Marek ściskał moje ramiona mocniej niż zwykle. Czułam jego oddech na karku, śmierdziało od niego tanią kawą i papierosami. Jego palce wbijały się w moją skórę, a ja miałam przed oczami tylko ekran telefonu, który leżał na blacie obok laptopa. Ekran znowu się zaświecił. Kolejny SMS.
- Czytam raporty, Marek. Muszę to skończyć na jutro
- powiedziałam, starając się, żeby głos mi nie drżał.
Zsunęłam się z kanapy i zrobiłam dwa kroki w stronę kuchni, niby po szklankę wody. Moje dłonie pociły się tak bardzo, że ledwo trzymałam telefon. Spojrzałam w okno. On tam nadal był. Stał w półmroku, a w jego dłoniach widziałam długi obiektyw. Nie widziałam jego twarzy przez te wszystkie odbicia w szybie, ale czułam, że się gapi prosto na moje plecy.
Marek mruknął coś pod nosem i poszedł do łazienki. Usłyszałam, jak odkręca kran. Miałam może minutę, może dwie. Weszłam w wiadomości.
Zdejmij to teraz, chcę zobaczyć więcej.
Znowu wibracja.
Jesteś taka sztywna, jak siedzi obok. Pokaż mi coś więcej niż tylko ramiona.
Poczułam uderzenie gorąca w brzuchu. Serce waliło mi tak mocno, że bałam się, czy Marek tego nie usłyszy przez ściany. Przeszłam do salonu, niby poprawiając zasłonę, ale zamiast ją zasunąć, stanęłam tak, żeby widział mnie w całości. Marek był zajęty, woda wciąż leciała. Spojrzałam prosto w czarną dziurę obiektywu w oknie naprzeciwko.
Złapałam za węzeł szlafroka. Moje palce drżały. Powoli, bardzo powoli, poluzowałam materiał. Czułam się jak idiotka, jak jakaś nastolatka z gimnazjum, ale nie mogłam przestać. Rozchyliłam poły szlafroka na tyle, żeby w świetle lampy zobaczył koronkę stanika i to, jak szybko faluje mi pierś.
Telefon zawibrował w dłoni.
Masz taką ładną bieliznę. A co jest pod nią?
Poczułam, jak mi się nogi uginają. To było chore. Marek był dwa metry ode mnie, za cienką ścianą, a ja się bawiłam w rozbieranie dla obcego typa z bloku obok. W głowie miałam pustkę, tylko to pieprzone napięcie, które zaczęło mnie dusić.
Zrobiłam krok w stronę okna, trzymając telefon w jednej ręce, a drugą poprawiając ramiączko. On stał bez ruchu. Wtedy zobaczyłam, jak jego ręka znowu rusza się przy szybie. Nie pisał nic na kartce. Zaczął wycierać parę na oknie, rysując tam palcem kształt. Duże, wyraźne litery.
OTWÓRZ.
Zgłupiałam. Otwórz? Co otwórz? Okno? Drzwi?
W tym momencie usłyszałam, że woda w łazience przestała lecieć. Drzwi skrzypnęły. Marek wychodził. Szybko, jednym szarpnięciem, zawiązałam szlafrok i rzuciłam telefon na sofę, pod poduszkę. Odwróciłam się w stronę przedpokoju, udając, że poprawiam włosy.
Marek wszedł do pokoju, wycierając ręce w ręcznik. Spojrzał na mnie, potem na okno, potem znowu na mnie. Przeszedł przez pokój, a ja miałam wrażenie, że idzie prosto do mojej kryjówki pod poduszką.
- Zimno się zrobiło, nie uważasz? - rzucił, patrząc na otwarty lufcik. - Cały czas trzymasz to otwarte?
Podszedł do okna. Zamarłam. On był centymetr od szyby, na której jeszcze przed chwilą widniał napis fotografa. Marek zmrużył oczy, patrząc w ciemność podwórka.
- Ktoś tam chyba sterczy w tym oknie naprzeciwko - mruknął Marek, wyciągając rękę, żeby zasunąć roletę. Pieprzeni podglądacze.
Jego dłoń dotknęła szyby dokładnie w tym miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą widziałam napis. Zanim roleta całkiem opadła, zobaczyłam w oknie naprzeciwko błysk flesza. Krótki, oślepiający rozbłysk światła, który na sekundę zamienił mój pokój w jasną salę.
Marek gwałtownie cofnął rękę.
- Co to do cholery było? warknął, odwracając się do mnie z wściekłą miną.
Wtedy usłyszałam pukanie. Nie do drzwi wejściowych. Ktoś pukał w szybę mojego okna, mimo że byliśmy na trzecim piętrze. Spojrzałam w górę, na parapet. Na zewnątrz, na krawędzi muru, leżał niewielki, czarny przedmiot.
Marek ruszył w stronę okna, żeby je otworzyć i sprawdzić, co się dzieje.
- Nie, Marek, nie otwieraj! - krzyknęłam, ale on już chwycił za klamkę.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz