Bal Sylwestrowy. Marta i student

Bal Sylwestrowy. Marta i student(to tylko początek opowiadania, kto pomoże mi go napisać?)

Od zawsze była pełna sprzeczności. Z jednej strony wprost ubóstwiała kusić, wręcz rozpalać mężczyzn i to tak niby nieświadomie, z drugiej, niesłychanie podniecało ją opieranie się im, protestowanie podczas ich zalotów. Najchętniej fantazjowała o tym, że zostałaby wzięta przemocą…
Jakby tego było mało, pociągali ją chłopcy dużo młodsi i bardzo nieśmiali. Jasne, że kuszenie ich dawało więcej frajdy, bo wystarczyło pokazać ramiączko stanika czy rąbek halki, a oni już dostawali białej gorączki. Ale z drugiej strony, jak taki wstydliwy gówniarz porwie się na zdobywanie eleganckiej damy przemocą?
***
Znowu rok mija, a ja niczyja… – myślała Marta wyciągając sukienki z przedwojennej, dębowej szafy.  
Z obawą wybierała się na bal sylwestrowy. Najchętniej w ogóle by nie poszła, ale też nie uśmiechał się jej wieczór spędzany samotnie. Od kiedy, po dziesięciu latach, wróciła z Warszawy do rodzinnej wioski, co raz bardziej doskwierała jej samotność. Trzydziestka na karku na zapadłej prowincji nie była powodem do optymizmu. Trudno tu było o odpowiedniego faceta - albo zajęci, albo zapici starzy kawalerowie. Tym bardziej żałowała przerwania dobrze rokującej kariery na Uniwersytecie Warszawskim. Niestety choroba mamy wymagała opieki.

Partnera nie widziała wcześniej na oczy, zorganizowała go koleżanka. Mariusz był kolegą jej chłopaka.
Wiedziała, że jest sporo młodszy, co już ją kręciło, ale zastanawiała się - jaki on jest? Jak wygląda? Co sobą reprezentuje? Ile lat może być od niej młodszy? No i jak będzie bawić się na balu z chłopakiem, którego nie widziała na oczy?

***

Mariusz, student pierwszego roku historii, okazał się chłopakiem chorobliwie nieśmiałym, zwłaszcza w relacjach z dziewczynami. Czerwienił się, jąkał, tracił „język w gębie”. Dlatego nie chodził na imprezy czy dyskoteki. Do  wybrania się na Sylwestra przekonał go jedyny przyjaciel, no i fakt, że zorganizowano mu dziewczynę. Traktował to jako wyjątkową okazję, sam przecież w życiu żadnej lasce by tego nie zaproponował.
W dodatku tą dziewczyną miała być Marta – atrakcyjna nauczycielka historii. Bardzo był jej ciekaw, zwłaszcza że sam pasjonował się tą dziedziną. Jeszcze w liceum wygrał olimpiadę historyczną na poziomie ogólnokrajowym, a od tego czasu znacznie się rozwinął.
Niestety i tak nastawiał się na kolejną porażkę towarzyską – na pewno nie spotrafi rozmawiać, speszy się, zaczerwieni i na bank zaliczy serię potknięć i gaf.

Mariusz wpadł na bal spóźniony, zziajany, z zaparowanymi okularami. Dostrzegł kobietę siedzącą samotnie za stołem. Wiele atrakcyjnych i eleganckich dziewczyn zwróciło jego uwagę, ale ta wydała mu się... zjawiskowa. Prawdziwa dama! Włosy blond, nieco kręcone, szykownie ułożone, delikatne okulary z czarnymi oprawkami, makijaż niewyzywający, lecz dość wyraźny. Duże, może nawet nieco za duże usta, pomalowane fioletową szminką, rozchyliły się w szerokim uśmiechu ukazując rząd śnieżnobiałych zębów.
- Mam na imię Marta. Cieszę się, że pan jednak dotarł, bo już obawiałam się, że spędzę bal samotnie… - uśmiechała się, wyciągając do chłopca rękę i roztaczając woń dobrych perfum.
- Mariusz... Nno... Samochód mi nie odpalił...
Chłopak ucieszył się, że podano żurek, bo można było jeść i nie kombinować, co powiedzieć. Spod oka obserwował Martę, jak z gracją, powoli, unosi łyżkę do buzi. Jak rozchyla pełne, wilgotne, starannie pomalowane usta.
Ech! Co to za wargi! Gdyby tak można je było całować! Ale nie dla psa kiełbasa...
Jednak wypadałoby jakoś kobietę zagadać, ale Mariusz miał pustkę w głowie.  
Może by ją zapytać o to jak się jej pracuje w szkole?  
Ale jakby bał się otworzyć ust. Czuł niewidzialną barierę, nie pozwalającą wydusić nawet słowa.

***

Marta przypatrywała się studentowi z zaciekawieniem. Samoistnie nasuwało się skojarzenie z typowymi nerdami, bohaterami „Zemsty frajerów”. Młodzieniec niemożliwie chudy, ze staroświeckimi oprawkami okularów, niby udający pewnego siebie, lecz w gruncie rzeczy zdradzający paniczną nieśmiałość.  
Bardzo ją to ekscytowało. Chłopak intrygował ją tym bardziej, że od koleżanki wiedziała, iż jest prymusem na uczelni i wcale nie zawdzięcza tego „kuciu” a inteligencji i oczytaniu. Takich mężczyzn zawsze podziwiała.
Jednak w obecnej sytuacji, erudycja i pasja do niczego się studentowi nie przydawała... Marta obserwowała jak młokos męczy się, zgadywała że chciałby coś z siebie wydusić, ale wstydzi się sakramencko.
- Słyszałam, że jest pan najwyżej ocenianym studentem na roku!
Kobieta uśmiechała się szeroko, kręcąc w placach kosmyk włosów i zakładając go za uchem. Wiedziała jak silnie działa na mężczyzn prawienie im komplementów.
- Nno tak... ale jestem dopiero na pierwszym roku...
Boże! Ależ ona jest ponętna!
Mariusz łypał na nią spod oka, pochylając twarz nad, drażniącym nozdrza bigosem, umożliwiającym równocześnie odwrócenie uwagi od jego tremy.

Marta zaintrygowana zdolnym acz nieporadnym studentem, odczuwała olbrzymią potrzebę kuszenia... kokietowania.  
Ciekawe co gówniarz sobie myśli? Czy chciałby mnie poderwać?
Doskonale znała sztuczki zabawy z włosami, więc bawiła się nimi robiąc jakby koński ogon, a potem go rozpuszczając. Wiedziała, jak to kusi mężczyzn. Podobnie działa ukazywanie zazwyczaj nieeksponowanych miejsc, na przykład nadgarstka. Do tego posłużyła się dużą, złotą  bransoletką,  którą bawiła się, kręcąc wokół nadgarstka.
Tak naprawdę nawet nie zdawała sobie sprawy, jak potężnie to działa na młodego studenta. Był wszak w wieku, w którym hormony buzują...
A działało na niego dosłownie wszystko, nawet jej wypielęgnowane dłonie, długie, starannie pomalowane na fioletowo paznokcie - w kolorze dopasowanym do szminki. Zachwycał się też biżuterią – poza bransoletką, miała oryginalny naszyjnik i długie kolczyki. Jego popędliwy i sprośny umysł już podpowiadał pytanie – Ciekawe jak te błyskotki by podskakiwały, gdyby ich właścicielka była chędożona?
Aż zarumienił się na taką myśl.
Marta, dostrzegając podziw, ale i podniecenie młodzieńca, szła za ciosem. Obdarzyła go długim, przeciągłym spojrzeniem zza rzęs.
- Panie Mariuszu, wiem od koleżanki, że w liceum wygrał pan olimpiadę historyczną, a teraz opublikował artykuły w piśmie naukowym i zebrał lepsze recenzje od doktorantów!
Młokos był wniebowzięty. Tak wyjątkowo piękna kobieta, nie dość, że w ogóle z nim rozmawia, to jeszcze go chwali. Patrząc głęboko w oczy i uśmiechając się.  
Gdy Marta wypowiadała komplement, przekrzywiała głowę na bok, jakby chciała pokazać swoją szyję. Wiedziała że w świecie przyrody ten gest, to okazanie uległości. Jednocześnie oczom chłopaka ukazało się ramiączko biustonosza. Nawet tak niewinny widok powodował u chłopaka przyspieszone bicie serca.
Ciekawe jaki ma stanik? Może koronkowy?
Mariusz musiał coś odpowiedzieć, choć nadal zjadała go trema.
- No publikowałem... Chciałem dać odpór tym niewydarzonym naukowcom...
- I podobno wywiązała się całkiem interesująca polemika młodego studenta z autorytetami historii najnowszej...  
Założyła nogę na nogę, starając się skrzyżować uda możliwie najwyżej. Poprawiła suknię, układając ją starannie. Chłopiec przełknął ślinę. Wyjątkowo działała na niego kreacja kobiety –czarna, długa, bardzo obcisła. Do tego, gdy zakładała nogę na nogę, dostrzegł, że z boku ma wysokie rozcięcie.
Powoli gładziła materiał sukienki na sobie, jakby chciała powiedzieć – zobacz, jak bardzo potrzebuję dotyku. Mariusz, mimo nad wyraz ubogiego doświadczenia w kontaktach z kobietami, był niezwykle podatny na takie gesty.
Jego głos drżał.
- No bo ja naprawdę interesuję się strategią w kampanii wrześniowej... Przeczytałem publikacje nie tylko polskie, ale też niemieckie... i nie zgadzam się z groteskowymi tezami kretyńskich bakałarzy...
- Podziwiam mężczyzn, którzy mają tak stanowcze zdanie!
Uśmiechając się, Marta pochyliła się w stronę rozmówcy. Młodzieniec ujrzał głęboki dekolt. Kuszący rowek między sporymi, jędrnymi półkulami. Tego było za wiele. Poczuł jak ciasno robi mu się w spodniach...
Boże! Ależ ona musi mieć piękne cyce! Ach, jak wiele bym dał, żeby choć tylko zobaczyć koronkę jej stanika...

***

- Panie Mariuszu... Wszyscy tańczą. Czy porwie mnie pan do tańca?
Chłopiec nie potrafił tańczyć. Próbował kiedyś z mamą na weselu kuzynki, jednak kompletnie nie wychodziło. Teraz też by się nie palił, ale oto pojawiała się okazja dotykania tak fascynującej kobiety...
- Ale mam do pana pewną prośbę... - Doskonale zdawała sobie sprawę, jak zachęcająco działa na mężczyzn, gdy kobieta o coś ich prosi... - Kupiłam sobie nowe szpilki, chyba ze zbyt wysokim obcasem... i trochę niepewnie się w nich czuję... Czy wesprze mnie pan swym ramieniem, gdy będę traciła grunt z podłożem? – zażartowała, dobrze widziała, że wysokie szpilki kuszą facetów, zwłaszcza gdy przez brak stabilności, czynią kobietę jakby nieco bezradną.
- Owszem... - krótko odparł zmieszany student.
Szedł za nią na parkiet, wpatrując się w zgrabną sylwetkę – piękne wcięcie w talii, zgrabna pupa, choć może nieco duża. Ale jak ona nią kręciła! Przez obcisły materiał próbował dostrzec zarys bielizny. Widać było, że ma stanik. A na tyłku? Chyba stringi! Rzeczywiście, w wysokich szpilkach szła jakby nieco nieporadnie, jakby gotowa potknąć się i wpaść w jego ramiona...
Ale to, co zniewoliło go najbardziej, wyłaniało się z wysokiego rozcięcia jej sukni – długie i zgrabne nogi. Miała na nich... no właśnie? Rajstopy, czy pończochy? Czarne, z seksownym szwem z tyłu.
Mógłby się wpatrywać godzinami…

Wreszcie znaleźli wolne miejsce. Marta uśmiechnęła się i spojrzeniem prosto w oczy dała znać, że jest gotowa do tańca. Chłopiec nie odważył się jej objąć, tańczył z nauczycielką, trzymając ją za ręce. Ale i tak było to fantastyczne doznanie. Móc cały czas dotykać jej ręce, patrzeć na to jak się zgrabnie porusza, jak kołysze biodrami i uśmiecha się, patrząc mu prosto w oczy.
To zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe! To się zaraz pewnie skończy jakąś moją kompromitacją. Przecież ja nie umiem tańczyć...
Wtem zabrzmiała romantyczna muzyka. Wolne tańce! Mariusz teraz już musiał objąć partnerkę. Skonsternowany położył rękę na jej talii. Wstydził się bliżej przyciągnąć Martę do siebie, ale ona sama przytuliła się do jego wątłego torsu. Chłonął oszałamiający zapach perfum i co raz nieśmiało próbował zerkać w dekolt. Teraz już wiedział, jak pokaźne rozmiary ma biust Marty.
Mariusz z zazdrością patrzył na swoich kolegów brylujących na parkiecie, nie dość, że potrafią kręcić partnerkami w tańcu, to jeszcze kładą im ręce na pupy. Ależ byłoby kapitalnie, gdyby on tak umiał tańczyć. A do tego położyć dłoń na tyłku tak kuszącej kobiety jak Marta...
A co by było, gdybym spróbował okręcić ją wokół siebie w tańcu? Pewnie się nie uda... Ale co tam!
Marta z zaskoczeniem przyjęła próbę obrócenia jej przez nieporadnie tańczącego Mariusza, ale zrozumiała jego intencje i mocno kołysząc biodrami zakręciła się wokół swojej osi. Wyglądało to tak, jakby chciała zaprezentować chłopakowi wszelkie swoje walory.
- Panie Mariuszu! Potrafi pan wspaniale poprowadzić kobietę! Podziwiam takich stanowczych i dominujących mężczyzn...
- Dziękuję... naprawdę?
- Ależ oczywiście! W ramionach takiego mężczyzny kobieta czuje się bezpiecznie...
Kurczę! A jednak odwaga może się opłacać! A tak się bałem...
***
Po tańcu Mariusz wyszedł do toalety. Mijał znajomych chłopaków, już nieźle wstawionych
- Gdzie ty taką lalunię wyrwałeś? To ta historyczka z ogólniaka? Ale wystrojona! Jakby się sama prosiła! Sama jej kiecka aż krzyczy: „Weź mnie!”
- Ja chętnie bym jej przetknął komin! A jakie ma wielkie zderzaki! Młody, weźmiesz ją w obroty?
- Panowie ja ją dopiero poznałem... - tłumaczył się cicho zawstydzony Mariusz.
Chłopcy zarechotali, doskonale znając ofermę.
- Przynajmniej wsadź jej rękę pod spódnicę!
Mariusz zawstydzony, wrócił do stolika.
- Widziałam, że rozmawiał pan z kolegami... Widziałam, że pokazywali palcem na mnie. Co mówili?
- Mówili... yyy że... jest pani yyy bardzo ładna...
- Ojej! To bardzo mili są pańscy koledzy... W odróżnieniu do takiego pana, który przed chwilą mnie zaczepiał... był wulgarny, aż się zawstydziłam...
- A co powiedział?
- Powiedział, że by mnie... aż krępuję się powtórzyć... użył słowa „wyobracał”...
Marta celowo przytoczyła słowa, wiedząc, że chłopaka nie tylko onieśmielą, ale też podniecą.
Dokładnie tak się zadziało. Mariusz zdawał sobie sprawę, że prawdziwy mężczyzna powinien teraz pójść opieprzyć natarczywego chama. Na to był jednak zbyt bojaźliwy. Za to postanowił robić dobrą minę do złej gry.
- Niech on się tu tylko pojawi...  
- Panie Mariuszu... jest pan taki... twardy... prawdziwy mężczyzna...  
Kobieta celowo przez długi czas nie przechodziła z chłopakiem na „ty”. Chciała, żeby mówienie „per pan, pani” budowało dystans i podkreślało różnicę wieku.

Marta znów skrzyżowała nogi, jednak tym razem ułożyła suknię w sposób umożliwiający dostrzeżenie w rozcięciu zakończenia pończochy.
A więc ma je na sobie! Ale jazda! Ech, żebym miał tyle odwagi, żeby położyć rękę na jej kolanie!
Z zadowoleniem obserwowała, jak chłopiec ukradkiem starał się delektować  wzrok koronką pończochy. Wiedziała, że takie doznania należy dawkować, więc szybko ją zakryła.
-Przepiękną ma pani suknię.
- Ojej! Dziękuję za miły komplement! Wy faceci, to macie łatwiej. Ile ja się musiałam obiegać i naprzymierzać sukienek! – Marta była świadoma tego, że w ten sposób uruchamia wyobraźnię chłopaka, że ten wyobraża ją sobie w przymierzalniach jak rozebrana do bielizny, przymierza sukienki. – A jak już ją kupiłam, musiałam jeszcze uganiać się za pończoszkami...
Wiedziała, że napomknięcie o pończochach wywoła oczekiwany efekt.
Mariuszowi już nieźle dymiło w czubie. Przez co był o wiele bardziej śmiały.
- No, tak ładna ta kiecka. – Wreszcie miał pretekst, żeby położyć jej rękę na kolanie, co spowodowało, że Marta aż zadrżała. Mariusz jakby badał materiał sukienki.
Na pewno odepchnie mi rękę. Ale trudno, raz kozie śmierć.
Ale Marta nie odpychała ręki.
- No i? Udało się kupić pończoszki?
- Owszem. Udało. – Uśmiechnęła się.
- Mają fantastyczną koronkę – odważył się.
- Ojej! – kobieta mocno się skonfundowała – Widać mi koronkę?! Och! Ta kiecka ma zbyt wysokie rozcięcie...
Rozmowa pobudziła Mariusza. Alkohol, podniecenie oraz fakt, że kobieta nie odpychała reki z kolana niesamowicie go ośmieliły.
- A mi się ta koronka bardzo podoba.
¬- Proszę sobie ze mnie nie żartować! – Kobietę ta sytuacja peszyła, ale jednocześnie ekscytowała. Postanowiła grać jeszcze bardziej zawstydzoną. – Koronki pończoch nie są po to, żeby je eksponować...
- Ja tam bym mógł oglądać...
Marta wiedziała, że to alkohol dodaje studentowi odwagi. Ale sama, też pod jego wpływem, także chciała wzmóc śmiałość chłopca.
- Panie Mariuszu, jest pan nad wyraz odważny...  Ale nic z tego… - Poprawiła suknię zakrywając koronkę. - Nie zamierzam panu darowywać takich widoków… Żeby zobaczyć moje pończochy, musiałby mi pan podciągnąć sukienkę do góry...
Doskonale wiedziała, że te słowa podziałają jak płachta na byka. Ciekawiło ją, jak bardzo wzmoże jego odwagę.  
Mariusz zaczął masować kolano a potem udo kobiety, jakby miał zamiar podwinąć jej suknię do góry. Na to się jednak nie odważył.
- Och... Niech pan przestanie... Chyba nie zamierza  pan się do mnie dobierać... – Udawała zawstydzoną, jednocześnie łopotała rzęsami, jakby mówiła – o tak… dobieraj się do mnie…

Tymczasem zespół prowadzący zabawę zaordynował zabawę w pociąg. Nakazano ustawić się tak, aby partnerka była z przodu. Wszyscy położyli dłonie na ramionach poprzedzających ich „wagoników” i pociąg ruszył. Mariusz mógł się do woli napatrzeć na zgrabne ruchy pupy Marty. Wydawało mu się, że w rytm muzyki „pociągowej” kręci nią znacznie mocniej i seksowniej niż dotychczas.  Wypina ją na potęgę. W spodniach studenta zrobił się namiocik.  
Nagle prowadzący polecił, żeby dłonie przenieść z ramion na biodra. Mariusz karnie wykonał polecenie. Był wniebowzięty. Oto mógł bezkarnie ucapić piękną kobietę za biodra, trzymać ją mocno, delektować się jej ruchami. Przez materiał sukni wyczuwał pod palcami coś jakby sznureczek. A więc rzeczywiście ma na sobie stringi! Jego namiocik rósł jeszcze bardziej. Czasami zdarzało się, że wagoniki wpadały na siebie. Wtedy wypukłość w spodniach uderzała o tyłek nauczycielki. Kobieta czuła to doskonale.
Wtem prowadzący wydał kolejną dyspozycję. Przesłyszałam się – uznał Mariusz. Jednak nie! On rzeczywiście kazał złapać poprzedzający „wagonik” za piersi. Rozejrzał się nie dowierzając, tymczasem rzeczywiście, co niektórzy mężczyźni kładli dłonie na biustach. Czy on ma być gorszy? Również ulokował ręce na piersiach Marty. Oczywiście nie miał tyle odwagi, żeby je złapać. Jedynie położył je na materiale sukienki, pod nim wyczuwał twardszy materiał miseczek stanika.  
Cholera! Fajnie byłoby je porządnie chwycić. Wręcz ścisnąć! Ale nie wypada...  
Pociąg wił się, raz zwalniał, potem znów przyspieszał. Przez to siłą rzeczy Mariusz coraz silniej łapał biust kobiety. Kolejne zakręty „torów” spowodowały, że ani się spostrzegł, a już trzymał go dość mocno.
Ależ on jest fantastyczny - jędrny, mimo, że taki duży! Jak ci chłopcy mówili? „Wielkie zderzaki." To niewiarygodne, że ona nie protestuje!
Marta nie mogła zareagować, z powodu sytuacji w której się znajdowała. Czuła się bezradna. I bardzo, ale to bardzo ją ta rola podniecała. Dużą przyjemność miała z uścisku piersi przez partnera. Z minuty na minutę obserwowała jego przeistaczanie się z nieśmiałej ofermy, w coraz odważniejszego młodziana, czego dowodem było coraz bardziej krzepkie chwytanie za piersi.
Gdy wrócili do stolika, Marta z wyrzutem popatrzyła na chłopaka. Udając oburzenie, zaczęła gładzić materiał na biuście.
- Ależ mi pan wygniótł sukienkę... Działał pan tak aktywnie, że aż chyba mi się stanik zsunął... Wypada to tak łapać kobietę za piersi? I jeszcze tak mocno ściskać…?
Po Mariuszu było widać, że jest wstawiony. Nalał kolejkę. – A może wypijemy bruderszaft. Mimo żem gówniarz, mogę zaproponować?
Marta nie odmówiła, kusiło ją to, że za chwile będą się całować. Po stuknięciu się szkłem, Mariusz zabrał się do całowania, robił to straszliwie nieporadnie, ale za to zachłannie, jakby przyssał się do ust kobiety.
Była uradowana kolejnym postępem odwagi chłopca, ponadto czuła, jakby jej usta były brane w posiadanie, zawłaszczane, sprawiało jej to dużą przyjemność. Nie mniejszą niż stawianie mu oporu.
- Mariuszu... na pewno rozmazałeś mi szminkę! – udawała oburzenie.
Wyjęła z torebki lusterko i pomadkę. Zdawała sobie sprawę, jak  kusząco działa na mężczyzn widok kobiety malującej usta szminką. Zwłaszcza gdy tak jak ona robi buzią dziubek.  Jakby wystawiając się do całusów, lub, o zgrozo, jakby ustawiając usta do robienia nimi mężczyźnie dobrze.
Dokładnie tak samo odbierał to, i tak już rozochocony,  Mariusz. Bardzo powoli przesuwała szminkę po wargach, nigdy dotąd nie malowała ich aż tak starannie, drocząc się z biednym chłopcem, którego aż skręcało.
Wreszcie nie wytrzymał.
- Marto. Porywam cię w tany. Zobaczysz jak teraz cię wyobracam!
Z ukontentowaniem przyjęła kobieta i euforię Mariusza i jego słowo „wyobracam”.
Tym razem odważniej przyciągnął kobietę do siebie. Dostrzegł jak chłopcy, z którymi wcześniej rozmawiał, dawali mu znaki, żeby złapał nauczycielkę za tyłek. Sama myśl niezwykle go pobudzała. Oczywiście na wykonanie ich propozycji zabrakło odwagi.
Ciekawe, jakby zareagowała, gdyby poczuła moją rękę na pupie?
Postanowił powoli zjeżdżać w stronę pośladków Marty. Badał jak zareaguje. Lecz nie reagowała. To dodawało mu skrzydeł. Wreszcie opuszki palców znalazły się na górnej części pośladków.  
Kobieta zorientowała się w zamiarach coraz bardziej ośmielającego się chłopaka. Nie chciała go w żaden sposób spłoszyć, więc  nieustannie w tańcu kusicielsko się do niego uśmiechała.
Krok po kroczku i cała ręka znalazła się na pupie dziewczyny. Mariusz tryumfował. Wcześniej nigdy by się nie spodziewał, że zdobędzie się na taką odwagę. Teraz postanowiła zareagować. Nieustająco uśmiechając się przymilnie, zaprotestowała, odsuwając dłoń:  – Nie, nie, nie...
Mariusz wycofał rękę, lecz tylko po to, żeby natychmiast ponownie przystąpić do szturmu.  I znów, centymetr po centymetrze, zsuwał rękę na tyłek.
- Mariuszu, jesteś niepoprawny... typowy facet z zapędami zdobywcy… - Marta czyniła wyrzuty, ale nie potrafiła ukryć tego jak bardzo zadowolona jest z postępów studenta.
Chłopiec kraśniał z zachwytu.  
Potrzymałem ją sobie za tyłek! Nie tylko nie dala w gębę, ale jeszcze nazwała zdobywcą!
Zdopingowało go to do kolejnych działań ofensywnych. Podczas obracania kobiety w tańcu, jego dłoń za każdym razem przesuwała się po jej biuście. Z razu bardzo nieśmiało i delikatnie, z czasem jakby nabierała wigoru. Na początku Marta nie reagowała, nieustannie uśmiechając się do partnera. Gdy jednak dłoń poczynała sobie bardziej swawolnie, delikatnie chwytając ją za pierś, protestowała.
- Mariuszu… czy aby nie za bardzo dokazujesz…?  najpierw trzymałeś mnie za tyłek… teraz łapiesz mnie za biust…  boję się myśleć co będzie dalej…  
Sugestia była nadto czytelna.
Że niby złapię ją za psitę…? A to prowokatorka! Och! Ależ to by było… szkoda, że na to nigdy się nie odważę…
- A za co miałbym złapać – zapytał prowokacyjnie.
Marta uśmiechnęła się, dumna z siebie, że jej akcja ośmielania pierdołowatego studenta nie traci impetu.
- Och… drzemie w tobie ewidentna natura zdobywcy… więc sama nie wiem czego się obawiać… - zmrużyła oko.
A może już jesteś gotów zacząć dobierać się do mnie na poważnie? Ależ chętnie bym sobie oprotestowała… poopierała się zapędom takiego młodego intelektualisty…

Gdy schodzili z parkietu, nauczycielka wdrożyła swój kusicielski podstęp.
- Mariuszu, puściło mi oczko… i muszę zmienić pończochy, a kolejka do damskiej toalety jest koszmarnie długa. Obok szatni jest kantorek, więc tam bym poszła, ale nie chciałabym zostać podejrzana. Czy mogę mieć do ciebie prośbę, żebyś przypilnował wejścia?
Myśl o kobiecie zmieniającej pończochy, słowo „podejrzana” podziałała na Mariusza jak płachta na byka.  
W kantorku panował bałagan, ale w rogu stała kozetka. Marta przysiadła na niej i, tonem głosu wskazującym na zawstydzenie, poprosiła.
- Mariuszu, odwróć się, proszę. Chyba nie chciałbyś patrzyć na kobietę zdejmującą pończochy?
Pewnie, że bym chciał! – pomyślał chłopak, ale nie miał tyle odwagi, żeby to wypowiedzieć.
Odwrócił się, ale kątem oka bacznie śledził każdy ruch kobiety. Widział jak zdejmuje szpilki, potem jak podciąga sukienkę do góry, aż wreszcie jak zsuwa z nogi czarną pończochę zakończoną szeroką koronką. Był to dla niego niezwykle ekscytujący widok. Czerń nylonów doskonale kontrastował z bielą ud. Kobieta, świadoma z faktu bycia podglądaną, celowo zsuwała pończochy najwolniej jak było można, drocząc się z rozgorączkowanym młodzieńcem.
Nie mniej podniecające okazało się również zakładanie nowych pończoch. Tym razem były to kabaretki, a więc z założenia bardziej seksowne niż wcześniejszy zestaw. Mariusz delektował się oglądaniem jak kobieta bardzo starannie, jakby z namaszczeniem, układa je na nogach, dbając żeby szew z tyłu był równo.
Podniecenie chłopca sięgało zenitu.

- Mariuszu… nie wiem, czy równo założyłam pończochy, a to ważne, bo mają szew z tyłu. Możesz ocenić?
Marta odkręciła się do niego tyłem i podciągnęła suknię do wysokości połowy ud. Oczom rozpalonego studenta ukazały się długie nogi nauczycielki w nieopisanie kusicielskich kabaretkach, zakończonych bardzo szeroką koronką w wymyślny kwiatowy wzór. Poza kusicielki była tak wyzywająca, że nie panował nad sobą.
Podchodząc do niej mówił drżącym głosem.
- Marto, na początku imprezy powiedziałaś, że musiałbym podciągnąć ci sukienkę do góry, żeby zobaczyć pończochy… A teraz sama podciągnęłaś…
Kobieta opuściła suknię, ale student już był przy niej.
- Jesteś zjawiskowa… kusząca… Wybacz… nie panuję nad sobą…
Objął ją bez pytania. Marta tryumfowała – nie wierzyłam, że do tego go doprowadzę…
- Mariuszu… prawdziwy z ciebie zdobywca… nawet nie pytasz kobiety o zdanie…
- Tak na mnie działasz… - oddychał głęboko  - nie mogę się powstrzymać…

Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 4506 słów i 25974 znaków.

3 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • westchnienie

    Czekam na dalszą część!

  • MrHyde

    Szanowna Pani Koleżanko, bardzo proszę poprawić pierwsze zdanie. To w nawiasie. Błąd logiczny zniechęca do czytania. (Skoro początek opowiadania - niekrótki - publikujesz, to znaczy, że jest on już napisany. Nielogiczne jest więc pytanie, czy ktoś zechce pomóc w jego napisaniu.) Pozdrawiam ze złośliwym uśmieszkiem na gębie. ;)

  • Historyczka

    @MrHyde dopisałam do tego co jest, dalej mam trudniej - stąd mój apel

  • MrHyde

    @Historyczka Zapytam więc dla pewności: chodzi o dokończenie tylko początku a nie o dokończenie opowiadania?

  • Jerzy

    Bardzo zgrabnie poprowadzona fabuła utrzymana w specyficznym dla autorki klimacie. Poza kilkoma drobiazgami technicznymi (prawdopodobnie edytor tekstu) uważam, że jest to bardzo fajny początek. Czekam na dalszy ciąg.