Serce waliło mi tak mocno, że czułam je w gardle. Marek szarpnął klamkę. Zimne powietrze wpadło do środka, aż zasłony załopotały. Wychylił się na zewnątrz, a ja wstrzymałam oddech. Miał to w nosie, nie bał się wysokości ani tego, kto mógł go tam widzieć. Wyciągnął rękę i zgarnął z parapetu czarną kopertę. Była przyklejona taśmą do muru.
- Co to jest, do jasnej cholery? - zapytał, wciągając ją do środka.
Rzucił kopertę na stół. Papier był wilgotny od nocnej rosy. Moje dłonie pociły się tak, że musiałam je wytrzeć o spodnie od piżamy. Patrzyłam na ten przedmiot jak na bombę. Marek stał nade mną, gapiąc się na mnie, jakbym miała mu zaraz wszystko wyśpiewać.
- Nie mam pojęcia - skłamałam. Głos mi drżał, ale starałam się brzmieć naturalnie. - Może to pomyłka? Jakiś żart?
- Żart? Na trzecim piętrze? - Marek parsknął śmiechem, ale wcale nie brzmiał na rozbawionego. Ktoś tu się bawi w szpiega.
Podszedł do stołu. Zanim zdążyłam zareagować, rozdarł kopertę. Z wnętrza wypadło kilka odbitek. Zdjęcia były czarno białe, ostre jak brzytwa. Marek rzucił okiem na pierwsze z nich i zesztywniał. Moja krew zamarzła. Na zdjęciu byłam ja. Siedziałam przy oknie w tej rozpiętej koszuli, którą założyłam wieczorem, specjalnie dla niego. Fotografia była zrobiona z profilu, z samej góry, dokładnie z mieszkania naprzeciwko.
Marek zaczął przewracać kolejne fotki. Byłam na nich ja, pijąca kawę w samej bieliźnie, ja czytająca książkę z nogami na biurku, ja wreszcie patrząca prosto w obiektyw z miną, której nigdy nikomu nie pokazywałam. Marek zbladł. Żyła na jego skroni pulsowała.
- Od kiedy to trwa? - zapytał głosem, który brzmiał jak zgrzyt metalu o szkło.
- Nie wiem, o czym mówisz - odparłam, choć wiedziałam, że przegrałam.
Marek rzucił zdjęcia na blat. Jedno z nich przeleciało przez pokój i wylądowało pod moimi stopami. Na odwrocie był wyraźny, odręczny adres. Ulica, numer budynku, numer mieszkania. I krótkie zdanie: Czekam na ciebie, sąsiadko.
Marek chwycił mnie za ramiona. Nie był brutalny, ale trzymał mnie tak mocno, że czułam ból. Przycisnął mnie do ściany, dokładnie tam, gdzie przed chwilą stałam, gdy tamten robił mi zdjęcia.
- Czy ty się z nim umawiałaś? - wycharczał mi prosto w twarz. - Powiedz mi prawdę, bo przysięgam, że zaraz wyważę te cholerne drzwi naprzeciwko i go zabiję.
W tym samym momencie telefon Marka wibrował na stole. Spojrzał na ekran. Jego twarz wykrzywiła się w grymasie, kiedy przeczytał wiadomość, która przyszła z nieznanego numeru.
- Patrzysz na nią, jakby była twoja - przeczytał na głos, a w pokoju zapadła cisza, w której słyszałam tylko własny oddech. - Ale ona jest tylko dla mnie. Otwórz drzwi na korytarz, Marek. Zobaczysz, co jeszcze dla ciebie przygotowałem.
Marek puścił mnie tak nagle, że uderzyłam plecami o ścianę. Spojrzał na drzwi wejściowe, potem na mnie, a potem chwycił za klamkę wejściową.
- Nigdzie nie wychodź - warknął.
Zatrzasnął drzwi za sobą, a ja zostałam sama w pokoju. Usłyszałam jego kroki na korytarzu, a potem nagłe, głośne walenie w drzwi sąsiada. Tylko że to nie było walenie pięścią. To był dźwięk ciężkich butów kopiących w drewno. Nagle wszystko ucichło. Zero krzyków, zero przekleństw. Tylko cisza, która była gorsza niż krzyk.
Podeszłam do okna. Zasłoniłam roletę, ale nie do końca. Zostawiłam szparę, przez którą widziałam światła w jego oknie. Wtedy zobaczyłam ruch. W oknie naprzeciwko zapaliło się światło. Ktoś stał tuż za szybą. Postać była wysoka, ubrana na czarno. Ten facet nie patrzył na mnie. Patrzył na korytarz. W dłoni trzymał telefon.
W tym momencie mój telefon w kieszeni wibrował. Wiadomość od nieznanego numeru.
Twój facet właśnie wchodzi do mojego pokoju. Chcesz zobaczyć, co teraz z nim zrobię, czy wolisz przyjść i sprawdzić sama?
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz