Zamarłam. Serce mi waliło tak mocno, że miałam wrażenie, iż słychać to w całym bloku. Marek stał w przedpokoju, wpatrzony w sypialnię, a obok niego jakiś wielki typ w kurtce z logo ochrony. Zamrugałam, próbując złapać oddech. Fotograf, ten mój skurwiel z naprzeciwka, nawet nie drgnął. Został we mnie, oparty dłońmi o materac, tylko zesztywniał na moment. Potem powoli się wycofał, z gracją, która mnie wkurzyła, bo wyglądał, jakby był u siebie.
Marek zrobił krok do przodu, a jego twarz zmieniła się w jedną wielką maskę wściekłości. Nie widziałam jeszcze, żeby tak czerwieniał.
- Co tu się kurwa dzieje? - wykrztusił, wskazując palcem na gołego gościa, który właśnie zeskoczył z łóżka i wyprostował się, poprawiając spodnie.
Nie zdążyłam nawet naciągnąć prześcieradła. Siedziałam tam, z rozmazanym makijażem, cała lepka od jego spermy i potu, czując na sobie wzrok tego ochroniarza. Ten wielki typ nie odwrócił wzroku. Gapił się na moje uda, na to, jak po nich spływało, bez cienia żenady. Marek rzucił torbę z zakupami na ziemię. Jajka się rozbiły, słyszałam ten dźwięk wyraźnie w ciszy, jaka zapadła w pokoju.
- Marek, to nie tak jak myślisz - rzuciłam, choć wiedziałam, że brzmię jak tania dziwka z wyświechtanym tekstem.
Fotograf zaśmiał się pod nosem. Podszedł do szafki, wziął swoją koszulkę i naciągnął ją na głowę. Nawet nie patrzył na męża. Miał w dupie to, że właśnie rozpierdolił mi życie.
- Jak to nie tak? - Marek podszedł blisko, prawie depcząc po moich rzeczach rzuconych na podłogę. - Widzę, co tu jest. Widzę tę szmatę na łóżku.
Marek zamachnął się, chciał go uderzyć w twarz, ale fotograf był szybszy. Złapał go za nadgarstek, wykręcił mu rękę tak, że Marek zawył z bólu. Ten ochroniarz stał w progu i tylko obserwował. Nie kiwnął palcem. Marek był bezradny, chudy i słaby przy tym typie.
- Dotknij mnie jeszcze raz, a połamię ci palce - syknął fotograf, patrząc Markowi prosto w oczy.
Pchnął go na ścianę. Marek osunął się po niej, dysząc ciężko. Fotograf odwrócił się do mnie, rzucił mi szybkie spojrzenie, w którym nie było żadnego żalu, tylko czysta, pierdolona satysfakcja.
- Daj mi telefon - rzucił do mnie.
- Co? - zapytałam, czując, jak drżą mi kolana.
- Telefon. Teraz.
Podeszłam do szafki, podniosłam komórkę i mu podałam. Nie pytałam dlaczego. Czułam, że ta sytuacja już dawno wymknęła się spod kontroli, ale w dziwny sposób mnie to kręciło. Ten chaos, ten wstyd, to, że Marek widzi mnie w takim stanie.
Fotograf wystukał coś na ekranie, wyciągnął kartę pamięci ze swojego aparatu, który leżał na krześle, i rzucił mi ją na pościel.
- Masz tam wszystko, co chciałaś - powiedział cicho. I wszystko, co zrobiłem.
Spojrzał na ochroniarza, który w końcu wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi na klucz.
- Co ty robisz? - zapytał Marek, podnosząc się z podłogi, wciąż trzymając się za nadgarstek. - Wyjdź stąd, albo dzwonię na psy!
Ochroniarz zaśmiał się, wyciągnął z kabury krótką pałkę i zaczął nią uderzać o dłoń. Ciemne, ciężkie uderzenia.
- Mąż chce dzwonić na policję - powiedział ochroniarz, patrząc na mnie. - Co robimy, mała? Zostawiamy go w spokoju, czy mam go uciszyć, żebyśmy mogli dokończyć to, co zaczęliście?
Fotograf podszedł do mnie, złapał za podbródek i zmusił, żebym na niego spojrzała.
- Wybieraj - szepnął mi do ucha, czułam jego zapach, taki sam jak przed chwilą, gdy był we mnie. - Albo twój mąż wychodzi stąd teraz i nigdy nie wraca, albo zostaje i patrzy, co będę z tobą robił przez resztę nocy. Co wybierasz?
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz