Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Arielka cz 1

Arielka cz 1Arielka
Nasza wychowawczyni, mężatka, na oko 25-26 lat. To była jej pierwsza praca, bo zaraz po studiach, wyjechała z mężem do Francji. Jej rude, długie falujące włosy sprawiały wrażenie ciągle potarganych. Z powodu tych włosów nazywaliśmy ją Arielką. Wiecznie zaspana na pierwszej lekcji, co wzbudzało ciekawe dyskusje między chłopakami w klasie o źródle tego niewyspania. Nasza klasa była o profilu matematyczno-fizycznym. 32 chłopców i 3 dziewczyny. Pani L. przyszła do nas w drugiej klasie (wtedy liceum trwało cztery lata), zastępując nauczycielkę która musiała iść na urlop zdrowotny po roku wychowawstwa w naszej klasie. Podobno Pani L.  była córką jakiegoś wysoko postawionego urzędnika w MSZ, mówiono że wiceministra. W czasach gdy internet polegał na łączeniu się telefonem do BBS-ów nie było możliwości sprawdzenia tych plotek. Jej mąż był starszy od niej o rok, może dwa i pracował dla francuskiej firmy która teraz rozwijała jakąś produkcję w branży papierniczej w Polsce. Po samochodzie jakim przyjeżdżała do pracy, widać było że nauczycielstwo to jej pasja, a nie sposób na utrzymanie, bo jej pensja co najwyżej mogła pokrywać koszt benzyny do tego cacka. Ktoś musiał jej w naszej szkole bardzo nie lubić, skoro w pierwszej pracy po studiach dostała wychowawstwo i to w naszej klasie.  
Kiedy przyszła pierwszy raz do klasy nawet zrobiło mi się jej żal. Pięknie zbudowana z bardzo kobiecą figurą i ładnie zaokrąglonymi piersiami (na pierwszy rzut oka C). Z twarzy wyglądała bardzo młodo, widać było że nie jest dużo starsza od nas  i byłem pewien że po miesiącu ucieknie od nas z krzykiem.
Od początku starła się z największymi prowodyrami klasowymi. Umiała celnie i ironicznie odpowiadać na ich próby bycia śmiesznymi. Wtedy pierwszy raz usłyszałem tekst który jest obecnie klasykiem internetu. Kiedy kolega głośno skarżył się że nie może pisać sprawdzianu bo miał „ciężką noc”, zaproponowała mu pisanie lewą ręką. Wprowadziła uniwersyteckie sposoby prowadzenia zajęć. Umiała z taką pasją opowiadać o literaturze, że gapiliśmy się na nią jak w obrazek, bo to co mówiła było po prostu ciekawe. Wkurzała się wtedy i przypominała że powinniśmy robić notatki. Słowo „fiszki” zrobiło u nas ogromną karierę. Wkrótce na jej lekcjach zapanował spokój.  
Wtedy wzięła się za wychowawstwo. Wykorzystała moment kiedy dwóch największych rozrabiaków zatruło się jakimś alkoholem z szemranego źródła i wylądowali w szpitalu na dwa tygodnie.  
Przeważnie nosiła obszerną tunikę do kolan, zapinaną z przodu lub jakąś inną narzutkę maskującą co miała pod spodem. Zdejmowała to dopiero w klasie i tylko w naszej klasie. Po kilku dniach zauważyliśmy ciekawą korelację, że kiedy klasa się zachowywała dobrze poprzedniego dnia, i żadna skarga na nas nie doszła do niej, wchodziła do klasy uśmiechnięta, chwaliła nas za zachowanie i coraz mniej guziczków było zapiętych w jej bluzce lub sukience, albo coraz krótsza była jej spódniczka.  
Na każdej lekcji czekaliśmy na to zdjęcie jej okrycia z napięciem i niecierpliwością. Kiedy wrócili nasi koledzy i w łazience „ktoś” podłożył jakiegoś śmierdziucha, następnego dnia przyszła ubrana jak mniszka. Nie dając poznać po sobie jak jest wkurzona, ani słowem nie zająknęła się o tym incydencie. Postawiliśmy wziąć się za sprawdzenie naszej teorii. Wytłumaczyliśmy kolegom, że jeżeli nasze podejrzenia są słuszne i jeszcze raz coś takiego wywiną to zostaną im tylko trzonowce. Inni nauczyciele widząc zmianę naszego postępowania wpadli w lekką panikę i zaczęli być bardzo nerwowi,  podejrzewając że staramy się uśpić ich czujność przed czymś dużym.  
Nasze obserwacje potwierdziły się. Po tygodniu strój Pani L zaczął się 'poprawiać” żeby osiągnąć minimalistyczne rozmiary po około dwóch tygodniach, z różnymi wariantami koronek i kolorów pod spodem. Kiedy pierwszy raz przyszła w spodniach i golfie, a my nie mieliśmy absolutnie nic na sumieniu, byliśmy zdruzgotani.  Pani L zdjęła okrycie i podeszła do okna na chwilę je otwierając. Postała tak moment i zaczęła przechadzać się między ławkami, rozdając sprawdzone klasówki. Okazało się, że golf był półprzezroczysty i nie miała stanika pod spodem. Plus zimno od okna, chyba nie muszę tłumaczyć.

(nie jej zdjęcie ale tak to wyglądało)
Powiedziała wtedy, że jest z nas dumna. Nikt nie dostał dwójki. Od tego czasu była to nasza nowa świecka tradycja. Po każdej dobrze napisanej klasówce przychodziła w czymś co dawało nam powody do mokrych snów.  
Wyobrażacie sobie klasę prawie samych chłopaków, która nie może doczekać się lekcji polskiego? Albo rozczarowanie i zawód kiedy okazało się że nasza pani profesor nie miała czasu jeszcze sprawdzić klasówki? No i jeżeli ktoś dostał z klasówki gorszą ocenę albo narozrabiał w szkole, to miał u nas przechlapane, bo nauczycielka wprowadziła zbiorową odpowiedzialność, faszystka jedna. Była bardzo konsekwentna w swojej metodzie kija i marchewki, więc zabierało do trzech tygodni zanim dochodziła do etapu stonowanej półprzezroczystości.  
Spędziłem wiele seansów walenia gruchy z jej zdjęciem klasowym w ręku. Na zdjęciu siedziała w sukience przed kolana z lekko rozstawionymi nogami. Ustawione były pod takim kątem, że aparat nie był w stanie ujawnić wszystkiego, ale każdy z naszej klasy wiedział czego nie było pod spodem. Przed sesją zdjęciową w trakcie lekcji, Pani L. weszła okrakiem na dwa krzesła, żeby przykleić na oknie zupełnie zbyteczną grafikę. Zajęło jej to sporo czasu, bo ciągle sugerowaliśmy jakieś poprawki które ona cierpliwie robiła, a sukienka prześwitywała. To wszystko robiła tak naturalnie i bez żadnego czerwienienia się, jakby nie miała pojęcia gdzie są utkwione oczy całej klasy.  
W czwartej klasie zastępowała również nauczycielkę PDŻ (przysposobienie do życia w rodzinie). Traktowała nas jak dorosłych ludzi z którymi można było rozmawiać o wszystkim. Do tego była prawdziwą humanistką. Nie w dzisiejszym znaczeniu tego słowa, kogoś kto jest za głupi żeby zrozumieć matematykę i fizykę na poziomie liceum. Była  oczytana i wszechstronnie wykształcona. Na lekcjach literatury czytała nam fragmenty Szekspira, Moliera i Goethego w oryginale.  Nie było tematu w geopolityce na którym by się nie znała. Problemy Bliskiego Wschodu, Ameryki Łacińskiej, rasizm w RPA, zagadnienia USA, polityka ZSRR, problemy społeczne, religie, etc. Była bardzo tolerancyjna i uczyła nas szanować poglądy innych nawet jeżeli się z nimi nie zgadzamy. Kiedy tylko wchodziliśmy na jakiś temat, waliła bez przygotowania, datami, nazwiskami i faktami. Do tego nakłaniała nas do znajdowania odpowiedzi i analizy z różnych punktów widzenia. Nigdy nie prezentowała tylko jednej strony zagadnienia, i tak naprawdę to do końca nie wiedzieliśmy co ona sądzi na dany temat.  
Z równą swobodą, opowiadała o zwyczajach których należy przestrzegać w świątyniach różnych religii, jak i o etykiecie w klubach swingerskich i na plażach nudystów. Widać było że wie co mówi i nie jest to wiedza teoretyczna.  Swobodnie podejmowała tematy masturbacji, seksu przedmałżeńskiego, homoseksualizmu i dewiacji, Chyba każdy z nas był w niej zakochany, Klasa chodziła jak w zegarku. NIKT nie dowiedział się o naszej niepisanej umowie. Nie wyobrażaliśmy sobie żeby zrobić jakąś przykrość naszej Arielce. Nikt nie wyskakiwał z żadnymi żartami o podłożu seksualnym o naszej sytuacji klasowej. Dla dziewczyn była modelem nowoczesnej i wyzwolonej kobiety, a dla chłopców wiadomo, oprócz kompendium naprawdę ciekawej wiedzy, obiektem wieczornych marzeń. Gdyby ktoś naraził nas na zmianę tego układu choćby przypadkiem, to już nigdy nie oddychałby prostym nosem i musiałby zmienić szkołę. Skoczylibyśmy za nią w ogień.
Kiedy nikt z klasy nie oblał próbnej matury z polskiego, ubrała się w sztywną płócienną bluzeczkę z szerokimi wycięciami pod pachami, oczywiście bez stanika, super obcisłe spodnie z bardzo wyraźnym kopytkiem wielbłąda i jak zawsze pachniała odurzającymi perfumami.

(Nie jej zdjęcie, wycięcia były trochę mniejsze, ale możecie sobie ten koncept wyczaić)
Wręczała każdemu jego pracę, stojąc bokiem przy jego ławce, nachylona, około minuty tłumacząc dlaczego dostał taką, a nie inną ocenę. Nikt oczywiście nie słuchał tego co mówiła, ale przewidziała to, bo ten sam komentarz był napisany na ostatniej kartce.
Przed maturą zaproponowała nam wyjazd pożegnalny. Ostatnie dwa tygodnie po zakończeniu nauki miały być przygotowaniem do matur pisemnych z polskiego i matematyki. Powiedziała nam, że tydzień poświęcony na polski powinniśmy spędzić w Bieszczadach. Wszyscy nauczyciele stwierdzili że jest porąbana i nikt nie chciał z nami jechać jako drugi opiekun. Rodzice powiedzieli nam, że mowy nie ma. Chcieliśmy podnieść bunt i odmówić pisania matury. Wymusiła na swoim mężu urlop żeby pojechał z nami jako drugi opiekun, a z rodzicami zrobiła spotkanie. Powiedziała im, że według niej nikt z nas obleje matury z polskiego, a oderwanie się od stresu i aktywny odpoczynek jest tym czego potrzebujemy w tym czasie i pomoże nam to w innych przedmiotach. Do tego w trakcie wyjazdu mieliśmy dyskutować o literaturze. Taaaa. Niechętnie, ale wszyscy rodzice zgodzili się wiedząc, że i tak wkurwieni na maksa byśmy w tym tygodniu nic się nie nauczyli.
Pojechaliśmy pociągiem przez Kraków do Łupkowa i rano wyszliśmy na szlak. Oboje z jej mężem który z miejsca rozkochał w sobie wszystkie (trzy) dziewczyny byli świetnymi wędrowcami. Przeszliśmy cały szlak do Ustrzyk Górnych przez połoniny. Jej mąż okazał się też astronomem amatorem. Do dziś pamiętam jak znaleźć na niebie gwiazdę polarną, wszystkie niedźwiedzie i pas Oriona. Jak tylko robiło się trochę cieplej na szlaku, od razu wyskakiwała z kurtki i pozwalała sobie na wietrzenie cycuszków pod cienką koszulką.  

Ostatnie dwie noce spędziliśmy z ośrodku wypoczynkowym nad Jeziorem Solińskim. Prowadzili go znajomi Pani L i ponieważ było jeszcze przed sezonem, nocleg kosztował nas śmieszne pieniądze. Nie były to luksusowe warunki, wspólne łazienki i prysznice, ale pokoje dwu-trzy osobowe i bardzo czyste.
W ostatni dzień wróciliśmy z pieszego wypadu na zaporę. Po kąpieli i kolacji, Pani L powiedziała że robimy pożegnalne ognisko.
Jej mąż grał na gitarze pożyczonej od właścicieli, a my śpiewaliśmy, jak kto umiał, piosenki turystyczne, harcerskie, Kaczmarskiego i Okudżawę.
Na koniec Pani L powiedziała nam  
- Kochani, będzie mi was bardzo brakować, byliście moimi pierwszymi (zawiesiła głos i tu śmiechy) … uczniami i postawiliście poprzeczkę dla innych bardzo wysoko. Mam nadzieję że ten wyjazd będzie dla was ostatnią moją lekcją przed dorosłym życiem. Byliście wspaniali, zawsze mogłam na was liczyć i chcę wam za to bardzo podziękować. Wiem, że dacie  sobie radę w życiu. Pamiętajcie że wszystko przed wami, jeżeli czegoś chcecie i pracujecie żeby to osiągnąć to uda wam się. Ta noc jest dla was, więc posiedźcie sobie jeszcze trochę przy ognisku. Ale o północy do łóżek – jutro długa podróż.
- Tak, Pani Profesor – odpowiedzieliśmy zgodnie  
Uśmiechnęła się do nas
- No to dobrej nocy wam życzę – powiedziała
-  Dobranoc
- Chodź - wzięła męża za rękę  
- Jeszcze trochę pogram – zaoponował
- Nie – powiedziała swoim łagodnym głosem który znaliśmy kiedy nie dawała nam żadnego wyboru. On też nie miał teraz nic do gadania.  

Zaczęliśmy trochę rozmawiać o powrocie, o tym jak było, gdy zapaliło się światło w ich pokoju. Wszystkie oczy skierowywały się tam. Pokój był na parterze, z widokiem na jezioro i na miejsce gdzie mieliśmy ognisko. Miał całe przeszkolone drzwi balkonowe i duże, nisko osadzone okno.
Pani L podeszła do okna, lekko je uchyliła jakby chcąc przewietrzyć pokój przed spaniem, pomachała nam i zasunęła zasłony. Wyłączyła główne światło, włączyła za to lampkę na stoliku stojącym tuż przy drzwiach balkonowych i drugą przy łóżku. Profil jej sylwetki rzucał teraz cień na zasłonę. Znieruchomieliśmy gdy ściągnęła polar przez głowę i skinęła na męża. Podszedł do niej i zaczął coś tłumaczyć pokazując na okno. Tylko pokiwała głową i zaczęła zdejmować mu koszulę.
Jeden z nas chciał podejść bliżej, ale nasz gospodarz klasy powiedział
- Arielka prosiła żebyśmy zostali przy ognisku
Nikt się nie ruszył ani o krok.  
On zaczął ją całować i sięgnął do zapięcia stanika. Po chwili już go nie miała. Spojrzała na okno i lekko poprawiła swój profil jakby chciała się upewnić, że cień jej sterczących sutków odbija się na zasłonie.  
Pochylił się, zaczął ssać jej piersi i rozpinać spodnie. Pomogła mu na końcu, przestępując z nogi na nogę żeby się ich pozbyć. Kopnęła je na zasłonę która się poruszyła.  
Usiadła na stoliku szeroko rozkładając nogi. Uklęknął przed nią i zanurkował między udami. Odrzuciła głowę do tyłu i zaczęła sobie masować piersi i szczypać sutki. Byliśmy około 30 metrów od budynku, więc przez uchylone okno było słychać jaką jej to sprawia przyjemność. Po chwili odepchnęła jego głowę i kazała mu wstać. Po krótkiej walce z paskiem odsłoniła profil jego dzidy. Nasze dziewczyny wzdychnęły z podziwem.
Ponownie usiadła ma stoliku. Tym razem wężu znalazł się między jej nogami. Doszedł do nas jej krzyk kiedy zagłębiał się w nią. Gdyby ktoś nam w tym czasie zaproponował zamianę miejsca z jej mężem w zamian za odcięty palec, to z wycieczki wracałoby 35 dziewięciopalczastych osób, Dziewczyny też by się zgodziły.  
Jęczała bezwstydnie kiedy stolik pokazywał swoją wytrzymałość na to obciążenie. Nie zajęło jej długo by skończyć z krzykiem.
Zebrała włosy i związała je w kitkę. Uklęknęła teraz przed nim i zaczęła pokazywać prawdziwy kunszt oralny.  
Lizanie i ugniatanie jąder, całej długości i na koniec prawie do końca. Położył rękę na głowie, żeby pokierować jej ruchami i podziwialiśmy jak głęboko potrafi go połknąć. Teraz dotarł do nas jego krzyk kiedy skończył, a ona wyprostowała się i otarła usta.  
Przeszli na łóżko, położył się na plecach i nie było widać całej postaci, ale to co najważniejsze wystawało znad okna. Mieliśmy demonstrację jak szybko przywrócić faceta do stanu używalności oraz  nabijanie się na jeźdźca. Trzeba przyznać że ona miała kondycję, a on niesamowitą żywotność. Pogalopowała na nim dłuższą chwilę  i chyba zasugerowała  żeby teraz to on trochę popracował.  
Uklęknęła na łóżku, pochyliła i oparła dłońmi o materac. Zaatakował od tyłu, od czasu do czasu klepiąc ją po tyłku i ciągnąc za włosy.  

Definitywnie odpowiadał jej taki układ czego głośne potwierdzenie dochodziło do nas. W końcu położyła się na plecach, szeroko rozwierając uda pozwoliła mu stukać do woli. Najpierw usłyszeliśmy ją, potem zaraz jego. Wyszedł, uklęknął nad jej piersiami i dał jej oczyścić kutasa. Na koniec wstał i zgasił światło.  

Rozeszliśmy się w ciszy do swoich pokoi no i cóż, tak czy owak pościel musiała być prana, robiliśmy to dyskretnie bo jednak pokoje były dwuosobowe. Oboje z kolegą dyszeliśmy w tym samym czasie.
Obudziłem się około 4:00 z wielkim ciśnieniem na pęcherz i wyszedłem z pokoju na korytarz do łazienki. Panował tam półmrok, ale bez problemu było można było trafić.  
Wracając do pokoju zaskoczyły mnie nagle otwierające się drzwi od łazienki dla kobiet i wpadłem na wychodzącą Panią L. Była owinięta tylko małym ręczniczkiem który upuściła przy zderzeniu się ze mną. Chyba brała prysznic bo włosy miała mokre i posklejane.  
Byłem przerażony i nie wiedziałem co robić; odwrócić się, schylić się i podnieść ręcznik, gdzie podziać wzrok ?
- Robert ? Co ty tu robisz ? - spytała zaskoczona, odruchowo zasłaniając piersi  
- Byłem w ubikacji – wymamrotałem spłoszony
Chwilę stała chyba nie  wiedząc co zrobić w takiej krępującej sytuacji w końcu stwierdziła
- Wytrąciłeś mi ręcznik
- Przepraszam pani profesor, to niechcący, nie spodziewałem się że drzwi się otworzą – tłumaczyłem się nie patrząc na nią, tylko na bok
- Chyba wypada podnieść – wyciągnęła rękę  
- Tak, oczywiście – obszedłem ją,  schyliłem się
- Proszę - podałem go patrząc jej w oczy.
Wzięła go, zdjęła rękę z biustu i oburącz zarzuciła go od tyłu i niespiesznie przykryła się, zawiązując go nad piesiami. Teraz biust miała zakryty, ale ręcznik rozchodził się na boki powyżej pępka i kończył nad jej wzgórkiem łonowym. Stała tyłem do światła i było za ciemno żeby coś więcej zobaczyć, ale fakt że przed chwilą widziałem ją kompletnie nagą i teraz stała  przede mną z odkrytą cipką nie pomagał w mojej sytuacji. Byłem ubrany tylko w luźne bokserki, które teraz już zupełnie nie przylegały do ciała  
- Dziękuję  
- Widzę że masz spory problem -  stwierdziła przyjaźnie - I co z tym zrobisz ?
Zebrałem się na odwagę  
- No wie pani profesor, zew krwi. Jakoś to załatwię  
- O piękne połączenie Londona, wilków, Bieszczad i wzwodu. Dasz sobie radę na maturze.  
- Dziękuję pani profesor
- Mogę? – podeszła do mnie o krok bliżej  
- Oczywiście - nie byłem pewien o co jej chodzi ale zgodziłbym się na wszystko  
Chwyciła najbardziej wystającą część bokserek i lekko ścisnęła  
- Masz dziewczynę ?
- Nie - odpowiedziałem zgodnie z prawdą  
- A miałeś już?  
Nie wiedziałam do czego zmierza ale postanowiłem zagrać va bank
- W kontekście który pani trzyma w ręku to jeszcze nie  
Puściła, a ja chciałem sobie odgryźć język
- Erudyta i szybkie myślenie – powiedziała z namysłem  
- Chodź do mojego pokoju, może coś na to zaradzimy  
- Jeżeli chcesz oczywiście – dodała po chwili
Nie byłem pewien czy chciałem jej pomocy. Był to początek lat dziewięćdziesiątych, więc myślałem że ma jakiś zachodni środek na ustąpienie erekcji. Jakąś maść albo pigułki.
Energicznym krokiem ruszyła, a ja szedłem za nią obserwując jej zgrabny tyłeczek. Tylko po to szedłem żeby pobyć chwilę dłużej w obecności prawie nagiej nauczycielki. W pokoju chciałem się jakoś wyłgać z tej pomocy. Chwyciła za klamkę.  
- Tylko cichutko, mąż chyba śpi
Chyba ?! Mam pod wzrokiem jej męża dostawać coś na wzwód ? Jaki wstyd, ale co tam i tak się już pewnie nie spotkamy, a ja sobie jeszcze trochę popatrzę.  
Spał. Zasłony były już odsłonięte a za oknem bardzo powoli zaczęło się rozjaśniać. Usiadła na łóżku. Stałem czekając na środek a ona skinęła ręką  
- No chodź tu
Podszedłem bliżej szukając wzrokiem jakiegoś pudełeczka na stoliku przy łóżku. Podszedłem maksymalnie blisko, bo może ma coś pod poduszką.
Jednym ruchem ściągnęła mi bokserki i zaczęła go masować od spodu. Potem delikatnie ściągnęła skórkę nie wytrzymałem i pod wpływem dotyku jej ręki wydobyłem z siebie cichy okrzyk rozkoszy. Więc nie ma żadnych środków na erekcję oprócz tego najstarszego na świecie.
Położyła palec na usta i szepnęła  
- Ciiiii
Domyślałem się że jak teraz jej mąż się obudzi, to tylko dentysta mnie rozpozna, choć ona nie wydawała się zbyt przejęta perspektywą tej masakry. Później zrozumiałem że to raczej chodziło o osoby w sąsiednich pokojach.
Bałem się. Po pierwsze że obudzę jej męża, po drugie że mogę robić coś co jej się nie będzie podobać i przestanie, a po trzecie że zaraz się obudzę. Poza tym zastanawiałem się co mam zrobić z tym co zaraz niechybnie ze mnie wyleci.
Przestała. Ogarnęła mnie czarna rozpacz, ale tylko na chwilę bo posunęła się na środek łóżka i pokazała mi że mam się położyć. Zaczęła mi całować sutki i bawić się moim penisem. Starałem się żeby ta chwila trwała jak najdłużej, ale nieubłaganie zbliżał się punkt kulminacyjny i chyba poczuła pierwsze kropelki, bo przestała masując mi tylko jądra, ale za chwilę znowu wzięła go do ręki.  
Uznałem że wypada ją ostrzec
- Pani profesor bo ja zaraz...
- Wiem, nie krępuj się  
Zanim zdążyłem odpowiedzieć usłyszeliśmy  
- Nie bądź zołzą, wkrótce matura, pożegnaj go odpowiednio.  
Myślałem że mi serce stanie. Oboje spojrzeliśmy na jej męża który leżąc na boku z uśmiechem patrzył na nas, powoli masując swojego naprężonego penisa.
- Taa – mruknęła do mnie – widzę że znalazłeś sobie dobrego adwokata  
Zanim zdążyłem pomyśleć pochyliła głowę do mojego kutasa.  
- Chcesz tak ? – upewniła się  
Nie byłem w stanie wydusić z siebie słowa tylko pokiwałem głową.  
Dotknęła go językiem i bardzo powoli wzięła całego. Westchnęła głęboko gdy doszła do końca.  
Pierwszy raz byłem w ustach kobiety i to takiej kobiety.  
Nie chciała chyba żebym za szybko skończył bo najpierw trwała nieruchomo, drażniąc mnie tylko językiem, a potem zaczęła się poruszać bardzo powoli. Robiło się coraz jaśniej i widziałem, że ręcznik rozsunął się na boki i odsłaniając piękne piersi przyciśnięte do moich nóg.  
Położyła moją rękę na głowę sugerując żebym pokierował jej ruchami, ale nie odważyłem się. Zresztą wszystko co by nie zrobiła byłoby idealne. Trzymałem rękę czując jej gęste włosy pod palcami i pozwalałem samej robić ze mną co chciała.
No ale ile może w takiej sytuacji wytrzymać maturzysta-prawiczek ? W moim przypadku około 45 sekund. Kiedy zacząłem eksplodować w jej ustach i jęczeć z rozkoszy, szybko położyła mi rękę na buzi i tłumiła moje odgłosy nie przestając połykać mojego nasienia.
Gdybym wtedy umarł, nie miałbym żadnych pretensji do świata. W tej chwili nie miałem już żadnych innych życzeń ani pragnień które mogłyby pobić to co się stało.  
- No to masz pierwsze zaliczenie  
Podsunęła się do mojej twarzy i pocałowała mnie. Poczułem swoją spermę, ale najważniejsze były jej usta.
- Ale Pani nie miała przyjemności – powiedziałem drżącym głosem
- Jesteś prawdziwym dżentelmenem, ale chyba sobie poradzimy – spojrzała na naprężonego męża -  a ty jak zaraz stąd nie wyjdziesz to za chwilę będziesz wymagał ponownej interwencji pedagogicznej  
Zebrałem się na maksimum odwagi i powiedziałem
- Mogę je dotknąć?
Bez słowa rozwiązała ręcznik, wzięła moje ręce, położyła je na piesiach i pokazała, że mam ściskać brodawki
- Tylko nie za mocno – wyszeptała.
Mruknęła cichutko kiedy delikatnie masowałem tą perfekcję. Stwierdziłem, raz kozie śmierć i jedną rękę skierowałem w dół jej brzucha.
Zatrzymała ją i powiedziała:
- No, nie posuwaj się za daleko Z. Uciekaj i prześpij się trochę, bo jutro długi dzień.
Wstałem i szybko założyłem bokserki.  
Zdobyłem się na ostatni odważny krok, nachyliłem się na nią i pocałowałem ją. Oddała mi pocałunek.  
- Dziękuję, nigdy Pani nie zapomnę – powiedziałem  
- No myślę – uśmiechnęła się  
  
Skierowałem się do drzwi i usłyszałem skrzyp łóżka.
Odwróciłem się i zobaczyłem że szeroko rozkłada uda a mąż ustawia się między nimi. Zajęci sobą nie patrzyli na mnie i nie czekali aż wyjdę, ale nie chciałem żeby mnie złapali na podglądaniu. Przecież powiedziała mi żebym wyszedł.  Kiedy powoli i z ociąganiem zamykałem drzwi usłyszałem jej krótki okrzyk. Wszedł. Zrobiłem ostatni rzut oka na ich ruchy, jej nogi oplatające jego biodra i cichutko zamknąłem za sobą drzwi.  
Idąc do swojego pokoju, myślałem że co najmniej przez tydzień nie zasnę, ale nadmiar emocji spowodował że jak tylko położyłem się, spałem jak dzidziuś.

Rano śniadanie o 8:00, zjawiliśmy się punktualnie, ale nasze koleżanki z pokoju obok pani profesor, powiedziały że się pewnie trochę spóźni bo łóżko skrzypiało do 1:00 i ponownie od 7:00. Ominęły 4:30 ale co tam. Faktycznie weszła kilka minut później, z promienistym „dzień dobry” spocona i z zaczerwionymi policzkami, ubrana w koszulę męża, niedbale zapiętą na trzy guziki.
To że stanika nie miała, było widoczne i oczywiste, ale wszyscy zadawali sobie pytanie czy tylko stanika. Poprosiła o kawę. Jeden z przytomniejszych kolegów pokazał na kubki stojące na górnej półce. Sięgnęła po jeden wspinając się na place i stało się jasne że nie tylko stanika. Do tego odpowiedzieliśmy sobie z całą pewnością na pytanie które nas nurtowało od blisko trzech lat, a którego w mroku nawet ja nie byłem w stanie odgadnąć. Tak, jest naturalnym rudzielcem.
Podeszła do kontuaru i nalała sobie kawy patrząc dziwnym wzrokiem na rząd kubków ustawionych koło dzbanka. Westchnęła, mrucząc coś pod nosem o podstępnych orangutanach i lekko się uśmiechając. Spojrzała na mnie przelotnie, tak jak po wszystkich jakby sprawdzając obecność, ale po niczym nie dała sobie poznać że znamy się już nieco bliżej.
Zaczęliśmy ustalać godzinę wymarszu na autobus, kiedy wszedł jej mąż z ogromnym bananem na twarzy.
- Chcesz kawę ? – zapytała szybko
I nie czekając na odpowiedź, sięgnęła drugą ręką na górną półkę prezentując kompletny brak śladów po stroju do opalania na jej pięknych pośladkach  
Znowu pokazała nam, że nie możemy jej zawstydzić i ona ma ostatnie słowo. Nikt nie miał o to pretensji.
Wracaliśmy z Ustrzyk do Przemyśla przez teren ZSRR, to była moja ostatnia w lekcja w liceum. Tym razem już nie literatura ale historia, geografia, geopolityka i lekcja tolerancji.
Na początku po przejeździe granicy z zasiekami i drutem kolczastym, wszyscy z zaciekawieniem oglądali krajobraz który praktycznie nie różnił się od naszego, poza napisami cyrylicą i starymi maszynami rolniczymi na polach. Po kilkunastu minutach wszyscy wrócili do przedziałów. Ja stwierdziłem że muszę jeszcze pooddychać zagranicznym powietrzem i wyszedłem na korytarz.
Był tam tylko Pan L. Który oparty o okno patrzał przed siebie. Stanąłem obok niego i przez chwilę milczeliśmy  
-To niesamowite, że gdybyśmy teraz wyskoczyli to bylibyśmy o godzinę wcześniej i za nasze pieniądze nic byśmy nie kupili – powiedziałem w zadumie
- Tak, bardzo lubię jeździć tą trasą. To jest inny świat, trochę straszne to. Miałem to samo uczucie w Berlinie Zachodnim kiedy przejeżdżaliśmy metrem przez zamknięte stacje pod Berlinem Wschodnim. Niby nie ma się czego bać, ale czujesz lęk że mógłbyś nie wrócić to świata z którego wyjechałeś.
- Dużo pan podróżuje – to było raczej stwierdzenie niż pytanie
- Taka praca
- No, ale teraz tylko Polska
Spojrzał na mnie poważnie  
- Kończę już kontrakt na Kaszubach i wyjeżdżamy do Japonii na kilka lat. Ale nie mów o tym nikomu. A. nie chciała żebyście dowiedzieli się o tym przed maturą.
Byłem wstrząśnięty, smutny a jednocześnie mile połechtany tym, że potraktował mnie jak dorosłego i powierzył mi „sekret”.
- Oczywiście – zapewniłem żarliwie
Poczułem przypływ odwagi
- Mogę się o coś zapytać?
- Domyślałem się, że nie uciekniemy od tego – roześmiał się – nie krępuj się  
- Nie przeszkadza to Panu ? Przecież to Pana żona.
Pomyślał chwilę  
- Widzisz tych ludzi tam. Większość z nich gdyby tylko mogła to by wskoczyła do tego pociągu. Wiesz dlaczego tego nie robią?
- Bo żołnierze jadą z nami i pilnują  
- Właśnie. Pilnują ich żeby nie uciekli i nas żebyśmy broń Boże nie wyrzucili czegoś „wywrotowego” z czego mogliby się dowiedzieć że gdzieś indziej jednak jest lepiej niż tym kraju raju. Uważasz że to normalne?
- No, nie  
- A gdyby tylko na chwilę zabrać wojsko i przeciąć te zasieki ?
- Pewnie by uciekli, bo wiedzą, że gdzie indziej może być lepiej  
- Dokładnie tak. A czy po spróbowaniu jak jest gdzie indziej i pierwszym rozczarowaniu wrócili by tutaj ?
- Nie, bo drugi raz ucieczka mogłoby się to nie udać  
Spojrzał na mnie z uznaniem  
- Brawo za myślenie analityczne. To samo jest w małżeństwie. Chcesz żeby ta druga osoba chciała z tobą być ale nie musiała. Możesz mieć zakazy, nakazy, możesz siłą tradycji, nacisku społecznego lub ekonomicznego trzymać drugą osobę przy sobie. Ale kiedy ktoś jest trzymany na siłę, gdy tylko nadarzy się okazja i to tak zrobi to co chce.
- Ale to przecież jest dobrowolny związek
- Tak, ale chcesz wiedzieć że nie ograniczasz jej niczym a i tak jest z tobą. Dać innej osobie swobodę i cieszyć się tym że ty zawsze jesteś tym do kogo chce wrócić, to jest cała istota małżeństwa. I nie ważne czy na koniec wieczoru, rano czy po weekendzie. To ty na koniec jesteś tym ostatnim który w niej kończy, i to w twoich ramionach zasypia. A reszta to tylko seks.  
- Masz dziewczynę ? - zapytał  
Pokręciłem przecząco głową  
- Jak już będziesz miał to przekonasz się, że nie ma piękniejszego widoku od kobiety odczuwającej przyjemność.  Widok ukochanej kobiety która wije się z rozkoszy jest najlepszym co w życiu można zobaczyć. I nie przywiązujesz wagi kto to robi, bo liczy się tylko ona.
- A pan też z innymi kobietami ?
- Oczywiście mogę za zgodą i wiedzą A., to byłoby chore gdyby to tylko jedna strona miała wybór. Ale prawdę mówiąc to nie kręci mnie to aż tak. Wolę się koncentrować na A.
- No ale wczoraj pani profesor nie miała ze mną przyjemności – wyrzuciłem z siebie coś co mi leżało na sercu  
- Nie miała z tobą orgazmu, ale to nie znaczy że nie miała przyjemności. Kobiety są bardziej skomplikowane - puścił do mnie oko – poza tym nie wchodząc w szczegóły, tak ją nakręciłeś, że już dużo nie spaliśmy po twoim wyjściu.
- To był twój pierwszy raz ? – spytał wprost  
Pokiwałem głową  
- Nieźle, wytrzymałeś znacznie dłużej niż ja – poklepał mnie po plecach – a moja pierwsza dziewczyna nawet wtedy nie brała mi do ust -  mrugnął znowu
Zrobiło mi się znacznie lepiej, bo gryzło to mnie od rana
Pociąg zwolnił bo dojeżdżaliśmy do granicy. Z przedziałów wysypała się reszta klasy żeby zobaczyć nasz powrót do Polski. Wszyscy z wyjątkiem Pani L która spała wciśnięta w kąt pod oknem, przykryta kurtką mojego kolegi

Dość powiedzieć, że maturę z polskiego napisałem na piątkę i byłem zwolniony z ustnej. Nikt z naszej klasy nie oblał,  a prawie wszyscy którzy zdawali na studia, dostali się. Pani L wiedziała co robić, jak kontrolować i motywować nastolatków. Więcej takich pedagogów, a bylibyśmy światową potęgą naukową.

eksperymentujacy

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 5765 słów i 31439 znaków, zaktualizował 9 wrz o 16:42. Tagi: #żona #cuckold

8 komentarzy

 
  • kitu

    Mogłbym sie doczepic do ukazania problemu nauczycielek mających erotyczne uczucia do swoich uczniow(co chyba jest zabronione)-ale sie nie doczepię.Bardzo ładnie i ciekawie napisane opowiadanie,nie ma wielu scen erotycznych ale jakże wiele realizmu,co w tamtych czasach nie było łatwe.Bardzo,bardzo ciekawy pomysł na opisanie roli nauczycielki w ujarzmieniu niesfornej klasy no i bardzo ciekawy wątek erotyczny..Myslę że jest mozliwe kontynuowanie dalszego ciagu(ale niekonecznie),widac ze autor ma sporo fantazji i umiejętności ciekawego opisywania sytuacij.Posiada też talent twórczy-oby go nie zmarnował.

  • eksperymentujacy

    @kitu dziękuje za bardzo miły i niezdawkowy komentarz. Planuje dalszą cześć (właśnie dwie) ale to wymaga sporej inwestycji czasu.

  • trantolo

    Ty to masz szczęście. Najfajniejsze jest to że wszystko co piszesz jest z życia wzięte. Pozdrawiam.

  • Poznaniak

    Taka nauczycielka to skarb :jupi:

  • Sl

    Również miałem nauczycielkę,o której często myślałem w szkole,uczyła fizyki i chemii,choć była straszną zołzą,to była do tego piękną kobietą, Napewno wiedziała też ,że wielu chłopaków śniło o niej po nocach.Ja także się do nich zaliczałem.Fajne opowiadanie i fajnie się czyta,lata 80 i 90,to były naprawdę fajne czasy.😀

  • Korekta

    "Choć" a "chodź" to są dwie różne rzeczy. Choć była wichura, poszedłem na spacer. Chodź do mnie. Mylisz te dwa słowa.

  • eksperymentujacy

    @Korekta dzięki ! Poprawione

  • TakiJeden

    Jeszcze jedno...brawo za doskonale dobrane ilustracyjne zdjęcia.

  • Gosc

    No i znów bardzo ciekawe opowiadanie . Będzie kontynuacja?

  • eksperymentujacy

    @Gosc planuję ale
    tylko czasu, tylko czasu, tylko czasu czasu brak

  • ark69

    @eksperymentujacy czekamy więc

  • kitu

    Mogłbym sie doczepic do ukazania problemu nauczycielek mających erotyczny stossunek do  swoich uczniow(co chyba jest zabronione)-ale sie nie doczepię.Bardzo ładnie i ciekawie napisane opowiadanie,nie ma wielu scen erotycznych ale jakże wiele realizmu,co w tamtych czasach nie było łatwe.Bardzo,bardzo ciekawy pomysł na opisanie roli nauczycielki w ujarzmieniu niesfornej klasy no i bardzo ciekawy wątek erotyczny..Myslę że jest mozliwe kontynuowanie dalszego ciagu(ale niekoniecznie),widac ze autor ma sporo fantazji i umiejętności ciekawego opisywania sytuacij.Posiada też talent twórczy-oby go nie zmarnował.

  • TakiJeden

    Bardzo oryginalne, świetne opowiadanie doskonale oddające fantazje erotyczne nieobce każdemu pokoleniu uczniów, dla których nauczycielki są niespełnionym marzeniem. Czytając przypominałem sobie własne, tego typu, szkolne przeżycia. Szczere gratulacje i oczekiwanie na dalsze, równie podniecające teksty.   :bravo: