Drzwi ustąpiły z hukiem. Do środka wpadła żona Marka, wkurzona jak osa, z telefonem w ręku i rozmazanym tuszem pod oczami. Zobaczyła nas w tej chorej konfiguracji, mnie rozebraną na podłodze, Marka zwiniętego w kłębek i dwóch typów z gnatem i nożem. Stanęła jak wryta, patrząc na to wszystko. Fotograf nawet nie drgnął, tylko poprawił nóż w dłoni i spojrzał na nią jak na intruza, który zaraz dostanie wpierdol.
- Co wy tu odwalacie, wy pojebani ludzie - wrzasnęła, ale głos jej się łamał.
Marek wykorzystał moment, kiedy ochroniarz odwrócił łeb w stronę żony. Rzucił się na niego, uderzając głową prosto w twarz. Krew trysnęła na dywan. Zaczęli się szarpać, wywracając lampę. Fotograf nie czekał. Podszedł do mnie, chwycił za włosy i pociągnął do pionu. Czułam ból, ale jednocześnie podniecenie, które nie chciało zdechnąć.
- Masz dwie minuty, żeby się ubrać i wyjść stąd ze mną, albo patrzysz, jak ta dwójka się wykańcza - rzucił mi prosto w twarz.
Miałam to wszystko w dupie. Marek leżał teraz pod ochroniarzem, który okładał go pięściami po żebrach. Żona krzyczała, że dzwoni na psy, ale fotograf wyrwał jej telefon z łapy i cisnął o ścianę. Potem złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę sypialni. Zatrzasnął drzwi, odcinając nas od tego całego bajzlu.
- Nie chciałem tak tego kończyć - powiedział, a w jego oczach nie było nic poza czystym głodem.
Zaczął mnie rozrywać. Dosłownie. Koszulka poleciała w kąt, stanik poszedł w strzępy. Pchnął mnie na łóżko, wskoczył na mnie i zaczął lizać po szyi, w dół, aż do piersi, gryząc mnie tak mocno, że czułam krew na języku. To było chore, to było brutalne i tego właśnie chciałam. Rozsunął moje nogi z taką siłą, że aż jęknęłam. Wszedł we mnie na sucho, bez żadnych ceregieli, jakby chciał przebić mnie na wylot.
- Jesteś moja, słyszysz? - warczał, pompując we mnie z każdym ruchem.
Jęczałam, wydzierając się w poduszkę, żeby nikt nie słyszał. Każde jego uderzenie w moją cipkę rozrywało mnie od środka. Był twardy, bezlitosny, traktował mnie jak przedmiot, a ja chciałam być tym przedmiotem. Czułam, jak jego dłonie miażdżą moje uda, zostawiając sine ślady. Obok za ścianą słyszałam krzyki, uderzenia o ścianę i przekleństwa Marka, ale miałam to kompletnie w dupie. Liczył się tylko ten ból i to tarcie.
Zaczęłam się trząść, czując, że zaraz eksploduję w cholerę. On przyspieszył, łapiąc mnie za biodra i dociskając do materaca tak, że nie mogłam złapać tchu.
- Patrz na mnie! - krzyknął, wykręcając mi ręce nad głowę.
Patrzyłam w jego oczy, w których widziałam czyste szaleństwo. Wbił się we mnie ostatni raz, tak głęboko, że niemal straciłam przytomność. Puścił we mnie wszystko, a ja odpłynęłam w jakimś mrocznym transie.
Kiedy skończyliśmy, w mieszkaniu zapanowała dziwna cisza. Słychać było tylko ciężki oddech. Zza ściany nie dochodził już żaden dźwięk. Fotograf wstał, wygładził spodnie i rzucił na łóżko moją bluzkę.
- Wychodzimy - powiedział chłodno.
Zeszliśmy do salonu. Marek leżał bez ruchu na podłodze, twarz miał nie do poznania, a ochroniarz siedział w fotelu, wycierając nóż w koszulę. Żona stała w oknie i patrzyła na ulicę, jakby nic się nie stało. Fotograf wziął swoją torbę z aparatem, podszedł do mnie i wcisnął mi w rękę klucze do swojego auta.
- Jedź pod adres z koperty. Będę za dziesięć minut. Jak nie będziesz, to wiesz, co się stanie.
Wyszłam na klatkę, czując na nogach zasychającą spermę i krew. Nie obejrzałam się za siebie. Weszłam do windy i wcisnęłam parter. Na dole stało jego auto, ciemne i zimne. Wsiadłam do środka i odpaliłam silnik. Nie wiedziałam, czy jadę do lepszego życia, czy prosto w otchłań, ale w tej chwili miałam to w dupie.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz