej samej chwili straciła panowanie nad pęcherzem. Mocz trysnął z niej głośnym, obfitym strumieniem, oblewając kutasa barbarzyńcy, spływając po jej udach szerokimi, gorącymi strugami i pluszcząc o kamienną posadzkę. Oddawała mocz długo, pulsująco, w rytm skurczów orgazmu, a każdy kolejny wypływ potęgował upokorzenie i rozkosz zarazem. Stała tam, księżniczka Ahur, publicznie szczytując i sikając na członka północnego olbrzyma, podczas gdy tłum wpatrywał się w nią z otwartymi ustami.
Osłabiona, zaczęła się osuwać. Kolana ugięły się pod nią, ale barbarzyńca tylko zacisnął dłonie mocniej na jej biodrach i uniósł ją nieco, kontynuując pchnięcia. Nadal wbijał się w nią głęboko, wykorzystując jej wiotczejące ciało, podczas gdy ona mogła już tylko zwisać w jego uchwycie i jęczeć.
Obok Lakszani doszła chwilę później. Kapłanka stała z nogami szeroko rozstawionymi, trzy palce głęboko w swojej cipce, kciuk ocierający łechtaczkę. Gdy usłyszała krzyk Aszary i zobaczyła strumień moczu spływający po udach księżniczki, jej własne ciało zadrżało. Orgazm przeszedł przez nią gwałtownie – biodra szarpnęły się do przodu, uda zadrżały, a z jej ust wydobył się stłumiony, wysoki jęk. Sok spłynął po jej dłoni i wewnętrznych stronach ud, podczas gdy ona wciąż patrzyła na to, jak olbrzym pieprzy jej panią.
Nawet dwie nagie niewolnice stojące nieopodal były wyraźnie podniecone. Wiedziały, że nie wolno im się zaspokoić, więc tylko rytmicznie zaciskały uda, ocierając się o własne, bogato owłosione łona, sutki stwardniałe, oddech płytki.
W nawie świątyni kilku mężczyzn nie wytrzymało. Jeden z żołnierzy szczytował z głośnym westchnieniem, jego nasienie pryskając na kamień. Inny kupiec, oparty o kolumnę, spuszczał się w własną dłoń, wpatrując się w mokre, drżące ciało Aszary. Kobiety w tłumie także nie pozostały obojętne – niektóre szczytowały w milczeniu, z ręką pod szatą, oczy zamknięte z rozkoszy.
Barbarzyńca w końcu przyspieszył jeszcze bardziej. Kilka ostatnich, niemal brutalnych pchnięć później wbił się do samego końca i zaryczał nisko, przeciągle. Aszara poczuła, jak jego ogromny kutas pęcznieje i zaczyna drgać wewnątrz niej. Gorące, gęste salwy spermy uderzały w jej macicę z siłą, której nigdy wcześniej nie doświadczyła – obfite, pulsujące, wypełniające ją tak bardzo, że miała wrażenie, iż zaraz przeleje się przez brzeg. Każdy kolejny spust był wyraźny, ciężki, rozpychający. Czuła, jak nasienie olbrzyma zalewa ją od środka, mieszając się z jej sokami i moczem.
Gdy skończył tryskać, wyciągnął kutasa jednym ruchem. Aszara natychmiast opadła na łoże, siadając ciężko, z nogami szeroko rozłożonymi. Z jej cipki wypłynął od razu gęsty, białawy potok nasienia. Barbarzyńca nie dał jej chwili wytchnienia. Bezceremonialnie wsunął wielką dłoń w jej długie, czarne włosy, zacisnął pięść i przyciągnął jej głowę do swojego jeszcze półtwardego, mokrego od soków i spermy członka. Zaczął wycierać go jej włosami – powoli, dokładnie, rozmazując gęste nasienie po czarnych kosmykach, aż lśniły od jego spermy.
Tego dnia Aszara oddała się jeszcze wielu mężczyznom. Po barbarzyńcy przyszli kolejni – młodzi żołnierze o twardych dłoniach, starsi kupcy o ciężkich brzuchach, chudy skryba z sąsiedniego miasta, a nawet jeden z kapłanów niższej rangi, który złożył ofiarę z rzadkiego kadzidła. Brali jej cipkę i odbyt, czasem po dwóch naraz, czując, że to jedyna w życiu okazja, by zatopić członka w królewskiej córce. Aszara przyjmowała ich wszystkich na tym samym łożu przed ołtarzem, jęcząc, gdy było jej przyjemnie, milcząc, gdy było tylko wypełnieniem. Do wieczora jej ciało było obolałe, uda lepkie od nasienia, a głos zachrypnięty od krzyków.
Gdy ostatni tego dnia wyznawca – młody żołnierz o krótkich, ciemnych włosach – spuścił się w niej z głośnym westchnieniem i wycofał, Aszara uniosła ciężką rękę.
— Dość na dziś — powiedziała ochryple do arcykapłanki. — Prowadźcie mnie.
Niewolnice i Lakszani natychmiast podeszły. Wsparta na ich ramionach Aszara zeszła z łoża. Jej nogi drżały. Przeszły powoli przez nawę, mijając dogasające lampy i resztki ofiar, aż weszły do prywatnej komnaty.
Tam Aszara opadła na brzeg łoża.
— Ubierzcie mnie — rozkazała. — Lekką szatę. I siebie też możecie odziać.
Niewolnice skłoniły się z wyraźną ulgą. Sięgnęły po proste, krótkie tuniki z jasnego lnu, które wcześniej leżały złożone przy ścianie. Pierwsza wciągnęła swoją przez głowę – tkanina opadła na szczupłe ramiona, zasłaniając małe piersi i gęste owłosienie łonowe, sięgając do połowy ud. Druga zrobiła to samo, poprawiając wąski sznurek w talii. Lakszani wzięła swoją dłuższą, frędzlowaną tunikę kapłańską z delikatniejszego lnu, przewiązała ją wełnianym pasem z amuletem gwiazdy Isztar i poprawiła warkocz. Na Aszarę zarzuciły krótką, prawie przezroczystą szatę z najcieńszego białego lnu, która ledwie zasłaniała piersi i łono, pozostawiając odsłonięte ramiona, brzuch i nogi.
Aszara usiadła wygodniej na łożu i wyciągnęła stopy.
— Masujcie.
Niewolnice uklękły i wzięły jej stopy w dłonie. Ciepłe, wprawne palce ugniatały podeszwy, kostki, każdy palec. Aszara odetchnęła głęboko. Po całym dniu stania, klęczenia i bycia brana, ta prosta czynność przynosiła niemal bolesną błogość. Zamknęła oczy.
Po chwili skinęła na Lakszani.
— Chodź tu.
Kapłanka usiadła na łożu obok niej. Aszara odchyliła głowę, a Lakszani przywarła ustami do jej szyi – delikatnie, z nabożeństwem, całując i liżąc ciepłą skórę tuż pod uchem. Aszara westchnęła. Ramię objęło talie kapłanki. Zmęczenie spływało na nią jak ciężki, ciepły koc. Jeszcze czuła na sobie ręce barbarzyńcy, jeszcze pamiętała smak obcych nasion w sobie, ale teraz, w ciszy komnaty, wśród zapachu oliwy i dogasającego kadzidła, wszystko to oddalało się.
Powoli odpływała.
Gdy jej oddech stał się równy i głęboki, Lakszani ostrożnie ułożyła księżniczkę na łożu, na boku. Sama położyła się tuż obok, przytulając się ciałem do jej pleców, jedno ramię lekko kładąc na tali Aszary. Frędzle jej tuniki zetknęły się z przezroczystą szatą księżniczki. W komnacie zapanowała cisza przerywana tylko odległym szumem nocnego Ahur i równym oddechem dwóch kobiet.
Lakszani zamknęła oczy i wkrótce zasnęła obok Aszary.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz