W objęciach światła – rozdział 19

W objęciach światła – rozdział 19Hayley

Leżałam na łóżku zwinięta w kłębek, tuląc do siebie poduszkę i zanosząc się płaczem. Nie wiedziałam, ile czasu minęło, odkąd Nick wyszedł i właściwie mnie to nie obchodziło. Nic mnie już nie obchodziło. Nie chciało mi się żyć. Zostawił mnie dla jakiegoś hipotetycznego dziecka, którego w tym momencie szczerze nienawidziłam i dla jakiegoś hipotetycznego faceta, który miałby mi to dziecko dać, i którego również nienawidziłam. Jakbym tak ochoczo miała pozwolić się dotknąć komuś, kto nie był nim. Na samą myśl czułam obrzydzenie. To nie będzie to samo. Nigdy nie będzie. Nick był tym jedynym i bez niego już nigdy nie będę szczęśliwa. Żaden facet i żadne dziecko mi tego nie wynagrodzi. Miałam wrażenie, że ból rozrywał całe moje ciało, ale tym razem nie był spowodowany przez endometriozę.  
To był ból rozstania, ból złamanego serca i ból utraconej miłości.  
A endometrioza mogła się przy tym schować.  


Nicholas

Ktoś pukał do drzwi, ale nie chciało mi się podnosić. Leżałem na łóżku i miałem mroczki przed oczami. Kręciło mi się w głowie. Chyba za dużo wypiłem. Ciężko było mi nawet powiedzieć, jaka była pora dnia. Nie chciało mi się otwierać oczu. Może to Hayley pukała? Tym bardziej nie powinienem jej wpuszczać do środka. Nie chciałem znowu oglądać jej łez i słuchać błagania, bym nie odchodził. Już wczoraj to było za wiele. Naprawdę myślała, że dla mnie to było przyjemne? Że sobie też nie złamałem serca? Nie widziała, że robiłem to dla niej?
— Otwieraj, do cholery!  
To był głos Willa. A więc już pewnie zobaczył, że Hayley… Pewnie płakała. Albo się na mnie poskarżyła, a wielki brat przyszedł mi przywalić. Z jękiem podniosłem się do pozycji siedzącej. Posiedziałem tak przez chwilę, a później wstałem i dowlokłem się do drzwi. Otworzyłem je, ale chyba to już było za dużo dla mojego organizmu, bo ledwo Will wszedł do środka, musiałem pobiec do zlewu — był bliżej niż łazienka — i zwróciłem do niego całą zawartość żołądka. Czułem się chujowo, a wyglądałem pewnie jeszcze gorzej. Nie miałem siły się z nim bić.
— Ja pierdole, Nick. Ile wychlałeś?  
— Dużo — jęknąłem, prostując się i usiłując nie zrzygać się ponownie. Odkręciłem wodę i zacząłem spłukiwać wnętrze zlewu. — Otworzyłbyś okno?
Usłyszałem westchnienie.
— No chyba nie będziemy siedzieć w tym smrodzie — stwierdził Will, idąc w kierunku balkonu.
W końcu zlew był czysty, a ja przepłukałem usta, nalałem sobie zimnej wody i poczułem się nieco lepiej. Zmrużyłem oczy i spojrzałem na Willa, który rozglądał się po mieszkaniu.
— Co ty tu właściwie robisz?
— Czekałem na zaproszenie, ale jak widać nie dotarło. — Skrzyżował ręce na piersi. — Jesteś w stanie gadać? Kontaktujesz w ogóle?
— Nie bardzo. Ale przynajmniej poznaję, że to ty.
— Wow. To już coś. Może sobie siądziesz? Nie chcę, żebyś się na mnie wyrzygał, kiedy będę cię wlókł na kanapę po tym, jak padniesz na podłogę, bo wyglądasz, jakbyś miał to zaraz zrobić.
— Już nie mam czym rzygać — mruknąłem, ale posłusznie usiadłem na kanapie, odstawiając szklankę na podłogę. — Po co przyjechałeś?
— Zobaczyć, czy żyjesz, ale widzę, że nie bardzo. Co się wam, kurwa, stało? Od Hayley się niczego nie dowiem, a przynajmniej nie w najbliższym czasie, więc gadaj.
Przez chwilę zbierałem myśli. Głowa niemiłosiernie mnie bolała, a Will wcale nie pomagał.
— Wiedziałeś, że ma ostatnią szansę na zajście w ciążę? — zapytałem w końcu.
— Co? Jaką ostatnią? — Patrzył na mnie, jakbym właśnie mu powiedział, że świnie latają.
— Jeśli torbiele jej nie znikną, to trzeba będzie ją operować, a wtedy… nie wiadomo co będzie. Lekarz powiedział, że ma się zastanowić, czy chce dzieci, bo potem najprawdopodobniej już nie będzie mogła ich mieć.
— Kiedy jej to powiedział? — W końcu usiadł na kanapie i nie patrzył już na mnie z góry.
— Dawno temu. A ona, oczywiście, nikomu nie powiedziała, bo przecież tak jest najwygodniej…  
Will przeczesał dłonią włosy.
— No i? Co dalej? Co to ma wspólnego z tym, że ty schlałeś się jak pieprzona świnia, a ona nie wychodzi z łóżka i ciągle ryczy?
— Zerwałem z nią — mruknąłem, a te słowa, wypowiedziane na głos, brzmiały cholernie dziwnie.
— Bo ci nie powiedziała?  
— To swoją drogą. Mam dość tego, że ukrywa przede mną najważniejsze sprawy. Ale nie, nie dlatego. Zerwałem z nią, bo widzę, że chce mieć dzieci, a ze mną przecież nie ma na to szans. — W tym momencie nie pamiętałem już nawet, czy Will wiedział, że byłem bezpłodny. Czułem się, jakbym patrzył na świat przez jakąś mgłę i było mi cholernie niedobrze. Miałem wrażenie, że zaraz zwymiotuję po raz kolejny, nawet z pustego żołądka.
— Dlaczego nie? Nie chcesz dzieci? — Patrzył na mnie przez chwilę, jakby czekał na odpowiedź, a potem go olśniło. — Aaa… nie możesz.
     Prychnąłem pod nosem. Powiedział to takim tonem, jakby mi się po prostu nie chciało tych dzieci robić.
— Więc… skoro ma ostatnią szansę… to niech znajdzie sobie faceta, z którym faktycznie będzie mogła je mieć — powiedziałem po chwili, żeby ten niezręczny moment minął. — Oczywiście, zarzekała się, że wcale tego nie chce, ale to kłamstwo. Jeśli zostanie ze mną, będzie tego żałować. — Czułem się fatalnie, opowiadając Willowi o tym wszystkim, zwłaszcza tak krótko po tym, jak w końcu ujawniliśmy się z byciem razem — i byciem szczęśliwymi. — A ja nie mogę jej tego zrobić. Nie mogę trzymać jej przy sobie na siłę.
— Hayley wie? — zapytał tylko, nie patrząc na mnie.
— O czym?
— O tym, że jesteś bezpłodny.
— Oczywiście, że wie — prychnąłem. — Gdyby nie wiedziała, to jak inaczej bym z nią zerwał? Jaki bym podał powód? “Idź zrobić sobie dziecko z innym facetem, bo mam takie widzimisię”?
— Ja pierdole, to nie na moją głowę. Nie ogarniam tego… — Milczał chwilę, a potem na mnie spojrzał. — Ja pierdole — powtórzył. — I co teraz? Co ja mam z nią zrobić? Wiesz, kiedy ostatni raz widziałem ją w takim stanie? Po śmierci rodziców…
— Nie mów mi takich rzeczy — warknąłem. Ból tylko się nasilił, tak samo jak wyrzuty sumienia. — A co ja mam zrobić? Mam pozwolić, by ze mną została i później tego żałowała? Obwiniała mnie, że przeze mnie nie może mieć dzieci?
— Nie wiem, czy to ty powinieneś o tym decydować. Mówiła ci, że chce mieć dzieci? Ja nigdy nie słyszałem, żeby coś takiego mówiła.
— Jesteś jej bratem. Wielu rzeczy nie słyszałeś.
— Twoim bratem nie jestem i też wielu rzeczy nie słyszałem.
— Nie była to informacja, którą chciałem rozpowiadać na prawo i lewo — burknąłem, zakładając, że mówił o mojej bezpłodności.
— Coś jeszcze muszę wiedzieć?
— Nie. To wszystko.
— Dobra, to spadam, muszę wyprowadzić Milo. — Wstał z kanapy. — A ty trzeźwiej i lepiej myśl, jak błagać mnie o wybaczenie za niezaproszenie do nowego mieszkania swojego najlepszego kumpla.
— Zaprosiłeś się sam. I chyba w obecnej sytuacji możesz mi odpuścić.
— Zastanowię się. Pij z umiarem, dobra? — Po tych słowach wyszedł, a mnie po raz kolejny wypełniło przerażające uczucie pustki.
Już wcześniej myślałem, że byłem zepsuty?
Teraz odczuwałem to jeszcze bardziej niż kiedykolwiek.
***
Przespałem parę ładnych godzin, by w końcu poczuć się jak człowiek i być na tyle trzeźwym, żeby żałować kolejnego epizodu pijaństwa. Ból nadal był nie do zniesienia, ale wiedziałem, że jak znowu zacznę pić, to już nikt mnie z tego nie wyciągnie. Musiałem się ogarnąć — ale niby jak miałem to zrobić? Zerwałem z Hayley, by pchnąć ją w ramiona innego faceta. Nie chciałem tego, oczywiście, że nie, ale co innego mi pozostało? Gdyby faktycznie nie chciała dzieci… Ale przecież widziałem, że było inaczej. Jak mogłem nie dać jej na to szansy? Jakkolwiek bezinteresowne to było, czułem się okropnie. Chciałem do niej pojechać i błagać ją, by mi wybaczyła, byśmy znowu byli razem, ale wtedy zachowałbym się kompletnie samolubnie — i w dodatku cały czas ciążyłaby mi myśl, że pozbawiam ją dzieci, których pragnie. Gdy się obudziłem, wciąż miałem przed oczami swój sen, w którym Hayley szła za rękę z małą dziewczynką z różowymi włosami. Oczywiście, takich kolorów włosów się nie dziedziczy, ale nie wiedzieć czemu, takie wyobrażenie utkwiło mi już w głowie i nie chciało z niej wyjść.  
Nie wiedziałem, co robić, jak się zachowywać, żeby zmniejszyć ten ból. Nie miałem się do kogo odezwać. Nie szedłem do pracy przez najbliższe parę dni, bo odwołałem swoje zmiany. Chciałem poświęcić ten czas na picie, ale to nie był dobry pomysł, więc ostatnią resztką silnej woli próbowałem się od tego odwieść. Wziąłem prysznic i przez większość czasu leżałem przed telewizorem, ale myśli i tak uciekały mi w stronę Hayley. Ciągle sprawdzałem jej status na Messengerze, ale nie była dostępna. Chciałem do niej napisać… ale niby co? Że żałuję? Że tęsknię? Że wcale nie chcę, by szła do innego, ale nie wiem, co innego robić?
W końcu oparłem się pokusie skontaktowania się z nią i zamiast tego zadzwoniłem do Angeliki.
Gdy przyszła, przez chwilę taksowałem ją wzrokiem. Wyglądała bardzo ładnie — chyba obcięła włosy, bo były krótsze, niż zapamiętałem. Miała zrobiony makijaż i czerwoną obcisłą sukienkę. Od razu zorientowałem się, że była na randce i zrobiło mi się głupio, że ją z niej wyciągnąłem.
— Przepraszam. Mogłaś powiedzieć, że masz randkę…  
— Jak kocha to poczeka — stwierdziła żartobliwie, ale jej oczy wyrażały zaniepokojenie. — Chryste, Nick, co z tobą? Dlaczego wyglądasz jak z krzyża zdjęty?
— Zerwałem z Hayley.
Rozszerzyła lekko oczy.
— Dlaczego?
Pokazałem gestem, żebyśmy wyszli na balkon. Zostawiła torebkę w środku i po chwili siedzieliśmy już na krzesłach przy stoliku, otoczeni ciemnością wieczora. Żałowałem, że nie miałem piwa. Cichym i martwym głosem zacząłem jej wszystko opowiadać — o tym, że mieliśmy problemy z seksem, że nie wiedziałem, co robić… O tym, jak Hayley powiedziała mi o swojej ostatniej szansie na ciążę, którą przede mną zataiła. I że zostawiłem ją, by faktycznie tą szansę miała.
— Och, Nick… — wyjąkała Angelika, gdy zamilkłem. Wychyliła się, by mnie objąć. — To bardzo szlachetne, co zrobiłeś, ale… naprawdę myślisz, że to tak działa? Że z nią zerwałeś, a ona natychmiast o tobie zapomni i poleci do innego?
— Nie. Wiem, że to nie stanie się natychmiast… ale za jakiś czas na pewno. W końcu spotka kogoś, kto będzie dla niej lepszy. Zasługuje na to, by dostać to, czego pragnie.
— A czego ty pragniesz?
Potrząsnąłem głową.
— To bez znaczenia.
— To ma ogromne znaczenie, Nick! Nie powinieneś robić z siebie męczennika.
— To co niby miałem zrobić? Tak po prostu zignorować tę informację? Machnąć na to ręką i oznajmić, że to dobrze, w takim razie będziemy sobie bezpłodni razem, a ona może zapomnieć o dzieciach, bo nawet, jeśli ma szansę, to ja ją kompletnie niweczę? — Samo wypowiadanie tych słów bolało.
— Nie wiem — przyznała Angelika po chwili milczenia. — Nie wiem, co miałeś zrobić. Masz rację, tu nie ma dobrego rozwiązania.  
— No właśnie. — Wpatrzyłem się w światła oddalonych budynków.
— Więc co teraz zamierzasz? Znowu wracasz… do dawnego siebie?
— A jaka jest definicja “dawnego mnie”?  
— No… wiesz… alkohol, papierosy, imprezy? Żadnych związków, tylko przygodny seks?
Miałem ochotę się roześmiać. Nie wyobrażałem sobie teraz, że mógłbym znaleźć dziewczynę w aplikacji albo na imprezie i tak po prostu do niej pojechać, by się z nią przespać, tak jak niegdyś zrobiłem z Angeliką i Amy. Nie miałem na to ochoty. Nie wyobrażałem sobie seksu z jakąkolwiek inną dziewczyną niż Hayley.
— Nie wiem. — Spojrzałem na nią, czując piasek pod powiekami. — Nie mam nastroju na imprezy. Ani na przygodny seks. Właściwie na nic nie mam nastroju. Chciałbym tylko…  
Żeby świat przestał nam pokazywać środkowy palec. Żeby nasze problemy zniknęły. Żebym mógł dać jej dzieci.
Wkrótce zmieniłem temat, bo nie chciałem już dłużej roztrząsać historii o Hayley. Zapytałem Angelikę o randkę, na której była, zanim do niej zadzwoniłem. Zaczęła opowiadać o tym kolesiu, powiedziała, że jest muzykiem i że bardzo jej się podoba. Gadaliśmy jeszcze przez godzinę, ale z każdą chwilą czułem się coraz gorzej. Byłem odwodniony i zmęczony. Chciałem się położyć i otoczyć ramionami kobietę, którą kochałem, a której już nie było obok mnie.


Hayley

Nie wiedziałam, jaki był dzień ani która godzina. Za oknem czasami było jasno, a czasami ciemno, a ja wciąż leżałam na łóżku pogrążona w ciemności, bo moje światło odeszło. Łzy w końcu przestały płynąć, głowa bolała mnie niemiłosiernie, ale ból nie był niczym nowym. Nadeszło otępienie i nawet nie próbowałam z nim walczyć. Telefon na szafce obok łóżka co chwilę wibrował, bo ktoś się do mnie dobijał. Nie zwracałam na to uwagi. W większości. Miałam nadzieję, że może Nick się odezwał, ale gdy nie widziałam na ekranie jego imienia, na nowo osuwałam się w ciemność. Mój świat się zawalił i miałam wszystko głęboko gdzieś. Will wielokrotnie próbował postawić mnie na nogi, jednak bezskutecznie. Wpychał mi wodę i jedzenie, ale ja nie byłam głodna. Nie byłam w stanie niczego przełknąć, chociaż gardło miałam wysuszone. Brat zaczynał tracić cierpliwość i w większości nawet nie słuchałam tego, co do mnie mówił. Wyłapałam jednak niektóre słowa jak “odwodnienie”, “szpital”, czy “kroplówka”. Czasami czułam zimny nos Milo na skórze, a czasami jego język i wtedy zatapiałam palce w czarnej sierści, ale nawet mój pies nie był w stanie mnie pocieszyć. Bez Nicka wszystko straciło sens.
— Dobra, dość tego — powiedział Will któregoś razu, wchodząc do pokoju i otwierając okno. Chłodne powietrze wpadło do środka, przynosząc zapach jesieni. — Wstawaj, do cholery, bo zaraz będę cię musiał zawieźć do szpitala.
Ani drgnęłam. Nie dałam po sobie znać, że go słyszałam. Na odkrytych rękach pojawiła się gęsia skórka, ale nie zamierzałam się przykrywać.
— Hayley, mów do mnie. Odezwij się w końcu, bo oszaleję. Prosiłem, krzyczałem, co mam jeszcze zrobić?
— Zostaw mnie — wychrypiałam.
— Dobrze wiesz, że tego nie zrobię. Nick nie umarł, więc nie zachowuj się, jakby tak się stało. Rusz się, wróć do życia.
— Nie mam po co.
— Jak to, kurwa, nie masz po co? Jaja sobie robisz? Myślisz, że ja nic nie czuję, jak widzę cię w takim stanie? Jak po śmierci mamy i taty? Zmuszasz mnie, żebym przeżywał to jeszcze raz. Pomyślałaś o tym? — Nie odpowiedziałam, ale zapiekły mnie oczy. A myślałam, że wylałam już wszystkie łzy. Nie chciałam go ranić, ale to niczego nie zmieniało. Usłyszałam, jak westchnął, a potem usiadł na łóżku, bo materac ugiął się pod jego ciężarem. — Byli tu twoi przyjaciele, ale ich nie wpuściłem. Nie nadajesz się do przyjmowania gości. — Na to też nie zamierzałam odpowiadać. Nie nadawałam się ani do tego, ani do niczego innego. Will znowu westchnął. — Byłem u Nicka.
Tym razem obróciłam się w jego stronę, ale nie wyglądał na zadowolonego.
— Tak właśnie myślałem. Chcesz słuchać, jak bardzo jest z nim źle? Rusz dupę i sama się przekonaj.
— Ale… zostawił mnie…
— Żebyś mogła mieć dzieci, co nie znaczy, że jest z tego powodu szczęśliwy. Tak, powiedział mi wszystko, bo od ciebie bym się nie dowiedział. — Wyglądał na urażonego. — Chcesz w ogóle mieć dzieci?
— Nie wiem… Nie teraz, to za wcześnie, może kiedyś… ale skoro to może być moja ostatnia szansa… nie wiem, naprawdę nie wiem, co mam robić. Nie chcę mieć dziecka sama, ale nie chcę też mieć go z jakimś randomowym facetem… Kocham Nicka i chcę z nim być, nawet jeśli jest bezpłodny…
— Mówiłaś mu to?
— Mówiłam! Ale do niego nic nie dociera. Ubzdurał sobie, że bez dziecka nie będę szczęśliwa.
— A będziesz?
— Bez Nicka na pewno nie. Dziecko nie jest najważniejsze… poza tym są inne sposoby, na przykład adopcja…
— Więc on wspaniałomyślnie się poświęca, żebyś mogła mieć biologiczne dziecko, a ty…
— Nie chcę, żeby się poświęcał! — przerwałam mu. — Nikt mu nie kazał tego robić. Ja wcale tego nie oczekiwałam. Poza tym, to nie jest takie proste, jak wam się wydaje. Endometrioza utrudnia zajście w ciążę, prowadzi do poronień, oczywiście ja mogę mieć szczęście i wszystko pójdzie gładko, ale skąd wiecie, że nie jestem akurat w tych trzydziestu procentach kobiet, które są bezpłodne przez tą głupią chorobę? Skąd wiecie, że jeśli w ogóle uda mi się zajść w ciążę, to ją donoszę? A jeśli nie, to ile razy mam próbować? Po co mam się tak męczyć? Po co to wszystko, skoro nie będzie przy mnie miłości mojego życia?
Jednak z drugiej strony… Jeśli znalazłabym dawcę podobnego do Nicka, mogłabym mieć dziecko, które wyglądałoby jak on. Mogłabym udawać, że jest jego, chociaż doskonale wiedziałabym, że nie miałoby jego genów. Mogłabym poddać się zapłodnieniu in vitro i nie musiałby mnie dotykać żaden inny facet. Mogłabym…?
Will przez chwilę milczał, najwyraźniej nie wiedząc, co powiedzieć.
— A więc Nick jest miłością twojego życia? — zapytał w końcu.
— Tak.
— Skąd to wiesz? Nie znacie się wcale tak długo.
— Po prostu to wiem. Takie rzeczy się czuje.  
Brat znowu się nie odzywał przez parę minut, aż w końcu westchnął.
— Więc co teraz? Zamierzasz do końca życia leżeć w tym łóżku? Masz psa, którym zajmuję się ja, masz pracę, którą olałaś. Myślisz, że wszyscy będą czekać, aż przeżyjesz rozstanie? Masz obowiązki, ja też je mam i nie dam rady robić wszystkiego sam. Przecież wiesz.
— Wiem, ale…
— Nie. Nie ma żadnego “ale”. Skoro ani ty, ani on nie jesteście szczęśliwi, to się jakoś dogadajcie, do cholery. Czemu nie możecie być razem i mieć dziecka? Tak, wiem, Nick nie może, ale mówiłaś o adopcji. A skoro wspomniałaś adopcję, to równie dobrze możecie znaleźć anonimowego dawcę i będziesz mieć i Nicka, i swoje biologiczne dziecko.
Patrzyłam na niego, powoli przyswajając to, co powiedział. Miał rację. Żadne z nas na to nie wpadło. Mogliśmy być razem, mogliśmy mieć dziecko i mogliśmy być szczęśliwi.
— Ale… co mam zrobić?
— Wstać z tego pieprzonego łóżka i zacząć żyć. Ogarnij się i idź przekonać Nicka. To takie trudne?
— Nie. Masz rację. — Powoli się podniosłam i usiadłam. — Okej, dam radę.
— Dobrze. Najpierw idziesz coś zjeść. — Wstał i spojrzał na mnie. — No, już. Chodź.
Zakręciło mi się w głowie, gdy tylko stanęłam obok brata. Pociemniało mi przed oczami i gdyby mnie nie złapał, leżałabym już na podłodze. Oddychałam głęboko, aż w końcu wzrok wrócił do normy i byłam pewna, że nie stracę przytomności. Zrobiliśmy kilka kroków, kiedy Will powiedział:
— Zmieniłem zdanie. Najpierw idziesz pod prysznic, a ja zrobię ci coś dobrego do jedzenia. Dasz radę?
— Chyba tak.
Zaprowadził mnie do łazienki i przeraziłam się, widząc swoje odbicie w lustrze. Tłuste włosy, sterczące w każdą stronę, zapuchnięte oczy i twarz tak blada, że mogłabym udawać trupa. Boże, naprawdę musiałam się wziąć w garść. Wzięłam długi, gorący prysznic, umyłam dokładnie włosy i od razu poczułam się lepiej. Miałam motywację do działania, miałam nadzieję i musiałam odzyskać swoje światło. Nie chciałam dłużej żyć w ciemności.
***
Dwa dni później, kiedy już się w miarę ogarnęłam, postanowiłam złożyć Nickowi wizytę. Jego konsola kurzyła się u nas w salonie, więc stwierdziłam, że mu ją oddam. Cały czas zerkałam na telefon, czekając na wiadomość od niego, ale się nie doczekałam. Ja też nie pisałam, bo pewnie by nie odpisał. Zapakowałam konsolę do plecaka Willa i pojechałam do mojego chłopaka, który już nim nie był. Miałam nadzieję, że tylko tymczasowo i wszystko wróci do normy, gdy porozmawiamy. Dwadzieścia minut później pukałam do drzwi Nicka, a serce waliło mi w piersi jak oszalałe. Położyłam plecak pod nogami, bo był trochę ciężki.
W końcu drzwi się uchyliły i niemal widziałam, jak twarz Nicka zmienia się na mój widok — z posępnego wyrazu twarzy zrobił się zszokowany, a potem oschły.
— Co tu robisz, Hayley? — zapytał grobowym tonem.
— Przywiozłam ci konsolę, bo my z niej nie korzystamy i tylko się kurzy. No i chciałam porozmawiać.
— O wszystkim już porozmawialiśmy.
— Nie. Uparłeś się i zadecydowałeś za nas oboje. Nie możesz tak robić. — Podniosłam plecak. — Nie wpuścisz mnie do środka?
— Nie. Proszę cię, nie utrudniaj tego.
— To ty nie utrudniaj. Proszę, Nick…
— Jeśli ktoś chce zerwać, to zrywa. Może i decyduje za tę drugą osobę, ale tak już jest. A ja miałem dobry powód, by to zrobić. Jeśli będziesz tu przychodzić i będziesz chciała rozmawiać, to żadne z nas nie ruszy do przodu.
— Ale ja nie chcę ruszyć do przodu, nie rozumiesz? Chcę być z tobą.
— Tylko ze mną? Bez dzieci? Naprawdę uważasz, że będziesz w stanie o nich zapomnieć? — zapytał chłodno. — Powtórzę to jeszcze raz: spójrz mi w oczy i powiedz, że nie chcesz dzieci. W ogóle. Że któregoś dnia nie obudzisz się, nie spojrzysz na mnie i nie będziesz mnie winiła za to, że pozbawiłem cię szansy zostania matką. Szansy posiadania twojego biologicznego dziecka.
Zawahałam się. Chciałam powiedzieć, że tak. Chciałam powiedzieć, że nie będę go o nic winić. Byłam w stanie powiedzieć wszystko, byleby tylko do mnie wrócił, ale przecież nie mogłam go okłamać. A to byłoby kłamstwo, a przynajmniej częściowo, bo sama nie wiedziałam, czy to była prawda. Zachciało mi się płakać. Stał tak blisko, a ja nie mogłam go dotknąć.
— Są inne opcje — powiedziałam w końcu. — Coś wymyślimy. Razem.
— Ale ty nie chcesz innych opcji. Pytałaś mnie, czy wykorzystałbym szansę mieć swoje biologiczne dziecko. To nad tą opcją się zastanawiasz. I nie możesz mi powiedzieć, że nie chcesz swoich dzieci, bo to nieprawda, więc dlaczego to utrudniasz? Myślisz, że mi jest łatwo? — Zacisnął mocno dłoń na klamce.
— Ale bez ciebie to wszystko nie ma sensu… — jęknęłam.
Już zapomniałam, co chciałam mu powiedzieć. Zapomniałam o mojej nadziei. Łzy napłynęły mi do oczu, więc skupiłam się na tym, żeby nie wybuchnąć płaczem.
— Może teraz nie ma. Ale będzie miało. Spotkasz kogoś, kto da ci to, czego chcesz, bo niestety ja ci tego nie dam. — Jego głos lekko się załamał, ale po chwili jego oczy znowu stały się chłodne i zdystansowane. — Proszę cię, nie przychodź tu więcej.
Wzięłam drżący oddech, czując, jak łzy spływają mi po policzkach. Wręczyłam Nickowi plecak z konsolą, po czym zaczęłam zbiegać po schodach. Nie pożegnałam się. Bo to nie było pożegnanie. Jeszcze nie. Tylko dzisiaj nie miałam siły na więcej. Piętro niżej się zatrzymałam, usiadłam na schodach i rozpłakałam. Nie spodziewałam się, że Nick będzie taki… chłodny i zdystansowany. Objęłam się ramionami, opierając głowę o ścianę. Moje światło było tak blisko, ale ciemność nic sobie z tego nie robiła i zagarnęła mnie w swoje objęcia.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 4403 słów i 24291 znaków.

1 komentarz

 
  • Wer...

    Hayley musi walczyć o swoje światło trzymam za nią kciuki 😍