Bal Sylwestrowy. Marta i student cz. 5

Bal Sylwestrowy. Marta i student cz. 5Na drugi dzień chłopiec odwiedził wieczorem Martę.  
- Przepraszam. Nic, ale to nic nie pamiętam co się wczoraj wydarzyło...  
-Cóż... zostawiłeś mnie samą na balu...  
- Boże! Tak mi przykro... przepraszam... dziś ci chłopcy przyznali się, że dosypali mi coś do drinka. To dlatego nic nie pamiętam... tak się boję, że mogłem nie być sobą...  
- Bo nie byłeś...  
- Boże. Tak mi wstyd... pewnie narobiłem jakichś głupstw...  
- No trochę narobiłeś...  
- Mato, powiedz, pewnie w czymś ci uchybiłem...  
- No tak... można tak to ująć...  
- O Jezu! Co zrobiłem? Jak się zmieniłem?  
Marta początkowo myślała, że chłopiec blefuje, ale widząc jego minę i szczery niepokój, nabrała przekonania, że Mariusz rzeczywiście nic nie pamięta. Uznała, że to daje ciekawe możliwości...  
- Zmieniłeś się z nieśmiałego chłopca, w bardzo śmiałego... Rzekłabym, nachalnego...  
- Ojej! Co robiłem?! Ale chyba nie... nie dobierałem się do ciebie?  
Marta przemilczała chwilę, po czym odpowiedziała. Odpowiedź sprawiła jej ewidentną przyjemność.  
- A i owszem... dobierałeś się do mnie...  
- Prze,,, przepraszam... przesadziłem?  
- Tak. Przesadziłeś...  
- Wpychałem ci rękę pod spódnicę?  
- A i owszem... wpychałeś mi rękę pod spódnicę... - Marta delektowała się wyznaniami. - Ne tylko wpychałeś...  
- Jezu! Łapałem cię tam, gdzie nie powinienem...  
- O tak... łapałeś mnie tam, gdzie nie powinieneś... bez mojej zgody...  
- Byłem brutalny?  
- Owszem... zdecydowanie byłeś wobec mnie brutalny...  

-Jak cię przeprosić?  
Tak naprawdę poczuł dumę z siebie. Po jakimś środku, trudno, ale zdobył się na ostry podryw
“Czyżby wyglądało na to, że ja tę nauczycielkę najzwyczajniej w świecie zmacałem? Nie może to być? Ściskałem te jej wielkie balony? Twierdzi że byłem nachalny i brutalny… Czyżby też złapał ją pod spódnicą?”
- Marta i nie dałaś mi w pysk? Nie spoliczkowałaś?
- Przyznaję, sama nie wiem dlaczego ci pozwoliłam… Chyba i też bąbelki mocno uderzyły do głowy…
“A niech wie, że mu się nie opierałam. Niech sobie nawet pomyśli że byłam łatwa…”
- Ale to cała sala widziała jak się do ciebie przystawiam
- Nie… zaciągnąłeś mnie do takiej pakamery… Mam ci powiedzieć, co tam ze mną zrobiłeś?
Martę podniecała ta rozmowa, widziała, że chłopca wcale nie mniej. Dostrzegła wybrzuszenie w jego spodniach.
Mariusz na chwilę zamarł.
- Powiedz, chyba nie to że… - głoś mu uwiązł w gardle
- No chyba to o czym myślisz… zaliczyłeś mnie… bez pytania o zgodę.
Zbaraniał. Nie potrafił wydać z siebie głosu.
„Przeleciałem ją! Nie może być!”
- Wziąłeś mnie i to ostro… aż porwałeś na mnie sukienkę…
Czuła potrzebę mówienia o tym: - Ty, taki nieśmiały chłopiec, nagle stałeś się jak zwierzak… na nic zdał się mój opór… posiadłeś mnie jak swoją własność
„Kuźwa, jaka szkoda, że tego nie pamiętam. Zasadziłem jej! Ja prawiczek. Ja pierdolę!”
- Naprawdę byłem ostry?
- Naprawdę. Mam pokazać ci porwaną kieckę? O tu ten mój rozporek szew puścił, wstydziłam się potem na balu, bo pokazywał za dużo.
- Ja niedoświadczony naprawdę byłem ostry? Potraktowałem cię arogancko?
- Mariuszu, że się tak wyrażę, zerżnąłeś mnie jak… jak dziwkę…
Ogarniało ją potężne podniecenie.
“Chcesz mnie znów wziąć? znów bezpardonowo przedmuchać?” – Kłębiły jej się myśli.
- Przepraszam, że tak dopytuję… nie byłaś zabezpieczona?
- Nie. Nie byłam. Dobrze, że pytasz… dopowiem na pytanie które pewnie chciałbyś zadać. Tak, skończyłeś we mnie… w środku.

Marta wyszła. Po chwili wróciła, mając na sobie tę samą suknię, co na balu.
Gdy stanęła wystawiając nogę w jego stronę widać było, że rozcięcie jest rozerwane niemal do pasa, gdyż obnażało nogę w czarnej pończosze.
- Mariuszu, to w tej sukni mnie wziąłeś… to ją na mnie porwałeś.
- Marto, bo nie zdzierżę i zechcę jeszcze bardziej na tobie ją porwać… Marto, chcę cię zdobywać…
- Ach ty zdobywco. Muszę ci wyznać, że to najbardziej na mnie działało… kiedy ja mówiłam nie… a ty na to nie zważałeś. Kiedy brałeś mnie mimo moich protestów. Na pewno chcesz mnie tak zdobywać?
- O tak! Pragnę tego!
- A co jeśli będę protestowała i opierała się…?  
- A wiesz Marto, że wtedy to mnie też będzie to o wiele silniej podniecało… Wstyd mi… Czy nie wyłazi ze mnie przez to jakiś zboczuch?
- Zatem niech wyłazi… - Nauczycielka kusiła głosem. – Niech wyłazi zboczuch i znów posiądzie mnie bez mojej zgody…
Kobieta kusicielsko przeszła się po pokoju kołysząc biodrami i trzymając się dłońmi za suknię.
Mariusz czuł się maksymalnie sprowokowany. Zastąpił jej drogę.
- No, pani profesor! Niech pani nie myśli, że pani przepuszczę!
- Ach ja biedna!  
Marta udawała, że stara się, trzymając za brzegi rozcięcia sukni, zasłonić nogę przed wzrokiem intruza, jednak w istocie jeszcze bardziej to podjudzało.
- Tak elegancka dama zasługuje uwagę! Na to, by się nią porządnie zająć!
- Ach, zacny kawalerze, nie napastuj mnie, proszę!
Marta okazywała się być świetną aktorką. Jej twarz wyrażała skrajne przerażenie, usta ułożyły się w dzióbek, jak u przestraszonej dziewczynki.
Mariusz także wczuwał się w swą role napastnika.
- Nie czmychniesz mi już dzierlatko! Wpadłaś w moje sidła!
Kobieta wznosiła oczy ku niebu.
- Ach, ja nieboga! Ja, słaba niewiasta nie sprostam silnemu mężczyźnie… Przyjdzie mi ulec jego przemocy…
Chłopiec objął ją w ramiona i przycisnął do siebie.
- Nie masz innego wyjścia, jak tylko mi ulec!
- Nie… ach nie… kto uratuje mnie, biedną dziewczynę…
Mariusz ustami szukał ust kobiety, jednak ta, udawała, że mu ucieka. Pocałunki spadły na jej policzki, potem szyję.
- Muszę się tobą nasycić!
Wargi młodzieńca ochoczo zmierzały w stronę głębokiego dekoltu.
- Ach ty agresorze… sięgasz to intymnych stref kobiecych…
W tym momencie rozochocony Mariusz szarpnął mocno za materiał sukni, znów rozrywając ją. Biust Marty, opięty jedynie koronką stanika,  wysunął się i znalazł na wprost twarzy chłopca.
Młodzieniec bez chwili namysłu drapieżnie pochwycił w dłonie bujne piersi.
- Wspaniałe obfitości! Mógłbym się nimi delektować do cna!
- Mariuszu, ależ dzikus z ciebie! Porwałeś na mnie taką drogą suknię!
- To przynajmniej biustonosza ci nie porwę. Wystarczy uwolnić z niego cycuszki!
- Ach nie!
Jednak nie zdążyła Marta powstrzymać młodzieńca. Jedno szarpnięcie i koronka stanika zsunęła się z piersi.
- Ależ ty masz balony! Zasługują na porządne wypieszczenie!

Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 1225 słów i 6779 znaków, zaktualizowała 29 gru 2022. Tagi: #bal #pończochy #suknia #młody #elegancka

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto