To ja już sam zacznę płakać cz. 4

Cz 4
Mama znowu poszła ze mną do lekarza. Powiedziała, że jestem bardzo chory i muszę iść się zbadać. Nie bardzo wiedziałem, na czym moja choroba polega, bo było mi dobrze i nic mnie nie bolało. Może oprócz kolan, w które mama mnie wczoraj kopała, bo nie chciałem zjeść kaszki, ale to przecież nie była choroba. Zwyczajnie byłem niegrzeczny i dlatego musiała mnie ukarać. Gdyby tego nie zrobiła, mógłbym dalej być niegrzeczny i nie jeść kaszki, ale teraz już będę ją jadł. Musiałem jej to obiecać na mały palec, a to była największa obietnica, jaką mogłem złożyć.
Pan doktor zbadał mnie opukując najpierw brzuszek, a potem plecy i po bokach. Kazał mi zakaszleć, choć mi to trochę nie wychodziło. Mama się za to na mnie zezłościła i pod stołem uszczypnęła mnie w to bolące miejsce na kolanie. Krzyknąłem tak mocno, że aż się zakrztusiłem i faktycznie zacząłem kaszleć.  
Lekarz przepisał mi syrop na kaszel, taki wykrztuśny, żeby było mi już lepiej. Na prośbę mamy przepisał mi też jakieś tabletki, ale nie byłem pewny, na co to było.
- To dla twojego dobra- powiedziała mi na ucho mama, gdy wyszliśmy od lekarza.
Podziękowałem jej za troskę buziakiem w oba policzki, bo tak było trzeba i poszliśmy do apteki.  
Była duża kolejka, ale mama powiedziała mi, że załatwi tak, żebyśmy weszli pierwsi. Potem bardzo mocno uderzyła mnie pięścią w plecy, aż krzyknąłem i się przewróciłem. Wszyscy na nas spojrzeli. Mama coś do nich powiedziała i pani kasjerka kazała nam podejść, jako pierwszym.
W domu pogłaskała mnie po głowie i dała syropy z tabletkami.
- Po nich wszystko ci przejdzie- mówiła i odchodziła zostawiając mnie samego w swoim pokoju.  
Miałem spać. Przy niej zamknąłem oczy i udawałem, że śpię. Ale gdy zamknęła drzwi zacząłem płakać, bo wciąż mnie bolały plecy tam, gdzie mnie uderzyła. Trudno mi się oddychało, ale tak to już jest jak się nie słucha mamy.





Karolina
Czas nagli, a ja wciąż nie potrafię się oderwać od książki. Jestem dopiero na setnej stronie, a już wciągnęła mnie jak żadna inna. Ciekawe jak by to było, gdybyśmy my mieli taki strych z tyloma pustymi pokojami. Mogłabym wtedy tam wymierzać kary temu bachorowi i wtedy na pewno by mnie już słuchał. Gdyby posiedział tam, choć jedną noc, zrozumiałby, że przebywanie w moim towarzystwie jest najlepszą rzeczą, jaka go w życiu spotkała. Nie biadoliłby już, że nie smakuje mu kaszka z przecierem jabłkowym, tylko zjadałby ją do samego końca, prosząc o dokładkę. Sama bym przecież takie rzeczy jadła, ale przecież nie jestem dzieckiem. A po za tym, niezbyt mi smakowała. To jedzenie dla dzieci jest naprawdę paskudne, ale co na to mogę poradzić? A ja jeszcze muszę je przygotowywać i próbować!  
Ohyda!
Czytanie przerwał mi telefon. Dzwonił Adam z pracy. Ciekawe, po co? Może znów miał dla mnie jakąś niespodziankę?
- Cześć.
- No witaj Karolina. Jak tam nasz Skarbek?
O matko, a on znowu chce gadać o tym bachorze…
- Już dobrze. Nawet nie sądziłam, że może być taki chory. Lekarz sam przepisał mu jakieś leki wykrztuśne i kilka syropów. Zaproponował też, abym mu podawała witaminę c w tabletkach dwa razy dziennie, bo wygląda, jakby miał jej za mało.
- Kurcze, nie wiedziałem, że jest aż tak źle. Mam nadzieję, że jemu to przejdzie.
- Nie martw się, na pewno przejdzie. Dbam o niego jak mało, kto Przecież wiesz.
- No wiem kochanie, wiem. A co u ciebie?
A co może być? Siedzę w domu i czytam najlepszą książkę, jaką mam, a ty mi w tej chwili przeszkadzasz.
- Też dobrze. Właśnie myślałam nad przygotowaniem małemu jakiegoś posiłku z jak największą nutką witamin, aby szybciej doszedł do siebie. W aptece zrobił się taki chory, że aż sprzedawczyni przyjęła nas, jako pierwszych. A teraz zasnął, chyba wykończony całą podróżą. Z powrotem nie był najgrzeczniejszy, więc się tak umęczyłam, że sama z chęcią bym odpoczęła.
- Współczuje ci naprawdę. A jeśli chodzi o to, co wczoraj…
Zamknij się ty debilu! Jak ci mało bachorów, to sobie narysuj je na kartce i zabieraj ze sobą do roboty. Zobaczymy, czy wtedy też byłbyś taki wypoczęty!
- Daj spokój. Nie musisz mnie przepraszać. Marzena może do nas przyjść, kiedy tylko zechce. Sorki, że tak wyszło…
Oby nigdy nie zechciała, bo nienawidzę na nią patrzeć. Jest gruba jak sto koni i gdyby tylko zdjęła buty, wyglądałaby nie tylko jak sto koni, ale i sto kopyt. Prosto z chlewu.
- Nie, ja tylko tak tam- zawahał się.- Chciałem sprawdzić, czy wszystko u was dobrze. Wiesz przecież, że Skarbeniek jest moim oczkiem w głowie. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby mu się coś stało.
- Ze mną nic mu się złego nie stanie. Zapewniam cię.
Postaram się bić go w takie miejsca, gdzie ich nie ujrzysz.
- Dobrze, to do zobaczenia wieczorem.
- Ok., pa!
W końcu się rozłączył. Na czym to ja skończyłam? A tak, na setnej stronie i trzynastej linijce.

743 czyt.
100%13
Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 953 słów i 5056 znaków.

3 komentarze

 
  • AnonimS

    AnonimS · 17 gru 2018

    To sadysta.  Bije kopie bezbronne dziecko.

  • agnes1709

    agnes1709 · 31 paź 2018

    Fajna ta Twoja bohaterka, ciekawa tylko jestem, czy badała kiedyś pustak Dawaj ja tu, chętnie z nią pogadam

  • AlexAthame

    AlexAthame · 28 paź 2018

    Może moja wyobraźnia jest ograniczona ale ta Karolina chyba przegina. Pewnie są gorsze matki.Opisujesz ja jako wydre do kwadratu.Dziecku się nie dziwię, ze nie rozumie. Kocha ja i sądzi ze tak musi być,  ale Adam?Mam nadzieje ze w końcu mu się otworzą oczy .Tylko wtedy co?  Nie zabije jej bo dziecko pojdzie do do dziecka. Jestem za bardzo emocjonalny.Skad ten pomysł?  Znasz taka wyrodną matkę?