Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Cienie w oknie cz. 5

Sąsiad gapił się na nas z otwartą gębą, nie wiedząc co zrobić. Marek charczał pod butem fotografa, plując krwią na podłogę. W pokoju śmierdziało potem, strachem i czymś jeszcze, co podniecało mnie tak bardzo, że aż nogi mi zmiękły. Fotograf nie spuszczał ze mnie wzroku. Czekał.  

- Wynoś się stąd - wrzasnęłam do sąsiada, nie odrywając oczu od faceta z aparatem.

Sąsiad zawahał się, potem rzucił tylko krótkie coś o policji i zamknął drzwi, uciekając na klatkę. Zostałam sama z nimi dwoma. Fotograf puścił Marka, kopnął go lekko w żebra i wskazał palcem na drzwi wyjściowe.

- Wynocha, zanim wyślę twojej starej te fotki z wieczoru panieńskiego.

Marek wstał na trzęsących się nogach, splunął na dywan i wybiegł, nawet nie patrząc w moją stronę. Zostałam sama z gościem, który przez ostatnie tygodnie gapił się na mnie przez okno. Serce waliło mi tak mocno, że czułam to aż w gardle. Fotograf podszedł do mnie, odłożył aparat na szafkę i zamknął drzwi na klucz. Przekręcenie zamka brzmiało w ciszy jak strzał z pistoletu.

- Miałaś wybór - powiedział, podchodząc blisko. Czułam od niego mocne perfumy zmieszane z dymem papierosowym. - A teraz zdejmuj ten sweter, bo tracę cierpliwość.

Nie czekałam. Ściągnęłam go przez głowę, zostając w samej koronkowej bieliźnie, która ledwo zasłaniała mi sutki. On zaczął mnie rozbierać bez żadnej czułości. Szarpał za ramiączka stanika, aż pękły. Jego ręce były szorstkie, zimne, ale kiedy dotykały mojej skóry, czułam jak krew uderza mi do głowy. Wepchnął mnie na ścianę. Jego dłoń zjechała niżej, wbiła się w moją dupę i zacisnęła na pośladku tak mocno, że pewnie zostaną mi siniaki.

- Tak bardzo chciałaś być obserwowana, co? - zapytał, wbijając mi palce w krocze przez wilgotne majtki. - Teraz nie ma żadnego obiektywu. Jesteś tylko ty i ja.

Wcisnął rękę w moją bieliznę, nie przejmując się tym, że materiał się rwie. Byłam mokra, aż się kleiłam. Jęknęłam, kiedy jego palce weszły we mnie bez żadnej gry wstępnej. Był brutalny, szybki, zupełnie inny niż te wszystkie moje nudne wieczory z Markiem. Przycisnął mnie mocniej do ściany, drugą ręką rozpiął rozporek i wyciągnął swojego kutasa. Był twardy, gorący, czułam go przez materiał spodni na moim udzie.

- Klękaj - rozkazał, wskazując na podłogę.

Zrobiłam to bez wahania. Wypuścił go, a ja poczułam jego ciepło na twarzy. Wziął mnie za włosy, zmuszając do otwarcia ust. Nie bawił się w delikatność. Wpychał mi go do gardła, aż łzawiły mi oczy, a on tylko mruczał z satysfakcją, patrząc na mnie z góry. Czułam jak jego ręka na mojej głowie pulsuje od napięcia. Byłam w tym zatracona. Żadnych myśli, żadnego planu, tylko to, że wreszcie ktoś traktuje mnie jak swoją własność.

Po chwili rzucił mną na łóżko. Nie było żadnego całowania, żadnych czułych słów. Wszedł we mnie od tyłu, chwytając za biodra i dociskając do materaca. Każde uderzenie było jak kara za to, że tak długo czekałam. Jęczałam w poduszkę, wrzeszcząc z rozkoszy i bólu, gdy wbijał się we mnie coraz głębiej. Był szybki, zachłanny, chciał wycisnąć ze mnie wszystko.

- Patrz na mnie - krzyknął, kiedy byłam blisko.

Obróciłam głowę. Stał nade mną, cały spocony, z żyłami na szyi. Wtedy usłyszałam, jak klucz w zamku przekręca się drugi raz. Drzwi otworzyły się na oścież, a w progu stanął Marek z jakimś gościem, który wyglądał na ochroniarza z bloku.

Dodaj komentarz