Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Trzy dni, część 5

Party zaczęło się o siódmej. Rooney dostrzegła kilka znajomych twarzy. W sumie niewiele osób widziała po raz pierwszy. Szkoła liczyła trzy tysiące uczniów, ale wzrok rejestrował twarze, chociaż pewnie nieświadomie. Koło dziesiątej zauważyła, że Jane kłóci się z Oliverem. Przyjechała z nimi i miała nadzieje, że z nią wrócą. Tylko czy Oli z nimi pojedzie? Przystojny brunet gdzieś zniknął, natomiast Jane zaczęła więcej rozmawiać z Keithem, chłopakiem z równoległej klasy. Rooney rozmawiała z kilkoma ludźmi, tańczyła w kółku, nie tańczyła z nikim osobno, zresztą muzyka była za szybka. Wypiła jeden napój z minimalną ilością alkoholu, a potem piła tylko soki. Trochę się zaniepokoiła, bo Jane wyglądała na lekko wstawioną.
–  Jeżeli chcesz prowadzić, powinnaś przystopować – odezwała się do niej, próbując przekrzyczeć muzykę.
–  Relaks, mała. Nie jestem pijana.
–  Gdzie jest Oliver?
–  Chuj go wie. Palant.
–  Co zrobił?
Gadał z jedną cipą. Nawet jej nie znam.
–  Ty gadasz z każdym i on nie robi ci awantur.
–  Chcesz powiedzieć, że to moja wina! – Jane krzyczała, ale tylko z powodu muzyki.
Nie wyglądała na złą.
–  Nie wiem. Czasem mi się wydaje, że jesteś zbyt kontrolująca.
–  Poprawie się – uśmiechnęła się i pocałowała ją w usta, trochę mocniej niż Rooney się spodziewała.
–  Co robisz?  –  zapytała ostrzegawczo.
Jane wyczuła jej obawy.
–  Nie jestem wstawiona i nie jestem lesbą, po prostu cię lubię. Bardzo.
–  Ja ciebie też – uspokoiła się szatynka.  –  już po dwunastej, musimy wracać.
–  Zapomniałam, że nie masz osiemnastki. Wracamy z Keithem, Oli się gdzieś zapodział. Kretyn.
Po pięciu minutach cała trójka wsiadła do czarnej Hondy Cvick.
Rooney usiadła obok Jane a Keith za szatynką, bo chciał widzieć Jane.
Zapiąć pasy – zakomenderowała – Rooney jest spóźniona, to musimy się pospieszyć.
Ruszyła ostro i po chwili już byli na ulicy Gordon. Nie widziały innych samochodów. Jane jechała szybko, a w środku rozbrzmiewała głośna muzyka.
Wskaźnik szybkości przekroczył sto dwadzieścia. Ulica miała dwa pasy i dobrej klasy asfaltową powierzchnię. Zero samochodów.
–  Nie musisz tak szybko jechać – powiedziała Rooney.
–  W życiu trzeba mieć trochę fuunu. Pofruniemy – zwróciła uśmiechnęłą twarz w jej kierunku. 
Przed nimi znajdował się strumień. Z tego powodu ulica nieco się unosiła, tworząc małą górkę. Samochód lekko uniósł się nad powierzchnię jezdni. Jane jechała sto czterdzieści pięć kilometrów na godzinę. Jechały drugim pasem Lekko po lewej, miały w odległości osiemdziesięciu metrów stacje benzynowa Huski. W tym miejscu jezdnia skręcała lekko w prawo. Samochód zetknął się z powierzchnią. Coś poszło nie tak i Jane odczuła, że przednie koła prowadzą wóz trzydzieści stopni w prawo. Nie zdołała zareagować, by wyprowadzić koła na prostą z powodu ogromnej prędkości...

                                 Część druga: Dzień pierwszy.

Atmosfera przy śniadaniu nie wyglądała inaczej niż od kilku dni. Dziewczynki słyszały kłótnie, Rooney nie wytrzymała i powiedziała mamie co o tym myśli. Dzisiaj jechały do szkoły z ojcem.
Obie lubiły jego trucka, chociaż Honda Oddysey była wygodna i cicha.
Obie siedziały na tylnym siedzeniu, co nie tak czesto się zdarzało, bo przeważnie Rooney siedziała z przodu, a Megan nigdy nie protestowała.
–  Jesteście dziś małomówne – zagadał ojciec.
–  Tak wypadło. Kiedy się pogodzicie, to zaczyna nie być ciekawe?
–  Próbowałem.
–  Wiem. Wczoraj jej wygarnęłam. Poszedłeś do baru?
–  No wiesz, Rooney? Pojechałem do pracy.
–  Facet czasem powinien się upić – wtrąciła się Megan.
–  Nie mądrzyj się – starsza ją ochrzaniła.
Jonathan uśmiechnął się tylko pod nosem.
–  Mam dzisiaj sporo pracy i nie wiem kiedy będę w domu. Mama was odwiezie?
–  To jeszcze ustalimy później. Nie przejmuj się tato  –  odrzekła starsza.
Pierwsza jak zawsze wysiadła Megan. Uścisnęła ojca i siostrę. Za minutę dojechali pod wielką szkołę, do której uczęszczała Rooney.
–  Miłego dnia, skarbie.  –  rzekł
Ona podeszła do jego strony. Otworzył szeroko okno. Nachyliła się i cmoknęła go w policzek.
–  Miłego dnia, tato.
Po chwili ruszył w kierunku pracy.

                           Dzień wcześniej, po kłótni z żoną.

Dojechał pod biuro. Zobaczył światło w środku. Dochodziła siódma, ale słońce jeszcze miało czas na pójście spać.  
Ciekawe kto pracuje, pomyślał. O czwartej trzydzieści wszyscy już przecież wyszli. Kiedy tylko otworzył drzwi, od razu dostrzegł uśmiechniętą twarz Tracy.
–  Też masz ekstra robotę? – zapytała.
–  Tak trochę.
–  Ja już prawie skończyłam. Potrzebujesz pomocy? – uśmiechnęła się pięknie i patrzyła nieco dłużej na jego twarz.
–  Nie tak bardzo.
Wróciła do swojego biurka. Jonthan odpalił komputer i gapił się w biały ekran. Po dwóch minutach stanęła obok niego Tracy i delikatnie oparła się biodrem o jego ramię.
–  Coś nie tak, Jonathan?  –  patrzyła na niego, to na ekran – masz coś do zrobienia czy nie?
–  Nie za bardzo. Przyjechałem, bo...
–  Chcesz pojechać do mnie i pogadać?
Patrzył w jej oczy. Chyba jej się podobam, pomyślał. Wtedy się odwróciła, gdy gapił się na jej tyłek, ale wówczas tego nie odczuł. Wówczas raczej ona odkryła, że to ona mu się podoba.
Miała cienką sukienkę, nieco inną niż wówczas, ale aktualna kreacja nadal podkreślała jej nienaganne kształty.
–  Właściwie to chętnie. Jesteś pewna, że nie chcesz iść do restauracji.
–  Są zamknięte w środku, nie pamiętasz? Maja otworzyć na początku lipca. Ta cała pandemia to chyba kit na wodę. Jak wiedzą, że zachorowania zmniejszą się w tym czasie?
–  Mają statystykę. Poza tym w lecie zawsze ludzie mniej chorują.
–  Czyli potwierdza to zdanie, że jest to rodzaj grypy.
–  Sam nie wiem. Musimy stosować się do przepisów, myślisz, że jestem szczęśliwy, że mam maskę na twarzy przez cały dzień?
–  Dobra, to jedziemy do mnie. Jedź za mną, a jak byś się zgubił, to tu masz adres – podała mu swoją kartę bussinesowową.
–  Wiem, gdzie to jest.
–  To dobrze  –  usmiechnęła się miło
Droga do jej domu nie trwała więcej niż dziesięć minut. Czuł się dziwnie, ale nie żałował, że jedzie.
Wjechali prawie równo na wjazd do garażu. Otworzyła drzwi i zdezaktywowała alarm.  
–  Zrobię coś do picia – powiedziała i odwróciła się w kierunku barku.
Jonathan złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie. Nie protestowała, jednak nic więcej nie zrobiła jakby czekała na jego ruch. Położył dłoń na jej zgrabnym tyłeczku. Dalej stała i patrzyła mu w oczy. Wstał i zbliżył usta do jej i zaczęli się delikatnie całować.
–  Jesteś pewny? – zapytała po dwuminutowym pocałunku.
–  Tak, drink może poczekać – przyciągnął ją do siebie.
Tym razem jego męskość już stała w pogotowiu. Po chwili zdjął jej sukienkę, po chwili stanik i zaczął ssać jej naprężone brodawki. Została w samych majteczkach, a on w spodenkach.
–  Nie mam gumki – powiedział cicho.
–  Nie miałam nikogo od piętnastu lat, a dzisiaj nie zajdę.
Popchnął ją delikatnie na skórzaną kanapę i zatopił usta w jej udach. Po chwili zdjął ostania część garderoby i zaczął całować jej intymność. Położył dłonie na biodrach i lekko przyciągnął. Ona rozsuną mocniej uda, uniosła biodra i tylko gładziła mu włosy. Po kilku chwilach jej ciałem zaczął wstrząsać orgazm.
Patrzyła na niego, a on rozkoszowała się widokiem jej zgrabnego ciała, ponieważ wstała i stała tuż przed nim.  
–  Teraz moja kolej – szepnęła.
Po chwili jego męskość znalazła się w jej ustach. Pieściła go delikatnie, ale wyczuła, że jest blisko i się zatrzymała
–  Chcesz tak, czy skończymy inaczej?
–  Nie musimy kończyć po pierwszym razie.
Tracy zrozumiała. Stanęła przed nim i ponownie zaczęli się całować. Tym razem ona zaczęła całować całe jego ciało. Tors, brzuch, chwilę męskość. Znalazła się z tyłu i całowała jego pośladki i plecy, co było dla niego nowe. Potem zajęła się jego napiętym organem. Miała doświadczenie, ale wyraźnie górowała pasja. W końcu czuł, że dochodzi. Uchwycił jej głowę i przycisnął do swoich bioder. Pieściła go jeszcze chwilkę i po chwili salon napełniły jego głębokie westchnienia wieńczące kulminację. Po chwili opadł lekko zmęczony na kanapę.  
–  Zrobię coś do picia.  –  szepnęła.
Patrzył na jej ciało gdy odchodziła do barku. Czuł, że nadal jest podniecony, a jego organ lada chwila będzie ponownie w stanie gotowości.
Tracy stała przy barku z dwie minuty. Po chwili odwróciła się, a w dłoniach trzymała dwie szklanki złocistego napoju.
–  Dałam francuską wódkę, trochę Grand Marnier i napój pomarańczowy  –  podała mu szklankę, a sama stała przed nim na wyciągniecie reki.
Wypiła pół szklanki, odstawiła na stolik stojący obok z ciemnego drzewa i ponownie zaczęła całować jego ciało w okolicy intymnej. Jonathan odstawił szklankę, pociągnął Tracy do siebie.  
–  Chcesz iść do sypialni? – zapytała miękko.
–  Nie czujesz się tu komfortowo?  –  zapytał.
Zamiast odpowiedzieć, spojrzała na okna. Praktycznie jedną ścianę stanowiła szyba, a za nią rozciągał sie widok na jezioro Okanagan. Słońce miało jeszcze prawie pół godziny do zachodu i cały salon tonął w promieniach zachodzącego słońca. Zrozumiał, że gdyby ktoś szedł plażą lub płynął blisko, miałby nie lada widok. Wstał, a ona wzięła jego dłoń i poszli do jej pokoju. Kiedy tylko stanęli blisko łóżka, ponownie delikatnie ją popchnął na miękką pościel. Nadal nie robiła wrażenia natarczywej, to raczej Jonathan był podniecony i gotowy, a teraz zaczął rozsmakowywać się w jej ciele. Całował jej uda, pośladki i plecy, pieścił piersi, w końcu położył się na niej i wszedł w nią mocno. Wydała westchnienie rozkoszy i od razu uniosła biodra i objęła go udami w pasie. Poruszali się powoli w jednym rytmie. Dał jej przestrzeń podczas szczytu, a gdy tylko doszła, wyczuł czy chce odpocząć, czy dalej prowadzić miłosne zmaganie. Tracy wybrała to drugie. Przejęła prowadzenie. Odrzucili kołdrę i leżeli na prześcieradle. Ona nic nie mówiła, tylko pomyślała, że dał jej już dwa rozkoszne szczyty, a sam jeszcze nie doszedł do granicy rozkoszy. Znalazł się na plecach a ona zasiadła na nim, jak królowa na tronie. Poruszała się powoli, a on obserwował jej falujące piersi. Nie myślał o niczym innym jak o tym co teraz się działo. Znowu miała, ale nadal chciała miłości. Jonthan czuł przyjemność i rozkoszował się każdą chwilą. W końcu znalazła się za jego inicjatywą na dywaniku przed łóżkiem. Klęczała i opierała ramiona o brzeg łóżka. Rozchylił jej pośladki i przejechał dłonią przez środek ogrodu rozkoszy. Po chwili wszedł w nią, dużo delikatniej i subtelniej niż poprzednio. Uchwycił biodra i wchodził do końca. Tym razem gdy doszli razem, drgała w rytm jego erupcji. Opadł na jej plecy, zaczął je całować i lekko przygryzał.  
–  Mogę się umyć?  –  zapytał, po chwili.
–  Jasne, chcesz świeży ręcznik?
–  Całowałem twoje ciało, dlaczego nie mógłbym wytrzeć się twoim ręcznikiem, chyba że sobie nie życzysz?
–  Nie mam z tym problemu.
Po kwadransie już umyci i ubrani siedzieli na kanapie w salonie. Nie zadawała pytań, tylko patrzyła w jego oczy.
–  Dziękuję – powiedziała kiedy wychodził.
–  To ja dziękuję – odparł.
Wrócił do domu piętnaście po dziewiątej. Podczas jazdy nie myślał o niczym, jednak jechał skupiony i zwracał na wszystko uwagę. Sara siedziała w swoim pokoju. Odwiedził pokój Rooney.
–  Hej, słonko, jak twój dzień?  –  zapytał.
–  Dobrze, a twój?
–  W porządku.
–  Jesteś głodny?
–  Jadem lunch.
–  Powiedz, zrobię ci coś, jak chcesz?
–  Dziękuję Ronney, jesteś kochana. Mama nadal zagniewana?
–  Zupełnie jej nie rozumiem. Jestem za tobą. Kiedy pojechałeś, powiedziałam jej, co myślę. Zupełnie nie rozumiem. Nigdy się nie kłóciliście. Jeżeli jej nie przejdzie I będzie nadal odrzucać twoje oferty pogodzenia, zacznę ją naciskać.
Jonathan nie odpowiedział córce tego samego co jej mama, że to nie jej sprawa. Zastanawiał się tylko czy córka miałaby takie samo zdanie, gdyby się dowiedziała, co dzisiaj zrobił. Oczywiście nie zamierzał jej tego mówić, ale brał pod uwagę, że być może kiedyś będzie musiał. Do tej chwili nie myślał o poczuciu winy. Jednocześnie nie sądził, że intymne zbliżenie z Tracy się jeszcze powtórzy, chociaż nie postanowił tego definitywnie. Czuł, że Tracy nie miałby nic przeciwko. Poszedł do pokoju Megan. Siedziała przy biurku i słuchała muzyki. Pukał kilka razy i w końcu delikatnie uchylił drzwi. Dopiero wówczas odwróciła się w jego kierunku.
–  Przepraszam, pukałem kilka razy.
–  Nic się nie stało. Jak twój dzień?
–  Dobrze.
Spojrzała na niego dłużej. Wyczuł coś w jej wzroku, ale jednak o nic nie zapytała.
Podszedł i pogładził ją po plecach.
–  Nie masz żadnych trudnoci z matmą?
Dwa lata temu miała i pomagał jej kilka razy. Wolała jego pomoc, niż od siostry.
–  Radzę sobie. Dobrze by było gdybyście się pogodzili, szczególnie że mama nie miała żadnych powodów i to, co zrobiła  i nadal robi, jest idiotyczne.
–  Ależ kochanie!
Megan nie zachowywała się jak Rooney. Zwykle reagowała bardziej żywiołowo i ostrzej niż siostra. Nie starała się być uprzejma, tylko zawsze określała sprawy, jakimi były.
–  Co? Uważasz, że miała?
–  A gdyby miała?  –  sam się wystarczył tego co powiedział.
–  Ale nie miała. Natomiast teraz weszła na cienki lód. Ludzie robią czasem głupie rzeczy, kiedy długo pozostają w takiej sytuacji. Dziwie się jej, że ja to wiem, a ona nie.
Czyli zrobił coś głupiego. Przespał się z inną kobietą. Odrzucił szybko tę myśl, bo na teraz jego jestestwo nie oskarżało się o nic.
Patrzyła na niego wnikliwie, ale całkiem inaczej niż poprzednio, jakby próbowała zgadnąć, o czym myśli. On natomiast pomyślał właśnie w tej chwili o tym, jak obie wyrosły, a dopiero co to były małe szkraby, a teraz już są prawie kobietami.
–  Popracuję jeszcze trochę i potem pójdę się położyć.
Zobaczył jej zwężone oczy. Miał pewność, że jego czternastoletnia córka odkryła, że zrobił coś, za co mama miałby całkowite prawo być zła, wściekła, a nawet mogłaby wystąpić o rozwód. Nie miał tylko pojęcia, jak to odkryła. Poszedł do swojego gabinetu, ale nie mógł się skupić na liczbach ani tym bardziej na kruczkach prawa ubezpieczeniowego, które przecież znał na pamięć.
W sypialni znalazł się około jedenastej trzydzieści. Sara leżała już w łóżku. Tak, dobre było to, że nadal spali w jednym łóżku. Jonathan nie miał pewności czy nadal tak będzie kiedy Sara się dowie. Raczej nie sądził, że będzie się mogła tego dowiedzieć od nikogo innego, jak od niego. Zasnął, zanim jego umysł zaczął kreować stymulację, jak sam by zareagował, gdyby ona go zdradziła...
                                                                         
                                   Część trzecia: Dzień trzeci.

Oboje obudzili się. Coś ich obudziło. Słyszeli ostre pukanie do drzwi wejściowych. Jonathan szybko założył swój szlafrok z jedwabiu, lecz kiedy wyszedł z sypialni i zobaczył migoczące policyjne światła poczuł skurcz w środku. Zanim doszedł do drzwi, zobaczył kątem oka, że Sara i Megan też już są tuż za nim.
Poszedł na słabych nogach do wejścia. Otworzył drzwi.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat, użył 2799 słów i 15892 znaków, zaktualizował 25 lip o 3:24.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto