Osaczona 4.

Osaczona 4.Nie spałam całą noc, bijąc się z myślami. Mój szantażysta powiedział mi wprost, że się do mnie dobierze. Biorąc pod uwagę kontekst, mogłam z całą pewnością stwierdzić, że zostanę zgwałcona. Miałam żal do siebie, że dałam mu się wciągnąć w te jego gierkę i nie poszłam od razu na policje.
Z drugiej strony i tak wiem, że nic by to nie dało, a ja wyszłabym tylko na dziwkę. Nie wiedziałam co robić, ale jedyne co przychodziło mi do głowy, to na razie ulegać jego żądaniom. Nie były zbyt wygórowane i choć bałam się, to przed sobą przyznać przynosiły mi co niemiara przyjemności.
W pracy szło mi coraz lepiej i byłam zadowolona, że chociaż z tym się udało. Dziwne było jedynie to, że większość ludzi nie lubi wychodzić z domu do pracy i chce tam jak najszybciej wrócić. W moim przypadku było odwrotnie. Nie chciałam wracać po pracy do domu. Bałam się tego, co zastane pod drzwiami, w skrzynce, czy nawet wewnątrz mieszkania. Kiedy tylko rozlegał się dźwięk telefonu, moje ciało przechodził dreszcz. Nie inaczej było tego dnia.
- Witaj, jak było w pracy?- zapytał całkiem normalnie, jakby był moim kolegą, a nie szantażystą, podglądaczem i gwałcicielem.
- Dobrze, a co u ciebie? - zapytałam prowokacyjnie.
- Dziękuje, wszystko dobrze. Zapowiada się ekscytujący wieczór!
Od razu wiedziałam, co ma na myśli. Był pewny siebie, co sprawiło, że ma dla mnie kolejne zadanie i kolejną informację, która zaciśnie mi pętle na mojej szyi. Nie wiedziałam, czy chce to usłyszeć.
- Rozumiem, że ma to związek ze mną?
- Oczywiście piękna. Jakże mogłoby być inaczej?
- Dobra, koniec tych gierek, mów czego chcesz! Mam się z tobą przespać? Dasz mi wtedy spokój?
- Ale dlaczego tak nerwowo i szybko? Wiem, że masz na mnie ochotę, ale na wszystko jest czas! - powiedział, a ja czułam, jak rośnie mi ciśnienie. Znów dałam się wciągnąć w jego gierkę.
- Nie podoba ci się stopniowe budowanie napięcia seksualnego między nami?
- Co kurwa? - czułam, że zaraz wybuchnę.
- Uspokój się, odpręż i posłuchaj, jaką mam dla ciebie propozycję na dzisiejszy wieczór.
Nie wierzyłam, że to się dzieje naprawdę. Mój szantażysta będzie teraz układał mi plany na spędzanie wieczorów. Zaczynał przejmować kontrolę nad moim życiem. To zaczynała być równia pochyła!
- Pójdziesz teraz do łazienki i weźmiesz prysznic. Potem założysz seksowną bieliznę i sukienkę. Spryskasz się perfumami, jakie ode mnie dostałaś.
Słuchałam tego, jak zahipnotyzowana. W mojej głowie zaczynały tworzyć się obrazy na podstawie tego, co mówił. To świadczyło o tym, że mój umysł jest w bardzo złym stanie.
- Jesteś tam? -zapytał, kiedy nastała chwila ciszy.
- Jestem — powiedziałam. Chciałam dodać jeszcze jakąś inwektywę, ale dosłownie w ostatniej chwili się powstrzymałam.
- No i pójdziesz sobie na miasto i zrobisz to, co widziałaś na filmie, jaki przysłałem na początku naszej znajomości.
Chwilę zajęło mi przetrawienie tego, co powiedział.
- O czym ty mówisz?
- Pójdziesz na miasto, poderwiesz jakiegoś chłopaka i przyprowadzisz go do siebie. Potem oddasz mu się, a ja będę podziwiał, jak kochasz się z nieznajomym.
- Ty się chyba powinieneś leczyć! - skomentowałam. Miałam ostatni płomyk nadziei, że to, co mówi, jest tylko żartem.
- Elu, nie prowokuj mnie. Przecież lubisz przygodny seks, nieprawdaż?
- To, że raz poszłam pijana z kimś do łóżka, nie znaczy, że...
- Ale ja wiem doskonale, co to znaczy Elżbietko — powiedział z pełną świadomością, że wie, iż nienawidzę, jak się tak do mnie mówi.
- Życzę udanej zabawy — powiedział, po czym rozłączył się.
Rzuciłam telefon na łóżko i bezradnie spojrzałam w okno. Wiedziałam, że gdzieś tam jest i patrzy na mnie. Nie wiem, czy liczyłam na to, że wzbudzę w nim litość, ale w głębi duszy czekałam, aż zadzwoni i odwoła to, co powiedział. Czas mijał, a telefon milczał.
Zrobiłam tak, jak sobie życzył. Wykąpałam się i włożyłam seksowną bieliznę. Na nią włożyłam mocno wydekoltowaną sukienkę. Zabrawszy tylko telefon, wyszłam z mieszkania.
Choć był czwartek, miałam wrażenie, że miasto jakby wymarło. Odwiedziłam kilka miejsc, ale było tam niewiele facetów. W końcu w moim ulubionym klubie wypatrzyłam kolesia, który sprawiał wrażenie, jakby był tam za karę. Może nie tyle, że podpierał ściany, ile nie bawił się tak dobrze, jak jego kumple. Wiedziałam, że to jest moja szansa.
- Zatańczymy? -zapytałam i nie czekając na jego reakcje, wzięłam go za rękę i wciągnęłam na parkiet.
Od razu przylgnęłam do niego i starałam się, by poczuł mój zapach i nabrał na mnie ochoty. Tańczył całkiem nieźle, ale sprawiał wrażenie czekającego tylko, aż skończymy.
Nie chciałam tego dłużej przeciągać i postanowiłam postawić sprawę jasno.
- Może zmienimy lokal i pójdziemy do mnie?
Chłopak zatrzymał się i spojrzał na mnie. Uśmiechnął się, po czym zrobił głupią minę.
- Wiesz co, dzięki za propozycje, seksowna z ciebie dziewczyna, ale nie jestem zainteresowany.
Nie wiedziałam co powiedzieć i jak się zachować. Na stu facetów, którzy dostaliby taką propozycję, dziewięćdziesięciu dziewięciu byłoby zachwyconych. Mnie trafił się ten jeden.
Czułam jak czerwienie się ze wstydu. Chłopak zeszedł z parkietu.
- Tomek, co jest? Nie przedstawisz nam koleżanki?- zapytali jego kumple.
- Nie warto, to tylko kolejna dziwka — powiedział, a ja czułam się, jakby ktoś uderzył mnie w twarz. Miałam wrażenie, że oczy wszystkich ludzi w tym klubie patrzą tylko na mnie. Nigdy nie przeżyłam takiego wstydu!
Wybiegłam z klubu. Usiadłam na ławce na plantach i zaczęłam płakać. Podeszła do mnie jakaś kobieta z pytaniem, czy coś mi się nie stało. Zbeształam ją tylko i poleciłam, by pilnowała swoich spraw. Nie poznawałam samej siebie.  
Szantażysta nie mógł przewidzieć tego, co się stanie. Chciał pooglądać sobie tylko, jak daje dupy jakiemuś przypadkowemu facetowi. Być może to go podniecało. Tymczasem udało mu się mnie upokorzyć i doprowadzić do granicy wytrzymałości. To, co się stało w klubie, było dla mnie ogromnym ciosem. Kilka tygodni temu popełniłam błąd, za który płacę cały czas, ale rata, jaką dziś przyszło mi zapłacić, była wyjątkowo gorzka i bolesna.
Ogarnęłam się trochę i postanowiłam wrócić do domu. Nie miałam ochoty na kolejne próby wyhaczenia jakiegoś chętnego na seks. Nie po tym, co stało się w klubie.
Wiedziałam, jakie będą konsekwencje. Postanowiłam, że nigdy więcej nie ulęgnę temu sukinsynowi i jeśli chce to może wysłać film porno z moim udziałem do moich rodziców. Trudno. Mają córkę dziwkę, muszą to przeżyć!
Złapałam się na tym, że gdzieś w głębi mojej duszy poczułam żal, że to wszystko się zakończy. Choć miało to cechy syndromu sztokholmskiego, to do pewnego stopnia podobała mi się, a raczej podniecała mnie ta gierka. Ta ekscytacja, kiedy otwierałam kolejne listy i kiedy dzwonił telefon. Ta niepewność i podniecenie co będzie po powrocie do domu. Władczy ton, jaki słyszałam w słuchawce telefonu. Czy będzie mi tego brakować? Czy pragnęłam tego? A może byłam już do tego stopnia zmanipulowana, że nie myślałam trzeźwo o tej sytuacji.
- Proszę przygotować bilety do kontroli — rozległ się dźwięk w całym tramwaju. Dopiero, wtedy kiedy sięgnęłam do kieszeni mojej sukienki, uświadomiłam sobie, że zabrałam tylko telefon. Wiedziałam, jak się to skończy.
- Nie zabrałam portfela, ale mam bilet miesięczny — powiedziałam do chłopaka, który podszedł do mnie z czytnikiem i legitymacją.
- Myśli pani, że uwierzę? - powiedział miłym głosem. Spojrzałam na niego. Był przystojny, dobrze ubrany i nigdy nie przypuszczałabym, że może sprawdzać bilety w tramwajach.
- Mówię prawdę.
- Nie twierdze, że pani kłamie, ale musimy potwierdzić pani dane. Jeśli nie ma pani żadnego dokumentu, trzeba będzie poprosić o pomoc policję, która ma dostęp do wszystkich systemów z ewidencją obywateli.
Wiedziałam, że taka jest procedura i nie mogłam mieć do niego żalu. Pojechalibyśmy na ostatni przystanek, tam przyjechałby radiowóz i policja potwierdziłaby moja dane. Następnie on wypisałby mi mandat, na podstawie którego w MPK po uiszczeniu symbolicznej opłaty i okazaniu biletu miesięcznego mandat by anulowano.
- Kończę prace i nie mam ochoty na takie akcje. Może jednak znajdzie pani jakiś dokument?- nalegał.
Jeszcze raz na niego spojrzałam.  
- Za ile pan kończy tę pracę?- zapytałam, co mocno go zdziwiło. Spojrzał na elektroniczny zegar w tramwaju. Dochodziła dwudziesta druga.
Właściwie to już jestem po.
- W takim razie mam dla pana pewną propozycję — powiedziałam najbardziej uwodzicielsko, jak tylko potrafiłam.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto