Serce waliło mi tak mocno, że aż w uszach słyszałam ten łomot. Marek wyglądał żałośnie, trzymając się za rękę, z tą swoją miną faceta, któremu właśnie wali się świat. Ochroniarz stał w progu jak jakiś wyrok. Był wielki, śmierdział potem i tanimi papierosami. Fotograf za to stał tuż przy mojej twarzy. Czułam jego oddech na ustach. Nie pytał o zgodę, on po prostu czekał na mój ruch. Wiedziałam, że jeśli powiem mu, żeby wypierdalał, to zaraz zacznie się tu niezła rzeźnia. A Marek nie był typem wojownika.
- Zostaje - powiedziałam zachrypniętym głosem.
Marek wybałuszył oczy.
- Co ty pieprzysz, Marta? Odbiło ci kompletnie?
Ochroniarz zaśmiał się pod nosem, zamknął drzwi na klucz i wyciągnął z kieszeni spodni zestaw trytytek. Podeszli do Marka we dwóch. Nie miałam czasu na sentymenty. Fotograf odwrócił mnie do siebie przodem, chwycił za włosy i szarpnął lekko do tyłu, żebym musiała na niego patrzeć. Marek krzyczał coś o policji, ale dostał jeden konkretny cios w brzuch od ochroniarza i złożył się na podłodze, charcząc.
- Nie patrz na niego - warknął fotograf, zdejmując koszulkę jednym ruchem.
Zostałam w samej rozpiętej bieliźnie. Fotograf był napalony, widziałam to po jego spodniach. Bez zbędnego pierdolenia rzucił mnie na łóżko. Czułam pod plecami chłód pościeli, a potem jego ciężar. Był brutalny. Nie było tu miejsca na głaskanie czy czułości. Wbił palce w moje uda, rozchylając je tak szeroko, że aż zabolało w biodrach.
- Patrz na nas - rzucił do mnie, wchodząc we mnie bez przygotowania.
Zajęczałam głośno, wbijając paznokcie w jego ramiona. To było mocne, głębokie i totalnie bezczelne, zwłaszcza że Marek leżał dwa metry dalej, związany i zmuszony do słuchania wszystkiego. Fotograf nie przejmował się niczym. Napieprzał we mnie jak szalony, każdy jego ruch był obliczony na to, żeby Marek słyszał każdy mój oddech, każdy jęk.
- Powiedz mu, jak ci z nim było dobrze - syknął mi do ucha, chwytając moje piersi tak mocno, że czułam jak zostają na nich ślady palców.
Nie mogłam się powstrzymać. Rozpacz mieszała się z taką żądzą, że aż mi się w głowie kręciło. Moje ciało reagowało na jego rytm, na jego bezwzględność. Kiedy wycofał się na chwilę, tylko po to, żeby za chwilę wbić się we mnie jeszcze mocniej, poczułam jak dół brzucha mi płonie. Czułam się jak suka, jak zabawka, która w końcu dostała to, czego chciała.
Marek wył przez szmatę wciśniętą mu w usta. Ochroniarz stał obok, obserwując nas z jakimś chorym uśmiechem na twarzy. Fotograf zaczął przyspieszać, jego ciało uderzało o moje z taką siłą, że czułam to w całym kręgosłupie. Pot spływał mi po skroniach, mieszał się z jego zapachem.
- Marek patrzy - mruknął fotograf, zatrzymując się na sekundę, żeby odwrócić moją głowę w stronę męża.
Spojrzałam na niego. Miał łzy w oczach i wściekłość, której nigdy wcześniej u niego nie widziałam. Ale w tym momencie miałam go w dupie. Liczyło się tylko to, co robił ze mną ten obcy facet. Fotograf znowu ruszył, jeszcze szybciej, jeszcze brutalniej. Czułam, że zaraz eksploduję, że to wszystko pęknie w cholerę. Wbiłam zęby w jego ramię, żeby nie krzyczeć za głośno, gdy szczytowałam, czując jak jego nasienie zalewa mnie w środku.
Chwilę później w pokoju zapadła cisza, przerywana tylko szybkim oddechem nas wszystkich. Fotograf wstał, zapiął spodnie i poprawił pasek. Podszedł do Marka, kopnął go lekko w bok i wyciągnął z kieszeni telefon.
- Masz dwie opcje - powiedział do Marka, który dyszał ciężko na dywanie. - Albo podpisujesz te papiery, które leżą w kopercie na szafce, i wychodzisz stąd w stronę morza, albo taśma z tego nagrania trafia do twoich klientów jutro rano.
Marek zamarł. Spojrzał na mnie, potem na papiery.
- Co ty odpierdalasz? - wycharczał Marek.
Wtedy w drzwiach coś zgrzytnęło. Ktoś wkładał klucz do zamka. Nie tylko my mieliśmy dorobione klucze do tego mieszkania. Ochroniarz spojrzał na drzwi, potem na fotografa.
- Mówiłeś, że nikt tu nie przyjdzie - syknął ochroniarz, chwytając za pałkę.
Klucz przekręcił się dwa razy. Drzwi zaczęły się otwierać.
- Kto to jest? - zapytał fotograf, wyciągając nóż zza paska.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz