Wyścig ze śmiercią cz 12

Po kilkunastu minutach jazdy zatrzymałem się przed domem Felicji. Zaparkowałem mojego forda na wjeździe do jej garażu. Wyszedłem z samochodu i ruszyłem w kierunku drzwi wejściowych. Nie zdołałem odczekać nawet sekundy, po oderwaniu palca od przycisku dzwonka, kiedy drzwi się otworzyly.  
- Co się stało, że wróciłeś, Aronie? - zapytała Felicja.
- Mogę wejść?
- Oczywiście, że możesz. Czekałam.  
  Przesunęła się i zrobiła mi miejsce, a ruchem dłoni wskazała salon.  
- Zdejmę buty - powiedziałem i schyliłem się by to zrobić.
- Daruj sobie, nie jestem pedanyczna w sprawach czystości. Wstawie wodę na kawę, chyba, że wolisz herbatę...
- Nie rób sobie kłopotu, Felicjo.
  Spojrzała na mnie miło.
- Gościnność nakazuje, ale robię to ze zwykłej uprejmości. Znam cię krótko, ale polubiłam cię. Mam ciasteczka i nie odmówisz, prawda?
- Nie odmówię, jesteś bardzo miła.
- Dziękuję, że tak mówisz.
  Pokazałami stół. Usiadłem.
Pokój miał ciężkie meble, prawdopodobnie pamiętające ze dwie dekady. Regał z ciemnego drzewa z ciemnopomarańczowymi szybami. Rzeźby z marmuru i hebanu dekorowały ten pięny mebel. Stół i krzesła pasowały do kompletu. Na ścianach wisiało kilka obrazów. Morze z zachodem słońca, pole trawy z kwiatami i na trzecim młode dziewczęta zajęte przy żniwach. Dostregłem również zdjęcie Gabrieli, prawdopodobnie z przed dziesięciu lat. Już wówczas była śliczną dziewczynką.
   Po może ośmiu minutach, Felicja weszła niosąc tackę z dzbankiem, dwoma filiżankami i talerzykami.
- Ciasteczka zaraz podam.
- Mogę pomóc...
- Nie trzeba, dziękuję. Zaraz wracam.
  Miala smukłą figurę i dobrze wyglądała. Miała na sobie bordową suknię z wełny. Włosy leżały luźno na jej plecach. Czarne z kosmykami siwych. Po chwili wróciła do salonu. Ciasteczka były własnej roboty. Dopiero kiedy postawiła sporą miseczkę, mogłem się im lepiej przyjrzeć.
- Sama piekłaś?
- Tak. Mam nadzieję, że ci będą smakować.
  Robiła wrażenie spokojnej. Nie naciskała, jakby miała pewność, że sam podam cel mojej wizyty.
  Ciasteczka rzeczywiście smakowały wybornie. Przekładane powidłami i kremem. Niektóre miały kształt pół kul, połączonych powidłami ze śliwek lub czekoladowym kremem. Lekkie biszkopciki na wierzchu pokryte ziarnkami maku.
- Wyśmienitę - uśmiechnąłem się miło.  
  Odwzajemniła mi uśmiech.
- Ciesze się, że ci smakują, ale bardziej się cieszę, że cię poznałam.
- Wzajemnie.
  Patrzyła chwilę jakby próbowała coś jeszcze dostrzec w moich oczach.
- Znasz dobrze Angela i Lorettę?
- Prawie wcale. Sara jest koleżanką Gabri, to wszystko.
  Znowu patrzyła.
- To dziwne. Wiem, że Gabriela cię kocha. Miłość zawsze jest tajemnicza, ale ta nie mieści się w schematach.
  Poczułem się dziwnie. Nie za bardzo chciałem o tym mówić. A tylko z jednego powodu. Nadal kochałem Carry. Chociaż wiedziałem oczywiście, że Gabriela nie jest mi obojętna. I to powodowało we mnie zdenerwowanie. Nie wiedziałem jak sobie dam z tym radę.  
- Felicjo, bardzo cię proszę, nie mów o tym. To jest dla mnie trudne.
- Dobrze, przepraszam.  
  Poczułem, że nadszedł odpowiedni moment, żeby wyjawić cel mojej wizyty.
- Z pewnością chcesz, żebym wyjawił ci powód, dlaczego teraz przyjechałem.
- Spodziewałam się, że mi powiesz.
- Cóż, nie będę budował długiej histori. Myślę, że dla twojego bezpieczeństwa muszę cię odwieźć do domku, gdzie teraz już jest cała reszta.  
  Popatrzyłem na zegarek.
- Myślę, że powinni już dojechać.
  Jej czoło nieco się zachmurzyło.
- Wiesz, Aronie... Wybaczyłam im, ale świadomość przebywania z nimi... Nie wiem jak to przyjmą.
- Powinni dobrze. Chyba to raczej oni ciebie unikali, nie ty ich, prawda?
  Pokiwała tylko głową.
- Wiele razy o tym myślałam. Tylko dlatego, że nie jestem katoliczką? Gdybym nawet nie była wierząca, nie powinni mnie tak unikać. Mam tylko ich. I oczywiście, Gabrielę. Dobrze, że chociaż ona czasem dzwoniła. Niejednokrotnie chciałam ją zobaczyć, ale nie chciałam by to zostało źle odebrane. Nie wiem... Loreta chyba była bliska, byśmy się pogodzili, ale Angelo...
- Może to kwestia wychowania. Chyba już wszystko będzie dobrze...
- Chciałabym. Widzisz... Teraz coś się stało, czego nie rozumiem i nawet nie chcę o tym myśleć. Z drugiej strony musiało się dopiero to stać, żebyśmy się porozumieli? Dlaczego tak jest?
- Nie wiem. Pytanie dlaczego jest takim uniwersalnym pytaniem. Dlaczego ludzie postępują tak, a nie inaczej? Dlaczego zabijają, kradną i kłamią? Dlaczego jest tyle nienawiści? Dlaczego są wojny? Dlaczego, dlaczego. Dlaczego dobry Bóg zezwala na zło?  
  Uśmiechnęła się.
- Czyli jest aż tak źłe, że muszę i ja opuścić swój dom. Rozumiem, że jestem w niebezpieczeństwie.  Kim jest wróg, że mnie znajdzie? A co będzie jeżeli odkryje również nasze miejsce ukrycia?
- To ostateczność. Dobe jest to, że znalazłem pomoc. Bo z całą pewnościa sam bym nie dał rady.
- Zapominasz o najważniejszym. Nie wiem co i jak, ale mam nieodparte wrażenie, że ocieram się o niemożliwe. A skoro tak, to nie skończy się źle.
- Co masz na myśli?
- Myślałam, że ty mi powiesz. Ja tylko czuję, że tego wszystkiego nie da się wyjaśnić naturalnie.
  Pomyśłałem chwilę. Wiliamowi nie chciałem powiedzieć, a mogłem Felicji? Poczułem jej dłoń na swojej. I to chyba upewniło mnie, że nie tylko mogę, a nawet powinienem. Jej dłoń przeniosła ciepło i jakiś rodzaj otuchy.
- Tak...to bardzo dziwne. Masz rację, coś stało się czego nie można wyjaśnić naturalnie. Gabrielę porwano i straciła by życie gdyby opaczność nie miała nad nią opieki. Otrzymałem dar i ona również. Byliśmy razem w swoich myślach. Przez krótki czas mogłem znać myśli i odczucia innych.  
  Zwęziła oczy i spojrzała inaczej. Jednak jej wzrok był nadal ciepły i ufny.
- Masz coś wspólnego z tym atakiem terrorystycznym? O ile to prawda...
- Tak. To nie był atak. Porywacz chciał zlikwidować ślady. Sam się wysadził w powietrze. Bardzo zły człowiek. Miał jednak szanse i raczej z niej nie skorzystał.  
- Ale pozostali jeszcze inni i przed nimi musimy uciekać.
  Popatrzyłem jej w oczy.
- To dla twojego dobra. Ja zostanę i będe walczył. Jak już wspomniałem, znalazłem kogoś kto mi pomoże.
- Walczymy z czyś mocnym, prawda?
- Tak.  
- Dobrze. Spakuję się i pojedziemy. Gabriela się ucieszy gdy cię zobaczy. I oczywiście twoja córka również. Masz z nią dobry kontakt. To dało się odczuć.
- Starałem się być dobrym ojcem.
  Pokiwała tylko głową.
- Daj mi kilka minut. Nie sądzę, że wytropią mój adres aż tak szybko.
- Ja też nie sądzę. Ale lepiej jak pojedziesz już dzisiaj. Niestety straciłem mój dar. Może nie straciłem, ale na razie zniknął.
- Wróci, kiedy będzie potrzeba. Nie trać nadziei.
  Poszła na górę. Zostawiła mnie w salonie. Ale napełniła mnie nadzieją. I to mnie wyraźnie wzmocniło. Dlaczego nie pomyśłałem o tym wcześniej! To coś zostało mi dane nie po to, żeby ze mnie drwić. Dostałem to, bo bez tego nie miałbym szans uratować Gabrieli. I w tej samej chwili poczułem krótką myśl. Dlaczego właśnie się tak stało? Na świecie jest wiele zła. Porwań i zabójstw. Dlaczego właśnie Gabriela została wybrana, żeby żyć? Może kiedyś dowiem się, a może nie. Jak na razie musiałem działać. Ukrycie Felicji razem z nimi wyglądało na dobry plan.  
- Jestem gotowa Aronie, możemy jechać.
  Miała w dłoni małą walizeczkę. Po dwóch minutach byliśmy już w samochodzie.
- Troszkę mi szkoda kwiatków, nie wiesz jak długo będziemy się ukrywać?
- Nie wiem.
  Prowadziłem, a ona patrzyła w moją twarz.  
- Skoro policja nie pomoże, znaczy ktoś z wyskim stopniem jest w to umoczony.
  Spojrząłem jej w oczy.
- Dokładnie. Spostrzeżenie godne dedektywa.
- A czym to biedny Angelo się naraził?
- Prawdopodobnie niczym.
- A Gabriela? To był przypadek? Pewie nie.
- Felicjo, powiem ci, ale co zrobisz z tą informacją?
- Widać mnie nie znasz. Nic. Zachowam dla siebie.
- Słowo harcerza?
  Uśmiechnęła się.
- Fajny z ciebie gość. Słowo, chociaż w harcerstwie nie byłam.  
- Jesteś wierząca, ale nie jesteś katoliczką. Czy jest ku temu jakiś powód?
- Jest. Ale nie będę się tłumaczyć Angelowi. Tobie natomiast powiem, bo mam do ciebie zaufanie. Spotkało mnie coś bardzo nie miłego ze strony księdza. Byłam małą dziewczynką, a w tamtych czasach i szczególnie na południu Włoch nie miałam szans szukać sprawiedliwości. Dotałam kilka razy pasem od ojca. Nikomu jednak nie powiedziałam, ale w końcu rodzice dali mi spokój. Oczywiście wiedzieli, że nie przestałam wierzyć w Boga.
  Poczułem się dziwnie. Wiedziałem, że nie powinienem pytać, ale zrobiłem to.
- Mam nadzieję, że cię nie zgwałcił?
- Zaczął mnie dotykać. W pierwszej chwili jakby zamarłam, ale potem wyrwałam się.
  Popatrzyła na mnie i lekki uśmiech przeszedł po jej twarzy.
- Wówczas to było dla mnie straszne. Wiele lat miałam uraz do mężczyzn. Może nie słusznie. Sama się sobie dziwiłam, że stać mnie było wówczas na coś takiego. Miałam wtedy dziesięć lat. Kopnęłam tego zboka w krok. Taki święty, a klął jak szefc.
- Takie sprawy są zawsze trudne. Podobno i teraz się czasem zdarzało, że dzieci mówiły, a rodzice nie wierzyli... Nie wiem czy to tylko wina celibatu. I czy żądza jest nawet silniejsza od powołania?
- Nie wiem. Skończyłam z kościołami. Ze wszystkimi. A Angelo nie wie i nie rozumie. Dobrze, że jest dobry dla żony i córki.  
- Chyba czas, żebym ci powiedział.
- Nie musisz jeżeli nie chcesz.
- Powiem ci. Prawdopodobnie i rodzice Gabrieli już wiedzą. Ale nie wiem jak to przyjmą. I nie mam pojęcia ile im powie Gabri. Wiem, że ty uwierzysz i zrozumiesz.
  Opowiedziałem jej dość dokładnie całą sprawę. Bez drastycznych dodatków. Pominąłem co wiedziałem o Leopoldo. Już i tak nie żył i całe zło, które uczynił, zabrał ze sobą. Felicja milczała dłuższą chwilę.
- Cuda się zdarzają. Gabriela jest dobrą dziewczyną, ale przecież jest wiele dobrych dzieci, a ich nikt nie ocalił.
- Tak , wiem co masz na myśli. Ciężko przyjąć, że wszechmogacy Bóg nic nie zrobi. Ale musimy z tym żyć. Byc może kiedyś dowiemy się prawdy.
- Wiesz co, Aronie. Nie wiem czemu, ale mam nadzieję, że się wszystko uda. Pocóż Bóg miałby ci dawać tak dar jeżeli by to wszystko miało się źle skoczyć?
- I ja mam taką nadzieję. Tylko nie rozumiem czemu teraz tego nie mam.  
- Bo może nie musisz mieć. Wówczas bez tego nie zdołałbyś uratować Gabrieli. Sądzisz, że dlatego cię pokochała, że ją uratowałeś?
  Znowu poczułem te dziwne odczucie. Chciałem jej przypomnieć, że prosiłem by o tym nie mówiła, ale zaniechałem.
- Myślę, że nie dlatego.
- Przepraszam, zapomniałam się - powiedziała z nutką winy w głosie.
- Być może kiedyś się dowiem.
  Dotknęła delikatnie mojego kolana.
- Ty wiesz to. Tylko się przed tym bronisz. To, że kochasz żonę jest drugorzędne. Prawdziwa miłość jest zawsze u obu stron. Więc ona musiała czuć, że ty to akceptujesz. Inaczej by było to dla niej jak cierń. Nie wiem jak to się skończy, ale to jest piękne. Miłość jest piękna.
- Jest mi ciężko. Z jednej strony chciałbym by Carry mnie pokochała znowu. Z drugiej strony co by wówczas czuła Gabriela... To jest takie trudne. Poza tym jestem w wieku jej ojca. I co na to Sara? Zwariować można.
- Aronie. Nigdy już o tym nie będę z tobą mówić. Ale chcę cię coś zapytać. Wiem, że powiesz mi natychmiast. I wiem jaka jest odpowiedź, potrzebuję tylko potwierdzenia. Kiedy pokochałeś Gabrielę i kiedy ona pokochała ciebie?
  Tak, wiedziałem. Skąd Felicja mogła to wiedzieć? I mówiła, że zna odpowiedź. Też miała jakiś dar?
- To stało się natychmiast. Zanim zdołałem pomyśleć. I czułem i wiedziałem, że u niej stało się to tak samo szybko. Dziwne, prawda?
- Nie, wcale. Co zamierzasz zrobić jak mnie zawieziesz?
- Muszę wracać.
  Ucieszyłem się, że zmieniła temat.
- Och ,powinieneś zostać. Chociaż troszkę. Szkoda, że nie wiesz co ona czuje.
- Domyślam się.
- Ty się domyślasz, a ja wiem.
   Poczułem mrowienie na plecach. Felicja nie była osobą, która fantazjuje.
- Pobądź z nią chociaż godzinkę - powiedziała cicho.
   Poczułem ją na jednen ułamek chwili. Czy dobry Bóg zrobił to bym wiedział? Odczułem moją Gabri i wiedziałem, że byłbym łotrem gdybym nie pobył z nią chociaż trochę, kiedy mnie zobaczy. Och! W głębi mojego serca coś płakało. I wiedziałem co to jest. To miłość do Carry cicho szlochała. I nie mogłem nic na to zrobić. Zupełnie nic.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i kryminalne, użył 2401 słów i 12883 znaków.

Dodaj komentarz