Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Cienie w oknie cz. 4

Ręce mi się trzęsły tak mocno, że telefon prawie wypadł na podłogę. Czytałam to zdanie trzy razy, jakby to miało cokolwiek zmienić. Marek, mój facet, był u niego. W tej samej kamienicy, kilka pięter wyżej. Mój oddech stał się szybki, krótki. Serce waliło mi w klatce piersiowej tak, że słyszałam to w uszach.  

Nie myślałam długo. Narzuciłam na siebie tylko długi, rozpięty sweter i wsunęłam stopy w klapki. Wyszłam na klatkę schodową, nie zamykając nawet drzwi na klucz. Kogo to obchodziło w tej chwili? Czułam w brzuchu dziwny, chory rodzaj podniecenia zmieszany ze strachem. Marek był cholernym zazdrośnikiem, ale ten fotograf, ten gość zza okna, miał coś, czego Marek nie miał. Miał kontrolę.  

Schody skrzypiały pod moimi stopami. Ciemno tu było jak w dupie, tylko jedna żarówka migała na drugim piętrze. Weszłam na górę, omijając skrzynki na listy. Znalazłam numer 14. Drzwi były uchylone na kilka centymetrów. Zza szpary biło pomarańczowe światło.

Zatrzymałam się przed samym wejściem. W środku było cicho. Żadnego krzyku, żadnej szamotaniny. Tylko dźwięk przesuwanej rolety.  

- Wchodź, wiedziałem, że przyjdziesz - usłyszałam głos fotografa. Był spokojny, niski, aż mi ciarki przeszły po plecach.  

Pchnęłam drzwi. Pokój był zawalony sprzętem. Statywy, lampy, kable walające się po całym dywanie. W kącie stało ogromne łóżko, a na środku pokoju, na krześle, siedział Marek. Miał związane ręce za oparciem, a na twarzy kawałek taśmy malarskiej. Wyglądał, jakby dostał w łeb, bo oczy miał wywrócone, a na skroni widniała czerwona smuga.  

Fotograf stał przy oknie. Nie odwrócił się od razu. Poprawił obiektyw w aparacie, który był wycelowany prosto w moje mieszkanie, po czym powoli obrócił się w moją stronę. Był młodszy, niż myślałam. Miał na sobie tylko czarny podkoszulek i jeansy. Wyglądał na totalnie wyluzowanego.  

- Twój facet ma słabe nerwy - powiedział, wskazując na Marka. - Nie wiedział, jak zareagować, kiedy mu pokazałem nasze zdjęcia.  

Podeszłam bliżej, nie patrząc nawet na Marka. Moje oczy skupiły się na biurku. Leżały tam odbitki. Zdjęcia, na których byłam ja, w różnych pozach, przy tym oknie, z każdym kolejnym dniem coraz mniej ubrana. Czułam, jak krew uderza mi do głowy.  

- Co ty chcesz zrobić? - zapytałam, czując, że głos mi drży.  

Podszedł do mnie. Pachniał papierosami i jakąś ciężką wodą kolońską. Nie bałam się go. To było najbardziej pojebane, ale czułam, jakbyśmy grali w jednej drużynie. Położył dłoń na moim karku. Jego palce były lodowate, ale miejsce dotyku piekło.  

- Marek to tylko tło, wiesz? - mruknął mi prosto do ucha. - Zawsze był tłem. Teraz chcę, żebyś ty stanęła przed obiektywem. Ale na moich zasadach.  

Wskazał na miejsce przed aparatem. Marek zaczął mruczeć coś pod taśmą, wyrywając się na krześle. Fotograf nawet nie drgnął, tylko przycisnął moją głowę mocniej do siebie, zmuszając mnie, żebym patrzyła w stronę obiektywu.  

- Zdejmij sweter - rzucił krótko.  

Stałam jak wryta. Czułam wzrok Marka na plecach, to jego wściekłe, bezradne spojrzenie. Fotograf wyciągnął telefon i włączył nagrywanie.  

- No dalej. Chyba nie chcesz, żebym pokazał mu coś jeszcze ciekawszego, co mam w folderze "prywatne"?  

Moje palce powędrowały do guzików. W tym momencie Marek szarpnął się tak mocno, że krzesło przewróciło się z hukiem na podłogę. Fotograf puścił mnie i rzucił się w stronę Marka, żeby go docisnąć do ziemi. Wtedy drzwi do mieszkania otworzyły się na oścież i do środka wpadł sąsiad z dołu, trzymając w ręku telefon, pewnie chciał dzwonić na policję, bo słyszał hałas.  

- Co tu się, kurwa, dzieje? - wrzasnął facet, ale fotograf nawet nie przestał dusić Marka, tylko spojrzał na mnie znad ramienia.  

- Wybierz - krzyknął do mnie. - Albo wychodzisz teraz z nim, albo zostajesz ze mną i kończymy to, co zaczęliśmy.  

Spojrzałam na Marka, który charczał pod butem fotografa, a potem na aparat, który ciągle stał wycelowany w nas wszystkich.

Dodaj komentarz